Scena wigilijna

Dorota Gąsowska

Uwagi Marka Millera dotyczą podkreślonych fragmentów tekstu.

W dworcowym McDonald'się grudniowy poranek. Zmarznięci podróżni z kubkiem kawy w ręku oczekują na swoje pociągi. Senna atmosfera. Co chwila ktoś spogląda na zegarek.

Picu, picu ... ! (M.M.)

Obsługa stanęła na wysokości zadania: słychać dźwięki amerykańskich pastorałek, kasjerzy ubrali czapki Św. Mikołaja, wokół choinki, bombki, łańcuszki, świecidełka. Święta za pasem.
Otwierają się drzwi. Wchodzi niska, drobna, sześćdziesięcioparoletnia kobieta. Na małym wózeczku ciągnie za sobą dwie zniszczone torby. Wygląd jej ubrania wskazuje, że należy do dworcowej społeczności bezdomnych. Obsługa wydaje się być zakłopotana.
- Babciu... babcia wyjdzie - proszą.
- Pozwólcie, pozwólcie - mówi kobieta.
W odpowiedzi słychać - No dobrze, niech babcia gra. Dziś Wigilia.
Staruszka przy nieskazitelnie czystym stoliku zdejmuje znoszone rękawiczki i z jednego z tobołków wyciąga trzyoktawowe organki. "Lulajże Jezuniu", "Cicha noc", "Dzisiaj w Betlejem", a potem jeszcze "Wśród nocnej ciszy". Po kwadransie minikoncertu staruszka stawia na stoliku mały blaszany kubeczek. Nie żebrze. Przecież w McDonald's prosić o jałmużnę nie wolno. Zza lady wychodzi jedna z kasjerek i stawia przed staruszką wielką papierową torbę. Podczas gdy każdy z jej słuchaczy wrzuca grosik, ona bez pośpiechu zjada Big Maca.

Gdybyś z babcią i obsługą zrobiła rozmowę - scena byłaby może jeszcze lepsza! (M.M.)

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl