Laboratorium Re... > Bazar Różyckiego > Dokumentacja  

"W mackach McŚwiata" Benjamin Barber

Zbliża się moment, kiedy ludzie zrozumieją, że konsumpcyjny totalitaryzm rynku rujnuje ich życie. Wcześniej czy później kult konsumpcji zostanie odrzucony, tak jak został odrzucony kult narodu i mechanicznie rozumianej równości.

  • Opisuje Pan współczesność jako epokę globalnego starcia między dwoma cywilizacyjnymi trendami: dżihadem, czyli złą twarzą tradycji czy tradycjonalizmu - fundamentalizmem, ksenofobią, trybalizmem - a McŚwiatem, czyli ponowoczesnością z jej szaleńczym pędem ku modernizacji, globalizacji, uniwersalizacji, konsumpcji, digitalizacji. Który z tych wielkich nurtów niesie więcej zagrożeń?

- Na pozór groźniejszy jest dżihad - bo jest brutalny, reakcyjny, odwołuje się do przemocy, a nawet terroryzmu. Lecz w dłuższej perspektywie McŚwiat jest niewątpliwie bardziej niebezpieczny. Bo nie wygląda groźnie, jest wygodny, odwołuje się do ideologii wolności, swobody konsumpcji, do "demokratycznego rynku" i naszej ludycznej natury. To brzmi wspaniale, ale przynosi aksamitną tyranię. Polityczny totalizm jest dobrze widoczny. Ludzie wiedzą, że podlegają kontroli, że czegoś im się zabrania, coś nakazuje - i mogą się temu sprzeciwić. Aksamitna tyrania jest niewidoczna. Najczęściej ulegamy jej nieświadomie. Ona nie boli. Przeciwnie, może dawać przyjemność.

  • Czy Pan nie nazywa tyranią naszego zbiorowego wyboru?

- Ależ my tego zasadniczego wyboru nie dokonujemy! Nie widzimy istoty tego, co się dzieje. Aksamitna tyrania konsumpcyjnego totalitaryzmu ma to do siebie, że całkiem się jej poddając, czujemy się wolni. Nie zauważamy konsumpcyjnej presji, która nas zniewala, więc nie stawiamy oporu. Dlatego twierdzę, że McŚwiat jest bardziej niebezpieczny, zwłaszcza dla takich społeczeństw jak wschodnioeuropejskie, gdzie wielu kojarzy jego nadejście z wolnością., Jesteśmy wolni, bo mamy McDonald'sa". "Jest cola i pepsi, więc mamy prawo wyboru". "Mamy MTV, więc jesteśmy wolni"... (...)

Konsumpcja jako wyraz naszego istnienia. Jedyną publiczną przestrzenią bardzo wielu okolic stały się centra handlowe. A w centrach handlowych można tylko kupować lub marzyć o kupowaniu. W centrum handlowym nie znajdziesz normalnej restauracji. Są tylko szybkie dania i stoliki przeważnie porozstawiane na środku hali, żeby komuś nie przyszło do głowy siedzieć tam i gadać. Bo centra handlowe są świątyniami religii zakupów. Trzeba kupić danie - zwykle na jednorazowym talerzu - szybko je zjeść i dalej kupować. Taka restauracja to stacja paliw dla kupujących maszyn napędzanych pizzą, hotdogiem albo hamburgerem. Masz zatankować i iść do następnego sklepu. Nie możesz tracić czasu na próżne gadanie.

  • Czy to znaczy, że Pan - jeden z najgłośniejszych intelektualistów amerykańskiej lewicy - w gruncie rzeczy staje po stronie dżihadu - tradycjonalizmu, sprzeciwu wobec globalizacji, społeczeństwa konsumpcyjnego i kultury masowej?

- Kiedy dżihad krytykuje McŚwiat, często się z nim zgadzam. Sympatyzuję z irańskimi mułłami, którzy sobie nie życzą, żeby irańska młodzież wychowywała się na "Dynastii", "Simpsonach" i "Miasteczku Twin Peaks". Sympatyzuję z amerykańskimi chrześcijańskimi fundamentalistami, którzy nie chcą, żeby ich dzieci wyrastały w świecie zdominowanym przez przemoc, seks i konsumpcję.

  • Ale nie chce Pan do nich dołączyć.

- Bo ludzie dżihadu myślą tylko o tym, jak cofnąć historię, a wiadomo, że historii cofnąć nie możemy. Nie ma żadnego sensu szukanie drogi powrotnej, bo ona nie istnieje. Możemy tylko szukać nowej drogi do przodu.(...)
(...) Dżihad tego nie rozumie. Dlatego nie może być naszym sojusznikiem w szukaniu nowej drogi prowadzącej nie w przeszłość, lecz w przyszłość - ale w taką, w której będzie coś jeszcze poza centrami handlowymi, masową konsumpcją i zyskiem. (...)

  • Pomiędzy tradycjonalizmem dżihadu i konsumizmem McŚwiata? Jak można iść "pomiędzy", skoro one są organicznie ze sobą zrośnięte. Nie byłoby przecież dżihadu, gdyby nie było McŚwiata, bo nie byłoby się czemu sprzeciwiać.

- Fundamentalizm jest odpowiedzią na inwazje, konsumpcyjnego materializmu McŚwiata. Ale też bez McŚwiata dżihad nigdy by nie był tak nośny, jak jest. O śmierci Medyceusza dowiedziano się w Warszawie pewnie po dwóch tygodniach. Teraz wystarczy zabić wójta afrykańskiej wioski, żeby godzinę później wiedziały o tym miliony widzów CNN na całym świecie. McSwiat umożliwił istnienie wielkiego terroryzmu, który jest najgroźniejszą bronią współczesnego dżihadu.
A z drugiej strony - czym by się żywiły komercyjne media McŚwiata, gdyby nie było groźnych fundamentalistów? Kto by kupował broń, co by robiły wywiady wielkich mocarstw? Te dwie wielkie formacje splotły się w tańcu śmierci. Nie chcę brać w tym udziału.

  • A jakie ma Pan wyjście?

- To samo, co każdy - społeczeństwo obywatelskie, gdzie każdy może być inny. Modli się, jak chce, bawi się, jak chce, tworzy, jak chce, pracuje po swojemu, ma rodzinę, jakiej mu potrzeba, odpoczywa, jak mu się podoba. Nikt nie jest tam oceniany według zgodności z czyjąś zamkniętą doktryną - według wiary dżihadu lub według ceny McŚwiata. (...)
(...) Mój optymizm wynika z przekonania, że ani McŚwiat, ani dżihad nie zaspokaja tych potrzeb. Najwyżej oferuje jakieś substytuty. Zamiast wspólnoty - świadomość, że ma się buty jak Michael Jordan albo że nienawidzi się tego samego obcego co współwyznawca. Zamiast miłości - kino erotyczne. Zamiast metafizyki - religię polityczną albo klepanie formułek. Zamiast twórczości - gonienie kolejnej mody. Zamiast udziału w kulturze - konsumpcję megahitów. Dlatego wierzę, że nie musimy wymyślać żadnej trzeciej drogi. Wystarczy, że damy ludziom przestrzeń, w której będą mogli prawdziwie zaspokajać swoje naturalne potrzeby. Wszędzie jest trochę takiej przestrzeni. Ale zdecydowanie za mało i wielu ludzi już nie wie, jak ją wykorzystać. (...)

"W mackach McŚwiata" rozmowa Jacka Żakowskiego z Benjaminem Barberem GAZETA WYBORCZA 14-15 III 1998

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl