Hanna Krall o warsztacie reportera
Najważniejsza jest ciekawość i słuch.
Tekst zilustrowano dzięki uprzejmości agencji fotograficznej FORUM.
-Podzieliłam sobie ludzi na tych, którzy żyją i na tych, którzy opisują. Jedni żyją, drudzy opisują. Oczywiście, można powiedzieć, że i opisywanie jest sposobem życia – ale jest to życie przetworzone; życie pomnożone, zwielokrotnione poprzez drugie życie. Myślę, że ci którzy żyją naprawdę – budują coś, nisczą, walczą, dążą do władzy… A inni, tacy jak ja – opisują. Opisywać można na różne sposoby; można opisywaæ w reportażu, w literaturze w ogóle, w malarstwie, w fotografii, w muzyce. Tamci, co rządzą, walczą niszczą – dzielą świat. Ci co opisują – jednoczą.
Być może jest to pewna ułomność, że się opisuje zamiast żyć. Miewam chwilami poczucie niższości, wobec żyjących, ale zaraz sobie myślę, że oni mogą przetrwać w pamięci dzięki temu, że ja ich opiszę.
Mój sposób na reportaż polega na podzieleniu śwaita na bardzo drobne realia, na drobne cząstki , na jakieś tam swetry, wąsy, sztuczne kwiaty, żeberka wieprzowe, małe fiaty, na to wszystko, co się da podzielić. Póżniej oddzielam, odwirowuje to co niepotrzebne i wychodzi efekt zagęszczenia. Krótko mówiąc rozkładam świat na cząsteczki, a póniej go składam na nowo. Wymyśliłam sobie, że poprzez ważne szczegóły da się opowiedzieć świat…
Z początku myślałam, że to dotyczy tylko małego realizmu, że tak można opowiedzieć tylko PRL. Jednak, kiedy napisałam pierwszy rozdział „Zdążyć przed Panem Bogiem” – zauważyłam, że to się sprawdza i w rzeczach wielkich.
Najważniejsza jest ciekawość i słuch. Trzeba usłyszećź, co mówi świat. Trzeba się w ten świat wsłuchać, trzeba się oddzielić od szumu, który świat wytwarza i usłyszeć to, co ważne.
Słuch jest niezbędny i przy pisaniu. Mnie się wydaje, że w ogóle istota pisania polega na znalezieniu pewnego rytmu, pewnej intonacji. Czasami można usłyszeć tylko intonację, rytm…
A kiedy już się znajduje rym – wystarczy wypełnić go słowami.
Prawdziwa koncentracja zaczyna się wtedy, kiedy ma się długopis w ręku. Piszę długopisem, ponieważ muszę mieć bezpośredni kontakt z kartką. Dotykając kartki wchodzę w świat, o którym mam pisać. Ten świat zaczyna mnie otaczać. Dopiero wtedy zaczynam przeżywać to, o czym piszę, co widziałam. Kiedy rozmawiam z ludźmi, nie wzruszam się, nie płaczę. Czasami się śmieję… W czasie rozmowy myślę tylko o jednym: czy będzie z tego reportaż. I tylko tym jestem zajęta; czy mam materiał, czy już wszystko wiem, czy bohater wszystko mi powiedział, o co jeszcze powinnam go zapytać…
Natomiast, kiedy zaczynam pisać, kiedy zaczynam przetwarzać prawdziwe życie – wtedy dopiero ogarniają mnie smutki. Jeśli czyjeś życie jest smutne, rzecz jasna.
Zbieranie materiałów to nie jest zdawanie pytań, to jest rozmowa. Przeżywa się kawałeczek życia wspólnie z bohaterem. To jest wspólne bycie choćby przez moment, to rozmowa o tym co słychać, co dookoła, jak to między ludźmi. I nie trzeba niczego udawać, nie trzeba zgrywać sie jest kimś innym niż się jest. Trzeba się poddać rytmowi, jaki się zastaje w domu bohatera. Niew owlno wprowadzać niepokoju; już samo przyjście reportera wprowadza niepokój, zamieszanie i napięcie. Trzeba po prostu cichutko, jak najciszej wejść w życie bohatera i pobyć z nim…
Czasami boję się, że coś się stanie z moim słuchem
Przedstawiamy materiał archiwalny opracowany przez Jacka Binkowskiego, opublikowany w „Bestsellerze” z czerwca 1990. Jest to wyciąg ze ścieżki dźwiękowej z filmu p.t. „HANNA KRALL” zrealizowanego przez Pracownię Reportażu PWSFTv i T.
reporterskim, z tym moim słyszeniem. Myślę wtedy, co będzie, jak ja przestanę słyszeć, jeśli będę przegapiać ludzi, o których powinnam pisać, jeśli ich nie rozpoznam i nie będę wiedziała, że to właśnie są ci bohaterowie najwaażniejszego reportażu. Wtedy należałooby przestać być reporterem – tylko czy reporter o tym wie? Doświadczenie uczy, że są reporterzy, którzy byli niegdyś wspaniali, ale coś się stało z ich słuchem, z ich intuicją, z ich skórą i onie nie zauważyli tego. Byłoby więc dobrze, gdyby znalazł się ktoś kto mi powie: „Ty już więcej nie pisz. Już koniec. Wystarczy – nie pisz więcej”. To okrutne, ale byłby to naprawdę dobry uczynek.







