Kiedy coś się kończy zaczyna się historia.
Bazar Różyckiego to najstarszy warszawski bazar. Powstał ponad 100 lat temu. Przetrwał wojnę i stalinizm. Paradoksalnie pokonał go dopiero wolny rynek.
Co zrobiliśmy z wolnością? Sprzedaliśmy? Przehandlowaliśmy ostatni mit polskiego cwaniactwa i charakterności. Czy w końcu, jeśli tylko mogliśmy sami wybrać, to skoczyliśmy sobie do gardeł? I na górze złota leżą same trupy?
Bazar Różyckiego nigdy nie wtopił się w komunizm. Był tyglem autentyzmu w morzu propagandowego współistnienia mas pracujących miast i wsi. Kuł w oczy komunizm kolorowymi ciuchami, włoskimi butami, ananasami w puszce i piłował gałąź, na której siedział. Dziś ta wyspa rozmywa się i znika. Dlaczego?
Tezą naszą jest Polska jako bazar gdzie wszystko i wszyscy są do kupienia. Obraz przemiany więzi społecznych w relacje handlowe. Obraz żywiołu, który nie chce nad sobą pracować i nie chce znać o sobie prawdy. Ale czy to prawda? I czy to naprawdę już koniec?







