Prohibicja w Szczepanowie
Na Szczepanów patrzą ludzie z całej Polski i kilku pijaczków psuje nam opinię. - Pierwszy tekst "z zewnątrz" zaopiniowany przez naszego Majstra.
Przedstawiamy Wam pierwszy tekst nadesłany przez naszego czytelnika. Pierwotnie został opublikowany w "Przewodniku Katolickim". Oryginalny tytuł "Pod prąd" zmieniliśmy ze względu na istnienie już innego tekstu w tym dziale, pod tym samym tytułem.
Co? Że wódki u nas nie będą sprzedawać? - oburzył się niewysoki, lekko podpity mężczyzna w kurtce moro. Wychodził akurat ze sklepu w samym centrum Szczepanowa, kiedy zapytałem go, czy słyszał, że radni gminy chcą wprowadzić w wiosce zakaz sprzedaży alkoholu.
- To jakiś głupi, nieżyciowy pomysł! - machnął gniewnie ręką.
Naszej rozmowie przysłuchiwał się pchający rower Stanisław Wójcik, emeryt. - Byłby nawet wskazany taki zakaz. Taki ruch tutaj, a pijacy ciągle na przystanku leżą - skomentował.
Nie bądźmy jak zaborcy
Szczepanów dzieli niecała godzina jazdy samochodem z Krakowa na Tarnów. Tysiąc mieszkańców, neogotycki kościół, straż pożarna, szkoła podstawowa, ośrodek zdrowia, cmentarz, cztery małe sklepiki i otwarty niedawno bar w domu strażaka.
Prawie tysiąc lat temu urodził się tutaj święty Stanisław, późniejszy biskup krakowski zamordowany przez króla Bolesława Śmiałego. Główny patron Polski, czczony szczególnie jako patron ładu moralnego i trzeźwości.
Kilku radnych z gminy Brzesko, na terenie której leży Szczepanów, wystąpiło z wnioskiem, żeby dla uczczenia Świętego wprowadzić w wiosce zakaz sprzedaży alkoholu.
- Wiele osób z problemami alkoholowymi wyprasza tu dla siebie wiele łask - tłumaczy radna Anna Kądziołka-Kukurowska, emerytowana nauczycielka historii, która wystąpiła z wnioskiem o wprowadzenie w Szczepanowie prohibicji. W obecnych wyborach startowała z Ligi Polskich Rodzin. - Nie bądźmy jak zaborcy, którzy rozpijali nasz naród - dodaje.
Miejsce wyjątkowe
W upalny czwartek 29 sierpnia zebrała się Komisja Gospodarki Finansowej Rady Miejskiej w Brzesku. Na posiedzeniu przyjęto wniosek, aby zarząd miasta "przeanalizował możliwości zmniejszenia ilości punktów sprzedaży alkoholu na terenie Szczepanowa ze względu na szczególne miejsce, które jest od XIX wieku miejscem modlitwy o trzeźwość".
Wniosek poparło sześć osób, dwie wstrzymały się. Przeciwko nie głosował nikt.
Radna Maria Maślak, przewodnicząca komisji finansów, nie ukrywa, że głosowała "za". - Skoro na terenie naszej gminy jest takie miejsce, gdzie ludzie od ponad stu lat modlą się o trzeźwość, to dlaczego nie może ono być wyjątkowe? - pyta retorycznie.
Z wniosku nie wynika jasno, czy radnym chodzi o wprowadzenie całkowitej prohibicji. Maria Maślak rozwiewa moje wątpliwości: - Napisaliśmy, że chodzi nam o zmniejszenie. Ale przecież zmniejszenie może być do zera.
Jaki będzie los wniosku, nie wiadomo. Muszą się nim teraz zająć radni. - Jakaś odpowiedź musi być - mówi Stanisław Pacura, wiceburmistrz miasta i gminy Brzesko. - Ale pewnie dopiero przyszła rada się tym zajmie.
Psują opinię
Główna ulica w Szczepanowie nosi nazwę świętego Stanisława. We wsi stoi kilka pomników biskupa w mitrze i pastorałem w ręku. Na parafialnym cmentarzu jest kaplica postawiona na miejscu domu Patrona Polski.
Po drugiej stronie szosy stoi mała kapliczka z dębowym pniem, przy którym w 1039 roku miał się urodzić przyszły Święty. Obok studzienka postawiona na miejscu źródełka, gdzie według legendy, matka świętego Stanisława - Bogna obmyła swojego synka po urodzeniu.
W przyszłym roku Szczepanów świętował będzie 750. rocznicę kanonizacji swojego wielkiego krajana. Na początku maja odbędzie się tygodniowy odpust. Na uroczystości przyjedzie Episkopat.
- Musimy zdążyć ze wszystkim do majowych uroczystości - ksiądz Władysław Pasiut, proboszcz parafii świętej Marii Magdaleny w Szczepanowie i kustosz tutejszego sanktuarium świętego Stanisława pokazuje na oblepioną rusztowaniami kościelną wieżę. Kilku robotników zrywa starą dachówkę i kryje dach mosiężną blachą.
Ksiądz Pasiut został proboszczem w Szczepanowie rok temu. Chwali swoich parafian. - To dobrzy, szlachetni ludzie - mówi. - Do prac remontowych tylko fachowców muszę najmować. Resztę robią społecznie miejscowi.
Ze Szczepanowa pochodzi aż czterdziestu kapłanów pracujących obecnie w diecezji tarnowskiej, wśród nich biskup pomocniczy Jan Styrna. W seminarium w Tarnowie studiuje trzech szczepanowskich kleryków. Do kościoła przychodzi dziewięćdziesiąt procent parafian. - Z moich wiernych mogę być naprawdę dumny - podkreśla ksiądz Pasiut.
Jedna rzecz nie podoba się proboszczowi w Szczepanowie. - Trochę za dużo tych punktów z alkoholem, jak na taką małą miejscowość - przyznaje.
Najbardziej mu wstyd, kiedy do Szczepanowa przyjeżdżają pielgrzymi i widzą czasem kogoś podpitego. - Tu nie ma problemu pijaństwa - podkreśla ksiądz Pasiut. - Ale na nas patrzą ludzie z całej Polski i kilku pijaczków psuje nam opinię.
KORESPONDENCJA nt. tekstu
Najważniejsze uwagi Mareka Millera, Laboratorium Reportażu:
Materiał jest dobrze udokumentowany.
Temat wybrał Pan bardzo zręcznie, jest on ważny w kraju gdzie 4 mln ludzi pije. Jednak zdecydowana słabość to brak interesujących bohaterów. Niewystarczajaco ciekawie jest przedstawiony stosunek reportera do tematu, niewiele wynika z artykułu. Jest to przegląd stanowisk, zaś brak mu dramaturgii, czyli napięcia.
Autor:
Serdeczne dzięki za krytyczne zajęcie się moim tekstem. Wszystkie uwagi z pokorą przyjmuję. To dla mnie jakieś światło. Wiem teraz, że muszę popracować nad bohaterem reportażu i dramaturgią tekstu. To drugie będzie pewnie dla mnie trudniejsze. Chętnie dowiedziałbym się, jakimi środkami to robić.
Bez okazji
O propozycji wprowadzenia zakazu sprzedaży alkoholu mieszkańcy Szczepanowa dowiedzieli się z gazet. Sprawa podzieliła ich.
- Słyszałam o prohibicji, ale nic nie powiem - odburknęła ubrana w biały fartuch ekspedientka w średnim wieku w stojącym w samym środku Szczepanowa sklepie GS. - Niech pan pyta prezesa w Brzesku - dodała szorstko.
Nad wejściem do sklepu wisi wielki reklamowy napis: "Czas na EB". W środku wódka i wino zajmują aż trzy półki. W osobnym miejscu stoi piwo.
- Co ludzie najchętniej kupują? - podpytuję ekspedientkę.
- Wszystko. I piwo, i tanie wino. Co kto lubi - kobieta przemogła się w końcu i zaczęła rozmawiać.
- A czy z tym zakazem, to dobry pomysł?
- Wódka jest dla ludzi. Kto pije, ten i tak będzie pił - odparła. Po chwili: - A zresztą, kto teraz pije, jak ludzie pieniędzy nie mają.
- A niech wprowadzą, to przynajmniej meliniarze zarobią - odezwał się stojący z dwiema butelkami po piwie mężczyzna w średnim wieku.
Anna Reczek, młoda szatynka, prowadzi w domu pielgrzyma w Szczepanowie wiejską świetlicy dla młodzieży. - Może i by się przydał taki zakaz, bo za dużo pijaństwa u nas jest - mówi.
