Laboratorium Re... > Literatura faktu > Szalejący Reporter, czyli jak napisać pamflet na kapitalizm  

Szalejący Reporter, czyli jak napisać pamflet na kapitalizm

Karol Kościński

Egon Erwin Kisch uznawany jest dziś za jednego z ojców reportażu. Był on jednym z pierwszych, którzy zrozumieli, że zapis ludzkich losów może prześcignąć fikcję, bo daje czytelnikowi poczucie obcowania z kimś tak samo realnym jak on. Szybko też dostrzegł, że wierny opis rzeczywistości może być jej oskarżeniem i wołaniem o zmianę.

Zanim Kisch został ojcem reportażu, lubił wypić piwo w praskiej restauracji u Brejški. Gdybyśmy jakimś cudem trafili do niej około roku 1910, i tak pewnie nie dostalibyśmy się na zaplecze, a właśnie tam działała jedna z dwóch giełd dziennikarskich Pragi. Jej członkowie wymieniali się informacjami o zbrodniach i wypadkach, ale każdy chciał złowić "solowego karpia" - sensację, która należałaby tylko do niego. Najlepszym wędkarzem był pewien syn kupca bławatnego.

To dzięki niemu świat dowiedział się, że szef austro-węgierskiej służby wywiadowczej pułkownik Redl został zdemaskowany jako rosyjski szpieg i zmuszony do samobójstwa, co próbowano ukryć nawet przed austriackim następcą tronu. To on pomógł praskiej policji rozbić bandę galicyjskich włamywaczy, przewidując na podstawie policyjnych raportów, że następny napad zaplanowali właśnie w Pradze. By zdobyć materiał, nocował z bezdomnymi w przytułku, z bezrobotnymi rąbał lód na Wełtawie, statystował w teatrze, szukał śladów Golema na strychu jednej z praskich synagog, zbierał chmiel i pracował jako pomocnik hycla.

Piętnaście lat wcześniej mały Egon chował się pod ladą sklepu sukienniczego swego ojca i składał swoją pierwszą gazetę na dziecinnej drukarence. Karierę dziennikarza, która zaprowadziła go do tylnego pokoju u Brejški, zaczął od pisania sprawozdań z organizowanych w mieście odczytów dla "Prager Tagblatt". Od relacjonowania odczytów był już tylko krok do pracy reportera w dziale miejskim dziennika "Bohemia". Praca w redakcji nie wyczerpywała całej energii Kischa - stale próbował zostać pisarzem. Wydał zapomniany dziś zbiór nowel "Praskie dzieci" (1911) i naturalistyczną powieść "Pasterz dziewcząt" (1914) o zakończonym samobójstwem życiu praskiego sutenera.

Ten świat powrócił w "Praskim pitawalu" (1931), na którego kartach Kisch będzie starał się opisać obyczajowe i społeczne tło słynnych procesów i afer CK monarchii, a przede wszystkim w pisanym w USA zbiorze "Jarmark sensacji" (1942). To pełen cierpkiego humoru zbiór opowieści pełnych nostalgii za światem, który historia zmiotła z powierzchni ziemi. Zbudowana z prawdziwych wydarzeń opowieść o dojrzewaniu młodego dziennikarza w chorym na sklerozę państwie Habsburgów. Czyta się ją jak relację ze świata trochę z farsy, trochę z groteski, który sam nie wie, że chwieje się jak domek z kart.
Karty rozleciały się w 1914 roku. Kisch, który nie chciał pracować jako propagandzista, trafił w sam środek wielkiej rzezi w Serbii, a później w Karpatach. Przez cały czas w przerwach między potyczkami, w okopach i na biwaku "Kisch zapisuje, gdy ostatni guzik się urywa, gdy jedyny kawałek mydła wpada do studni, gdy krew plami menażkę". Dziennik, wydany pierwotnie pod tytułem "Żołnierz praskiego korpusu" (1920), zatrzymuje się w pół drogi między rozbestwioną groteską Haszka a tragicznymi stronami Zweiga czy Remarque'a, ale nie ma w nim ani krzty fantazji. To sama rzeczywistość stała się tak absurdalna, że masakra nad Dryną zdarzyła się prawie równocześnie z budową specjalnej latryny dla oficera liniowego. Pisanie dziennika było szkołą posługiwania się szczegółem, tak aby kilkoma słowami przedstawić epizod lub człowieka, który za chwilę może zniknąć sprzed oczu piszącego na zawsze. Pod piórem Kischa szczegół nabiera barwy i sensu; nie tylko pozwala czytelnikowi zobaczyć opisywany świat, ale przekazuje wiedzę autora o prawach rządzących światem i motywach ludzkich zachowań. Autor dziennika powrócił z wojny nie tylko odmieniony pisarsko, ale stał się też socjalistą na tyle aktywnym, by w listopadzie 1918 roku organizować w Wiedniu Czerwoną Gwardię i z jej pomocą obsadzić redakcję "Neue Freie Presse".

Dojrzały reportaż narodził się ostatecznie podczas późniejszego pobytu Kischa w Berlinie. Materiału do pierwszych, zebranych w zbiorze "Szalejący reporter" (1924), dostarczyła podróż za kulisy cywilizacji białego człowieka. Reporter odwiedził pchli targ, gdzie biedota kupuje i sprzedaje tandetę; londyńską giełdę okrętową, gdzie krzyżują się interesy całego świata; przytułki dla bezdomnych w Whitechapel.

Już w tych pierwszych reportażach Kisch wychodził od obserwacji konkretnych zdarzeń i osób, ale jego celem wcale nie był zapis - bo wtedy tekst nie żyłby dłużej niż gazeta - ale pobudzenie wyobraźni i oddanie emocji. Zebrany materiał służył mu do skonstruowania mozaiki, a kluczem dla napisania dobrego tekstu był właściwy montaż. Polegał on na ciągłych przeskokach w czasie i przestrzeni, zmianie perspektyw narracyjnych, wplataniu dygresji, anegdot czy nieoczekiwanych ironicznych point. Ironia to najsilniejsza broń Kischa. To ona odsłania zazwyczaj ukryte emocje autora i jest kontrapunktem dla współczucia, którym obdarza on swoich bohaterów.

Wszystkie środki służyły "bacznemu dobieraniu kolorów, znalezieniu należytej artystycznej perspektywy dla opisu i stworzeniu zeń artystycznego dokumentu oskarżenia". Bo jego reportaże to właśnie jedno wielkie "Oskarżam" wobec systemu kapitalistycznego i kolonializmu. Tym skuteczniejsze, że budowane na autentycznych epizodach i prawdziwych emocjach, pełne fabularnego napięcia, puentowane kalamburem i dowcipem, bez cienia płaskiej dydaktyki. Dziś znakomita lektura dla alterglobalistów. To także literatura faktu inspirowana marksizmem - intelektualną maszynką stworzoną dla opisu historii, bo Szalejący Reporter czasem próbuje zamieniać autentyczne zdarzenia i postacie w symbole jej ogólnych praw.

Stworzona metoda zostaje wykorzystana w latach następnych, kiedy z podróży po Rosji sowieckiej, Afryce, USA i Chinach Kisch przywiózł materiał na sześć nowych tomów reportaży. Wtedy zaczął poza własnymi obserwacjami korzystać z dokumentów, opisów podróży, pamiętników i książek historycznych, tak aby jego gawęda o obyczajach, wierzeniach, historii i stosunkach społecznych była jak najbogatsza. Gdzieś między książkami "O carach, popach i bolszewikach" (1926) a "Rajem amerykańskim" (1929) ukształtował się nowy w twórczości autora gatunek - rozległy reportaż, opis podróży, który był jego znakiem firmowym do śmierci. Poszczególne części tworzą kalejdoskop, w którym jeden tekst uzupełnia drugi, bo odsłania kolejny fragment często egzotycznej dla czytelnika rzeczywistości. Reportera szczególnie fascynowały opisy ogromnych, prawie samowystarczalnych światów, które ulegają gwałtownym przemianom - jak Rosja sowiecka czy Chiny - bo tam czuł, jak oddycha historia. Inne tomy, jak choćby "Raj amerykański", balansują między reportażem a pamfletem i są konfrontacją kolorowych stereotypów i szarej rzeczywistości.

Bibliografia

  1. Egon Erwin Kisch "Jarmark sensacji", Wyd. MON, Warszawa 1957
  2. Egon Erwin Kisch "Meksyk", Wyd. MON, Warszawa 1951
  3. Egon Erwin Kisch "Szalejący reporter", Książka i Wiedza, Warszawa 1953
  4. Informacje dotyczące życia Egona Erwina Kischa pochodzą z tekstu Romana Karsta, będącego wstępem do zbioru "Jarmark sensacji".

Po pożarze Reichstagu przed śmiercią uratowało pisarza tylko czechosłowackie obywatelstwo. Kiedy opuszczał Niemcy, jego książki płonęły na stosach w całkiem dobrym towarzystwie. Późniejsze utwory powtarzają dotychczasowe doświadczenia pisarskie. Tom "Wstęp wzbroniony" (1934) gromadzi reportaże z wędrówek po zachodniej Europie. "Wylądowałem w Australii" i pisany już w USA "Meksyk" mieściły się w stworzonej formule reportażu z podróży. Energię pisarza pochłaniała raczej działalność w ruchu antyfaszystowskim. Nawet dwa ostatnie reportaże napisane przed wojną - "Trzy krowy" i "Żołnierze na brzegu morza" - służyły prezentacji losu żołnierzy hiszpańskiej Republiki. Po 1939 roku Kisch trafił do USA, a w 1946 roku powrócił do Pragi, w której umarł dwa lat później na atak serca. Los oszczędził mu widoku socjalizmu z ospowatą twarzą pewnego Gruzina.

Pisarstwo Kischa pozostaje ciągle żywym, bo czytanym dowodem na to, że literatura społecznie zaangażowana nie musi by ani nudna, ani dydaktyczna, a tematem na złośliwy, choć oparty na faktach pamflet na świat może być wszystko. Przecież - jak pisał Szalejący Reporter - "nie ma nic bardziej egzotycznego od naszego otoczenia i nic na świecie nie jest bardziej sensacyjne od czasu, w którym żyjemy".

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl