Charyzmatycy: wywiad z Iloną

Maria Rybczyńska

Rozmawiają: Maria Rybczyńska i Fabiola Nawrocka.

- Jaki był twój stosunek do religii przed wejściem do sekty?

ILONA: Odkąd pamiętam zawsze wierzyłam w Boga i modliłam się do Niego. Wychowanie religijne zapewniła mi moja babcia, bardzo zaangażowana katoliczka, zabierała mnie, małą dziewczynkę na rozmaite pielgrzymki i rekolekcje. Uczestniczyłam w nowennach, litaniach, różańcach, wyrastając w przekonaniu, że to potrzebne, że to ważne. Jako czternastolatka zetknęłam się z ruchem oazowym. Moja wiara wtedy rozkwitła. Bóg, modlitwa i przyjaźnie zbudowane w „Oazie”, to wypełniło moje życie.
Myśląc nieustannie o Bogu i kościele, nie umiałam skoncentrować się na nauce. Musiałam zmienić szkołę.

- W trakcie studiów byłaś osobą wierzącą?

ILONA: Nie przestałam wierzyć w Boga, ale akcent w moim życiu położyłam na coś innego.
Poznałam też chłopaka, który później został moim mężem. W małżeństwie układało się poprawnie. Czegoś jednak jakby brakowało. Któregoś dnia mój mąż spotkał pewnego człowieka, który bardzo dużo mówił o Bogu. I tak się wszystko zaczęło. To byli Zielonoświątkowcy, charyzmatycy.

- Jak ty ich odebrałaś?

ILONA:Bóg wrócił do mojego życia. Zaczęliśmy modlić się, czytać Biblię.
Wśród nich „nawróciliśmy się”. Nawrócenie nie jest tożsame z chrztem, to są odrębne akty. Mąż się ochrzcił, ale mnie ta cała argumentacja nie przekonała. Odmówiłam przyjęcia chrztu przez zanurzenie. Usłyszałam wtedy od jednego ze starszych, żebym nie dała się okraść szatanowi. Też mnie to nie przekonało.
Wkrótce „ostygliśmy”, koncentrując się na życiu zawodowym i rodzinnym.

- Czy twoje przystępowanie do kolejnych wspólnot było poprzedzane jakimiś wydarzeniami w życiu osobistym?

ILONA:Zasadnicze wejście do grupy odbyło się w czasie mojego pobytu w szpitalu. Kiedy byłam nieprzytomna, to trwało około 2 tygodni, mój mąż był zrozpaczony. To bardzo częste, że „opieka modlitewna” zaczyna się wtedy. Wiesz, kiedy człowiek jest na krawędzi, nie wie już co zrobić. Ze mną było bardzo ciężko, a mój mąż codziennie jeździł do szpitala, mówił do mnie, tak jakbym mogła go słyszeć... . I wtedy życzliwi, uśmiechnięci charyzmatycy otoczyli mojego męża swoim ciepełkiem. Kiedy wyzdrowiałam, był już mocno zaangażowany, co tydzień chodził na spotkania.

- Co zadecydowało o waszym wspólnym zaangażowaniu?

ILONA:Wszystko robiliśmy wspólnie. Naprawdę. Moja decyzja o wstąpieniu do wspólnoty była oparta na zasadzie naiwnego wejścia tam, gdzie jest mąż i przekonania, że to mi odpowiada. To było oczywiste, że jeśli w coś takiego wdepniemy, to razem.

- Jakbyś scharakteryzowała tą sektę?

ILONA: To wspólnota, która jest nie zarejestrowaną sektą spotykającą się w domach swoich członków. Sekta jest na tyle młoda, że jeszcze nie ma nazwy. Często mówi się o niej „kościół domowy” z uwagi na miejsce spotkań.

- Czym obecna sekta różni się od Zielonoświątkowców?

ILONA: Jest znacznie bardziej radykalna, fundamentalistyczna. Porównuję tylko 2 znane mi grupy, tak naprawdę ten świat jest dość zróżnicowany, każda z grup ma swoje zwyczaje.
Ruch charyzmatyczny to coś trudnego do zdefiniowania. Członkowie poszczególnych wspólnot czują się związani z członkami innych wspólnot. Jeden wielki kościół. Obecna sekta jest bardziej utalentowana, szybko przyciąga ludzi, trwale ich ze sobą wiąże, jest czymś nowszym, świeższym, a to zawsze ma większą siłę rażenia.
Po raz pierwszy czułam, że ktoś się mną naprawdę interesuje! Rozumiesz, takie to miłe, jak do ciebie dzwonią, pytają jak leci, wpadają na chwilę, idziecie razem tu, tam, siam. Człowiek lubi powiększające się grono przyjaciół. Niestety, nie zauważałam, że oni interesują się nie mną, ale tym, co „Bóg robi w moim życiu”, z tego się składa tzw. świadectwa, czyli modliłam się o to, Bóg mi to dał, walczę z tym a tym, a Bóg mi w tym pomaga, etc. A jak tego nie przeżywasz, to znaczy, że twoje relacja z Bogiem się psuje, więc trzeba się pomodlić, błędne koło.
Teraz z dystansem obserwuję ten cały mechanizm, i kombinuję. Musi być w tym wszystkim jakiś słaby punkt, jakieś miejsce, które trzeba odsłonić, żeby te brzydkie rzeczy, których gołym okiem nie widać, wypełzły, rozlazły się, żeby stało się jasne, o co chodzi. A o co chodzi? O pieniądze!

- Kiedy zaczął się zmieniać twój stosunek do sekty, do wiary?

ILONA: Kiedy naciskano na moją „osobistą więź z Jezusem”, czułam, jak zaczynam wątpić we wszystko – w religie, kościoły, dogmaty, a w końcu w sens modlitwy, w Boga. Było mi bardzo ciężko, miałam ciężką depresję. Wyszłam z dołka, ale to nie wiara w Boga mnie wyciągnęła. Długo w Niego nie wierzyłam. Zresztą, dzisiaj też z tą wiarą raczej kiepsko.
Małżeństwo było na krawędzi rozpadu. Chciałam odejść. Nawet byłoby z kim, ale na szczęście do niczego nie doszło. Zależało mi na mężu. Szarpałam się, ale postanowiłam za żadne skarby go nie zdradzać, i nie opuszczać. Czułam, że w ten sposób mogę się tylko wpakować w jakieś gówno.

- Próbowałaś oderwać męża od obecnej wspólnoty?

ILONA:Och, próbowałam wielokrotnie! Prośbą, błaganiem, kłótnią, groźbą rozwodu. Targały mną straszne emocje! Byłam wściekła na niego, że dał się tak okręcić, że bez mojej zgody płaci tym wariatom 10% swoich dochodów, że ciągle myśli o niebie, podczas gdy ja jestem tu, na ziemi... Samotność okrutna...
Ale teraz wiem, że go kocham. Że skoro, TO jest tak głęboko w nim, muszę nauczyć się kochać go razem z TYM. Bo inaczej nie mamy szansy na to, żeby być razem.

-- Czy nawet przez chwilę twój mąż nie zastanawiał się nad swoim pobytem w sekcie? Czy nikt poza tobą nie próbował wpływać na twojego męża?

ILONA:Podobno się zastanawiał. Oprócz mnie próbowali wpłynąć na niego przyjaciele, rodzina. Wszystko na nic.

- Odeszłaś i wróciłaś. Co sekta na to?

ILONA: Trochę próbowali namawiać do powrotu, ale widząc mój opór, nie nalegali. Da się z tego wyjść, jeśli się tam nikogo nie zostawia... a ja zostawiłam…
Konsekwencje są przykre. Mam świadomość tego, że mój mąż jest źle nastawiany do mnie.

- Jak zmieniało się twoje życie po wstępowaniu i występowaniu ze wspólnot?

ILONA: To był koszmar, samotność.
Wyolbrzymiałam to sobie wtedy, ale co mogłam poradzić? Czułam się odepchnięta, zaniedbana. Mąż przestał mi mówić o wielu rzeczach. Przez miesiące bez mojej wiedzy prowadził dodatkowe spotkania modlitewne, okłamując mnie, że jest w pracy, albo coś załatwia. KOSZMAR…
Później, jeszcze przed moim powrotem, naprawialiśmy nasz związek. Nie rozpadł się. Jest coraz lepiej. Odzyskujemy wzajemne zaufanie.
Ale moje nawrócenie było dla niego takie ważne! Cały rok się o to modlił, z liderami, jak sądzę. Teraz mój mąż myśli, że znowu mnie szatan kusi. No bo ciężko jest w tym wszystkim siedzieć, jak się o tym myśli to, co ja o tym myślę.

- Jak oceniasz każdy z pobytów w kolejnych wspólnotach?

ILONA:Pomyłki. Oaza była pomyłką, w dużej mierze stratą czasu.
Kościół o charakterze zielonoświątkowym – pomyłką, bo odejściem od katolicyzmu, a ja już wolę ten „czysty” katolicyzm, przynajmniej znajomy i niezbyt groźny, bo niezbyt ingerujący w moje życie (chyba że sama o to proszę biegając ciągle do spowiedzi, można i tak, kwestia podejścia).
Sekta charyzmatyczna – pomyłką, bo doszczętnie pogrążyła mojego męża i mnie w absurdalnej „nadreligijności” (mnie, jak już wspomniałam, mniej).
Dużo mnie te pomyłki kosztowały, ale i nauczyły. Mam dopiero 24 lata, ale wydaje mi się czasem, że dużo więcej...

(Środa 16 Czerwiec 2004)

Komentarze

 niezarejestrowane sekty

Autor: hanna maria (Sobota 26-11-2005 13:30)

Tak, jak głośno kilka lat temu "krzyczałam" , na łamach prasy i do wielu ludzi, że jeśli coś ma cechy łyżeczki , to jest łyżeczką, więc skoro grupa ma cechy sekty, to jest sektą, mimo że nazywa sie kościołem takim to a takim. To logiczne. I nareszcie kilka dni temu ktoś mi powiedział, ze w internecie znalazł zielonoświątkowców na lisćie sekt, zresztą na ostatniej pozycji. Niedawno więc, ale przekonano się o tym i jestem dzięki temu bardzo spokojna i szczęśliwa. Mimo że tak każdego zapewniają na początku, że nie różnia się niczym od kościoła katolickiego, to po kilku latach na spotkaniu w czyimś domu tłumaczyli,że rozmawiając z katolikiem nie wolno nic złego mówić na Maryję ( nie powiedzą Matkę Bożą), bo ten jest tak "związany", że ucieknie, trzeba mówić najpierw o miłości Jezusa, a potem dawać " pokarm stały", czyli po kolei , stopniowo... po prostu: naginać na swoja stronę. Ach, to tylko jedno wymieniam, a już ogarniają mnie emocje, choć to było siedem lat temu, jak im powiedziałam, kim są. Zreszta ja akurat tkwiłam wśród nich pięć lat. Pięć lat zmarnowanych. Powiem jeszcze jedno: w ostatnim u nich roku próbowałam pogodzić się z ich prawdą, że Tabenaculum jest... puste. Taka jakby wiwisekcja na sobie. Okropne. I tak: fakt do faktu... Szurnęłam stamtąd z wielkim hukiem. (Przepraszam za kolokwializm.) A została szesnastoletnia wtedy córka. Zrobili wszystko, żeby ją zatrzymać, byłego męża też, choć ten nie miał dylematu, jednak dziecko - wahało się. Tak, jeśli coś ma cechy łyżeczki, to nią jest.

 zielonoswiatkowcy religia?

Autor: x (Poniedziałek 12-12-2005 09:00)

poznali sie i kochali ona byla zielonoswiatkowcem on katolikiem chodzili z soba dosc dlugo ona zaszla w ciaze rodzice jego nie mieli z tym wiekszego problemu bo ona obiecala ze zgadza sie na ochrzczenie dziecka i slub koscielny ,jej matka pewnie liczyla ze on pomalu przyjmie ich wiare bo byl spokojny i zgodny .wzieli slub cywilny koscielny mial byc za rok ,matka ja pilnowala gdy wyszla ona ciagle byla biedna chora ,potrafila po nia jezdzic do tesciw jak pojechala raz na jakis czas bo twierdzila ze pastor chce z nia poroizmawiac a jak sie nie zgodzi to ja wyklucza .urodzilo sie dziecko wszyscy byli bardzo szczesliwi ,ale jej matka miala wieczne pretensje najpierw do jego rodzicuw .nad curka zaczela pracowac byly porozkladane po 3 biblie cytaty porozwieszane z bibli po calym domu ,zakaz spotykania sie z kolezankami bo byly za glupie ciagle spotkania z ciociami ze zboru ,nagle okazalo sie ze ona jest w depresji ,boi sie demonuw ,ze kaza jej cos dziecku zrobic ,potem spowiedz przy wszystkich ze zboru ,przepraszanie za grzech ktury popelnila ze dziecko jest grzechem ale pomimo ze ona przez dziecko nie moze sie rozwijac jednak je bedzie wychowywac ,jej depresa sprawila ze byla jak plastelina dala sie dobrze uformowac,odciela sie od rodziny swojej (one z matka sa tylko zielonoswiatkowcami)potem jej maz pomalu byl odsuwany od swoich znajomych i od swojej rodziny ,nie mugl sie spotykac nawet z jej rodzina ,bo byly klutnie .zaczela sie krytyka katolikow i rodziny ,byl zrozpaczony zagubiony nie wiedzial co sie dzieje ,rozmowa byla niemozliwa byl ciagly atak .ostatnia pruba lamania sie nie powiodla ,ona uciekla rano z dzieckiem do zboru ,matka wyzucila go z domu bo byl nieodpowiednim mezem dla corki , chodzil jak zbity pies nie bylo powodu zeby byl tak potraktowany nie poklucil sie z zona ,kochal ja ,myslal ze ona go kocha czul sie jak by dostal pustakiem w glowe ,nie wiem czy to byla ostatnia pruba lamania go czy faktycznie stracily nadzieje ze zmieni wiare (nigdy tego nie obiecal)wkazdym badz razie stracil kontakt z zona nie byl dopuszczony do dziecka dziecko zobaczyl po 3 miesiacach po decyzji sadu ,nawiazanie kontaktu z zona jest niemozliwe twierdzi ze go kocha za chwile atak ,puszcza sms ze sie chce pogodzic przy najblizszym spodkaniu nie ma o tym mowy twierdzi ze go toleruje tylko dlatego ze ma przyznane widzenie przez sad ,zapowiada ograniczenie wizyt ze zlozy pozew do sadu.jak dalej zyc?????????????? gdzie tu jest milosc boza

 nie dajmy sie zwariowac

Autor: radek_f (Wtorek 03-01-2006 17:45)

zielonoswiatkowcy sa rozni, charyzmatycy rozni, sytuacje rozne - sekciarstwo pleni sie w kazdej niemal grupie wyznaniowej!! tylko swiadomosc tego kim jest Bog, kim czlowiek, czym Kosciol (organizmem a nie organizacja) i osobiste przezycie nawrocenia wg Listu Pawla do Rzymian 10:9-10 (Nowy Testament) daje mozliwosc podjecia wlaciwych i swiadomych decyzji co do wlasnego zycia duchowego; w przeciwnym przypadku bycie zmanipulowanym w wielu roznych grupach wyznaniowych, w tym tez tych duzych i powszechnie powazanych bedac jest niemal pewne!

 tak nie dajmy sie

Autor: x (Czwartek 05-01-2006 00:45)

latwo jest powiedziec zeby sie nie dac zwaryjowac radek wiem kim jestes i wiem ze jestes rozsadnym czlowiekiem i wytlumacz jak to jest , jezeli jest ktos fanatykiem religijnym ,wiadomo ze jezeli jest zielonoswiatkowcem bieze sobie za towarzysza katolika ,to ma juz plan ze go bedzie nawracal ,bo w stanowisku nrkz pisze -zawarcie zwiazku malzenskiego przez osobe wierzaca z osoba niewierzaca -mimo waznosci tego zwiazku malzenskiego -uwaza sie za niezgodne z wola boza . uznaje sie dopuszczalnosc rozwodu jako mniejszego zla . czyli osoba ktura twierdzi ze chce sie poswiecic dla boga nie bedzie zyla w zwiazku ktury uchodzi za grzech --- w takim razie czy malzenstwo takie nie jest werbunkiem do kosciola zielonoswiatkowego , bo jak mozna twierdzic przed slubem ze sie kocha wszystkich chrzescijan ,bedzie tolerancja ,nastepnie sa ruzne proby nawracania a nastepnie jawna niechec do katolikow i wyzywanie od pogan ,jezeli sie osobie z kz zwruci uwage ze twierdzila co innego twierdzi ze ona mogla klamac slowa nie musi dotrzymac bo to co ona muwi jest nie biblijne a wazne jest tylko to co pisze w bibli .wszelkie pruby ratowania takiego malzenstwa nie przynosza rezultatu bo ona twierdzi ze chce zyc sama bo w jej sercu jest tylko miejsce dla boga --ja osobiscie nie widze w tym postepowaniu milosci do boga kojarzy mi sie to raczej z powodzia ktora niszczy wszystko po drodze .jest jeszcze jedna strona tego medalu osoba ktora niszczy wszystko twierdzi wszedzie dookola ze jest biedna opuszczona,bardzo kocha ale jest oddtracona i zle traktowana jest akurat odwrotnie ,osoba ta zyje jak w iluzji wierzy w to co jej wmowiono bo pracowalo nad nia kilka osob ze zboru ,nie chce kontaktu z nikim z poza zboru ,nikomu z poza zboru nie wierzy i nie ufa ,wymienila rodzine na zbor , wszelkie proby kontaktu koncza sie obmawiianiem ze niby robi sie jej grande pomimo ze byli swiadkowie i widzieli ze grandy nie bylo ,ona twierdzi inaczej i jestem pewna ona w to naprawde wierzy ,i jak mozna sie nie dac zwaryjowac???????????///

 KK i sektty

Autor: pastorgg(skype) (Wtorek 31-01-2006 20:01)

witam!
wstyd mi za ciebie brak otwrtego serca i umyslu! jak dlugo w polsce bedzie ciemnota??w polsce wszystko co nie jest katolickie jest sekta ... jezeli czegos nie rozumiesz staraj sie poznac .nie mowie o sektach s.j. krisne i innych skrajnosciach.
w swiecie -sa koscioly chrzescijANSKIE-nie koniecznie katolickie (jezeli uwaznie sie przepatrzysz bez macherowej nalecialosci to zauwazysz ze najbardziej podpada pod sekte to KK)
zkontaktuj sei ze mna albo z jednym z duszpasterzy protestanckich
polecam strone Jezus.pl

 Katolicka nieufność

Autor: Justali (Środa 26-04-2006 00:45)

Zabawne bo tak się składa, że ja jestem od niedawna członkiem tej strasznej przez wielu z was uważanej za sektę "Odnowy w Duchu św.". uczęszczam nate spotkania prawie 1,5 roku i nie zauważyłam by ktokolwiek mnie do czegokolwiek zmuszał, wręcz przeciwnie. Ja również żyłam z Bogiem wcześniej, ale jakoś nie chciało mi się z nim zbyt często rozmawiać, ani czytać Bibli. DOPIERO tu dostałam łaskę i mogłam zobaczyć jak żyją ludzie blisko Boga. Jakoś nie było mi to dane w tak przez was bronionym katolicyźmie( co nie znaczy, że wystąpiłam z kościoa, nie raczej staram się o jego odnowienie). Katolicy to często ludzie bardzo zakłamani i nie świadomi własnej wiary. Jezus w lewo, życie w prawo, więc zbytnio nie zdają sobie sprawy z Bożej obecności w naszym życiu. Myślę, że to wynika z całej tej machiny wychowawczej, która nakazuje chodzić do kościoła, ale nie wiadomo dlaczego, do spowiedzi bo co sąsiedzi powiedzą, a jak ktoś naprawdę żyje z bogiem i pyta go o Jego wole to napewno sekciarz i fanatyk. Bzdura, myślicie, że jeśli Bóg istnieje to tylko w tabernakulum, On jest wszędzie zwłaszcza poza budynkiem kościelnym w autentycznych wyznawcach swoich. każdy człowiek, który pragnie wywyższenia Jezusa, nie własnego i własnych jego korzyści, a dotego wprowadza słowa Jezusa we własne życie będzie dla mnie bardziej przekonujący niż zakłamany katolik, który po mszy idzie się napić i zlać swoje dziecko. Więc jeśli naprawdę KK chce byc przykłademdla innych to niech lepiej weźmie sobie slowa Jezusa do serca jak Jan Paweł II, który na nikogo nie naskakiwał, że nie jest katolikiem, ale miłował każdego człowieka i był prawdziwe znakiem bożej miłości, a dotego był charyzmatykiem.

 /////////

Autor: jox (Czwartek 11-05-2006 21:30)

a ja myslalam ze odnowa w duch swietym jest w kosciele katolickim?

 haryzmatycy

Autor: Ula (Wtorek 16-05-2006 18:15)

witam wszystkich pokrzywdzonych przez ugrupowania religijne.Tez byłam w takiej grupie i nie od razu poznałam .Mówia na poczatku biblijnie ale tak naprawde chodzi własnie tylko wyłacznie o kase.Nie ma nic w bibli o placeniu dziesięciny.znam dokladnie wersetty które sa o melchizedeku i one mówia własnie o nim w tamtym czasie.Jezus nic nie rozdawał za pieniadze.Moge z ze szczerościa serca powiedzieć że gdzie chodzi o pieniadze jest fałszywa religia i fałszywi ludzie nie ma tam zadnej wiary i zywego Bożego słowa.Współczuje bardzo wszystki ludziom ze nabijaja portfele fałszywym wyuczonym kaznodziejom.nie mówiąc o fałszywych uzdrowieniach i cudach.Pozdrawiam wszystkich Ula. e-mail ulajen@wp.pl

 sekta?...słowo zbyt często używane

Autor: Maja (Piątek 23-06-2006 20:00)

Jak czytam takie wypowiedzi jak te, jest mi bardzo smutno...czy wiecie że Jezusa też nazywano sekciarzem? Jak byście dzisiaj reagowali, gdyby taki św. Paweł albo lepiej: Jezus, żył w naszych czasach i zachowywał się tak jak w swoich...czyż ich życie nie bulwersowało by nas i nie szokowało? czy ich poglądy, zachowanie nie byłyby fanatyczne i radykalne? Zrozumcie, albo jesteśmy chrześcijanami i zachowujemy się zgodnie z naszą wiarą, albo jesteśmy hipokrytami zadawalających wszystkich. Dla mnie to proste, wiary w Boga nie da się naukowo wytłumaczyć, bo jak taki spec od sekt, by określił Jezusa i Jego uczniów...przecież wielu uznawało Go za bluźniercę, a Jego wyznawców za szaleńców?... a zresztą brakuje dzisiaj ludzi, którzy by tak byli oddani Bogu...gotowi umrzeć dla Niego...ale w naszym kochanym świecie, gdzie wszystko jest względne..takie oddanie byłoby uznane za objaw sekciarstwa...cóż mamy wybór: albo nas będą lubić, bo nie będziemy odstępować od tzw.normy i dla Boga staniemy się letni, albo troszkę się narazimi niektórym, ale przynajmiej w oczach Boga będziemy bohaterami . Tak myślę, że inna jest norma w rozumieniu Boga, a inna jest norma w rozumieniu tego świata. I tak na marginesie: nie zabraniajcie ludziom kochać Boga całym sobą, bo nie daj Boże, możecie zgasić Boże poruszenie w drugim człowieku. Bóg nie tylko działa w katolicyźmie, i nie wiem dlaczego to właśnie katolicki kościól "posiada" wiarygodny monopol na zbawienie..odziwo tak wiele razy sprzeczny z nauczaniem Jezusa. Byłam katoliczką i nigdy tam już nie wrócę. Tak, jestem protestantką, po prostu chrześcijanką...wielu z Was, by powiedzialo, że jestem w sekcie...ale ja jestem w kościele pełnym Bożego działania, czerpiącym swoje dogmaty ze Słowa Bożego...przykro mi tylko, że tak mało katolików lub po prostu ludzi czyta Biblię i nie posłucha co Jezus mówi na temat tego, jak ma wyglądać nasze życie z Nim. Życie z Bogiem zawsze będzie wyglądać "sekciarsko", czy tego chcemy czy nie, a ludzie kochający Boga będą cytować Biblię, bo przecież to jest Słowo ich Pana ...dla mnie to logiczne. Nie martwcie się: mam pracę, mam przyjaciól i nie tylko z kręgów mojego kościoła, rozumawiam na rózne tematy z małymi i dużymi, no mam trochę nieprzyjaciół..kocham moją rodzinę, mam kontakt z rzeczywistością, chodzę normalnie ubrana, lubie zakupy..czasem się tylko mnie pytają skąd ja mam tyle energii i radości, i dlaczego mam tyle w sobie pasji życia, cierpliwości i skąd mam tyle madrości, która tak im pomaga...a ja cóż, mogę im tylko odpowiadać: Bo widzisz, właśnie spędziłam czas z Bogiem, a moim Panem jest Jezus - to Jego dzieło we mnie!!!!! Pozdrawiam wszystkich, a i jeszcze jedno: On naprawdę jest prawdziwy, uzdrawia i błogosławi

 Charyzmatycy

Autor: Wiesiek (Niedziela 31-12-2006 15:00)

Jakże podobne są pewne odczucia i wnioski a propos zielomnoświatkowców. Sam także przezyłem gehennę poznania "pełnej ewangelii" Wiem,że są różne grupy charyzatyczne,ale ich cechą ogólną są zazwyczaj problemy emocjonalne adeptów i psychomanipulacja członkami oraz osobami zainteresowanymi. Oddziaływanie na emocje, presja psychiczna i wreszcie próby przejecia kontroli nad życiem adeptów- nazywane są kształtowaniem nowego człowieka Czyz to nie pachnie czymś znajomym?Komunizm także chciał stworzyć nową rasę ludzką. Zdumiewa mnie to,że pod płaszczykiem Boga robi się rzeczy niewiele mające z Nim wspólnego. Nie jestem katolikiem, wybrałem życie w środowisku protestanckim- jest dla mnie prostsze i bardziej zrozumiałe, ale widzę ludzi wierzących w różnych formacjach kościelnych także i w katolicyzmie. Oczywiście mam wiele odmiennych przekonań i zarazem prawo do nich, prawo wynikające z wieloletnich poszukiwań i przemysleń.
Życzę wszystkim poszkodowanym by Ten od którego wszystko zależy uzdrowił Was i pomógł wybaczyć ludziom,którzy Was skrzywdzili-Wiesiek

 

Autor: zieleń (Poniedziałek 15-01-2007 10:45)

czy drodzy katolicy zastanawialiście się, dlaczego tak wielu ludzi szuka czegoś - czy to w innych kościołach, czy też w destrukcyjnych sektach ? To proste: niektórym przeszkadza obłuda i zakłamanie: wiara sobie - życie sobie; na mszach piękne słowa, gesty - po wyjściu z kościoła wszystko wraca do normy: kłamstwa, zdrady, oszustwa, nienawiśc, dwulicowośc itp., itd. Przyjrzyjcie się własnemu życiu i otoczeniu. To jest główna przyczyna, a nie jakieś bardzo przebiegłe zabiegi innych grup, które wyrywają biednych katolików, żeby ich wykorzystać, stłamsić, zmanipulować itd. Istna sektofobia ! Rety, jak czytam o tych wszystkich innych grupach wyznaniowych, toż to jakieś demoniczne istoty, a nie ludzie !
Pozdrawiam.

 Una sancta...

Autor: Imdugud (Piątek 02-02-2007 20:15)

Ja należę do istniejącej od przeszło 2000 lat wspólnoty, która zwie się: jeden święty, rzymskokatolicki i apostolski Kościół (una sancta catholica et apostholica Ecclesia) i do żadnej innej nie wstąpię, choćby mi tam obiecywano zywot wieczny od zaraz i płacono ciężkie pieniądze za porzucenie dotychczasowej wiary...

 jestem z toba

Autor: aga (Czwartek 08-02-2007 12:45)

Takich ludzi jak Ty nalezy szanowac ,mocnej wiary ,stalych,zdecydowanych.Nie jestes choragiewka na wietrze.Nie zlowi Cie zadna sekta ,bo tam wstepuja ludzie slabi,niedowartosciowani,twierdza ze szukaja Boga-a Bog jest wszedzie.Twierdza ze im ksiadz nieodpowiada ,a to tylko czlowiek i nie dla niego chodzimy do kosciola,pastor tez nie zawsze jest taki jak go widzimy,znam pastora ktory jest chodzaca cnota dla swojego zboru,a chodzi na drugi koniec miasta po alkohol i kupuje caly plecak bo mysli ze tam nie spotka nikogo znajomego a ja tam pracuje a mieszkam przy zborze.

 wiara

Autor: JACOBS (Poniedziałek 26-02-2007 15:15)

Najwazniejsze to czynic to co kazal nam czynic Jezus, nie patrzac do jakiego kosciola nalezymy czy to katolickiego , babtystycznego,adwentystów...itp

 sama wiara to za malo

Autor: ola (Sobota 03-03-2007 12:15)

wiara ale bez nienawisci-a tam gdzie jest fundamentalizm i obluda nic z wiary

 hej

Autor: wojtek (Niedziela 21-10-2007 00:43)

hej

 sekta

Autor: viki (Wtorek 08-07-2008 16:32)

największa sekta świata to koscioł katolicki.