Wychodząca po wieczornej Mszy i różańcu starsza kobieta z wnuczkiem (nie chciała podać nazwiska) też jest za prohibicją. - Byłoby mniej okazji i wielu przestałoby pić. Większy spokój byłby. A tak to tu znak drogowy przewrócony, tam tablica z rozkładem jazdy autobusów zniszczona. Kto to widział?
Będziesz pił na polu
Krzysztof Multan, wysoki blondyn w kraciastej koszuli, nalewa wolno do firmowej szklanki dużego "Okocima". Latem tego roku w domu strażaka w Szczepanowie razem z kolegą otworzył bar "Sekret". Kiedyś była tu typowa mordownia. W remont włożono sporo pieniędzy.
Właścicielowi nie podoba się pomysł z prohibicją. - Jak ktoś będzie się chciał upić, to i tak się upije - złości się. Po chwili: - A czemu w Częstochowie sprzedają alkohol? Przecież to bardziej święte miasto niż Szczepanów?
Wieczorem do urządzonego gustownie baru o jasnoniebieskich ścianach schodzi się miejscowa młodzież. Siedzą przy piwie, rozmawiają. Niektórzy palą papierosy. Kiedy do mojego stolika dosiada się miejscowy pijaczek i bełkocze, barman od razu reaguje. - Józek, jak nie przestaniesz tu bydła robić, to będziesz pił piwo na polu - mówi. Ostrzeżenie poskutkowało.
- Robię wszystko, że by był tu porządek tłumaczy mi potem Krzysztof Multan. To jedyne miejsce w całej wsi, gdzie ludzie mogą przyjść i kulturalnie posiedzieć.
Czysta obłuda
W Szczepanowie o prohibicję walczą nie od dziś. Wiosną zeszłego roku 50 mieszkańców wsi razem z byłym proboszczem, sołtysem i dyrektorem miejscowej podstawówki napisało do burmistrza w Brzesku petycję, w której zażądali cofnięcia wydanych wcześniej pozwoleń na sprzedaż alkoholu "na odcinku drogi pomiędzy Kościołem parafialnym i Szkołą Podstawową oraz Cmentarzem i Kaplica Narodzenia św. Stanisława".
"Taki wielki nasz rodak jak św. Stanisław, który przelał krew męczeńską w obronie ładu moralnego ma chyba prawo, aby w Jego rodzinnej wsi ten ład moralny był zachowany, aby nasze żony, córki, matki nie musiały wylewać łez i aby już nie dochodziło do różnych tragedii rodzinnych z powodu nadużywania napojów alkoholowych" - napisano w petycji.
Jedną z osób, które podpisały petycję, była radna Kądziołka. Sklepów z alkoholem jest teraz tyle wszędzie, że jak ktoś będzie chciał się zaopatrzyć, to sobie poradzi. A Szczepanów niech będzie trzeźwy mówi.
Sygnatariusze petycji czekali na odpowiedź przeszło pół roku. Po ponagleniu burmistrz Jan Musiał odpisał im, że "zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi nie ma podstaw" do cofnięcia zezwolenia na sprzedaż napojów alkoholowych w centrum Szczepanowa, "gdyż nie zostały złamane przepisy ustawy". "A tylko takie zachowanie prowadzących punkty mogłoby być podstawą do cofnięcia wydanych uprzednio zezwoleń" - argumentował burmistrz.
Anna Kądziołka: - Gmina czerpie z tych punktów korzyści z podatków, a potem za te pieniądze wysyła dzieci z rodzin dotkniętych alkoholizmem na wakacje. To czysta obłuda.
Rajd po trzeźwość
W ostatni weekend września do Szczepanowa zjechali uczestnicy rajdu "Młodzieżowe Drogi Zdrowia i Trzeźwości". Ksiądz Pasiut przywitał ich przy stojącej niedaleko kościoła figurze Matki Bożej, postawionej w 1844 roku na pamiątkę zaprowadzenia Towarzystwa Wstrzemięźliwości. Razem z proboszczem osiemdziesięciu uczestników rajdu odmówiło przy figurze modlitwę do świętego Stanisława o trzeźwość.
W świątyni czekała na nich prawie tysiącosobowa grupa młodych ludzi z pobliskich dekanatów, którzy pod koniec września przybywają do szczepanowskiego sanktuarium z pielgrzymką trzeźwościową. Niektórzy pątnicy opowiadali o swojej drodze wychodzenia z nałogu.
Zapytałem barmana z "Sekretu", czy pielgrzymi odwiedzili jego bar.
- A, niektórzy byli - odparł. - Wypili po piwie i poszli.
Ksiądz Pasiut: - To tak łatwo powiedzieć, że byli. Ale to była młodzież, która wie po co się przyjeżdża do Szczepanowa. Jestem przekonany, że nikt spośród nich nie przyjechał pić tu piwa.
Mówili, że pilnują koni
- Tylko zdechłe ryby płyną z prądem, a żywe pod prąd - ksiądz Leopold Misterka jest od trzydziestu lat proboszczem parafii Wniebowzięcia Matki Bożej w Ochotnicy Górnej koło Szczawnicy. Ćwierć wieku temu wprowadził w swojej parafii wesela bez alkoholu.
Mówi, że zmusiły go do tego okoliczności. - Wtedy ludzie przyjeżdżali do kościoła furmankami, bo samochód mało kto miał - opowiada. - Część szła na Mszę, a reszta zostawała na dworze i zapijała, pilnując koni.
W 1976 roku proboszcz namówił pierwszą parę narzeczonych, żeby zrobili wesele bez wódki. Od tamtego czasu w liczącej niecałe dwa tysiące mieszkańców parafii było pięćdziesiąt takich wesel.
Ze swoich starań ksiądz Misterka nie jest zadowolony. - Idzie to ciężko - narzeka. Twierdzi, że nawet tych, co nie przepadają za kieliszkiem, trudno przekonać do abstynenckiego wesela. - Presja otoczenia i zwyczajów jest tak duża, że trzeba dużej odwagi, żeby się na coś takiego zdecydować - przyznaje proboszcz z Ochotnicy Górnej.
Kilka lat temu Stanisław Waligóra, wójt Włoszakowic w Wielkopolsce, chciał ograniczyć sprzedaż alkoholu na terenie gminy. Zaproponował, żeby sklepy z piwem, winem i wódką były otwarte tylko do dwudziestej. - Przegrałem - przyznaje się Waligóra.- Ludzie odebrali to jako pogwałcenie demokracji i zamach na ich osobistą wolność.
Biskup drohiczyński Antoni Dydycz jest przewodniczącym Zespołu Apostolstwa Trzeźwości przy polskim Episkopacie. Każdego lata pisze list do wiernych, w którym apeluje, aby w sierpniu obchodzonym w Kościele jako miesiąc trzeźwości, powstrzymali się od picia alkoholu. - Ale podkreślamy zawsze, że chodzi nam o dobrowolną abstynencję - podkreśla biskup Dydycz.
- Stawiamy na wychowanie ludzi do wolnego podejmowania dystansu do wszelkich używek - tłumaczy biskup. - Ustawowe zakazy należy wprowadzać tylko tam, gdzie picie alkoholu niosłoby zagrożenie dla ludzkiego życia, bo przecież trudno pozwolić pijanemu, żeby siadał za kierownicą.
- Poza tymi przypadkami nie wierzę w legislacyjne środki moralne - uważa biskup Dydycz.
Polska Bawaria
- Czy jest pan abstynentem? - spytałem wiceburmistrza Pacurę.
- Nie. Ale staram się nie nadużywać.
W gabinecie wiceburmistrza na ścianie wisi metalowy krzyżyk. Gminą przez ostatnie cztery lata rządził dawny AWS. - Małopolska to polska Bawaria. Prawica dobrze się u nas trzyma - uśmiecha się Pacura.
Mieszka w Mokrzyskach, wiosce która należy do parafii w Szczepanowie. Jako młody chłopak służył do Mszy w szczepanowskim kościele. Teraz przyjeżdża tu z rodziną w niedziele i święta. - W miejscu, gdzie ludzie modlą się o trzeźwość, widok podchmielonego osobnika może budzić zdziwienie - wraca do sprawy prohibicji.
- Ale czy pomysł wprowadzenia całkowitego zakazu nie wydaje się panu trochę nieżyciowy? - pytam wiceburmistrza Pacurę.
- Sytuacja nie jest dobra i nie widać z niej dobrego wyjścia, bo ludzie będą podzieleni - przyznaje na koniec Pacura. - A może jakimś wyjściem byłoby wprowadzenie zakazu sprzedaży na czas uroczystości? - zastanawia się wiceburmistrz.








Komentarze
Autor: zxc (Niedziela 07-09-2008 23:09)
je*bana ania kukurowska z proboszczem na czele.
wali ją tam pewnie ze aż sutanna trzeszczy!
tak czy tak pić będziemy!