Laboratorium Re... > fotoReportaż > Poszukujący fot... > Mistrzostwa Świata w rzucie młotkiem do telewizora  

Mistrzostwa Świata w rzucie młotkiem do telewizora

Fotoreportaż Joanny Filipiak, studentki I roku Laboratorium Reportażu. Wyboru zdjęć dokonał Andrzej Zygmuntowicz.
Kolejna edycja Mistrzostw już za nami. 8 kwietnia, jak co roku, zawodnicy i fani tego nietypowego sportu spotkali się na prywatnej łące w jednej z podolsztyńskich wsi. Gospodarzem mistrzostw był Jarek Guła, który już od kilkunastu lat zaprasza na swoje pole młotkowych sportowców. W tegorocznej zabawie dominowali miejscowi uczestnicy, z Olsztyna i okolic. Nie zabrakło jednak przyjezdnych, którzy na Warmię przyjechali z Warszawy a nawet z Krakowa.
Zawodom towarzyszyła zmienna aura: słoneczną i wietrzną pogodę przerywały opady intensywnego deszczu, które jednak nie popsuły wyśmienitej zabawy.
Mistrzostwa Świata tradycyjnie odbywały się w dwóch konkurencjach, do których rozegrania posłużyły dwa telewizory. Pierwszą z nich stanowił rzut z miejsca w kierunku wysłużonego odbiornika. Kolejny telewizor posłużył do rozegrania biegu z młotkiem. Tym razem zawodników czekał kilkukilometrowy rajd po lesie i łące. Rzucali młotkiem w kierunku mety, biegli po młotek i rzucali ponownie, starając się szybko zbliżyć do celu. Kulminacyjnym momentem biegu był ostatni rzut, do odbiornika telewizyjnego. Zwycięzcą został ten, kto pierwszy zniszczył przygotowany sprzęt.
Jak co roku, każdy z zawodników zaopatrzony był w swój prywatny młotek. Dopuszczone do udziału były wszystkie rodzaje narzędzi: młotki cięższe, lżejsze, bardziej wymyślne i tradycyjne.
W tegorocznych mistrzostwach największą barierą okazał się odbiornik. Pierwszy z telewizorów nie chciał poddać się sile młotka. Potrzeba było trzech prób i wysiłków organizatorów, aby początkujący zawodnik rozbił uparty monitor. Zbyszek, który na zawody przyjechał po raz pierwszy i to aż z Warszawy, nie ukrywał swojego zdumienia. Podczas bardziej skomplikowanej konkurencji biegowej obyło się bez problemów natury technicznej. Telewizor poddał się już drugiemu śmiałkowi, który dotarł na tyle blisko odbiornika, że zaryzykował rzut. Pierwszy rzucał Czarny Piotruś, faworyt zawodów. Niestety, w tym roku szczęście mu nie dopisało, młotek ominął telewizor. Łysy trafił, a potem z dumą przyjął należny mu puchar.
Jak zwykle, podczas zawodów w lesie zostało zagubionych kilka młotków.
- Ile tu już tego zostało! – zauważył jeden z bywalców – Za sto lat archeolodzy będą mieli niezwykłą zagadkę.

To fotoreportaż o bardzo dynamicznym wydarzeniu, takie też powinny być kadry. Tę dynamikę powinno być widać, tutaj tego zabrakło. Zdjęcia są kadrowane zbyt spokojnie, autorka powinna zaryzykować - fotografować z żabiej perspektywy, naprawdę pokazać ten rzut młotem. Na zdjęciach nie widać amoku, który niewątpliwie na miejscu był, nie ma lecących młotków, szaleństwa. Poza tym autorka jest za daleko od wydarzeń, plany są zbyt ogólne. W takich sytuacjach trzeba pokazać emocje na twarzy zawodnika.

Andrzej Zygmuntowicz


Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl