Recenzja reportażu „Cudowny przypadek” Patrycji Gruszyńskiej Ruman
RADIOWY EDI
Nieszczęśliwi, sfrustrowani, żałośni, przegrani... Czy nie tak przeciętny warszawiak myśli o bezdomnych, którzy grzebią w śmietnikach, zbierają puszki, makulaturę, butelki? „Brudasy, menele” słyszą „zbieracze”, których każdy obchodzi szerokim łukiem. Reportaż Patrycji Gruszyńskiej-Ruman rzuca nowe światło na środowisko warszawskich kloszardów. Po wysłuchaniu „Cudownego przypadku” wstyd ci, że wielokrotnie czułeś odrazę i obrzydzenie na widok „zbieracza” i wstyd ci za każdą niedojedzoną bułkę wyrzuconą do śmieci.
„Cudownym przypadkiem” jest pan Mikołaj. Bezdomny z misją. Człowiek, który nie użala się nad sobą. Nie myśli o tym czego nie ma, ale o tym co może zrobić, by mieć. Ale mieć nie dla siebie. Dla innych.
Pan Mikołaj wysyła paczki z jedzeniem i ubraniami do rodzin wielodzietnych. Tych, które zostają bez chleba na niedzielę i tych, w których ojciec z bezsilności popełnia samobójstwo.
Nadanie takiej paczki na poczcie – jak obliczył pan Mikołaj – kosztuje sto zebranych puszek. Znaczek – który dobroczyńca wkłada zawsze do paczki wraz z kopertą – to jakieś trzy, cztery butelki. Te znaczki i koperty zawsze wracają. Są w nich podziękowania i łzy szczęścia. Bezcenne.
Reportaż jest ciekawą dokumentacją pracy („pracy bez etatu”) pana Mikołaja. Skonstruowany jest wielogłosowo. Poznajemy bohatera nie tylko poprzez to, co mówi i robi, ale też poprzez to, co sądzą o nim inni. Dowiadujemy się jak jest postrzegany przez bezdomnych „z tej samej branży”, a jak przez sąsiadki z noclegowni, gdzie śpi. Wplecione w reportaż opinie wielu osób są sprawnie zmontowane. Głosy czasami nachodzą na siebie, ale wszystko jest czytelne i zrozumiałe. Materiał radiowy został profesjonalnie zebrany i zrealizowany. Otoczenie bohatera obrazują dźwięki nadjeżdżającego pociągu (przy torach często zbiera puszki), szelest torebek produktów, które pakuje do paczki, dźwięki poczty, skąd je wysyła. W konstrukcji reportażu nie ma może zaskakujących zwrotów akcji, ale słucha się go z zainteresowaniem. Bo – jak mówi w reportażu jedna z rozmówczyń – aż „chce się wierzyć w ludzi”.
Zabrakło mi w tym dokumencie tylko jednego. Wiemy co robi pan Mikołaj. Wiemy dlaczego to robi. Wiemy kim jest. Ale nie wiemy kim był.
Jak to się stało, że nie ma domu? Co robił zanim stał się bezdomnym? Jakie było jego życie przed? W reportażu na ten temat przytoczona została tylko jadna wypowiedź: „ma dwoje dzieci (..), rozwiedziony, porzucony... Może jakaś zła ręka zrobiła mu jakąś krzywdę? Nie wiem. No wpadł w jakiś dołek.”.
Chciałabym się dowiedzieć, co to za „zła ręka”? Dlaczego ten dołek? Chętnie poznałabym całą historię tego prawdziwego Świętego Mikołaja.
Wysłuchaj reportażu na stronie Studia Reportażu i Dokumentu PR







