Jestem niezależna

Aleksandra Janusz

"Zawsze można było zrobić coś fantastycznego, pójść do kina, na koncert, spotkać się ze znajomymi. Rodzice rzadko mnie widywali, pędziło mnie po całym świecie. Jestem takim człowiekiem, który nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Siedzenie w domu to umieranie." - Marta "Blackant", 25 lat

- Ja byłam strasznym przeciwnikiem palenia, zawsze, odkąd pamiętam. Mój ojciec pali straszliwe ilości, smród papierochów utrzymuje się w mieszkaniu. I te pożółkłe firanki... walka mamy z tymi firankami to jest coś strasznego. Zarzekałam się, że nie będę palić, a później skończyłam osiemnaście lat i zaczęłam się zadawać z dziwnymi ludźmi. Z muzykami, którzy uważali, że głupio się wygląda z gitarą bez papierosa.
- Jakimi muzykami?
- Nazywali się Mindrapers. Graliśmy muzykę opartą w zasadzie głównie na sprzężeniach, ja usiłowałam grać na gitarze basowej. Było dwóch panów, którzy grali na normalnych gitarach i wiecznie brakowało nam perkusisty. Trudno było w ogóle w domu perkusję trzymać...
- Perkusja jest chyba drogim sprzętem...
- Tak, w cenie porównywalnej do dobrej gitary. Zresztą te wszystkie piece i przestery to też jest trochę droga impreza. Ale wszystko właściwie robiliśmy własnoręcznie. Można było podpiąć gitarę pod wzmacniacz od wieży i też działało. Można było sobie jakiś piec skołować i było okej. Najważniejsze były te sprzężenia, które jakoś tam się uzyskiwało. Wycie było przeokrutne, sąsiedzi mieli problem...
- Nie mieliście swojego garażu?
- Trudno w centrum miasta, a dokładnie na ulicy Smolnej, zdobyć własny garaż. Mieliśmy projekt, żeby wyłożyć kartonikami po jajkach pokój, w którym graliśmy. To podobno świetnie wycisza. Ale tata kolegi nie zgodził się wyłożyć swojego mieszkania kartonikami...
Później to wszystko się jakoś urwało. Kolega, który gdzieś tak od szóstego czy siódmego roku życia miał gitarę w ręku i praktycznie nie rozstawał się z nią, założył profesjonalną kapelę. Jeszcze rok czy dwa lata temu grała supporty na koncertach polskich gwiazd heavy metalu jak na przykład Acid Drinkers.
- I to było takie rock-and-rollowe życie?
- Wiesz, trudno mówić u takich dzieciaków o rock-and-rollowym życiu. Miałam wtedy osiemnaście, dziewiętnaście lat, Chaos miał chyba z piętnaście i Arek dziewiętnaście. No, tworzyło się coś na kształt komuny hippisowskiej. Chaos ma starszego brata, który jest bardzo zakręconym człowiekiem. Prawie łysy, nosi takiego dredzika z tyłu głowy i jest takim punkowym czymś... jakby to określić... ma swój styl. Wiecznie jakieś nowe projekty. Jest fantastycznym fotografem. Ma niesamowite oko, podchwytuje takie szczegóły... Byli inni znajomi. Mam na przykład kolegę, który chodzi do elektrociepłowni Żerań robić tam zdjęcia, mimo, że nie wolno. Fotografuje ptaki na furach węgla.
Wracając do tych papierosów - kazali mi palić i tyle.
- Kazali?
- No tak, swego czasu byłam bardzo podatna na wpływy. Nie dało się na sucho tego papierosa trzymać.
- A rodzice?
- Moi rodzice do tej pory nie wiedzą, że ja paliłam.
- Jak to możliwe?
- Moje mieszkanie w domu ograniczało się do przychodzenia około dwudziestej drugiej i wychodzenia o siódmej rano. W domu miałam praktycznie hotel. Zawsze można było zrobić coś fantastycznego, pójść do kina, na koncert, spotkać się ze znajomymi. Rodzice rzadko mnie widywali, pędziło mnie po całym świecie. Jestem takim człowiekiem, który nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Siedzenie w domu to umieranie.
Niby ubrania śmierdziały, dlatego, że tata palił, a na oddech są różne sposoby. Na przykład mentosy truskawkowe. Nic nie czuć. Airwaves też są dobre.
- Bunt, wolność... Skąd w ogóle wzięła się motywacja do rzucenia?
- Po prostu w pewnym momencie ludzie zaczęli rzucać. Teraz jest moda na niepalenie, wśród moich znajomych też. Udowadnianie sobie, że "ja potrafię". Tak już jest, że kiedy jedna osoba coś zrobi i to jest fajne, reszta idzie za nią. Siedzieliśmy razem któregoś dnia, ja szukałam towarzystwa do palenia. Akurat tak się złożyło, ze była tam jedna dziewczyna, która jakiś czas temu rzuciła palenie i reszta niepalących. Prosiłam, żeby ktoś wyszedł ze mną na tego fajka, na balkon. Szukam towarzystwa na ten balkon - a tu zimno, deszcz zacina, może by dać sobie spokój. I pytam tę dziewczynę - słuchaj, pójdziesz ze mną na papierosa? A ona - sorry, ja od ośmiu miesięcy nie palę!
Zrobiłam się taka maleńka. Boże, to ja, nałogowiec. Jakie to jest upokarzające! Ja, taki piewca wolności, jestem od czegoś uzależniona! Stwierdziłam - dobrze, nie będę palić. A co!
I rzuciłam.
Stwierdziłam, że papierosy mają wpływ na to, co robię. Siedzę na przykład gdzieś z ludźmi i w pewnym momencie odczuwam silną potrzebę zapalenia papierosa. I to mną rządzi. I to jest głupie. Nie mam wpływu na swoje płuca, na swoje odczucia, tylko ten papieros rządzi moim światem. Nie, bez sensu, nie będzie tak! I koniec.
- Chciałaś wolności?
- Tak, tak! Cały czas jestem niezależna od wszystkiego, a przynajmniej tak mi się wydaje. Uświadomiłam sobie, że to była taka rzecz, która mnie cholernie uzależniała. Która w jakiś sposób mną kieruje. Muszę wyjść na tego papierosa, wypadam z tematu, a jak wrócę z tego balkonu, nie wiem o czym oni mówią.
- Czujesz się silniejsza?
- Czy silniejsza? Nie. W sumie dużo bardziej spokojna. Teoretycznie papieros uspokaja, ale bardzo stresogenny jest moment, kiedy tego papierosa zapalić nie można. Na przykład siedzenie w pracy, gdzie nie można palić i zastanawianie się, jaki znaleźć powód, żeby wyjść i zapalić.
- To musi być ulga, kiedy taka presja odpada.
- Zdecydowanie. Na początku przeszkadzało mi jeszcze towarzystwo ludzi palących. Jak siedziałam w restauracji i ktoś obok zaczynał palić, pytałam, czy musi palić mi do kotleta. Przedtem nie zauważałam, że to może komuś przeszkadzać. Ale teraz już przebywam w towarzystwie palaczy i nie przeszkadza mi dym. Nawet jeżeli idę do klubu i ubranie przesiąknie mi dymem, nie denerwuje mnie to w takim stopniu. Już się uspokoiłam.
- Czy utrzymujesz jeszcze kontakt ze swoją starą, rock and rollową paczką?
- Nie, to się skończyło chyba w momencie, w którym Arek założył drugi zespół i zaczął tam więcej pracować. A z Chaosem wiele mnie nie łączyło.

(Czwartek 16 Luty 2006)

do góry



© 2001-2006 Laboratorium Reportażu Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego