Z Lechem Janerką, muzykiem, rozmawia Ania Włodarczyk
Nałóg, co sprawia frajdkę
Był taki słoneczny dzień. Pusta ulica. Po drugiej stronie ulicy jechała taksówka. Zaczęła gwałtownie hamować. Taksówkarz wrzuciła wsteczny, cofnął się. Otworzył szybę i mówi: Lechu, ta twoja ostatnia płyta super. Masz! - i rzucił paczkę Carmenów (śmiech). Carmeny, niech go szlag trafi!
Lech Janerka - klasyk polskiego rocka. Kompozytor, basista, autor tekstów. Grał w legendarnym zespole Klaus Mitffoch. Wydał siedem płyt sygnowanych swoim nazwiskiem w towarzystwie różnych muzyków. Niezmiennie, przy każdym albumie towarzyszy mu grająca na wiolonczeli żona - Bożena.
Kiedy Pan zapalił pierwszego papierosa?
Oj słuchaj, byłem nieletni wtedy. To były papierosy kubańskie, bez filtrów. Tylko próbuję sobie przypomnieć nazwę... Były świetne, bo taki słodki posmak pozostawiały po pociągnięciu. Świetne, wiesz? Byłem zdumiony, że papierosy są słodkie. Oczywiście one mi zaszkodziły i nie podobało mi się zupełnie.
Kiedy to było?
To było w jakiejś tam szóstej klasie podstawówki. Wtedy palenie nie wchodziło w ogóle w grę. To był eksperyment, robienie czegoś na przekór normom.
Kiedy znowu sięgnął Pan po papierosy?
Potem zacząłem palić w trzeciej klasie liceum. Wtedy to była narkomania.
W jakim sensie?
Paliło się po to, żeby się oszołomić, żeby spowolnić myślenie, żeby poprawić klimat. No i tak zacząłem popalać. Od skandalu do skandalu, bo rodzice na mnie wrzeszczeli.
Czy palenie wpływało na to, jak Pan tworzył muzykę?
Nie. Zacząłem pisać nie paląc. W drugiej klasie liceum. Zacząłem palić potem.
A kiedy grał Pan w zespole Klaus Mitffoch? (LP "Klaus Mitffoch" 1984)
Nie, nie. Wtedy byłem taki "chodzący speed". Straszna energia. Wszyscy mnie pytali skąd biorę kokainę. Nikt mi nie chciał wierzyć, że nie "pobieram do nosa", czy że nie kombinuję z amfetaminą, czy tam nie wiadomo z czym.
Potem, jak już paliłem, wiele razy się łapałem na myśli, że dzięki paleniu coś zrobię szybciej, szybciej napisze piosenkę na przykład. Ale nagrałem też płytę bez papierosów.
Jaką?
"Piosenki" (1987) - tam gdzie jest Niewalczyk, Paragwaj, Bez kolacji.
A przy "Historii Podwodnej", mojej ulubionej? ( LP "Historia Podwodna" 1985)
Paliłem jak smok.
Próbował Pan rzucać?
Pierwszy raz przestałem palić jak byłem w wojsku. Żeby było śmiesznie, bo wszyscy w wojsku palili.
Dlaczego akurat wtedy?
Po prostu... ja bardzo lubiłem ruch. Lubiłem się obciążać na wszelkie możliwe sposoby, a wojsko było do tego świetnym pretekstem. I palenie było mi do niczego nie potrzebne, a nawet przeszkadzało.
Zawsze potrzebowałem jakiegoś zajęcia. Ale nie zawsze miałem możliwość się ruszać. Po wyjściu z wojska przestałem się ruszać, zacząłem palić.
Potem próbował Pan jeszcze zerwać z paleniem?
Potem samo to do mnie przyszło w zasadzie.
Miałem kiedyś taki dziwny dzień.
Byłem na proszonym obiedzie. Podczas tego obiadu nic mi nie smakowało. Zupa, drugie danie... Przestałem jeść mięso, przestałem palić papierosy. Coś mi się z organizmem stało, tak, jakby organizm sam sobie zarządził dietę. I to trwało dosyć długo i było to w okolicach płyty "Piosenki".
Wcześniej już próbowałem podejmować takie zobowiązania, że kończę nagrywać jedną płytę i już nie palę przy następnej. Oczywiście nic z tego nie wychodziło i zupełnie przypadkiem właśnie podczas tego proszonego obiadu przestałem palić.
Ile Pan wytrzymał bez palenia?
Rok. I potem, w dzień kiedy wyjeżdżałem nagrywać płytę "Piosenki" u mnie w domu zebrało się mnóstwo ludzi i wszyscy palili. Był tam krótko mówiąc czad. Śmierdziało, nie było czym oddychać.
Wyszedłem przed dom.
Był taki słoneczny dzień. Pusta ulica zupełnie. No i spacerowałem, czekałem, aż oni się napalą. Po drugiej stronie ulicy jechała taksówka. Zaczęła gwałtownie hamować. Taksówkarz wrzuciła wsteczny, cofnął się. Otworzył szybę i mówi: Lechu, ta twoja ostatnia płyta super. Masz! - i rzucił paczkę Carmenów (śmiech). Carmeny, niech go szlag trafi! Jak z filmu o abstynencji scena(śmiech).
Słuchaj no i z tymi Carmenami pojechałem do Krakowa i oczywiście po drodze spaliłem całą tę paczkę.
I zaczął Pan znowu palić?
Znowu paliłem i jakieś trzy lata temu znajomy prowadził ojca na taką kurację antynikotynową, która polegała na przepuszczaniu przez ciało prądów sugerujących (śmiech).
Zawsze się z tego śmiałem, bo to zabawnie wyglądało. Elektroda na głowie, druga gdzieś tam...
Poddał się Pan tej kuracji?
Tak. Znajomy mówi: - Weź sobie zrób, zobaczysz jakie śmieszne.
No i ta kobieta, która tą terapię prowadziła polewała z nas potwornie. A to 50 zeta kosztowało, to mówię: - Tylko 50 zeta. Spróbuję!
Pomogło?
Przestałem palić! Autentycznie nie czułem łaknienia. Nie wiadomo jak to tłumaczyć. Ta kobieta nie potrafiła wytłumaczyć, bo była technikiem od inkasowania pieniędzy (śmiech).
Przez te prądy nie czułem potrzeby palenia. Nie paliłem kolejny rok. Przytyłem, a jestem chuderlakiem, więc taki ociężały się poczułem. Pomyślałem sobie, że tak mi dobrze i nie może to za długo trwać i powróciłem do palenia.
Kiedyś próbowałem ograniczać się do palenia papierosów, które mi bardziej smakowały.
Jakie to były papierosy?
Caro. I wtedy te Caro pachniały mi śliwkami. A ja mam słabość do śliwek.
A teraz jakie papierosy Panu najbardziej smakują?
Mentole. Jak mieszkałem w Stanach to paliłem tam Benson & Hedges Mentol.
Papierosy dla prawdziwych mężczyzn (śmiech). Było kilka odmian tych papierosów. Nowością wtedy były ultra lights. Nie dość, że light, to jeszcze na filtrze miały perforację, tak, ze paliło się pół na pół z powietrzem. To jest w ogóle nie do przyjęcia.
Paliłem też takie solidne papierosy, bez oszustwa - Filgors (?), solidny filtr, smak taki aromatyczny, korzenny.
Prince mają coś podobnego, ale nie są aż tak wykwintne. Ale Prince robione w Danii są lepsze.
Czy palenie wpływa na Pana pracę?
Pracuję krtanią między innymi. Moje mechanizmy głosowe są silne. Ale palę bardzo dużo, zaczyna mi w tej chwili to już przeszkadzać. Momentami mam jakieś nieżyty, a jak łapię infekcję to trudno mi z niej wyjść. Pamiętam jak Harrisom umierał na raka krtani. Ale on palił potworne ilości...
Jest taka pułapka, że ci, którzy śpiewają doznają hiperwentylacji. Dlatego ciężko jest śpiewać z papierosem w zębach. Próbowałem kiedyś na koncercie i można. Tylko nie ze wszystkimi kawałkami.
Z którymi?
Można śpiewać piosenki, w których się nie wrzeszczy. Ale takich, które są bardziej energetyczne, nie da się śpiewać z papierosem w zębach, bo następuje ta hiperwentylacja, wszystko się czyści, dotlenia. Taki dotleniony człowiek staje się bardziej podatny na papierosy.
I wszystko od nowa?
I wszystko od nowa. Papierosy jeszcze bardziej smakują.
Przypomniałem sobie nazwę tych kubańskich papierosów! To były Ligarosy!
Czy są takie momenty, kiedy uwielbia Pan palić?
Seks i papierosy. Dobre winko i dwa papierosy. Po jedzeniu. Takie dość banalne w sumie rzeczy, ale przyjemne. W domu we Wrocławiu nie palę. Na balkonie tylko. Moja żona nie pali. Nigdy nie palę w łóżku. Nie znoszę tego.
A rano, po przebudzeniu?
Bardzo szybko się połapałem, że człowiek jest w stanie mniej wypalić, jeżeli dzień zaczyna od papierosa. Więc zawsze po śniadanku.
Czym są dla Pana papierosy?
Ja przepadam za frajdą. I papierosy chyba są frajdą skoro to w jakiś sposób ćwiczę. To, że papierosy szkodzą to jest ewidentne, nie ma co dyskutować.
Ale wiele rzeczy szkodzi. Ja do 50. roku życia nie piłem żadnego alkoholu. Nawet piwa. Nie brałem żadnych używek, oprócz nikotyny.
A teraz Pan pije?
Mam brata w Stanach i on mnie pyta pewnego razu czy piję czerwone wino. Mówię: - Nie.
On: - A Powinieneś (śmiech).
No i ze 2 lata temu dostałem Fryderyki, te muzyczne nagrody i dostałem z Paryża dwa kartony wina od fana. Jeden karton oddałem od razu, w ogóle nie próbowałem. I kiedyś tak z nudów spróbowałem tego drugiego i okazało się, że to wino jest niesamowite. Tak mi powiedziano, bo ja byłem dyletantem w tej dziedzinie. Teraz może już trochę mniej. Bardzo mi to wino zasmakowało. Poszedłem z jedną butelką tego wina do kolegi, który się na winach zna, i on mi powiedział, że zachwycam się nie byle czym. No i od tamtej pory wypijam dziennie butelkę wina. Z tym że wiesz, piję po 21.00. Jem późne posiłki, potem piję wino i kończę gdzieś koło 2.00.
Co najbardziej według Pana boli w rzucaniu?
Co najbardziej boli w rzucaniu...
Myślę, że odrzucanie czegoś, co sprawia mi frajdkę, jakąkolwiek frajdkę, jest rezygnacją z życia. Coś się zamyka, a ja nie mogę się pogodzić z tym, że coś ma się definitywnie zamknąć.
Dla mnie rzucenie ma w sobie coś melancholijnego. Coś się kończy, definitywnie i jeszcze za moją zgodą. Mam wrażenie jakbym podpisywał wyrok na siebie. No i tak potem będzie z czymś następnym koniec i tak dalej...