 DO VIKI

Autor: jola (Środa 30-07-2008 23:18)

Wiesz moze masz racje,ale ta sekta jest malo interesowna-nie pobiera 10%dziesieciny.Jestem w tej sekcie od urodzenia i daje 2 do 5 zl co niedziele ,ale gdybym nic nie dala nikt by o to nie wolal.

 charyzmatycy

Autor: elvira (Poniedziałek 11-08-2008 16:16)

Nie mozna generalizowac,ze kazdy ruch charyzmatyczny to sekta. na pewno jest duzo takich ruchow,gdzie ludzie ucza innych prawdziwego slowa Bozego i gzdie nie ma zadnej interesownosci. Z drugiej strony jednak ja nie spotkalam takich organizacji i ruchow charyzmatycznych ani w polsce ani poza jej granicami. Nigdy nie czulam sie tam dobrze ani blisko z bogiem -zawsze cos bylo nie tak. Na spotkaniach mialam wrazenie ,ze jestem w jakims plemieniu ,ktory doprowadza sie do jakiejs dziwnej ekstazy lub transu,mowiac ze to duch swiety. I tak na dzien dzisiejszy mam znajoma,ktora jest zakochana w charyzmatykach i powiem szczerze,ze powoli nie moge jej sluchac. I te jej poglady,ktore wpajaja jej ludzie ze zborow.-musisz upadac na ziemie,krzyczec,toczyc piana z ust i standartowe mowienie jezykami-bez tego nie bedziesz zbawiona i nie dziala w tobie duch swiety. jak dla mnie to kompletna bzdura. Bo czy czegos takiego chce Bog ,zeby okroic sie z wlasnej swiadomosci i nie potrafic kierowac wlasnym zyciem,zeby nie miec kontaktu z rzeczywistoscia ??? A co najwazniejsze moim zdaniem -czytaja Biblie a chyba nie do konca rozumieja co jest w niej napisane. Ja po pewnej rozmowie ze znajoma uslyszlam ze po prostu nie potrafie sie otworzyc na Boga. I dlugo bilam sie z mysla,ze moze rzeczywiscie cos ze mna nie tak. Ale kiedy przeczytalam inne wypowiedzi ludzi ,przestalam tak myslec.

 tak jest...

Autor: roycer (Piątek 17-10-2008 11:27)

Kosciol katolicki -mieli 2000tys na wychowanie ludzi a wychowali owieczki z rozumem barana.

 zielonoświątkowcy

Autor: Ali (Czwartek 01-01-2009 23:52)

chciałam powiedzieć, że historie o strasznych zielonoświątkowcach którzy prześladują katolików lub "piorą" mózgi są bardzo wzruszające...o samej sobie i członkach mojego kościoła (a mieszkam w małym mieście) słyszałam takie historie których wyreżyserowania sam Spielberg by się nie powstydził...bynajmniej było się z czego pośmiać...a może raczej zapłakać nad tym do czego ludzka fantazja jest zdolna.
W każdym razie wiem jedno że Jezus jest Panem mojego życia i że żaden człowiek chociaż byłby znanym kaznodzieją lecz nie głosił prawd zgodnych z Biblią nie bedzie dla mnie autorytetem. Nie kwestionuje że niektóre wspólnoty mogą nauczać prawd niezgodnych ze Słowem Bożym ale przed takimi ludzim ostrzegał nas Jezus i przed takimi ostrzega w oficjanlnych oświadczeniach Kościół Zielonoświątkowy w RP. Mamy badać duchy,czy są od Boga ale nie możemy się też dać zwariować...Biblia ostrzega przed fałszywymi nauczycielami ale i przed niepotrzebnymi rozłamami bo nasz wróg-diabeł tylko czyha by zasiać w nas niepokój i niezgodę. Niech Bóg wam błogosławi a pokój Chrystusowy strzeże myśli i serc

do góry



© 2001-2006 Laboratorium Reportażu Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego