American Dream a fotoreportaż amerykański
Fotoreportaż amerykański od zawsze miał przed sobą trudne zadanie: dokonać wiwisekcji rzeczywistości w kraju, gdzie na pierwszym miejscu stawia się wolność, równość szans i społeczny sukces.
U źródeł
Zdjęcie Margaret Bourke-White z 1937 roku, które już na zawsze wpisało się do historii fotografii dokumentalnej, jako jedno z pierwszych poddało rzeczywistość amerykańską tak ostrej weryfikacji. Choć fotografia nigdy nie była rzeczywistością absolutną, to Burke-White doskonale udało się pokazać coś, co dla sporej części społeczeństwa amerykańskiego od dawna przestało być już złudzeniem: "Ameryka nie dla każdego jest miejscem magicznym, w którym spełniają się wszystkie sny". Zdjęcie to, wykonano właśnie w tamtym czasie, staje w konflikcie z fundamentalną podstawą amerykańskiego systemu, która głosi, że "wszyscy ludzie stworzeni są równymi" (Deklaracja Niepodległości z 1776 roku) oraz podważa propagowaną powszechnie wiarę w nieograniczoną możliwość i równą szansę dla wszystkich. Wiara w wyjątkowość i egalitaryzm jest głęboko zakorzeniona w historii Stanów Zjednoczonych. Była obecna, gdy tworzyły się podstawy systemu amerykańskich instytucji, w okresie, kiedy Amerykanin dysponował niewyczerpywalnym, jak wtedy sądzono, zapasem ziemi, na której ową równość mógł utrzymać. Jak pisał Hieronim Kubiak, obfitość wolnej ziemi i świadomość jej obfitości dawała, aż do roku 1890 (wtedy ogłoszono wyczerpanie się jej zapasów), poczucie wolności i równej szansy dla każdego. Ta idea nigdy nie dotyczyła czarnej ludności, która zmagała się z niewolnictwem, oraz autochtonów - Indian, których podstępnie przesiedlano i osadzano w rezerwatach. Również dla "nowej imigracji" po 1890 roku, choć motywowanej wachlarzem możliwości, amerykański sen stawał się często nocnym koszmarem. Między rokiem 1900 a 1910 do Ameryki przybyło ponad 8,5 mln. imigrantów, głównie z Europy i Azji, którzy niechętnie się asymilowali. Poczucie zagrożenia i zdominowania amerykańskich wartości powodowało wprowadzenie wielu restrykcyjnych i dyskryminujących ustaw. Konflikty etniczne i rasowe były sygnałem, że wszystko to, co zawiera w sobie pojęcie "American Dream", czyli wiara w sukces, zamożność, równość, rozwój ekonomiczny jest po części mitem, a dla wielu nawet utopią. Gwarantem miał być amerykański "mainstream", czyli wartości i styl życia propagowany przez WASP (White-Anglo-Saxon-Protestants), prosto z billboardu sfotografowanego przez Margaret Bourke-White. Jednak wtedy trzeba było być białym.
Sen lat 30. i 50.
Społecznym przemianom XX wieku w Stanach Zjednoczonych towarzyszył rozwój fotografii. Fotografowie-dziennikarze mieli więc szansę dokumentowania ogromnych zmian, niespotykanych nigdzie indziej na świecie konfliktów i wydarzeń. Jako dziennikarze nie powinni być zwykłymi kronikarzami, lecz poprzez swoje migawkowe spojrzenie na świat prowadzić pewien dialog społeczny. Pierwsze odważne próby takiego dialogu próbowała Dorothea Lang, której zdjęcia "Migrant Mother" oraz "White Angel Breadline" stały się symbolem wielkiego kryzysu gospodarczego lat 30. Przełom w fotoreportażu amerykańskim nastąpił po II Wojnie Światowej, choć rewolucja tak naprawdę nastąpiła dopiero w latach 60. Do tego czasu warto odnotować choćby Denisa Stocka, który fotografował imigrantów przybyłych na Ellis Island w Nowym Yorku - wyspy, czy też granicą, za którą, jak wielu się wydawało mogą spełnić się wszystkie sny.
Równie ważna jest tu postać, publikujący wówczas w magazynie "Life", Elliot Erwitta, który już wtedy sygnalizował, że w Stanach Zjednoczonych "żyją równi i równiejsi". Na przykład, jedna z jego słynniejszych fotografii dotyka problemu "segregacji rasowej" symbolizującej ewidentną sprzeczność z założeniami o powszechnej równości szans.
Reinterpretacja snu.
Prawdziwy kryzys idei "American Dream" nastał w latach 60., kiedy to czarni mieszkańcy Stanów Zjednoczonych zaczęli domagać się swoich praw obywatelskich, m.in. prawa do głosowania. Zawieszeni gdzieś miedzy prawem, bez jasnego statusu społeczno-politycznego, dyskryminowani i segregowani od reszty społeczeństwa, szczególnie w stanach południowych, zaczęli urządzać marsze i manifestacje. Zmianom, które miały nieodwracalnie zajść, towarzyszyło wówczas wielu fotoreporterów, takich jak: Flip Schulke, Charles Moore , Leonard Freed, Dan Weiner, czy Bruce Davidson.
Ruch praw obywatelskich, udokumentowany fotograficznie, to historyczne wydarzenia, które jak nigdy dotąd nie poddały amerykańskich ideałów takiej reinterpretacji. W 1965 roku Martin Luter King w swoim słynnym przemówieniu "I Have a Dream", nawiązał do Deklaracji Niepodległości i powiedział: "Miałem sen, że synowie niewolników i synowie właścicieli niewolników zasiądą przy wspólnym stole braterstwa".
Współczesny sen o Ameryce
Charakterystyką społeczeństwa amerykańskiego jest jego ciągła płynność i zmienność. Odrodzenie etniczne lat 70, "affirmative action", multikulturalizm, etniczny pluralizm to tylko niektóre zjawiska będące ogromnym wyzwaniem dla współczesnych fotografów. Jak żyją ludzie w kraju, gdzie wygrał model społeczeństwa tzw. "salad bowl", w którym mieszają się ludzie różnych kultur, ras i wyznań? Czy na pewno wszyscy mają równe szanse, czy jednak Ameryka nie jest tym fantastycznym pokojem, gdzie można wszystko wyśnić? Czy ogromny rozwój miast w Stanach Zjednoczonych ma jakieś skutki uboczne? Te i wiele innych ważnych pytań stawia sobie przynajmniej kilku fotoreporterów. Bieda (ponad 30 mln. Amerykanów żyje poniżej progu ubóstwa), narkomania i przestępczość w enklawach etnicznych to tematy którymi zajmuje się m.in. Mery Ellen Mark oraz Eugenie Richards - oboje pracowali dla takich gazet jak Life, New York Limes Magazine, Newsweek, Rolling Stone, TIME).
Są to postacie, które poprzez swoje fotoreportaże, próbują obudzić pewną część społeczeństwa z pięknego snu i przedstawić im kronikę błędów i cierpienia, która obecna jest też tu, w Ameryce.
Również Jim West, Thomas Hoepker i Harvey Frinke należą do tych dziennikarzy, dla których liczy się społeczna rola fotografii.
Warto również wspomnieć Alexa Web'a, który przez wiele lat fotografował nielegalnych imigrantów na granicy Meksyku i Stanów Zjednoczonych. Jest to obecnie największa imigracja, która miedzy rokiem 1990-96 wyniosła 6 mln. osób.
Sen zapomniany
Niestety mało jest fotoreportaży o rdzennych mieszkańcach Stanów Zjednoczonych, które mogłyby bardziej nakreślić i uzmysłowić Amerykanom problemy, z jakimi borykają się zarówno indiańskie plemiona w rezerwatach, w których bezrobocie niekiedy sięga 90% jak i Indianie w miastach, takich jak Gallup, czy Rapid City. Znając dobrze historię społeczno-politycznego statusu Indian jestem przekonana, że byłby to temat, który najbardziej ze wszystkich mógłby obnażyć amerykański sen o równości możliwości. Nie ma niestety fotoreportaży z lat 50., kiedy to rząd amerykański wprowadził tzw. politykę "likwidacji" plemion indiańskich, nie ma fotoreportaży z Wouded Knee z 1973, czy wydarzeń związanych ze "Szlakiem Złamanych Traktatów", które zapoczątkowały ruch tubylczy na całym świecie. Tylko pojedyncze zdjęcia, które nie opowiedzą całej historii sytuacji Indian - obdartych z resztek ziem i znajdujących się na skraju wyniszczenia kulturowego – społeczności będącą przedmiotem drwin i ciągłego poniżania. Również obecnie niewielu jest fotografów, których interesują społeczności indiańskie i którzy mieliby odwagę demaskować stereotypy. Do tych nielicznych trzeba zaliczyć, m.in.: Joe'a Cavaretta i Michaela Gallegos - obaj związani z indiańskimi gazetami, w tym Akwesasne Notes.
Łatwiej jest znaleźć fotografie, na których "American Dream" sprowadza się do drogiego samochodu, zabawy, czy beztroskiego życia w słońcu Florydy. Trudniej niestety pokazać, że czegoś nie ma, tym bardziej, gdy chodzi o tak bardzo rozpropagowany mit. Fotoreportaż amerykański, poddając rzeczywistość dokładnej wiwisekcji, może sygnalizować, że w tym kraju nie wszyscy, jak mogłoby się wydawać, śnią o tym samym.







