Czy mieszkać przed ślubem?
Jestem razem z kobietą, z która bardzo się kochamy. Mamy po 28 lat. Za pewien czas, mam zamiar oświadczyć się Jej. Zamierzamy zamieszkać już teraz razem. Dochodzi między nami do kontaktów fizycznych. Jednak oboje jako ludzie wierzący powstrzymujemy się od pełnego zbliżenia seksualnego. Czy wedle nauki Kościoła po zamieszkaniu razem nasz związek potraktowany zostanie jako niesakramentalny, z czym wiąże się brak rozgrzeszenia?
Grzegorz
Choć Twoje pytanie jest krótkie, porusza cały kompleks zagadnień. Wybacz więc, że odpowiedź nie będzie krótka. Piszesz, że jesteście ludźmi wierzącymi. Zakładamy, że swoją wiarę traktujecie poważnie, że chcecie zgodnie z jej zasadami kształtować swoje życie. A więc - chcecie przeżywać swój czas przed małżeństwem zgodnie z wolą Bożą.
Jaka jest Boża myśl dla zachowań o charakterze seksualnym? Biblia mówi: "Mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się oboje jednym ciałem" (Rdz 2,24). Zobacz: najpierw ma być opuszczenie ojca i matki. Nie chodzi tu o brak szacunku, nie ma mowy o odrzuceniu więzi rodzicielskiej. Pismo św. pełne jest szacunku dla rodziców. Jeśli więc w tym miejscu mówi o opuszczeniu ojca i matki (o takiej zmianie relacji, że w pewnym sensie jest to opuszczenie), to znaczy, że więź łącząca człowieka z rodzicami musi zostać zastąpiona przez inną więź, jeszcze bardziej trwałą. Nie opuszcza się przecież ojca i matki z byle powodu.
O jaką nową więź chodzi? To oczywiste, mówią o tym zaraz następne wyrazy: "łączy się z żoną" - chodzi o więź małżeńską. Taki jest Boży plan dla gestów i zachowań o charakterze seksualnym - są one przeznaczone dla małżeństwa. I jest to naprawdę dobre dla człowieka. Można by wiele pisać o niedobrych czasami nawet tragicznych skutkach podjęcia współżycia seksualnego przed małżeństwem. Ponieważ przekraczałoby to ramy tej odpowiedzi, nie będziemy w tym miejscu tego szczegółowo rozwijać (ale jeśli chcesz, możemy podjąć ten temat osobno).
Ale to jest dopiero pierwsza część odpowiedzi na Twoje pytanie. Bo oczywiście powstaje tutaj kwestia, czy te "zachowania o charakterze seksualnym", o których pisaliśmy, to tylko samo współżycie, czy też to określenie należy rozumieć szerzej.
Czym jest samo współżycie, patrząc na nie bardzo ściśle, od strony czysto biologicznej? To umieszczenie członka w pochwie i złożenie nasienia w pochwie. Ale przecież akt seksualny (ludzki akt seksualny) nie ogranicza się do tego. Akt seksualny to spotkanie dwóch osób, mające potężne znaczenie dla ich psychiki. Ale również w sferze fizycznej współżycie nie ogranicza się do samej penetracji pochwy. Są gesty, pieszczoty, które towarzyszą współżyciu, towarzyszą tak bardzo, że są jego integralną częścią. I takie gesty mogą mieć miejsce tylko między ludźmi, którzy stali się nawzajem dla siebie "jednym ciałem". Chodzi tu o wszystkie intymne pieszczoty, o wszystkie gesty skierowane na sferę genitalną.
Obawiamy się, że pisząc "dochodzi między nami do kontaktów fizycznych" nie myślisz o normalnej czułości, jaka może mieć miejsce między narzeczonymi, tylko piszesz o intymnych pieszczotach, jakie mogą mieć miejsce tylko w małżeństwie. Jeśli tak jest, to przez te "kontakty fizyczne" przekraczacie prawo Boże - popełniacie grzech.
I ostatnia kwestia - sprawa wspólnego zamieszkania. Tu ogólna odpowiedź jest najtrudniejsza, bo bardzo wiele zależy od tego, jak konkretnie wygląda to wspólne zamieszkanie. Teoretycznie sam fakt wspólnego zamieszkania nie jest grzechem. Ale: na pewno nie jest to zdrowa sytuacja, w której mężczyzna z kobietą mieszkają razem, nie będąc małżeństwem. "Krew nie woda" - mimo najszczerszych postanowień i chęci, może dojść do rozpoczęcia życia seksualnego, czy też do tego stopnia intymności, że właściwie ich życie niewiele będzie się różniło od życia małżeńskiego. Taka sytuacja również jest niedopuszczalna. Ale, jak wspomnieliśmy, bardzo wiele zależy tu od konkretnego przypadku. Osobiście zdecydowanie jesteśmy przeciwni takiemu wspólnemu zamieszkaniu. Jedyny wyjątek jaki można sobie wyobrazić, może być wtedy, gdy krótko przed ślubem np. ze względów zawodowych oboje muszą zamieszkać w tej samej miejscowości, a nie mają możliwości osobnego zamieszkania (pochodzą z innych miejscowości, nie ma możliwości wynajęcia mieszkania czy pokoju itd.). Ale to tylko naprawdę na krótko i jest to bardzo ryzykowna sytuacja.
Podsumowując to wszystko: jeśli zamierzacie zamieszkać razem bez ślubu (mając ślub w jakiejś bliżej nieokreślonej perspektywie), jeśli nie ma naprawdę konieczności tego wspólnego zamieszkania, jeśli w dodatku ma dochodzić między wami do małżeńskich kontaktów fizycznych (z wyjątkiem samego współżycia), to praktycznie Wasz związek niczym nie będzie się różnił od związku niesakramentalnego.
o. Karol Meissner OSB








Komentarze
Autor: lukas (Wtorek 16-08-2005 12:41)
mam pytanie związane ze ślubem. W tym miesiącu wraz z moją narzeczoną zawrzemy
związek małżeński. Jesteśmy razem od 10 lat. Po zaręczynach tj. od około 6 miesięcy
temu zamieszkaliśmy razem. Nie wiemy, czy możemy przystąpić do sakramentu pokuty już
teraz i w dzień (lub przeddzień) ślubu, czy też w związku ze wspólnym mieszkaniem
mamy przystąpić do sakramentu pokuty tylko raz tj. w dzień lub przeddzień ślubu.
czy dwie spowiedzi są warunkiem koniecznym, czy też w
przedstawionej sytuacji wystarczy jedna spowiedź?
Autor: *** (Wtorek 16-08-2005 15:37)
rozumiem że religia jest przeciwko wspólnemu mieszkaniu przed ślubem ! Jak zatem możan poznać tak naprawde drugą osobę nie mieszkac z nią Przecie zdopiero w takich naszych, codziennych sprawach poznajemy naszego partnera ! Jak się zachowa w danej sytuacji ? czy nam pomoże Znam wiele przykładów z życia gdzie nie mieszkając razem przed ślubem związek zakończył się rozwodem, gdyż jedna ze stron nadużywała alkoholu ! Wiec następne m,oje pytanie dlaczego religia katolicka , chrześcijańska zgadza sie na trawie z chorym związku gdzie jedna ze stron jest poniewierana , bita, upokarzana ? Czy to ma być dobre ? w jaki sposób co to może komuś dać chyba tylko cierpienie ! niepotrzebne cierpienie
Autor: JA (Piątek 19-08-2005 15:00)
Komletnie nie rozumiem takeigo podejscia w dzisiejszych czasach nie dobierze sie odpowiedniego partnera, bez dogłębnego poznania go. Psychicznie zadowolenie to nie wszystko, zycie nie polega tylko natym.To caly zlozony system, mozna czuc sie z kims dobrze, rozumiec ale sfera zblizenia fizycznego jest rowniez bardzo ważna.Jeśli okaże się dopiero po ślubie , że nasz partner lubi jakieś wymyślone, ekstremalne, pozycje ,sex brutalny, albo taki który nasz zszokuje , nie odpowiada, co wtedy?? Warto by sie nad tym zastanowić.Ja osobiście odeszłabym od takiego mężczyzny.
Autor: chętny :) (Czwartek 25-08-2005 00:00)
dlaczego nie?
Autor: Marzena (Środa 21-09-2005 18:30)
Mam chłopaka od trzech lat. spotykamy się niemal codziennie. Oboje jesteśmy wierzący i żyjemy zgodnie z nauką Kościoła. Mimo tego czasem w naszych czułościach też nie uda nam się zachować umiaru. Uczymy się tego, ale przecież to musi trwać i zakładać popełnianie błędów. Nie mogę mieć zaufania do siebie w tym sensie, że kobieta pragnie oddania się mężczyźnie, kiedy czuje, że to jest ten jedyny i widzę to u siebie. A mój chłopak też nie jest z drewna i ma swoje potrzeby.
Jeśli nie mieszkamy razem, a takie pragnienie współżycia się pojawia, to nie uważam, ze mieszkanie razem jest dobrą drogą. To jakby kuszenie samych siebie. A człowiek jest skłonny do grzechu i spragniony przyjemności.
Autor: Jowita (Środa 19-10-2005 01:15)
Ja uważam, że mieszkanie wspólne przed ślubem w kwestii grzechu nic nie zmienia. Mogę nawet powiedzieć że pokusy są większe, gdy mieszka się oddzielnie, spędza się mniej czasu ze sobą i te chwile kiedy jest się razem są bardziej kuszące. Jeśli ktos chce żyć w grzechu to czy będzie mieszkał razem z partnerem czy nie nic nie zmieni. Dla kogoś kto chce wtrwać, ma silną wiarę to da radę w każdych okolicznościach. Ja z włąsnego doświadczenia moge powiedzieć że wspólne zamieszkanie przed ślubem jest dobrym sposobem przygotowania do małżeństwa. Poznaje sie drugą osobe będąc z nią 24 godz. na dobę. Można poznać własne przyzwyczajenia, słabości i nauczyc się je akceptować. Po ślubie będzie to już życie w zgodzie. Jak ludziom po ślubie ma nie psuć się jeśli dopiero zamieszkują razem i się do siebie dopiero dpoasowują?
Autor: asia (Sobota 12-11-2005 18:00)
Ja nie mieszkam z moim narzeczonym i wiem że tylko tak możemy nauczyć się pięknej miłości. Jednocześnie jestem pewna ze to nie przeszkadza nam we wzajemnym poznaniu się...
małżeństwo to nie bajka w której wszystko ma byc pięknie i różowo - mieszkanie razem i docieranie się przed nic nie gwarantuje,
małżeństwo to jedna z dróg do świetości, a jako taka nie może być prosta...
to nie prawda ze silna wiara i dobra wola wystarcza... przydaje sie tez rozum, który każe unikać okoliczności sprzyjających grzechowi...
Autor: Katarzyna (Wtorek 29-11-2005 02:15)
Jestem od 3 miesięcy mężatką.Przed ślubem zachowaliśmy czystość z mężem.Kilka miesięcy małżeństwa pokazuje, że było warto.Współżycie bardzo angażuje człowieka. A naturalne konsekwencje też każdy zna-nowe życie.Każda kobieta potrzebuje pewności w związku, tego, że mężczyzna ją nie zostawi.Jeśli dwoje ludzi jest w wolnym związku to zawsze jedno z nich może się odwrócić na pięcie i powiedzieć sory koniec z nami.
Jeśli mężczyzna i kobieta są chrześcijanami nie tylko na papierku to nie mieszkają razem przed ślubem, bo taka sytuacja byłaby gwarantem trwania w grzechu, czyli w bagnie.Niestety wielu młodych ludzi po prostu to nie interesuje, tak nam narzuca świat-czerpać z niego ile się da-czyli używać seksu.
Jeśli ktoś się waha to podpowiadam, by zachować czystość przed ślubem i nie mieszkać razem. Współżycie jest czymś wyjątkowym i jest zaczątkiem życia, warto je traktować tak samo poważnie jak życie.
Autor: marla (Poniedziałek 26-12-2005 16:15)
hmm..mieszkam ze swoim nazeczonym ja studiuje on pracuje..wynajelismy razem mieszkanie bo jestesmy z bardzo daleka od miejsca gdzie mieszkamy.Bardzo go kocham i nie chce zyc na odleglosc.a nie moglismy znalezc mieszkania z osobnymi pokojami chociaz bardzo tego chcielismy!!bardzo..ale nie wyszlo mieszkamy z dwoma studentami,ale my dzielimy jeden pokoj bo na inaczej nas nie stac-jak narazie-bo naprawde chcemy to zmienic!zylismy bardzo dlugo we wspolnocie,ale dzis..hmm..no właśnie..nie dostaliśmy rozgrzeszenia,choc sie nie wspolzyjemy,chodzimy do kosciola,jestesmy dobrymi i ulozonymi ludzmi..ale ta dzisiejsza spowiedz!"bo ludzie nie wiedza ze my sie staramy"-tak powiedzial ksiadz!ale my sie staramy!!!!!!!!a ludzie zawsze gadali,gadają,gadac beda!!i ja nie wiem czy to jest tak straszne ze bardzo sie kochamy i nie chcemy byc daleko siebie!!!ale o Boga walczylismy zawsze..a teraz co?wyrzutki kosciola?ludzie wspolnoty?co o tym myslec??
Autor: Dav - o mieszkaniu przed ślubem (Sobota 31-12-2005 12:30)
pytanie to nurtuje bardzo wielu ludzi którzy jeszcze nie są małzenstwem, a poznali osobą z którą sie dobrze rozmawia i czuje sie bliskosc i jest sie bardzo zakochany i zauroczuny.
Dochodzi wielka chec mieszkania razem kiedy zaczyna sie wspolzyc ze sobą seksualnie.
Wątpiąca natura człowieka wzbudza logiczne rozmumowanie, po co mam brac ślub jak moze sie potem okazac ze nie damy rady ze sobą mieszkac, albo źle nam będzie w łóżki, lub tez powstaną inne kłótnie. Człowiek może zwątpić we wszystko, a najczęsciej to robi widząc złe przykłady, czy tez samemu przeżył rozczarowanie.
Jeśli podchodzimy do mieszkania razem jako do sprawdzenia siebie i partnera, to dopuszczamy myśl odworu, nie patrząc na konsekwencje które zostaną po tym fakcie.
Jan Paweł II pisze w pięknej książce "Miłość i Odpowiedzialność" o odpowiedzialności za uczucia drugiej osoby. Uprawiając seks lub mieszkając z osobą dajemy jej nadzieję i tworzymy pewną więź emocjonalną miedzy sobą, która jest cenniejsza od wszystkich rzeczy materialnych, bo jest to więź duchowa, której nie każdemu jest mozliwosć jej odczuć. Więc jeśli decydujemy sie na te kroki, nie mozemy dopuszczac mysli sprawdzenia sie, jak nam wyjdzie? Moment ślubu tutaj jest bardzo istotny, bo przysięgamy partnerowi że będzimy kochać, szanowac i pomagac w każdej chwili oraz byc za niego odpowiedzialnym na drodze do zbawienia.
Można by zadac pytanie wątpiącego, - to po co ludzie biorą ślub, a potem się rozwodzą? - ludzie nie widzą do konca czym jest ślub, że jest to sakrament który można przyjąć raz w życiu i jeśli cos przyżekamy przy Bogu, to trzeba do śmierci rego dotrzymac i starac sie pomagac. Życie współne nie jest łatwą drogą, ale nie jest celem żeby było gładkie jak po maśle, ważne żeby przejsc przez trudnosci i umocnic sie przez nie. Dlatego jeśli mieszkac razem to brac na siebie odpowiedzialnosc za uczucia drugiego !!! i dążyć do zaślubowania związku.
Autor: Ina (Sobota 31-12-2005 12:30)
Wyszło, co dla księdza najważniejsze - zdanie ludzi! Czyli dla niego byłoby wszystko w porządku, gdybyście robili odwrotnie? Nie przejmuj się, ważne jest to, co myśli Wielki Szef na Górze, a On dobrze wie, że się staracie. W ogóle to idź do innego księdza i porządnie z nim porozmawiaj.
Autor: A (Wtorek 25-04-2006 12:51)
witamy. dość ciekawe, bo trafiłam na tę stronkę w ciekawych okolicznościach mojego życia. obecnie jestem mężatką,niecały rok po ślubie. z moim mężem znalismy się lat 10.długo na siebie czekaliśmy. ślub był marzeniem, do którego chcieliśmy dobrze się przygotować, którym nikgo też nie chcieliśmy w żaden sposób obciązać. dlatego dużo wcześniej odkładaliśmy na to środki.przygotowanie szerokie-praca nad sobą, odejście psychiczne od rodzców, całej rodziny. to nie jest proste, a duża w nas była świadomosć, ze to często udtrudnia życie we dwoje. Bog był w tym wszsytkim. Jego zaporsiliśmy, aby towarzyszył. około 2 lata przed ślubem zamieszkaliśmy wspolnie z 2 naszych przyjaciół. mieszkaliśmy w oddzielnych pokojach.mieszkanie pod wspolnym dachem było decyzją wieloaspektową, gdzie głownym powodem były w rzeczywistości nasze trduności w poprzednich latach studiów - w wynajmowanych mieszkaniach.te 2 lata spoktały sie z ostrym napietnowaniem nas przezjednych z naszych rodzicow i rodziny.mimo tego, ze sprawe przedstwilismy im jasno i klarownie:nie martwcie sie.nie podejmujemy wspołzycia, o tym juz dawno zdecydowalismy wspolnie.Zachowalismy czystosc przedmalzenską.jestesmy z tego dumni.to nie mieszkanie razem jest gwarancja na podjęcie wspolzycia.wszsytko zalezy w rzeczywistosci od pary.mozna nie mieszkac ze soba i podejmowac wspolzycie-jednoczesnie prowadzac bogate zycie religijne. to taka zaslonka.wazne jest - jak Bog na mnie patrzy i co On o mnie mowi, a nie publika, która ocenia po pozorach. dzis jestem swiadkiem wydarzenia - gdzie wzrowowa katolicka para - oczekuje dziecka i odczuwaja wielkie szczescie.tak-dziecko to dar, ale to nie czas i nie miejsce.nie to jest wazne, ze nie mieszkali przed slubem, a my tak.wazne, ze pokazac podwojne oblicze mozna w kazdej sytuacji.
wszystkim zycze spokojnego spojrzenia w siebie i w Boga.tylko On jest sprawiedliwy.
Autor: Szary (Wtorek 09-05-2006 16:30)
Mam jedno pytanie czym dla was jest czystość i do czego ma służyc czego gwarancja lób dowodem ma byc?????
Autor: iwa (Czwartek 11-05-2006 21:30)
hmmm, zamierzam znaleźć pracę w miescie mojego chłopaka, gdyż mieszkamy około 450 km od siebie. Ja szukam pracy, on ją ma, ma dom.Bardzo chcemy być razem, pragniemy małżeństwa... niestety mamy na razie problem i jest to niemożliwe. On wie jak jest ważna dla mnie czystość i zgadza się ze mną.Akceptuje i szanuje. Czy więc jest czymś złym, że zamieszkamy razem? A na współżycie czekamy do ślubu... Tego pragnę. Czy będę mogła przystępować do sakramentów wiec?
Autor: Dziewcze (Niedziela 18-06-2006 21:30)
ja również mam zamiar czekać z czystoscia do slubu.Wiem, ze nie jest to łatwe , a szczególnie dla męzczyzn.Jednak, cóz piękniejszego mozemy ofiarowac męzowi(żonie) jak nie czyste serce i ciało?
Jesli nie bedziesz w stanie wytrzymać z wstrzemiężliwoscia przed ślubem to co bedzie w małżeństwie, jesli jedna ze stron nie bedzie mogła na jakis czas współzyc? pójdziesz do agencji?, zostawisz? czy bedziesz trwać przy partnerze z cierpliwoscia i szacunkiem?
Wstąpienie w związk z drugą osobą zawsze bedzie ryzykiem i tajemnicą , gdyż poznajemy sie przez całe zycie, czy nie warto ryzykwac dla miłosci? Nie ryzykujesz-nic nie masz!
pozdrawiam!
Autor: Kleryk Łukasz (Piątek 07-07-2006 10:45)
Hmm, trochę tutaj poczytałem i jestem pod zdziwieniem ze nie padła konkretna odpowiedz.Oczywiście jeśli mieszkasz z Dziewczyną z narzeczoną pod jednym dachem popełniasz cięzki grzech i to cię wyklucza z komunii Sakramentalnej. Akt płciowy zawsze powinien mieć miejsce w tylko i wyłacznie w małżeństwie, Wolny zwiazek pod jednym dachem niszczy samo pojecie rodziny, tak samo osłabia samo znaczenie wiernosci. To tyle co chcialem powiedzieć.
Autor: myslacy (Czwartek 13-07-2006 10:15)
ja mam jedno pytanie do autora ukrytego pod pseudo "JA": mowisz, ze jesli nie wspolzyja przed slubem to jedna ze stron moze byc zaskoczona ekstremalnymi preferencjami seksualnymi drugiej strony. A ja sie pytam: jesli obeje trwali w czystosci to zkad maja miec preferencje, a zwlaszcza takie? Wydawaloby mi sie, ze jest to raczej skutek wielokrotnego wspolzycia tylko dla przyjemnosci (bez wiezi), lub przynajmniej pasienia wyobrazni takimi, a nie innymi tresciami.
Autor: Kochająca (Niedziela 16-07-2006 19:30)
Ale macie problemy. Wierzcie mi, są gorsze grzechy niż cielesne zbliżenie z bliską osobą
Kłótnie, oszczerstwa wyrządzające krzywdę drugiej osobie, egozim i wiele innych...
Bo miłość ma się w sercu. Nasz związek ma silne fundamenty; jesteśmy emocjonalnie ze sobą mocno związani i darzymy się szacunkiem. A seks z moim mężem uwielbiam i jest nam ze sobą rewelacyjnie, mimo że od ślubu minęło już 6 lat. Tak naprawdę to nie współżycie ma decydujący wpływ na jakość związku, ale więź łącząca dwoje ludzi. Można współżyć ze sobą i jednocześnie tworzyć jadność, można też być w związku bez "nieczystych praktyk" i wcale nie przeżywać bliskości duchowej. Jedno od drugiego w ogóle nie zależy. Dlatego wydaje mi się, że każda para ma prawo sama decydować, jak będzie wyglądało jej pożycie przed i po ślubie, bo każdy ma inne pragnienia, potrzeby. Najlepiej nie zaglądać nikomu do łóżka, a w swoim życiu kierować się uczuciem i rozsądkiem.
Sama rozpoczęłam współżycie z moim przyszłym mężem jeszcze przed ślubem i nie zniszczyło to naszej miłości
Autor: SCO (Czwartek 21-09-2006 15:00)
CO JEST DLA BOGA MILSZE?
SEKS PRZEDMAŁŻEŃSKI DWÓCH KOCHAJĄCYCH SIĘ LUDZI, KTÓRZY ZAMIERZAJĄ SIĘ POBRAĆ...
CZY...
TZW. "PAŃSZCZYZNA" W ŁÓŻKU DWOJGA NIE KOCHAJĄCYCH SIĘ LUDZI (LUB MIŁOŚĆ JEDNOSTRONNA) UŚWIĘCONA SAKRAMENTEM MAŁŻEŃSTWA...
Autor: darek (Piątek 06-10-2006 02:30)
Czy seks to stosunek i pieszczoty genitalne a cala reszta to nie jest grzech pocalunki nie tylko w usta itp ?
Autor: Wanda (Środa 22-11-2006 10:45)
Jesteśmy z chłopakiem prawie 3 lata, przyszłość wiążemy razem. Ja pracuję, on studiuje na 5 roku, od 2 miesięcy mieszkamy razem... Zawsze twierdziłam i dalej tak sądze że młodzi powinni przed ślubem zamieszkać razem, żeby biorąc ślub byli w 100% pewni że będą razem. Podczas osoatniej spowiedzi (i jedynej podczas naszegi wsólnego mieszkania) nie dostałam rozgrzeszenia... Czuję się okropnie... Zaznaczam że mój chłopak poszedł do innego księdza i dostał... Wiara jest dla mnie bardzo ważna, ale być szczęśliwym w życiu też!! I co teraz? Mamy tak jak wczesniej wynajmować inne pokoje a i tak każda noc spędzać razem, czy mam przestać chodzić do Kościoła czy do Komunii Św. nie przystępować??
Czy to jest naprawde takie dobre??
Jeżeli para, która jest ze sobą 1-5 miesięcy i nie są "pewni" swojej wspólnej przyszłości moga nie dostać rozgrzeszenia. A taki związek jak nasz??
Autor: olkaaaa (Piątek 01-12-2006 21:15)
tya... a ciekawa jestem jak to było kiedys, jak kosiól nie udzielał sakrametow, ludzie wiązali sie ze sobą nie mając slubu, zakladali rodziny i jakos nik im nie moówil ze robią zle, dla mnie to wszytsko bzdura, bo to nie ksiądz ma mi mowic kiedy moge zacząc uprawiac sex, czy to moja wina ze mam 17 lat i slubu wziasc teraz nie moge? a mojego faceta kocham bardzo, dlatego tez kochamy sie (wspolzyjemy) i ja nie widzie w tym nic zlego... bo jest cos piekniejszego od milosci? czy bog powiedział ze jak sex to po slubie? a czy Adam i Ewa mieli slub? chyba nie... czyli ich dzieci to grzeszne nieslubne bachory nie.... są owocem milosci , najwazniesza jest poprostu miłosc a pieprzenie kosciola odsawmy na bok....
Autor: RZ (Wtorek 26-12-2006 20:30)
Czytając te wszystkie wasze wypowiedzi moge powiedziec ze bardzo ciekawe byly.Mialem nawet rozwinać ten temat z mojego punktu widzenia ale jak zobaczylem wypowiedz 17 latki to mnie zniechęciło do tego forum.Powazne pytanie,powazna odpowiedz księdza a tu zacytuje "najwazniesza jest poprostu miłosc a pieprzenie kosciola odsawmy na bok..." Co taki czlowiek w ogule tutaj robi.Dziewczyno lepiej to pojdz na dyskoteke tam moze czasem przyznają ci racje ale nie tutaj.Jestem troche starszy od ciebie i powaznie mysle o zawarciu małzeństwa i z tad to moje zainteresowanie tym tematem.Czego takie małolaty zawsze chcą "odwrócić kota ogonem" zawsze na odwrót.Rozumi e wszystkie powyższe komentarze ale ten ostatni to typowa wypowiedż małolaty.
Autor: aga* (Czwartek 04-01-2007 22:45)
bezsensu ludzie!Bezsensu!Mowicie,że zyjecie w świętosci ale pomyślcie racjonalnie!Co z tego,że będziecie się kochac dopiero po ślubie jak kościół nakazuje?Co z tego....przecież kosciół takze zakazuje antykoncepcji!!! Czyli jak tak bedziecie zyc po katolicku to znaczy,ze bedziecie sie kochac bez antykoncepcji ...co za rozumowanie heee....wiec kochanie sie bez antykonceopcji oznacza zawsze kolejna ciąze! Gratuluje katolickiego zycia! Ha!
Autor: jojo (Niedziela 07-01-2007 15:00)
to nie kociół nakazuje tylko Bóg żeby wspolzyc po slubie. podczas stosunku płciowego dusze partnerow sie lacza, a blona dziewicza gdy peka to partnerka zaczyna krwawic i jest to przymierze tych dwojga ludzi ktore zostalo przypieczetowane krwia, wiec to nie jest taka blachostka wkoncu Bog pocos to stworzyl. nie bede mowil o konsekwencjach wspolzycia przed slubem z kilkoma osobami bo to dla ducha jest bardzo destrukcyjne,skoro Pismo Swiete mowi ze dwojga ludzi staje sie jednym Cialem to co jesli wspolzyje sie z wieloma osobami. sami pomyslcie
Autor: Basia (Środa 10-01-2007 00:45)
cóż, czytam to wszystko i dość dzwnie się czuję... może niepotrzebnie trafiłam na to forum, ale chcialabym napisać coś z innej strony. mieszkam z moim narzeczonym od pół roku, jesteśmy młodzi, mamy po 20 lat, ale czujemy ogromną więź. zaczęliśmy uprawiać seks zbyt wcześnie i to był bląd, ale wydaje mi się że sam ślub nie musi oznaczac tego idealnego momentu. dziś wiem że musi być idealny partner i odpowiedni czas, a to już trzeba wyczuć, my tego nie zrobiliśmy ale na szczęście wszystko jest teraz w najlepszym prządku. jeśli chodzi o mieszkanie razem to nie musimy mowić od razu o sksie. jest tu również poznaie swoich nawyków i proby zaakceptowania ich. A jeśli przyrzeklismy juz przed Bogiem miłość to nie możemy jak to juz ktos napisał wczesniej "uciec, wycofac się" a mieszkanie przed slubem daje taką możliwosc. A nawyki są różne i na prawde nie kazdy potrafi wszystko tolerować i nie chodzi tu tak jak pisałam o kochanie się, ale także o codzienność.
Pozdrawiam i liczę na tolerancje...
Autor: Estera (Środa 10-01-2007 00:45)
Kochająca ale chrzanisz.Sex przed ślubem ma wpływ na życie późniejsze małżonków. Jestem mężatką od paru miesięcy z moim mężem znamy się od 10 lat więc... Sypialiśmy ze sobą przed ślubem pare razy czego bardzo żałujemy choć jesteśmy szczęśliwi. Jak może nie mieć wplywu skorołamie się zasady wg których twierdzi się ,że się żyje? Lamanie zasad jest ok? a namawianie kogoś do grzechu też ok?fakt wspólne robienie różnych rzeczy łączy ale napewno wspólna modlitwa bardziej.I tak na prawde to jest fundament
a nie milość w sercu
Autor: skazanynamuzyke (Środa 10-01-2007 23:45)
Fakt jest taki to nie ważne czy ma ślub czy nie ważne by się kochać , moja dziewczyną praz po grób tak pisze bo zmarła żyliśmy w zgodzie ze sobą nie było nam dobrze nie mielimy ślubu , po za tym kościół za bardzo pinkalają prawy na których nie ma pojęcia po pierwsze księża powinni sie żenic mniec dzieci potem gadac o sexie ślubie wychowywaniu dzieci tak naprawde guwno wiedzą o życiu siedzą kase biją myślą że wszytko wiedzą
Autor: mikka (Piątek 19-01-2007 01:15)
M A S A K R A co ksieza robia z naszym zyciem, jakie bzdury wypisuja, ludzie swiat ewoluuje! czy dzis ktokolwiek sie zachwyca tym co zostalo napisane 2000 lat temu???????? byc moze warto znac biblie,przeczytac ja, ale nie wierzyc wszystko w to, co jest w niej napisane. lepiej poczytajcie powiesci 21 wieku! a czlowiek jest pielgrzymem na ziemi i idzie tam gdzie mu dobrze! a nie tam gdzie inni mu kaza!!!!!!!!!!!!!!!!! co to w ogole znaczy "zwiazek niesakramentalny"??? ze niby lepszy????????? a jak maz wali kobiete po glowie to co ksiadz wtedy na to? pewnie powie ze taka byla W O L A B O Z A ludzie otworzcie troche oczy!!!!
Autor: luk (Wtorek 23-01-2007 22:30)
To nie tak. Wiara, to coś znacznie głębszego, niż tylko chodzenie w niedzielę do kościoła i wypełnianie przykazań. To uznanie, że Bóg jest królem Twojego życia i gotowość do oddania Mu wszystkiego. Jeżeli tego nie ma, wszystko sprowadza się do długiej listy niezrozumiałych zakazów i nakazów. Jednak człowiek wiary patrzy na przykazania zupełnie inaczej. Nie traktuje już ich, jak bzdurnych ograniczeń - raczej uważa je za łaskę, dzięki której może stawać się coraz doskonalszy...
Masz rację, w wierze i Biblii nie ma nic atrakcyjnego dla człowieka XXI wieku. Jest za to poważna obietnica - uwierz, a staniesz się nowym człowiekiem. Będziesz szczęśliwy bez żadnych dopalaczy, pozbędziesz się kompleksów, nauczysz się kochać. A na dodatek po śmierci czeka Cię wieczność pełna niewyczerpanego szczęścia. Czy powieści XXI wieku też o tym piszą?
Nie, nie jestem księdzem. Dzielę się tylko tym, co sam przeżyłem. Pozdrawiam Cię i życzę wszystkiego dobrego.
Autor: trueveritas (Środa 24-01-2007 11:15)
przeczytałem całe forum i jestem zaskoczony ze tacy ludzie jak tu piszący istnieja naprawde - nie chce wartościowac czy to dobrze czy zle - każdy decyduje za siebie jak chce zyc i w imie czego jednakże obserwacja realnego zycia uczy, iż aby stworzyc związek udany i szcześliwy to jednak nie wystarczy modlitwa i pocieszająco karcące rady księdza dobrodzieja - tutaj trzeba rozsadku i woli a także nieco doświadczenia, a to trzeba zdobyć, jak każde z reszta - myląc sie, czasem wiele razy bowiem zaklinanie rzeczywistości nic na dłuższą mete nie daje. najwieksza sila czlowieka bierze sie własnie z jego słabości nie zaś z zaklinania rzeczywistości. Pozdrawiam i pod rozwage zostawiam
Autor: monika (Sobota 27-01-2007 17:00)
Mam 24 lata i za pól roku zamierzam wyjsc za maz. Osobiscie zamierzam zamieszkac z moim narzeczonym- jakies 2, 3 miesiace przed slubem. Dlaczego? czuje ze powinam... i tyle. Tak mi dyktuje serce. Osobiscie bowiem nie widze nic w tym zlego. Przeciez nie wyrządzam nikomu tym postepowaniem krzywdy! Wiec skoro moge swego narzeczonego poznac blizej jeszcze przed slubem, to czemu nie. Nie mieszam w to kwesti seksualności. Jezeli ktos bedzie chcial uprawiac seks przedmalzenski to i tak bedzie to robil, nie ma znaczenia czy sie czy nie z druga osoba przed slubem.
Autor: 19831607 (Środa 31-01-2007 09:30)
Każdy z was ma swoje własne zdanie na ten temat. Tak szczerze to ja zamieszkałam z moim chłopakiem kilka miesięcy temu. Wiem na sto procnt, że go bardzo kocham, ale jak przekroczymy razem pewne granice to po prostu moje własne wyrzuty sumienia nie dają mi żyć. To jest w tym wszystkim najgorsze. Właśnie to, że krew nie woda a potem nie jest miło mieć pretensje do samej siebie. Też bym chciała aby wszystko było takie poukładane, ale tak na nieszczęście nie jest. Każdy z nas jest po prostu inaczej wychowany i ma inne wartości, dlatego też pewne rzeczy ranią nas bardziej a inne po prostu mniej. Uwierzcie mi przejdzie dopiero jak będę szczęśliwą żoną. Wiem, że bardzo tego chcę, ale czasami wszystko idzie po prostu pod górkę. Miło jest posłuchać zdania innych ludzi, pamiętajcie tylko, że tak szczerze to sugerujcie się własnym uczuciem i wiiarą ą Ten, kto ma to wszystko zrozumieć będzie po prostu to wiedział. Ja tak robię i modlę się, aby pozwolono mi na zmianę- na lepsze
Autor: weronika (Czwartek 15-02-2007 19:45)
A teraz spojrzenie z innej strony.Ze strony szarej polskiej rzeczywistości.Mieszkamy oddzielnie, dzielą nas setki kilometrów.Mam słabo platną pracę.Moje Szczęście też finansowo nie stoi lepiej.Jesteśmy ze sobą 6 lat.Bardzo chcemy się pobrać i dlatego chcę znaleźć pracę tam gdzie on.I tu pojawiają się problemy, które przechodzi niejedna para.Wiadomo, że sakrament kosztuje.Nie ma co się łudzić, że wystarczy założyć stary garnitur od matury i rodzicom na obiad podać frytki z kotletem mielonym.Taka jest smutna prawda i nikt temu nie zaprzeczy.Księża też nie są altruistami, którzy udzielają kochającym się ludziom sakramentu za darmo.Więc żeby się pobrać trzeba troszkę zaoszczędzić.A jak zaoszczędzić mieszkając oddzielnie.Wiadomo że wydatki dzielone na 2 są mniej dotkliwe i można szybciej uzbierać pieniążki na ślub.Więc z tego wynika,że mieszkajac oddzielnie oddala się chwilę, na którą czeka się latami.Ile jeszcze minie lat zanim odłożę chociaż paręset złotych skoro teraz nie stać mnie na to żeby kupić pasztet do chleba?Może sprowadziłam tak wznisłe uczucie jak miłość do podłogi ale takie są realia.Gdybym mogła to już dawno byłabym szczęśliwą żoną.
Autor: miki (Sobota 03-03-2007 12:30)
Czytając powyższe wypowiedzi trochę zastanowiłam sie nad swoimi decyzjami, aczkolwiek uważam , że jeśli jest sie w związku z mężczyzna dla którego chce się być, żyć i spędzić z nim resztę swojego życia to sex nie przeszkadza temu a jedynie pogłębia emocjonalna więź dwojga ludzi.
Wiem, że nie jestem gotowa na małżeństwo, gdyż pragnę nadal się kształcić i osiągnąć oczywiście z Bożą pomocą swoje życiowe plany, chcę wybrać właściwą drogę, by móc za kilkanaście(kilkadziesiąt) lat powiedzieć , że osiągnęłam swój cel i niczego w życiu nie żałuje. Oczywiście moje dalsze plany nie wykluczają przyszłego małżeństwa z moim partnerem który jest dla mnie wszystkim i pragnę aby Bóg na ślubnym kobiercu pobłogosławił nasz związek.
Już od jakiegoś czasu współżyjemy ze sobą ale nie traktuję tego jak przygody , bo pragnę z nim spędzić swoje dalsze życie , dzielić z nim radości i smutki więc nie traktuję tego jako wielkiego grzechu lecz jako uzupełnienie naszej miłości.
Czy moje poglądy są błędne ??
To jest moje zdanie na temat współżycia przedmałżeńskiego , bardzo proszę szczere odpowiedzi na moje pytanie
Bardzo zależy mi także na opinii księdza , który mógłby mi doradzić, gdyż wstydzę sie porozmawiać o tym w cztery oczy z księdzem z mojej parafii, gdyż jest to temat delikatny
Autor: wyklęta:( (Wtorek 27-03-2007 09:15)
Wiem że wiary i jej dogmatów nie powinno traktować się wybiórczo ale czyż tak nie robi każdy z nas?Ci "wyklęci " przez kościół, do których i ja należę(a poczułam się tak po kazaniu w Boże Narodzenie, dotyczące min. mieszkania przed ślubem) tłumaczą sobie że przecież nie krzywdzą,że kochają,że to pozwala lepiej się poznać,"pogłębia" więź itd.Czują jakiś wewnętrzny,może czasem nawet nieuświadomiony przymus usprawiedliwiania sie przed ludźmi, Bogiem,sobą. Ale czy Ci którzy może są od nas bardziej prawi, nie grzeszą, nie współżyją "nielegalnie", nie mieszkają "nielegalnie" i z większej lub mniejszej miłości zawierają małżeństwa nie robią tak samo?Co ze wspomnianą wcześniej antykoncepcją?Każdy wybiera dla siebie wartości i normy z którymi potrafi żyć,do których poziomu chce sięgać,których zasadność potrafi przyjąć sercem i rozumem, którym mimo porażek pozostaje wierny nawet pomimo braku przymusu z zewnątrz. Czyż nie po to zostaliśmy obdarzeni wolną wolą aby w zgodzie z sumieniem wybierać między dobrym a złym?żyjmy w zgodzie z sobą,Bogiem i nie potępiajmy innych za to że wybieraja inaczej niż my. Dostaliśmy od Niego 10 ważnych prawd i żyjmy wg. nich bo nakazy kościoła się zmieniają i jeszcze jakiś czas temu dzieci nieochrzczone nie miały szans na stanie sie aniołkami, palono czarownice a seks małżenski można było uprawiać tylko w suknianych pokutnych workach.
Autor: Agnieszka (Sobota 31-03-2007 17:45)
"Każdy wybiera dla siebie wartości i normy z którymi potrafi żyć"
------
No i dokładnie o to chodzi. Jeśli wybierasz "normy" katolickie, to się ich próbujesz trzymać, z wiarą w łaskę Bożą, która pomaga. A jeśli "wybierasz" inne, to dlaczego mieć pretensje do Kościoła? Do opery nie pójdziesz w dresie, bo takie są zasady. Ale jeśli chodzi o zasady Kościoła, ustalone przez Boga dla naszego dobra, to mało że przychodzisz w dresie, to jeszcze kłócisz się, żeby w związku z tym zmieniono zasady. Pod rozwagę. Na szczęście dla mnie to zawsze wydawało się jasne. Nie twierdzę, że łatwe, ale jasne.
Autor: AAAAAAAA (Wtorek 10-04-2007 10:45)
"Mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się oboje jednym ciałem"
to chyba w dzisiejszych czasach nie realne.... ja np 'opuściłam rodziców' wyjeżdżając na studia.... w tym czasie zmieniły się zdecydowanie między nami relacje, zaczeli mnie traktować jak samodzielnego dorosłego partnera- nie jak dziecko , mieszkałam z wieloma znajomymi.... uniezależniłam się od rodziców finansowo.....dopiero potem poznałam człowieka którego pokochałam....
Autor: ola (Piątek 13-04-2007 14:00)
widze,że każdy ma swoje indywidualne podejście do sparawy mieszkania i miłości przedmałżeńskiej. Ku mojemu zdziwieniu wiele jest osób mających podobne poglądych do moich, a mianowicie do czekania ze współżyciem do ślubu...mój chłopka jednak tego nie rozumie uważa,że to naturalne,normalne,że przychodzi czas,że chce się być ze sobą bliżej a kościół tylko nas ciągle ogranicza,narzuca swoje zasady...no i przecież nalezy się sprawdzić, nie należy 'kupowac kota w worku"....niektóre wypowiedzi w pewien sposób mnie podbudowały,bo nie czujesz sie jak dinozaur...tylko szkoda,że osoba, z która jestem nie do końca to rozumie i zapewne się nie zmieni, bo wałkujemy to na okrągło...szkoda,że będe musiała zrezygnować z tego uczucia...
Autor: "Gdybyś wiedział jak bardzo Cię Kocham płakałbyś z radości" (Niedziela 06-05-2007 14:15)
jesteśmy tylko ludzmi i nawet Kościół, ustanawiający prawa które mają na celu dobro człowieka nie wie czy Bóg patrząc na dwie osoby kochające się przed ślubem widzi coś złego w tym. To Bóg dał nam Miłóść, coś najpiękniejszego w świecie, a kochanie się dwóch osób w Miłości jest czymś pięknym. Czuję, że jest to coś dobrego pochodzącego od Boga. Nie istotne jest tu sprawdzanie przed ślubem ani też czekanie do czasu ślubu. Miłość jest piękna, kto żyje w prawdziwej Miłóści nie musi się obawiać złych skutków ani przed ślubem ani po. Miłość jest najważniejsza w życiu. Związek jest sprawą między dwojgiem ludzi i Bogiem, Kościół może jedynie pomóc, być wsparciem dla osób którzy czują że ich szczęście będzie pewniejsze gdy będą postępować w zgodzie z zasadami Kościoła. Ale jednak i takie związki rozpadają się, nie jest to skutek oddalenia się od zasad Kościoła (mam na myśli antykoncepcję sztuczną i współżycie przed ślubem) ale braku Miłości. Tylko Miłość nadaje sens życiu bo z niej się rodzi wszystko co dobre na świecie. Miłość, która jest dojrzała, bez emocji, pokorna i odpowiedzialna.
Autor: tytus (Poniedziałek 07-05-2007 17:00)
wspólne mieszanie ze sobą chłopaka i dziewczyny stwarza niebezpieczną okazję do grzechu, którą zawsze należy unikać. Zawsze jest to niebezpieczeństwo, iż może dojść do zbliżenia płciowego, pomimo woli wytrwania we wstrzemięźliwości. Czy można rozgrzeszyć osobę, która wystawia się na takie niebezpieczestwo?
Autor: tytus (Poniedziałek 07-05-2007 17:00)
wspóne mieszkanie dziewczyny i chłopaka zakochanych w sobie to niebezpieczna okazja do grzechu. Okazji do grzecu należy unikać. Z pokusą się nie dyskutuje.
Autor: KTOSIEK (Poniedziałek 07-05-2007 17:01)
OLA !!
PISZ DO MNIE !!
JA NIE CHCE SEKSU PRZED SLUBEM LECZ UDANEGO ZWIAZKU !!
BUZIAKI
Autor: mywasher (Niedziela 07-10-2007 17:47)
No to ja tego nie rozumiem, mieszkanie razem jest grzechem bo stwarza prawdopodobieństwo popełnienia grzechu? z powodu w/w nie dostanie się rozgrzeszenia bo jest to zdecydowanie gorsze w świetle tego co przeczytałem niż morderstwo, stręczycielstwo, gwałt, molestowanie, kradzież mimo że wynika z miłości. Kościół musi MUSI dojrzeć do reform które przyciągną młodych do kościoła a nie odstraszają słynne pokolenie JPII przed wiarą która prowadzi do grzechu
Autor: WojteKK (Środa 10-10-2007 00:14)
to teraz ja. nie jestem ekshibicjonista sieciowym, ale chcialbym sie podzielic swoim doswiadczeniem na akurat ten temat, czy szerzej: seks przed czy po slubie.
.
zawsze uwazalem sie za osobe wierzaca, od 9 lat nawet bardzo (mam 27), nawrocony, kochajacy Jezusa itd..
oczywiscie pewne reguly i zasady byly dla mnie oczywiste (jak np no sex until marriage). tak tez zylem, choc rozne dziewczyny byly po drodze i ciezko bylo czystosc zachowac, ale jakos sie udawalo. az do czasu..
zakochalem sie. mocniej niz zwykle. ona byla starsza, 31 lat, i pokochala mnie tez, nawet bardziej niz ja ja na poczatku. Stalo sie szybko. w sumie po tygodniu. chyba po prostu chcialem tego doswiadczyc, zaczelem sie powoli obawiac, ze juz umre jako dziewic, bo moze Pan Bog w swoich niezbadanych planach nie wyznaczyl mi wybranki zycia. a mi sie jakos taka perspektywa nie podobala.
wytworzyla sie miedzy nami mocna wiez emocjonalna. seks naprawde laczy ludzi, bez dwoch zdan. to naprawde wspaniala rzecz..
i wszystko byloby mniej lub bardziej fajnie, gdyby nie to, ze ona mnie rzucila. byla zmeczona naszymi czestymi klotniami, czesto na tle religijnym (ja, choc robilem jak robilem, mialem wyrzuty sumienia, i co jakis czas proponowalem "dystans fizyczny"
teraz nie wiem za bardzo gdzie jestem. tesknie za nia, kocham ja, ale szans raczej nie ma. z drugiej strony ciezko mi "wrocic" do pewnych rzeczy, do "Boga", tak jak go wczesniej rozumialem, wraz z cala etyka seksualna kosciola, ktora powoli przeszalem moze nie rozumiec, ale czuc..
czy Bog chce, zebysmy odrzcuali milosc, bo "reguly gry" nie sa zachowane? czy mozna odstawic z kwitkiem osobe, ktora w koncu sam Bog nam daje w darze, w imie "milosci do Boga" i zachowaniem Jego przykazan? zwlaszcza, jesli sie tej milosci nie odczuwa tak jak kiedys i w sumie nie rozumie? czy najwiekszym przykazaniem nie jest milosc drugiego czlowieka?
i nie mowcie o egoizmie, bo trzeba zdobyc sie na duza odwage, zeby zlamac zasady, ktorym sie bylo wiernym przez cale zycie. i nie jest to wcale "latwiejszy" wybor.
pozdrawiam
Autor: , (Piątek 26-10-2007 13:24)
,
Autor: o nie, zło! (Czwartek 01-11-2007 11:38)
Tak tak, tylko trochę przykre jest, że miłość między dwojgiem ludzi wychodzi od impulsu biologicznego. Jakkolwiek by tego nie zasłaniać i usprawiedliwiać. Najwłaściwszym warunkiem abstynencji jest unikanie drugiego osobnika. Bowiem tylko mężczyzna ujrzy kobiete, już w swojej myśli dopuścił się cudzołóstwa...
Autor: Bez komentarza (Piątek 02-11-2007 23:53)
Tyle gadania, że mieszkanie przed ślubem jest nie katolickie itp. Wynika z tego,że ogólnie mieszkanie w jednym mieszkaniu, pod jednym dachem z mężczyżna (kobietą) bez slubu, jest grzechem. To jak wytlumaczyc fakt, ze na wiekszosci plebanii z ksiezami mieszkaja gosposie??? Przeciez, one rowniez nie sa w wiezi malzenskiej z ksiezami, a co lepsze nie miejszkaja z jednym tylko najczesciej kilkoma. Wydaje mi sie, ze to po prostu zalezy od kazdego indywidualnej interpretacji. Najlepiej zebysmy zaczeli zyc jak ludzie w sredniowieczu? Bo dzisiejszy Kosciol chyba coraz czesciej do tego chce nas naklonic. W koncu to ksieza decyduja za co dostajemy rozgrzeszenie a za co nie. Czy dostali od Boga liste z wypunktowanymi grzechami, za co dawac a za co nie rozgrzeszenie? Otoz nie, a moim zdaniem Pan Bog widzi, co robi para mieszkajac razem. I tylko On z tego moze nas rozliczac. Zreszta ile razy slyszymy, ze ksieza maja dzieci na boku? To jest w porzadku? Ze zamiast pokazywac jak zyc, daja taki przyklad? I na dodatek sami sobie, czy to po kolezensku ( nie wnikam) daja rozgrzeszenie. Ja w kazdym razie nie widze powodu dlaczego by mlodzi ludzie mieli nie zamieszkac razem przed slubem i pomagac sobie. Maja czas zeby sie poznac, zorientowac jak ta druga polowka reaguje na dana sytuacje... Chyba lepiej zeby zwiazek rozpadl sie przed slubem, niz po zakonczyl rozwodem, i nie daj Boze cierpieniem poczetych podczas trwania zwiazku dzieci. Ksieza wowczas najczesciej mowia ze, widocznie Bog nas na probe wystawia. To ja w takim razie jestem za niesieniem celibatu. Ciekawe czy wtedy tez beda wszystko usprawiedliwiac wola Boza? Na koniec chcialabym wspomniec, ze Jozef z Maryja tez mieszkali razem. A nigdzie w Biblii nie jest napisane ze PAN BOG zabronil narzeczonym mieszkac razem. To jest juz tylko indywidualna interpretacja Biblii przez ksiezy!!!
Autor: ania (Piątek 07-12-2007 22:16)
Ciężko w ogóle wypowiadać się na tak trudny temat,żeby nikogo nie urazić. Wydaje mi się czasem,że wielu ludzi wzięłoby ślub, gdyby tylko mięli na to pieniądze, jednak kiedyś czasy były troszkę inne. Ludzie jak się kochali mogli się pobrać, ślub nie kosztował tyle. Moja mama np. nigdy nie słyszała, aby ksiądz brał pieniądze za ten sakrament. A jeżeli chodzi już o seks po ślubie to nie potrafię zrozumieć, że antykoncepcja po ślubie (oprócz kalendarzyka małżeńskiego) jest grzechem. Księża często tłumaczą to tym, że "mąż mogąc w każdej chwili "mieć" żonę nie czeka na nią, może traktować ją jak przedmiot", ale z drugiej strony jest też "obowiązek małżeński", wiem,że część kobiet spełnia ten obowiązek tylko dlatego, że tak trzeba, niekoniecznie chcą tego. A jeżeli np. w danym dniu (tak jak wypada w kalendarzyku) akurat żona nie chce? Przecież to jest obowiązek małżeński -powie wtedy mąż. Pozostawiam to do rozważenia. Abstrahując od tego wszystkiego. Mam bliską osobę, która była bardzo bita przez swojego męża-bił ją po brzuchu-gdy była w ciąży, co zaważyło na tym, że dziecko urodziło się z wadami. Była bardzo religijna.Rozwiodła się-pomimo wielu przykrości ze strony otoczenia chrześcijańskiego-ślub-rzecz święta. Po kilku latach będąc samotną matką poznała mężczyznę, pokochała go. Jej syn także-jednak nie mogli wziąć ślubu-przecież była rozwódką,a nie wdową-były mąż przecież żył. Żyli na "kocią łapę" 10 lat-ojczym świetnie opiekował się swoim przybranym synem, bardzo się kochali. Urodziła się córeczka-jednak nie mogli chodzić przez te 10 lat do Komunii i Spowiedzi Świętej. Pomimo, że stworzyli kochającą się rodzinę-dom dla 2 dzieci -byli szczęśliwi i za razem nie mogli być szczęśliwi. Bardzo chcieli przyjmować sakramenty, jednak Kościół tego zabrania. Chodzili co niedzielę na Mszę Świętą, a Księża i chrześcijanie wytykali ich palcami. Można powiedzieć, że w takim momencie Kościół karze "czekać" na śmierć pierwszego męża i tak się stało, gdy ich córeczka miała miesiąc,pierwszy mąż jej matki umarł. Dopiero wtedy mogli się pobrać-teraz są szczęśliwym małżeństwem od 30 lat
Mają 2 dzieci i wnuki. Są dla siebie wszystkim,ale ile musieli czekać, aby móc przyjmować sakramenty? Musieli czekać tak na prawdę na czyjąś śmierć?
Autor: ania (Piątek 07-12-2007 22:29)
p.s chciałam jeszcze dopisać, że oprócz 2 dzieci biologicznych ta para ma jeszcze jedną adoptowaną córeczkę-to są na prawde dobrzy ludzie, a tak na prawdę, gdyby nie umarł pierwszy mąż tej kobiety to żyliby nadal w grzechu....a są tak dobrymi ludżmi
Autor: ania (Piątek 07-12-2007 22:46)
i jeszcze jedno... A propos "wypróbowania" przed ślubem. Często księża piszą, że człowiek nie jest rzeczą, że nie można go wypróbowywać, że można człowieka poznać bez mieszkania ze sobą. Piszą także, że teraz ludzie w przypadku problemów, za dużo wymagają-coś im się nie spodoba i odchodzą-może czasem faktycznie tak się zdarza. OK Ale ta kobieta, o której wcześniej pisałam znała swojego pierwszego męża 7 lat-dobrze go znała, nie sprawdzała go. Ale dopiero po 7 latach jak się pobrali zaczął ją bić i miała tak czekać aż pobije ją na śmierć? Albo zabije ich dziecko, spowoduje poronienie? Teraz -ta 68-letnia kobieta mówi, że gdyby wcześniej go poznała-mieszkając z nim przed ślubem na pewno poznałaby go na tyle, że widziałaby go w różnych sytuacjach, zauważyłaby różnego rodzaju akty agresywne, ale tak widocznie miało być. Uważam że to zależy od konkretnego przypadku, nie można uogólniać czy można czy nie można mieszkać, współżyć-tak na prawdę nie wiemy co Bóg o tym myśli.
Autor: ania (Piątek 07-12-2007 22:48)
Każdy z nas jest inny, niepowtarzalny w oczach Boga.
Autor: filek_ (Poniedziałek 10-12-2007 15:23)
Mieszkam ze swoim narzeczonym od 3 lat,za 8 miesięcy bierzemy ślub. Ksiądz z kościoła w którym planowaliśmy uroczystość powiedział mi że nie udzieli nam sakramentu i odłożył słuchawkę...bez wysłuchania moich argumentów,bez jakiejkolwiek dyskusji. Powiedziałam prawdę bo dlaczego miałabym ukrywać fakt wspólnego mieszkania. Nie mam możliwości wynajęcia mieszkania ze względów finansowych. Na pytanie księdza czy to dobrze że mieszkamy razem odpowiedziałam że nie chciałabym tego oceniać bo zmusiła mnie do takiego rozwiązania sytuacja materialna, i uważam że to dobrze że narzeczony pomaga mi zapewniając dach nad głową. Oboje jesteśmy poza rodzinnymi miastami i jeszcze studiujemy. Zdaję sobie sprawę że nie żyjemy zgodnie z przykazaniami, ale nawet gdybym była nawiększą grzesznicą na świecie zasługuję chyba na rozmowę i wysłuchanie ze strony księdza...a może nie? Bardzo mnie poruszyło zachowanie tego księdza,szczerze mówiąc nikt mnie w życiu tak nie potraktował. Dziwi mnie tylko fakt że nie robi się problemów osobom które spodziewają się dziecka...
Autor: nina (Wtorek 18-12-2007 15:23)
Wojtku, bardzo bliskie jest mi to co napisałeś. Chłopak, którego los rzucił na moją drogę jest w podobnej sytuacji. Jest nawrócony i chce być wierny swoim zasadom. Wyszło tak, że właściwie na pierwszym etapie znajomości mieliśmy kontakt cielesny(co stało się wbrew jemu).Wytworzyła się między nami bliskość, która chyba troche zamydla nam oczy. Nie był to seks w pełnym znaczeniu,ale to już wystarcza,żebyśmy czuli tę silniejszą wieź, i nie jest to miłość, ale raczej jej potrzeba. Nie wyobrażam sobie ślubu w najbliższym czasie, nawet nie wiem, czy do siebie pasujemy,ale boję się teraz nawet to sprawdzić, bo nie wiem czy da się wytrwać w czystości.Totalna dezorientacja. Nie uważam za biologicznie naturalne, żeby facet 28 letni trwał w nieaktywności seksualnej, może mam złe wyobrażenie??? Jescze w pokoleniu naszych babć ,które w innych realiach wychodziły za mąż w wieku 20 lat było to o wiele łatwiejsze. Ale takie odkładanie prawa do miłości ze względu na jakieś normy bardziej społeczne( bo nie hajtnę się bo mnie nie stać itp) wydaje mi się trochę okrutne. Wyobrażam sobie o ile bardziej dwoje ludzi czekających na siebie jest w stanie docenić dar bliskości od tych którzy traktują to jak coś powszedniego i niezależnego od decyzji życiowych. Ale z drugiej strony, nie wierzę ,żeby każdy miał szansę realizowac plan wg zasad kosciola: zakochać się w sposób czysty i pózniej czekac, a nastepnie slub i piekne zycie. W sensie ,że rachunek prawdopodobieństwa wyklucza tyle wygranych losów w danej loterii. Czyli ci którzy się w ten sposób zakochali i trwaja w czystości są pośród niewielu szczescliwcow.
Ja w kazdym razie po naszym zbliżeniu czuję ,że może nie jestem zakochana, ale jest takie bardzo silne przyciąganie do osoby. I oboje chcielibyśmy się zakochać, ale dla mnie to chyba zbyt duże wyzwanie.
