Drzewa Stuarta Franklina
Po pokazie slajdów, Stuart Franklin - autor zdjęć i Witold Krassowski - wybitny polski fotograf, spotkali się na piwie. Oto fragment ich rozmowy:
Praca zaliczeniowa dla Laboratorium Reportażu, 2000r. Autorka obecnie jest fotoedytorką "Gazety Wyborczej"
Krassowski: W Twoich zdjęciach brakuje emocji. One są intelektualne. Tam mało jest Twojego ja.
Franklin: Nie zgadzam się. Nie jest tak, że dzielisz zdjęć na te bardziej emocjonalne lub bardziej intelektualne. To wygląda jak byś głosił idee kartezjańskie. To należy do umysłu, a to do sfer emocji. Granice się zacierają. Dlatego fotograf powinien być również pisarzem. Powinniśmy wyzbyć się podziału ról, swoistego fordyzmu.
Krassowski: Ale nadal, upierałbym się, że z Twoich zdjęć bije chłód.
Franklin: Obawiam się, że krążysz wokół czegoś, co jest bardzo ryzykowne. Bezwzględnie dążysz do perfekcji, a przecież nie ważna jest doskonałość dzieła, ale podróż, jaką w sobie przeżywamy. Na piasku zostawiamy ślady, które wiatr z czasem przysypuje. Co pozostaje, to sam fakt, że wyruszyliśmy w podróż i szliśmy w jakimś kierunku, stopniowo coś odkrywając.
Dwóch fotografów, dwie różne osobowości, dwa różne style, dwóch innych ludzi. Co jest ważniejsze: podróż czy dzieło, perfekcja czy przemiana, intelekt czy emocje?
Patrząc na zdjęcia Krassowskiego mam nieodparte wrażenie, że one nie tylko przejawiają sam zamysł i sens, ale również przez swoją ciekawą formę graficzną wzbudzają zainteresowanie już na pierwszy rzut oka. Równocześnie fotografowi udaje się przetłumaczyć niepojęte uczucia na zrozumiałe formy wyrazu swojego rzemiosła: kontrast, światłocień, kształt, perspektywę. Zdjęcie jest kompletne samo w sobie. Nie potrzebuje komentarza.
Franklin nie polega jedynie na obrazie. Należy on do nielicznego grona fotoreporterów-intelektualistów, którzy nie znajdują sposobu wytłumaczenia własnych emocji i przemyśleń tylko w nim. Na Uniwersytecie w Oksfordzie skończył geografię humanistyczną i filozofię. Większość jego ostatnich zdjęć, z albumu "The Times of Trees" (Millano, 2000 r.) ma w sobie duży ładunek emocjonalny, który jednak łatwo może być przeoczony przez pobieżny ogląd. Stuart jest osobą niezmiernie wrażliwą wizualnie, jednak jego podejście do fotografowanej rzeczywistości jest dość naiwne - ocenił jeden z polskich fotografów. Doskonałe fotografie, przepiękne kadry - tak zabrzmiała opinia fotoedytora "Rzeczpospolitej" - Bierzemy materiał do jesiennego numeru. Polska redakcja "National Geographic" również była pod wrażeniem: Koniecznie musimy zamieścić jego materiał.
Społeczeństwo postrzega obraz przede wszystkim jako ilustrację myśli lub tekstu. Literatura zdominowała naszą kulturę. ten stan rzeczy się zmienia jednak wciąż potrzebujemy trochę czasu by wpłynąć na świat biznesu by zaakceptował wizualny sposób komunikowania się. Potrzebujemy umieścić fotografię na tym samym miejscu, na jakim jest literatura (S.Franklin)
Obraz kontra słowo. Czy rzeczywiście świat zdominowała literatura? Słowa Franklina zamieszczone na stronie internetowej agencji "Magnum" wydawać się mogą krzykiem z nutą nadziei na przywrócenie godziwego statusu komunikacji obrazowej. Jednak biorąc pod uwagę jedne z ostatnich wypowiedzi fotografa mam nieodparte wrażenie, że przemawia przez niego już frustracja spowodowana niemożliwością zrealizowania się za pomocą własnego medium. Fotografia często mnie rozczarowuje. Zdaję sobie sprawę z ograniczeń tego medium. Wiele myśli i problemów może znaleźć swój wyraz jedynie w literaturze czy w filmie. Poza tym fotografią nie da się tak bardzo wpłynąć na czyjeś myślenie. Pióro pozwala na bardziej autorskie i bardziej zaangażowane podejście do tematu - mówi Franklin. Te dwie rzeczy: autorstwo i zaangażowanie ceni Stuart najbardziej. Dlatego materiał Philipe'a Jones'a Griffith'a, w którym wyraża on ostrą krytykę Amerykanów w Wietnamie jest dla niego najlepszym z istniejących fotoreportaży. Jednak on sam, w "The Time of Trees" nie jest w stanie jedynie za pomocą zdjęć pokazać swojego stosunku do fotografowanej rzeczywistości. Komunikat obrazowy autora jest dla większości osób nieczytelny. Dlatego w zrozumieniu jego intencji potrzebny jest tekst. Przy interpretacji tematu, Stuart sięga do mitologii, biblii, filozofii. Sprawia to, że zdjęcia w albumie przy oddzieleniu ich od tekstu i budowanej wokół nich aury filozoficznej mogą wydawać się banalne. Jednak w rzeczywistości, całe dzieło jest niezmiernie głęboką i rzetelną analizą relacji, jakie panują między człowiekiem a jego środowiskiem.
Książka podzielona jest na części, każda z nich wyraża głośne założenie autora, iż nasz związek z drzewami jest tak silny teraz jak silny był w przeszłości. Chociaż możemy postrzegać naturę na nowe, różnorakie sposoby, nasza kultura jest nadal definiowana przez stosunek do natury nie-ludzkiej. Franklin stara się udowodnić, że historycznie las był postrzegany jako niebezpieczne miejsce, siedlisko zła, przestępców, ciemności lub jako azyl, miejsce, w którym można było szukać utraconego Złotego Wieku. Przekonuje, że nasze relacje z lasem są definiowane właśnie przez podobne mity i zabobony. Za przykład podaje ostatnią największą europejską dzikość - Białowieski Park Narodowy. Twierdzi on, że rezerwatem obecnie gospodaruje się bardziej sztucznie niż za czasów Cara. Biosfera straciła różnorodność gatunkową i nawet żubry są karmione sianem pochodzącym od rolników. Park Narodowy Yellowstone jest nam obcy przez fakt separacji społeczeństwa i natury. Cała ta ochrona jest czyniona w imieniu "dobra" lasu, jednak nagminnie gwałcone są tam prawa ludzi, którzy kiedyś żyli w symbiozie z lasem czerpiąc z niego jego produkty, a obecnie nie są w stanie zebrać w nim nawet drzewa na opał. Autor jest przeświadczony, że nasza miłość do lasu i dziewiczości powinna raczej eliminować dylemat: dobro człowieka - dobro lasu, niż rozróżniać te dwa interesy. Jest zdania, że konieczne jest bardziej funkcjonalne wykorzystanie lasu przez społeczeństwo. Franklin w swej książce przedstawia złożoność i różnorodność drzew w różnych społeczeństwach i na przestrzeni wieków. Wycinanie drzew, tradycja świątecznej choinki, wojny i inne czynniki powodujące destrukcję lasów - wszystko to autor ilustruje zdjęciami i pogłębia osobistymi przemyśleniami i doświadczeniami.
Teraz czyste niebiosa pragną przebić ziemię. Teraz ziemia pragnie swego ślubu.Deszcze z przyjaznego nieba wypełniają ją życiem, a ona rodzi człowieka dla stada owiec i życiodajnego zboża. A z deszczu wypływa radość, wspaniały czas drzew...
* Stuart Franklin jest zdobywcą wielu międzynarodowych nagród. Od wielu lat współpracuje z National Geographic. Największy rozgłos uzyskało jego zdjęcia przedstawiające studenta starającego się wstrzymać jadące czołgi przed masakrą na Placu Tiananmen w 1989 roku. W latach 1981-1985 pracował dla agencji Sygma. Od 1989 jest członkiem Magnum. Jego publikacje obejmują: Tiananmen Square (1990) oraz The Time of Threes (2000).