Autor: Lukpoli (Niedziela 30-12-2007 11:37)
Witam zaczne od faktu iz mieszkam z moja nazyczona współzyjemy i fakt ten nie stał na przeszkodzie rozgrzeszenia przez ksiedza osobiscie znam i przyjaznie sie z wieloma "kapłąnami " MAjacymi kobiety jeden jest proboszczem a drugi kapelanem wojewódzkim i o ni sami twierdza ze gdy ludzie kochajacy sie bedacy w zdrowiu i w horobie sa razem i wieza ze chcha byc juz tylko razem zamieszkaja wspólnie to nie jest niczym złym wrecz przeciwnie to pozwala im sise umocnic i sprawdzic czy sa gotowi do dalszego kroku małzeństwa wspólne zamieszkanie pozwala wejsc na głeboka wode zycia ja wspólnie z moja partnerka która jest chora na anoreksjie przezylismy potworne chwile i wiem ze nie grzeszymy bo sie kochamy szczera i prawdziwa miłościa oboje studjujemy i chcemy ukonczyc studia wtedy za włąsne pieniadze i na wskutek cierzkiej pracy zawrzec sakramen slubu to moim zdaniem jest pełne odciecie psychiczne od pepowiny psychicznej i fizycznej od rodziców to apropo wpisu ksiedza administrujacego serwisem czy nie jest grzechem po slubie rozwód z powodu ze 2 osoba nie dorosła do wspólnego mieszkania do zarabiania do opieki nad domem 2 osoba dzeicmi w jaki sposób mozna sie przekonac czy ta 2 osoba to ta jak nie zamieszkujac z nia prosze o odpowiec ...
Autor: Krzys (Czwartek 03-01-2008 17:43)
Wiem, ze to nieodpowiednie miejsce i pewnie zostane wywalony za chwile... Slawku, to Ty? Nic sie nie zmieniles, chlopie
Autor: a (Czwartek 10-01-2008 19:54)
Tak najlepiej potem kobita trafi 10 c,m i będzie super szczęśliwa do końca życia buahahaha
Autor: Tolerancyjna (Niedziela 03-02-2008 03:31)
Dla mnie mieszkanie we dwoje to najlepszy sprawdzian dwojga przyszłych małżonków, a seks przedmałżeński jest jego częścią.
Szanuję postanowienia osób o czystości to prywatna sprawa, jednak ja się z tym zupełnie nie zgadzam.
Byłam w 9-letnim związku z mężczyzną i w pewnym momencie postanowiliśmy rozpocząć współżycię bo ile można czekać( poznaliśmy się w bardzo młodym wieku). Wszystko niby w porządku on zachwycony tym faktem, jednakże ja nie powiem zebym była wyjątkowo usatysfakcjonowana, i cieszę się, że udało mi się przekonać o tym fakcie zanim podjełabym błędną decyzję o zamążpójsciu. W niedługim czasie biorę ślub z moim obecnym narzeczonym, z którym mieszkamy razem i z ktorym pasujemy do siebie pod 'każdym' względem. Może niektórych z Was oburzyć to co teraz powiem, ale udany seks jest połową sukcesu waszego związku, jeśli akt seksualny stanie się dla was w przyszłości flustrujący to wasze małżeństwo nie będzie tym idealnym, o które tak zabiegacie. Jakis czas temu powiedzialabym, że seks to nie wszystko, że nie jest taki ważny...mowią to Ci którzy nigdy go nie uprawiali badź owszem, ale nie z odpowiednią osobą... .
Autor: Jurek (Niedziela 03-02-2008 23:59)
Proszę o odpowiedź na pytanie: jaki jest stosunek religii do sytuacji, w której niepełnosprawny mężczyzna odtrącany przez panny wiąże się z rozwódką, która mniejszą wagę przykłada do takich spraw jak atrakcyjność zewnętrzna a większą do przymiotów jego charakteru i umysłu???
Autor: kwiatuszek69 (Piątek 08-02-2008 10:24)
Ja do kościoła nie chodzę więc się nie martwię czy mam grzech czy nie.Kocham się z nim od 16 roku życia, on jest starszy 8 lat i nie wyobrażam sobie abym miała czekać do ślubo bo do tej pory mógłby zostać impotentem.Uważam że seks jest potrzebą fizjologiczną tak samo jak jedzenie tylko że jednemu wystarczy jedno danie a drugi chce więcej. A ślub weźniemy po to abym mogła np.odebrać dokumenty męża z urzędu bo tak nie chcą wydawać.
Mój wujek poznał dziewczynę zakochał się , nie mieszkali razem ani nie współżyli i po ślubie okazało się że ona nie chce konsumować tego małżeństwa i wyszło na jaw że jest lezbijką .Ukrywała się ze swoją "koleżanką". No fakt wujaszek dostał unieważnienie małżeństwa ale jak to doświadczenie się na nim odbiło to szkoda gadać.Może jakby wcześniej nalegał na seks to obeszło by się to bez takich ceregieli.
Autor: e. (Środa 13-02-2008 21:15)
Wszystkim, którzy mają problem pt. "Mieszkamy razem, bierzemy ślub, kiedy spowiedź" polecam poczytać prawo kanoniczne. Szczególnie punkt następujący: "Aby przyjąć owocnie sakrament małżeństwa, usilnie zaleca się, ażeby
nupturienci przystąpili do sakramentu pokuty i Najświętszej Eucharystii."
Usilnie zalecać tak, ale zmuszać nie - czy dacie się zmusić, to zależy od Was.
Autor: buba (Wtorek 19-02-2008 11:16)
A czy wspólne zamieszkanie pod jednym dachem z kolegą też jest takim grzechem jak zamieszkanie pod jednym dachem z kobietą?
Autor: lal18 (Sobota 08-03-2008 17:17)
mam 18 lat, za pół roku będe miała 19, chodzę do szkoły (3 kl i został mi jeszcze 1 rok). Do szkoły mam dosyć dakleko, a na dodatak muszę jeszcze spory kawałek dojeżdzać do autobusu.
Mój chłopak ma 22 lata. Mieszkał 30 km ode mnie, ale nie dawno się przeprowadziłdo miasta gdzie pracuje a ja się ucze.
Poznaliśmy się w szkole. Chodzimy juz ze sobą ponad 2 lata. juz od dawna rozmawialiśmy o zaręczynach, ślubie, o wspolnym mieszkaniu i sexie.
mam starszą siostre, która jest "pupilkowatym dzidziusiem", nic sama nie chce robić. wszędzie z nią musi jeżdzić mamausia. Ma chłopaka, ale nie myśli o ślubie a co powiedziec o wspólnym mieszkaniu.
Ostatnio na 2 rocznice dostałam złoty pierścionek. jej chłopak od tamtego momentu śmieje się, zaręczyliśmy się i nawet zadnej biby nie zrobiliśmy. jest już to wkurzające!!!!!
Nie raz juz się spotkałam z taką sytuacją w domu,że ona i jej chłopak są lepiej traktowani od nas.
a na dodatek, mojego chłopaka młodsza siostra wpadła w wieku 16 lat, zamieszkała z nim i wzięła ślub. Przez to wiele razy byłam porównywana do niej choć bardzo się różnimy.
Nie wiem co mam robić!!!!
Chce z moim chłopakiem zamieszkać, ale w mojej sytuacji to nie jest takie łatwe!!!
Wynajmuje on pokój. podoba mi się tam. Spędziłam z nim tam 1 dzień. Było zajebiście!!! Spokój, cisza... Nie to co u mnie. Cały czas się ze wszystkimi kłoce. nie mam dobrego kontaktu z rodzicami. Z tatą nawet nie rozmawiam. a co zrobię to i tak jestem porównywana do najgorszej, choć wcale taka nie jestem. To oni mnie zmuszają do takiego postępowania, bo cały czas jestem krytykowana...
Często popadam w depresje, przeklinam moje całe zycie.
Chcemy być już ze sobą razem, ale u mnie w domu jest tak, ż e najpierw najstarszy. Tylko co ja mam zrobić w takiej sytuacjijak siostra nic nie wie, niczego nie jest pewna. Nawet nie wie czy chce z nim byc do końca.
Chciałabym już się zaręczyć, wziąść ślub, ale jak?
Ostatnio mama się dowiedziała, że mój chłopak zamieszkał sam w mieście, to zrobiła mi taką awanturę, że szok!!! Mówiła, że nie mam chodzić tam do niego, bo ludzie będą gadać... Może i będą, ale ja przynajmniej wiem czego chce!!!
Wiele osób z naszego środowiska jest za tym żebyśmy zanieszkali razem, ale... rodzice.
Błagam pomóżcie nam!!!
Piszcie co myślicie o tym!!!
Co mamy zrobić w takiej sytuacji!!??
Licze na was, bo może to ze mną jest coś nie tak...
Odpisujcie
Autor: lal18 (Sobota 08-03-2008 17:27)
nie jesteśmy zaręczeni. połknełam wyraz. pierścinek dostałam na 2 rocznice chodzenia
Autor: a20 (Poniedziałek 10-03-2008 17:42)
Mam 20 lat. Z moim chłopakiem(23lata) jestem od ponad 2 lat. Nie współżyliśmy jeszcze, zawsze ograniczalismy się jedynie do pieszczot. Ostatnio zaczęliśmy rozmawiać o sexie. Jednak nie jestem za bardzo do tego przekonana, ponieważ od zawsze wpajano mi, iż jest to grzechem. Bardzo Go kocham i On mnie też. Wiemy oboje, że chcemy być zawsze ze sobą, za 2 lata planujemy ślub. Początkowo twierdziłam, że chcę ze współżyciem poczekać do ślubu, jednak ostatnio coraz bardzie obydwoje mamy na to ochotę. Mnie jednak paraliżuje myśl, że jeśli to zrobimy to będę sie musiała z tego wyspowiadać... Tylko nie wiem jak mam o tym rozmawiać z księdzem w konfesjonale. Proszę o pomoc bardziej doświadczonych!
Autor: lucja (Wtorek 18-03-2008 00:04)
Niedlugo skoncze 21 lat, z moim chlopakiem jestesmy para od ponad dwoch lat. Nasz zwiazek wraz z uplywem czasu umacnial sie i umacnia coraz bardziej. Na poczatku mielismy wiele wahan, niepewnosci do siebie, szczegolnie ja balam sie, ze nadejdzie powszechnie zwane znudzenie druga osoba. Oprocz tego 'te' wieczne skrepowanie, i chociaz znalismy sie juz bardzo dobrze, to istaniala miedzy nami blokada, zawstydzenie, ktore w pewnym sensie nie pozwalalo w pelni isc razem do przodu. Bog zawsze istanial w naszym zyciu i jest nadal, zawsze chodzimy razem na msze sw, uczestniczymy czynne w zyciu kosciola, a takze wspolnoty parafialnej. Milosc, ktora Bog nas obdarzyl jest ogromna i nadszedl moment w naszym zyciu, w ktorym pozadanie i slabosc wziela gore, chociaz jednoczesnie musze przyznac, ze obydwoje bardzo tego pragnelismy, zaczelismy sypiac ze soba. Od tego momentu stalismy sie sobie bardzo, bardzo bliscy. Planujemy slub i decyzja o wspolzyciu niczego nie zmienila, wrecz przeciwnie przyblizyla nas jeszcze bardziej do siebie. Kazdego wieczoru modlimy sie wspolnie, aby Bog mial nas w swojej opiece i dziekujemy mu, ze dal nam siebie, ze obdarzyl nas ta wspaniala miloscia. Ale nie o tym chcialam, otoz na drodze mojego zycia byly momenty, iz zapragnelismy znow byc bardzo blisko Boga( tj. moc przyjomac komunie sw.), spowiadal nas ten sam ksiadz i musze powiedziec, ze wcale nas nie wyklal czy wykluczyl ze wspolnoty, oczywiscie nawiazal do grzechu nieczystosci ze nie powinien miec miejsca, ale rownoczesnie zaznaczyl, ze czasami jest takze potrzebny czlowiekowi bo pomaga podtrzymac zwiazek, wzmocnic go. Tymczasem po pol roku, podjelismy ponownie probe nie wspolzycia, jednym slowem kolejna spowiedz. Kaplan( juz nie ten sam) dal mi do zrozumienia, ze nie tylko zle robie ale moja sytuacja jest tragiczna, ze albo szybko zawre sakrament malzenstwa albo wytrwam w czystosci(wytrwamy) przez kolejne 4-5 lat(okres studiow) albo nie ma dla mnie miejsca. Oprocz tego, ze spowiedz trwala cala prawie cala msze, dal mi zrozumienia, ze jestem grzesznica nie z tej ziemi, w koncu odpuscil mi grzechy, ale ja tak naprawde nie czuje, ze sa mi one odpuszczone...bo oprocz wszystkich tych uwag na temat moj, mojego chlopaka, zycia i w ogole nie otrzymalam ani jednego slowa otuchy, bo jednak kazdy czlowiek jest grzeszny, ale trzeba mu jakos pomagac wyjsc z tych grzechow a nie tylko krytywowac i zrownywac z blotem...Szczerze mowiac nie wiem co mam tak naprawde myslec o podejsciu kosciola do seksu przedmalzenskiego, bo jak do tej pory zauwazylam, ze jest kanon ktory nakazuje myslec jednoznacznie: seks przedmalzenski nie powinien miec miejsca, ale potem cala reszta, myslenia i rozumowania wedlug mnie zalezy juz tylko od Ksiedza (tzn. czy preferuje on opcje bardziej elastyczna czy tez nie).
Autor: a20 (Środa 26-03-2008 21:33)
Po wypowiedzi poprzedniczki jeszcze bardziej nie jestem niczego pewna. Narazie stwierdziliśmy z moim chłopakiem że poczekamy jeszcze na ten dzień, kiedy zaczniemy współżycie. Wiem, że On trochę inaczej patrzy na te sprawy niż ja. Może troche to głupie, ale wydaje mi się, że aby wtspowiadać sie z jakiegos grzechu to trzeba załować, że sie go popełniło. Ja wiem, że jesli bede sie kochać z moim chłopakiem to nie bede tego żałować, bo bardzo Go kocham i wiem, że to TEN NA CAŁE ŻYCIE!!!
Autor: ania (Czwartek 27-03-2008 09:23)
Mamy po 30 lat i za 3 miesiące bierzemy ślub. Znamy się rok i po paru miesiącach od poznania zamieszkaliśmy razem. Czuliśmy że to odważna decyzja choć z drugiej strony wydawała nam się naturalna i oczywista. Naturalna dla nas,oboje bardzo tego chcieliśmy.Nie żałowaliśmy ani przez moment. Z każdym dniem upewniamy się że czekaliśmy właśnie na siebie
Seks jest dopełnieniem, w żadnym razie nie jest głównym celem czy powodem wspólnego mieszkania.
Niedawno spotkaliśmy się z paroma krytycznymi uwagami co do wspólnego mieszkania przed ślubem,dowiedzieliśmy się że nie mamy po co przystępować do pierwszej spowiedzi przedślubnej ponieważ będzie nieważna. Czujemy też negatywne nastawienie naszego księdza do nas (dowiedział się że mieszkamy razem podczas kolędy,a było to już po ustaleniu z nim daty ślubu). Jest to dla nas przykre. Zwłaszcza że postanowiliśmy powstrzymać się od "kontaktów fizycznych" przez 2 mies przed ślubem,tak żeby móc prawdziwie się wyspowiadać i do ślubu przystąpić nie będąc tak grzesznym jak teraz. Stwierdziliśmy że rozstanie w tej chwili, na 3 mies przed ślubem niewiele pomoże,będzie sztuczne i trochę "na pokaz" (myślę o spędzaniu nocy osobno,bo przecież każdą chwilę dnia spędzalibyśmy i tak razem).Pragniemy również tej czystości przed ślubem i wiemy że poradzimy sobie z tym bez trudu (pewnie niektórzy będą się teraz uśmiechać...).
Myślę że trzeba przede wszystkim słuchać swojego sumienia i wierzyć mocno że Bóg jest Tym Najbardziej Sprawiedliwym.
Ktoś juz tu pięknie napisał, że Boga trzeba zaprosić do swojego związku, małżeństwa. Ślub ma być świadectwem tego zaproszenia.
My weźmiemy więc ślub ze sobą, przed Bogiem.
Autor: kdrecz@poczta.onet.pl (Piątek 28-03-2008 19:32)
Witajcie! Przeczytalem wszystkie powyzsze wypowiedzi bo szukam odpowiedzi. Zastanawiam sie czy zycie w czystosci "bo tak wypada", ma sens gdy nie ma sie radosci z tego czynu, a nawet gdy ma sie smutek. Biblia mowi ze wazne jest by sluzyc Bogu z radoscia, a nie z przymusu, bo Bog lubi "radosnego sluge" - czy wiec zycie w czystosci pod wplywem przymusu aby stosowac sie do regul, a przy tym bez poczucia szczescia - ma jakas wartosc?
Mam 28 lat, i jestem jeszcze prawiczkiem - z wyboru oczywiscie. Przez moje zycie przewinelo sie sporo dziewczyn ktore chcialy "to" ze mna zrobic. Wszystkim predzej czy pozniej mowilem NIE - wy wytrzymac przy "zasadach". Niekiedy musialem drastycznie odpychac od siebie dziewczyne, raniac ja przy tym i powodujac jej lzy - robilem to w imie "zasad" oczywiscie. Czy tak wlasnie kosciol chce by traktowac blizniego? Co jest dowodem bycia lepszym czlowiekiem: mocne trzymanie sie zasad idac po trupach (nie oszukujmy sie, niekiedy to jest potrzebne by wytrwac w czystosci) czy raczej w pewnych sytuacjach przyzwolenie sobie na grzech w imie dobrego ludzkiego potraktowania blizniego? To ze wciaz jestem dziewic sprawia ze czesto mimowolnie nachodza czlowieka paskudne mysli ze moze jest sie lepszym od innych, ze "sie wygralo" gdy tamci upadli, nachodza czlowieka niekiedy poczucia wzgardy a nawet nienawisci wobec zyjacych w "nieczystosci i pozwalajacych sobie na nia". Czy takie zachowanie jest wlasnie bliskie temu czego nauczal Jezus? Co jest lepsze byc czlowiekiem, swiadomym swych slabosci do grzechu, upadajacym ale pokornym czy za wszelka cene chcacym utrzymac sie w czystosci, balansujac na krawedzi pychy?? Moze grzesze ale wydaje mi sie ze ten pierwszy sposob mimo ze zwiazany z upadkiem, jest blizszy na drodze do Boga niz drugi. A jesli sie myle to prosze o oswiecenie... Mam teraz dziewczyne, kochamy sie, ona chce wspolzyc a ja ciagle sie wacham - mowie jej ze tak nie mozna przed slubem. Ona czuje przez to smutek, moze nawet odrzucenie. Widzi ze ludzie kochajacy sie, ktorych zna, to robia (przed slubem) a my nie. Zal jej ze stawiam wyzej trzymanie sie regul od tego by z nia byc naprawde blisko, ale powiedziala ze respektuje moje zasady. I wszystko byloby ok gdybym nie czul sie fatalnie! Czynie niby dobro bo trzymam sie "zimnych zasad" ale przy tym za cene tego ze ranie i zasmucam tym osobe z ktora naprawde chcialbym byc blisko. Czynie dobro mowiac "nie" a odrzucajac czlowieka (nazwijmy to po imieniu) czy raczej uczynie dobro gdy jej ulegne i poswiece dla niej swoje zasady. Co z tych dwoch jest wiekszym przykladem milosci? Mowi sie ze seks po slubie moze dopiero byc, ze juz od poczatkow chodzenia z soba dobrze ustalic date slubu, ze milosc cielesna ma byc nagroda za to ze sie czekalo, za poswiecenia itp. Tylko jak to porownac z tym co mowil swiety Pawel iz milosc to nie inwestycja, ze ona nie domaga sie swego, ze jest cicha itp.? Co bedzie bardziej swiadczylo o milosci: ustalanie z gory regul "ty zrobisz tak a tak to bede cie kochal" czy raczej "oddaje ci sie bo Cie kocham, nie wiem czy bedzie nam dane byc razem, nigdy nie mozna miec zadnej pewnosci ze wszystko sie dobrze ulozy - ale wlasnie w tej niepewnosci, daje ci siebie jako dar a nie jako zaplate|"? Nikogo nie namawiam do grzechu, tylko pytam...
Autor: kdrecz@poczta.onet.pl (Piątek 28-03-2008 20:55)
Moge jeszcze dodac do tego ze w sytuacji podbramkowej, imie zasad bylbym zdolny i tego zwiazku moze sie wyrzec, ale czy to ma sens? Nie idzie tu ze chce seksu przedmalzenskiego z pierwszorzednego powodu jakim jest zaspokojenie pozadania. Umiem je opanowac. Idzie raczej o milosc do blizniego ktory jest szczegolny dla nas - tak wiec lepiej byc grzeszyc i byc pokornym czlowiekiem czy bardziej wykonawca prawa? Surowosc wobec siebie i innych, czy milosierdzie (mozna to tak nazwac?) wobec innych a dla siebie upadek (?) ? Wiadomo ze wspaniale jest robic to co podoba sie Bogu, lecz gdy w nie jest jasno wyrazone "nie uprawiaj seksu przed slubem", wartosciowe jest odrzucanie osoby ktorej na nas zalezy? Przeciez gdyby moja dziewczyna chciala tylko seksu znalazla by sobie kogos innego, bez skrupulow - samo wiec to ze chce byc wciaz ze mna czyz nie dowodzi ze nie o fizyczne zaspokojenie tu chodzi jako podstawe?
Autor: kdrecz@poczta.onet.pl (Piątek 28-03-2008 20:57)
powyzej mialo byc: "Wiadomo ze wspaniale jest robic to co podoba sie Bogu, lecz gdy w Biblii nie jest jasno wyrazone "nie uprawiaj seksu przed slubem" - wartosciowe jest odrzucanie osoby ktorej na nas zalezy?
Autor: katolicki beton (Czwartek 03-04-2008 00:50)
witam,

mam 31 lat i jestem i od roku spotykam sie z kilka lat mlodsza dziewczyna. Ona jest katoliczka no i oczywiscie nie chce, bo to grzech. Ja w sumie tez uwazam sie za takiego pol-katolika, bo do kosciola czasem chodze. Mam do was kilka pytan:
1. moja dziewczyna twierdzi, ze seks oralny, pieszczenie genitaliów rekami i w ogole nawet calowanie sie "z jezyczkiem" to juz jest grzech, no ale ten ostatni jest najmniejszy. Czy ktos z was zna prawidlowa gradacje grzechow przedmalzenskich? Czy jesli pozwalamy sobie na seks oralny, to wlasciwie bez zwiekszania sumy grzechow mozna sobie pozwolic na normalny seks? Mialem z tym pytaniem isc do fachowca w pobliskim kosciele, ale najpierw zapytam was.
2. czy komus z was udalo sie przelamac niechec katolickiej dziewczyny do wspolzycia? ja mam wrazenie ze ta wiara tak samo pełna hipokryzji jak mocna jak beton.
3. czy uwazacie ze powinienem zakonczyc ten zwiazek, tak aby nie niszczyc zycia mojej ukochanej? bo przeciez roznice w swiatopogladzie sa kolosalne...
pozdrawiam wszystkich grzeszników!!
Autor: emilka (Piątek 04-04-2008 13:21)
Dla mnie zawsze oczywiste było, że seks to tylko po ślubie, tak uważała moja mama i babcia, więc nic w tym dziwnego, że ja też.. mam teraz 20 lat i od dwóch lat mam wspaniałego chłopaka, którego bardzo kocham a zaręczyny są już naprawdę tuż , tuż
na początku myślałam że nie będzie nic trudnego w tym , żeby zaczekać z seksem, a noc poślubna miała być prawdziwą, tradycyjną nocą poślubną.. na początku gdy wyjeżdżaliśmy gdzieś razem, czy to na wakacje , czy ze znajomymi to owszem spaliśmy razem, ale nie było to nic złego,po prostu budziliśmy sie i zasypialiśmy obok siebie i to było naprawdę miłe... i myślałam że będzie tak do ślubu.. jednak po roku zaczeliśmy oboje chcieć czegoś więcej.z biegiem czasu zauważyłam, że moje kochanie naprawdę tego chce, i nie ukrywam, że ja też chciałam, ale że mój chłopka zał moje przekonania i zdanie na ten temat to nie narzucał sie.. pewnego dnia, było to po półtora roku bycia razem nie wytrzymałam i powiedziałam mu żeby mnie gdzieś zabrał, bo chce się z nim kochać..najpierw oczywiście długo rozmawialiśmy i było to naprawdę poważnie przemyślane i zaplanowane.. od tamtego dnia minęło pół roku i między nami jest jeszcze większa więź, nie wiem jak mam to opisać, ale jest to coś specjalnego, kolejna rzecz, która nas łączy.. wiem, że jest to grzechem i że może nie podobać sie Bogu, ale to jest naprawdę z miłości a nie z przypadku, więc nie może być w tym chyba dużo złego.. o wspólnym mieszkaniu też myśleliśmy, chcielibyśmy na początek wynająć coś ze znajomymi za rok, ale jest jeszcze taka sprawa, że moi rodzice bardzo nie lubią mojego Słoneczka i chcieliby że bym znalazła sobie kogoś starszego i bogatego... więc musiałabym ich w jakiś sposób oszukać, żeby nie dowiedzieli się , że mieszkamy razem... ale do tego potrzebne byłoby kłamstwo a ja nie chce już tylu grzechów..
i wiem, że ten nasz seks, choć z pięknej miłości jest grzechem, myślę jednak, że Bóg sie cieszy z naszej miłości, chociaż na pewno wolałby, żebyśmy zaczekali z seksem do ślubu..
Autor: dwudziestolatka (Sobota 05-04-2008 12:03)
a moglabym wiedzieć w mniej wiecej jaki sposób powiedzialas ksiedzu na spowiedzi o tym grzechu ???
Autor: emilka (Sobota 05-04-2008 13:31)
oj jak sie stresowałam wtedy przed spowiedzią.... naprawde, nie wiedziałam jak mam to zrobić. postanowiłam więc pójść do innego kościoła niż mój parafialny, bo wiadomo, że w małych miejscowościach wszyscy sie znają i jakoś tak nie chciałam o tym rozmawiać ze znajomym księdzem. mój chłopak poszedł oczywiście ze mną żeby było mi raźniej (no i on też musiał iść do spowiedzi:P) no a księdzu powiedziałam po prostu że kochałam się z moim chłopakiem, nic szczególnego mi na spowiedzi nie powiedział, zapytał tylko ile razy i coś tam powiedział , że nie warto się z tym spieszyć i takie tam żeczy , które zawsze w tych sytuacjach mówią księża.
kiedy drugi raz poszłam do spowiedzi z tą samą sprawą, to trafiłam na naprawdę sympatycznego księdza, a że nie było ludzi to mogliśmy porozmawiać, pytał ile mamy lat, jak sie poznaliśmy, pytał też o studia i o wiele innych spraw, oczywiście powiedział też, że warto poczekać do ślubu, doskonalić naszą miłość i parę naprawdę mądrych rzeczy, ale powiedział też, że Bóg nas za to nie potępia i że nie po to jest owa czystość przedmałżeńska, żeby było nam na złość, tylko,żeby dojrzeć do miłości w każdym znaczeniu.. bardzo mile wspominam tą spowiedź. mój chłopak powiedział, że jemu też się podobała bo był u tego samego księdza. wszystko zależy od tego na jakiego kapłana trafisz, niestety..
Autor: Avaddon (Czwartek 10-04-2008 18:41)
religia to jedna wielka mafia!
co komu do tego czy ktos uprawia seks przed slubem, czy mieszka z partnerem?!
zwlaszcza jeszcze jakiemus zkrzywionemu psychcznie ksiedzowi (inaczej sie nie da nazwac prawiczka pod 50tka)... ja jestem satanista i jestem z tego dumny!
szatan nie mowi wam jak i kiedy macie uprawiac seks!
szatan jest obiektem zaspokojenia, nie abstynencji tak jak waz chory bóg
AVE SATHAN
Autor: emilka (Czwartek 10-04-2008 21:02)
wiadomą rzeczą jest to , ze każdy może mieć własne zdanie, ale no raczej nie należy krytykować poglądów innych w taki sposób... ogólnie to nie jest temat satanizmu, tylko seksu, więc to nie o tym chciałam tu napisać.. każdy w coś wierzy, no przynajmniej jest to odruch naturalny .ja wierze w Boga, pan w szatana. no bo to chyba jasne, że skoro jest Bóg, to jest też szatan i tu nie chodzi o to kto w co wierzy tylko o zasady, bo jeżeli ktoś wierzy w Boga prawdziwie i praktykuje swoją wiare to jednocześnie obawia się postępować wbrew jego woli bo tak nauczali nas też nasi rodzice i dlatego jest to takie trudne.. tak myśle..
Autor: Des Blostock(PL) (Wtorek 15-04-2008 08:31)
Wiara której jesteśmy członkami czyli chrześcijanizm jest od dawna manipulowana przez wielu księży(nie mówię tu o wszystkich). I to grzeszne spanie ze sobą przed ślubem, nie uważam za coś złego. Podejrzewam, że jest to wymyślone przez władzę naszej wiary. Jeżeli dwoje ludzi nie zwiąże się emocjonalnie kochając sie przed ślubem, może to mieć katastrofalne skutki w późniejszym wspólnym życiu. Mianowice jednemu może coś nie pasować, bo będzie potrzebowało albo więcej albo mnie, a drugie na odwrót. Później okaże sie, że mąż może np. zdradzać żonę bo się nie sprawdzili po ślubie i żona ma nie takie podejście w łóżku jakie on by sobie wyobrażał, a ona tego nie może zmienić gdyż ma do pewnych zdolności uwarunkowania genetyczne. Dla mnie to jest niesprawiedliwe. Dlatego jest lepiej się sprawdzić przed ślubmem związać się emocjonalnie z kimś, gdzie będzie pewność, że nie dojdzie do zdrady, nie będzie kłótni wywołanych niedostatkiem cielesnym. Właśnie zdrada to jest dopiero grzech, a właśnie wywołana może być złym dobraniem się pod wzlędem również kochania się.
Autor: marbella (Środa 16-04-2008 00:15)
Biedne dzieci. Jestesmy w XXI wieku. W kazdej ksiegarskiej witrynie stosy publikacji profesionalnych autorow na temat sexu i wszystkich dorm z nim zwiazanych. Zdecydowanie TAK, jezeli chcecie byc szczesliwym malzenstwem powinniscie byc pewni, ze wlasnie z ta a bie inna osoba chcecie spedzic zycie. Unikniecie wielkich tragedii zyciowych.
Seks jest jednym z wazniejszych skladnikow milosci. Wszystkie tralala, ktore slyszycie w kosciele - czysta hipokryzja. Co moze wiedziec klecha na temat seksu? NIC, nie ma nawet prawa o tym myslec. To zupelnie jak gapienie sie na rozpuszczajacego loda, w upalny dzien. Jezeli ortodoksyjna katoliczka zaslania przed seksem wahlarzem - UCIEKAJ od niej na drugi koniec swiata. Seks to zycie, zdrowie i MILOSC.
Wierzcie mi na slowo.
Autor: mała (Środa 30-04-2008 23:53)
Witam wszystkich. Może ktoś mi doradzi co ja właściwie mam zrobić. Zdecydowałam sie z chłopakiem na wspólne mieszkanie przed ślubem... Jest nam ze sobą dobrze. była to decyzja w sumie niezgodna z moimi poglądami, gdyż zawsze byłam przeciwna takiemu posunięciu.Macie racje, że można se sobą częściej i w ogóle współżyć nie mieszkając ze sobą, a równie dobrze nie dopuszczać sie tego mieszkając ze sobą. Doświadczyłam tego na swoim przykładzie. Nadal jednak ma wyrzuty sumienia, że źle zrobiłam. Planujemy ślub, ale jak narazie to Chłopak jest bardzo honorowy i nie może pozwolić na to aby kupić pierścionek i sie oświadczyć. Dla mnie nie jest to istotne, chciałabym tylko widzieć, że On naprawdę chce się ze mną związać... sam gest sie liczy, a nie jakiś głupi pierścionek. W zupełności wystarczyłby bukiet kwiatów, a jeszcze najlepiej zebranych z łąki. Ciągle mnie zapewnia o swej miłości, robi wszystko w kierunku aby sie jakoś urządzić w mieszkanku, wyremontował je, zakupił mebelków.... i tak sie ustawia ustawia, ale o zaręczynach ani słychu.... ja już nie potrafię tak czekać. A nie dobrze przecież by było gdybym zaczęła Go szantażować.... sama nie wiem co Tu robić.... Rodzice maja do mnie pretensje, że źle rob mieszkając przed ślubem.... a ja sama już nie wiem
Autor: zachowujący wstrzemięźliwość (Wtorek 03-06-2008 13:48)
Bardzo mnie zaintrygowała książka Jana Pawła II Miłość i odpowiedzialność w której pisze , że współżycie poza małżeństwem wyrządza dla kobiety krzywde
Autor: Alexs (Wtorek 16-09-2008 21:58)
Przeczytałam od deski do deski. Waham się przed podjęciem tej decyzji - zahować czystość zgodnie z zasadami lub postąpić w zgodzie z własnym sumieniem, które nie upatruje niczego złego w kochaniu się z ukochaną osobą.
Nurtuje mnie przy tym pytanie:
Skoro zachowanie czystości i nie współżycie przed ślubem jak ktoś napisał wcześniej jest nagrodą za to czekanie, a seks po ślubie jest całkowicie dozwolony i spotyka się z aprobatą Boga to co z antykoncepcją, ktora przecież zgodnie z nauką Kościoła jest zakazana nawet po ślubie? Kochać się myśląc o tym, żeby nie spłodzić dziecka? - To daje tą radość, na którą się czeka? Czy rzeczywiście cieszyć się z tego seksu nie bacząc na to, że wtedy dwoje zdrowych ludzi ma niemal 100% szansę na zajście w ciążę? Do czterdziestki, zdążę jeszcze urodzić więc z 15 dzieci? A kto zapewni im życie? Bóg? Kościół? Ksiądz? Ja nie mówię o koloniach za granicą i ubraniach Nike, ale o kromce chleba na śniadanie, ciepłej kurtce i butach, książkach, studiach....? Gdzie logika?
Autor: jaaaa (Poniedziałek 22-09-2008 23:41)
nie mogę jak czytam co ty niektórzy piszą. uważam że jeżeli kogoś się kocha, planuje przyszłość, traktuje poważnie, wie się że to partner do końca życia- to jaki sens ma czystość przedmałżeńska? co ona ma wam udowodnić? co ma wam dać? myślicie że jak kochacie się z partnerem/ ką przed ślubem to on jest fe i po slubie skoczy w bok, bo skoro seks przed slubem oznacza brak szacunku, brak uczucia do parntera/ki? ale pierdoły!! wstrzemięźliwość ma wam zagwarantować wierność po ślubie?? ha ha ha śmiech na sali!! ludzie którzy się kochają, szanują i decydują na miłość przed ślubem chcą być ze sobą bardzo blisko, bo to naturalna kolej rzeczy, nie ma miłości między mężczyzną i kobietą bez seksu, to jakiś sztuczny, niezdrowy twór. pozdro!
Autor: Agata (Czwartek 02-10-2008 11:22)
Polecam link:
http://wyborcza.pl/1,88975,5752125,Antykoncepcja_dzieli_Kosciol.html
Autor: pannacathy (Sobota 08-11-2008 06:08)
Aż nie moge patrzec na te brednie!
Wiara nie ma nic do miłości do drugiej osoby.
Bez ma czegoś takiego jak prawdziwy związek bez sfery intymnej, pasji i namiętnością.
Jesteście żałośni. Żal mi was.