Laboratorium Re... > McLove > Metoda > McDonald's - co na to nauka?  

McDonald's - co na to nauka?

***

Zjawisko McDonald's, ekspansji amerykańskiej kultury to nie wymyślony problem. Naukowcy - socjologowie, psychologowie, ekonomiści zajmują się nim od dawna. Oto kilka najważniejszych faktów:

Historia McDonald’s

1948 - jadna z pierwszych restauracji braci McDonald

1948 - jadna z pierwszych restauracji braci McDonald

 

Ray Kroc stworzył imperium McD, ale to bracia Ray i Dick McDonald otworzyli pierwszą restaurację w Pasadenie (Kalifornia) w 1937 roku. Postawili w nim na szybkość obsługi, dużą przepustowość i niskie ceny. Dla uniknięcia bałaganu bracia McDonald oferowali klientom ograniczone menu. Zamiast tradycyjnego sposobu podawania dań, wprowadzili system taśmowy i ścisłą specjalizację w pracy restauracyjnej. W latach 60. Kroc wykupił restauracje od braci ograniczając przydział koncesji lokalnych (lokalni restauratorzy odstępowali od sztywnych reguł narzuconych przez Kroca).

Definicja Macdonaldyzacji

Macdonaldyzacja to proces stopniowego upowszechniania się zasad działania restauracji szybkich dań we wszystkich dziedzinach życia społecznego na całym świecie.
- Model McD został przejęty nie tylko przez sieci innych restauracji, ale przez wszystkie tanie restauracje. Inne narody wymyślają własne odmiany McD: we Francji działają „Croissanteries”, a w Indiach sieć „Nikulas” sprzedając hamburgery z baraniny (80 proc. ludności Indii to hindusi, którzy nie jadają mięsa).
- McD przeniknął praktycznie do wszystkich sfer życia publicznego. Termin McD jest chętnie używany do określania instytucji (McLekarz, McDziecko – sieć przedszkoli). Termin przeniknął również do medioznawstwa. Ritzer podaje przykład McGazety „USA Today”, której sukces zmusił konserwatywnego „New York Times’a” do zmian.
- Działanie na podświadomość poprzez najprzeróżniejsze akcje marketingowe. W Illinois McD przeprowadził kampanię „Cheesburger za piątkę”. Uczniowie, którzy dostawali piątkę pod koniec semestru otrzymywali bezpłatnego cheesburgera, aby odtąd sukces w szkole pozytywnie kojarzył im się z McD.
- Uniwersalność symbolu McD: złote łuki budzą poczucie bezpieczeństwa. Stałe, niezmienne menu i wystrój gwarantują przewidywalność, minimalizują element zaskoczenia. Dlatego cudzoziemcy przebywający za granicą tak chętnie jedzą w McD. McD urósł do rangi symbolu Stanów Zjednoczonych.

 

 

W książce „Macdonaldyzacja społeczeństwa” Ritzer wymienia cztery wyznaczniki macdonaldyzacji:
1. Efektywność – jedząc w McD ludzie oszczędzają czas, ponieważ dania są bardzo szybko serwowane
2. Kalkulatywność – menadżerowie wykorzystują znaczenie hasła „Im więcej tym lepiej”, stąd kuszące nazwy „Big Mac”, „podwójny, potrójny”, „Whooper”. Podliczywszy wszystko klient ma wrażenie, że dostał masę jedzenia za niewielką cenę
3. Przewidywalność – zestawy śniadaniowe w Nowym Jorku czy Paryżu niczym się między sobą nie różnią, co daje poczucie bezpieczeństwa i stabilności
4. Manipulacja – subtelna i nie wprost. Kolejki, ograniczone menu, mały wybór
i niewygodne krzesła służą temu, aby klienci zachowywali się zgodnie
z życzeniami dyrekcji, czyli szybko opuszczali lokal

Macdonaldyzacja od podszewki

Swoją krytykę macdonaldyzacji wywodzi Ritzer z teorii Maxa Webera, która dotyczy wciąż postępującej racjonalizacji życia społecznego. Weber, będąc zwolennikiem tego procesu, upatrywał w nim jednocześnie wielu niebezpieczeństw związanych ze stopniową racjonalizacją nowych obszarów rzeczywistości. Racjonalizacja, za której najdoskonalszą formę uznał Weber biurokrację, opiera się na dążeniu do danego celu i osiąganiu go w sposób optymalny. Metodą jest podział pracy w zbiorowościach tak, aby każda jednostka zajmowała się stosunkowo niewielkim zakresem spraw i potrafiła wykonywać je perfekcyjnie w oparciu o ściśle regulujące jej postępowanie normy, zasady, przepisy. Ubocznym skutkiem takiego procesu jest zanik samodzielności jednostek w coraz to nowych dziedzinach życia. Wąska specjalizacja sprawia, że są one dobrymi fachowcami w danej kwestii, lecz zupełnie bezradne na innych polach. Przestrzeń ludzkiej działalności zostaje opanowana przez różne ciała pośredniczące i niewiele jest w niej miejsca na manifestacje woli jednostkowej.

Zmonopolizowana przestrzeń jest obszarem, gdzie nie maja racji bytu postawy nie mieszczące się w ramach zracjonalizowanej struktury. Dlatego też dzisiejszy świat jest tworem na wskroś totalitarnym, wszechogarniającym, niemożliwym do odrzucenia przez osoby nastawione wobec niego krytycznie, ograniczającym do minimum funkcjonowanie modeli alternatywnych. Zracjonalizowane ciała pośredniczące „opiekują się” człowiekiem od kołyski po grób, nawet (a raczej – zwłaszcza) wtedy, gdy sobie tego nie życzy. Efektem jest społeczeństwo niesamodzielnych, zagubionych osobników nie wyobrażających sobie egzystencji bez pomocy instytucji, które przenikają we wszystkie niemal dziedziny życia. Nawet jeśli pojawi się osobnik nie akceptujący owej „opieki”, to jego szanse na wyrwanie się z matni są mniej więcej takie, jak bohatera „Procesu” Franza Kafki. Człowiek żyjący w takim społeczeństwie czuje się jedynie trybem w ogromnej maszynie, nie mającym wpływu na funkcjonowanie całości. Jedną z niewielu dozwolonych możliwości przezwyciężania tego poczucia w społeczeństwie przemysłowym jest konsumpcja, która (...) jest współcześnie (...) głównym narzędziem kreowania jednostkowej tożsamości, koncepcji samego siebie i samookreślania się w przestrzeni społecznej (...) – i dalej: jednocześnie przymus przezywania przyjemności, ułatwiania sobie życia oraz kreowanie coraz bardziej zaawansowanych form spędzania wolnego czasu (wobec desakralizacji świata, destrukcji wszelkich utopii społecznych i ideologii) stają się głównymi wartościami, wokół których zorganizowane jest społeczne i jednostkowe życie. Konsumpcja (...) przestaje być tylko koniecznością osadzoną we własnej hierarchii potrzeb (...) a staje się tym, co (...) uzasadnia życie jednostek. Ten sam autor przytacza za D.R. Whitem i G. Hellernickiem credo naszych czasów, parafrazę słynnej sentencji Kartezjusza: „Kupuję, więc jestem. Kupuję to, co możliwe jest do kupienia. To, co możliwe przeze mnie do kupienia określa to, kim jestem. Jestem tym, co kupuję”.

Zmakdonaldyzowane instytucje są po prostu doskonałą odpowiedzią na zapotrzebowanie społeczne w epoce przemysłowej. McInstytucje tworzą McCzłowieka, ale i McCzłowiek inspiruje powstanie kolejnych McInstytucji.
Czym jest zatem Macdonaldyzacja? Ritzer podaje nam taką oto definicję: Macdonaldyzacja to proces stopniowego upowszechniania się zasad działania restauracji szybkich dań we wszystkich dziedzinach życia społecznego w Stanach Zjednoczonych oraz na całym świecie. Model zmakdonaldyzowanej instytucji upowszechnił się na całym świecie i w wielu dziedzinach stanowią one gros przedsięwzięć. Ritzer przewiduje dalszą ekspansje takiego modelu, bowiem McDonald i macdonaldyzacja nie są żadnym nowym wynalazkiem, jedynie ukoronowaniem procesów racjonalizacji zachodzących w ciągu naszego stulecia, a o używaniu nowego określenia decydują – zdaniem autora książki – przede wszystkim różnice w natężeniu zjawiska. Innymi słowy – macdonaldyzacja to ekstremalna forma racjonalizacji, jej maksymalne rozwinięcie.

Charakterystyczne dla procesu macdonaldyzacji (racjonalizacji) są cztery zjawiska, stanowiące jej filary. Są to: efektywność, przewidywalność, kalkulacyjność i możliwość manipulacji. Efektywność opiera się na maksymalnie uproszczonej procedurze przygotowania produktu finalnego. By stało się to możliwe, produkcja opiera się na półproduktach poddanych wstępnej obróbce poza McInstytucją. Proces przygotowawczy jest maksymalnie uproszczony, wzorowany na produkcji taśmowej w fabrykach. Dążenie do jak największej efektywności jest naturalną koleją rzeczy w społeczeństwie, gdzie „czas to pieniądz”. Efektywność oznacza, iż w świadomości klienta funkcjonuje przekonanie, że McInstytucja zapewnia najszybszy sposób zaspokojenia jego potrzeb. Przygotowanie posiłku w domu, zjedzenie go w małej restauracji są w ogólnym mniemaniu nieefektywne, bowiem są to bardziej czasochłonne przedsięwzięcia niż wyprawa do McDonalda. Podobnie jest w innych dziedzinach – gdzie tak szybko można zrobić zakupy towarów z wielu dziedzin naraz, jak nie w wielobranżowym, ogromnym supermarkecie?

Wyznacznikiem efektywności jest szybkość, z jaką można uzyskać zaspokojenie danej potrzeby. Im szybciej, tym – w powszechnym mniemaniu – lepiej i dlatego znacznie mniejsza uwagę przykłada się do innych aspektów zjawiska, takich jak: jakość, intensywność, etc. Jak trafnie zauważają cytowani przez Ritzera autorzy, McDonald’s (i wzorowane na nim instytucje) robi wszystko, aby przyspieszyć drogę od wchłaniania do wydalenia klienta. Szybka produkcja, obsługa i konsumpcja to główne wyznaczniki zmakdonaldyzowanych przedsięwzięć. To nie tyle McInstytucje są szkodliwe, co raczej szkodliwy, anormalny oraz zwrócony przeciwko człowiekowi i przyrodzie jest cały obecny model kulturowy, zwany czasem trafnie „cywilizacją śmie(r)ci”. Warto w każdym razie pamiętać, że za ciągły pęd ku większej efektywności odpowiadamy w dużej mierze my sami, żądając by wciąż było łatwiej, szybciej, przyjemniej.

Drugi z filarów macdonaldyzacji to kalkulacyjność. Jak pisze Ritzer: „Macdonaldyzacja kładzie akcent na rzeczy, które dają się obliczyć, policzyć, ująć ilościowo. W istocie ilość (zwłaszcza duża) staje się surogatem jakości. Kalkulacyjność ma dwie odmiany, z których pierwsza dotyczy klienta, druga – personelu McInstytucji. Jeśli chodzi o klienta, to istotne jest, by był on przekonany, że korzystanie z usług tych instytucji po prostu mu się opłaci, jest korzystne finansowo. Mamy zatem do czynienia z propaganda podkreślająca dużą ilość otrzymanego produktu (np. Big Mac), jego niską cenę (np. „za 99 groszy). Mniej istotna, a wręcz zupełnie nieważna staje się często jakość: klienci oczekują rekompensaty ilościowej swych skromnych wymagań odnośnie jakości. Spodziewają się, że dostaną mnóstwo (...) i zapłacą (...) względnie niedużo. Odnośnie personelu kalkulacyjność polega na pilnowaniu, by określone czynności wykonywał zgonie z zasadami wyrażonymi za pomocą liczb (np. smażenie kotleta trwać winno 7,5 minuty; najlepszy pracownik uczelni to ten, którego pracę cytowano największą ilość razy; najlepszy program w TV to ten, który ma największa oglądalność). Kalkulacyjność oznacza tez skrzętne wyliczenia dotyczące poziomu konsumpcji oraz przekonywanie klienta, że konieczne jest jego podniesienie.

Następnym filarem macdonaldyzacji jest przewidywalność. Bazuje ona na swego rodzaju konserwatyzmie klienta przywiązanego do tego, co znane, jego przyzwyczajeniach. Naturalną cechą jest zmiennej mocy obawa przed nieznanym, nowym, nieoczekiwanym. Dlatego w McInstytucjach wszystko jest doskonale identyczne: produkt, wystrój wnętrz, zachowanie personelu, oczekiwania klientów. Świat zmakdonaldyzowanych instytucji i ich klienteli to świat obezwładniającej i mdlącej jednakowości. Ekspansja macdonaldyzmu oznacza zanik różnorodności i oryginalności, które zostaną pochłonięte prze jednolitą falę. Wkrótce wszystkie zakątki globu będą wyglądały jednakowo i nie sposób ich będzie rozróżnić. Jednakowe instytucje, jednakowi , ludzie, jednakowa kultura. Nie przypadkiem mówi się o istnieniu McŚwiata, lub jego bliskim nadejściu(...)
Ostatni z czterech filarów macdonaldyzacji to możliwość manipulacji pracownikami i klientami. Coraz częściej dąży się do wyeliminowania personelu i zastąpienia go maszynami, bo nawet wytrenowany człowiek jest w stanie zakłócić proces i wpłynąć negatywnie na efektywność i przewidywalność. Ci z pracowników, których jeszcze nie zastąpiły maszyny zostają poddani takiemu szkoleniu, by wykonywali swoją prace niczym automaty. Nie pozostawia się im najmniejszego marginesu swobody, a kontrola przypomina – jako żywo – praktyki rodem z obozów koncentracyjnych. Manipulacja klientami ma kilka wymiarów. Może to być wprzęgnięcie ich w prace McInstytucji (sklepy samoobsługowe, bankomaty, et.); wkradanie się w łaski klienta za pomocą pozorowanej poufałości, zażyłości i szacunku do niego; bombardowanie reklamami (ich efektem jest przeświadczenie o efektywności i kalkulacyjności McInstytucji, bowiem często nie są one ani najszybsze, ani tanie). Często w procesie manipulacji wykorzystuje się elementy rozrywki, która zresztą stała się podstawowym zajęciem w McŚwiecie, pełniąc rolę igrzysk odwracających uwagę od istotnych aspektów rzeczywistości, w myśl starej, dobrej zasady, że lud potrzebuje panem et circenes, by można było z niego swobodnie wycisnąć siły witalne lub mamonę: Infantylizacja, jakiej jesteśmy świadkami – monstrualne Wesołe Miasteczko, niesamowita góra zabawek ,które mają zamknąć dziecko w przypisanym mu na zawsze świecie niedojrzałości. Dzieciak nie musi już „narzekać i żądać” (...) by otrzymać zabawkę. Owszem, czy chce czy nie chce, będzie ona mu wciskana – codziennie nowa, fascynująca, odwracająca uwagę od prawdziwego świata. Byle tylko zgodził się na ogłupienie, na przyjęcie swojego miejsca w pseudohierarchii, w której duzi, poważni panowie – zajmujący się poważnymi sprawami dorosłych – dają „prezenty” maluchom, którym życie upływa na niekończącej się zabawie.

 

 

McŚwiat to miejsce, w którym – jak zauważył Neil Postman – można zabawić się na śmierć. Ci natomiast, którzy bawić się tymi klockami nie zechcą, mają spore szanse skończyć na cmentarzu lub w więzieniach (jak wielu radykalnych obrońców przyrody) lub na marginesie życia aspołecznego, ośmieszeni i zohydzeni przez wszechwładne mass media jako faszyści, ekstremiści, frustraci i szaleńcy.
Czy zatem macdonaldyzacja możliwa jest do powstrzymania?
Ritzer uzmysławia nam, że McInstytucje osiągnęły sukces na skutek rozbicia tradycyjnego stylu życia: patriarchalnej rodziny (pracujące lub „wyzwolone” kobiety nie mają czasu i ochoty na robienie posiłków i wychowywanie dzieci, i zajmują się tym McInstytucje), przywiązania do miejsca urodzenia i zamieszkania (w mobilnym społeczeństwie lokalne tradycje są ludziom obojętne i wolą oni kosmopolityczne instytucje), wyparcia kultur lokalnych, regionalnych i narodowych przez „uniwersalny, monotonny i pozbawiony głębszego przesłania mass medialny szum informacyjny; ekspansji technologii w życie jednostek (za największy nośnik macdonaldyzmu w przyszłości uznaje Ritzer Internet).

Macdonaldyzacja jest już niemal wszędzie, według autora omawianej pracy także przy procesie życia i śmierci. Ingerencja techniki w biologiczne aspekty człowieczeństwa posunęła się do granic absurdu, co dobrze widać na przykładzie procederu wyboru płci i innych cech biologicznych przyszłego dziecka. Wybór dziecka na wzór wyboru towaru w supermarkecie to swoisty signum temporis triumfującej epoki macdonaldyzmu, epoki techno – szaleństwa, spełnienie wizji zawartych „Nowym wspaniałym świecie” Aldousa Huxley’a. Pamietajmy jednak o ponurym epilogu tej antyutopii: co osiągnął ostatni człowiek nowego, wspaniałego świata. W sposób doskonały opanował naturę – i tę własną, i tę zewnętrzną, czyli przyrodę (...). inaczej mówiąc: ostatni człowiek opanował naturę, lecz czym jest to, co trzyma on w ręku? Niczym. I niczym jest ona sam. Oto szatańska dialektyka: im więcej zagarniam, tym zagarniam mniej, i tym mniej jest mnie samego. Opanowując, staję się panem własnych jedynie konstrukcji; realność mi się wymyka. Staje się w gruncie rzeczy panem własnej idei ładu, a przy tym siebie samego redukuję do tej idei. (...)
Remigiusz Okraska

Globalizacja i kultura

Globalizacja jest terminem używanym dla scharakteryzowanie epoki, w której obecnie żyjemy. Odnosi się do sieci wzajemnych powiązań i zależności, jakie cechują współczesny świat.
Działanie owych sieci i połączeń można dostrzec w sferach polityki ,ekonomii, w ochronie środowiska i w kulturze. Kiedy rozpatrujemy kulturowej globalizacji, musimy pamiętać, że bycie przyłączonym nie implikuje homogenizacji w jednolitą, globalną kulturę. Przyłączenia zawiera także reakcję i przeciwstawienie.
Badania w różnych krajach wykazały, w jaki sposób lokalni odbiorcy adaptują, zmieniają i dostosowują importowana kulturę. Ten proces został nazwany „krealizacją”, przyjmowaniem kultury zagranicznej, ale i zmienianiem jej, używaniem do własnych celów.

McDonald’s jest często przywoływany jako przykład fenomenu globalizacji. To oczywiście prawda, że McDonald’s jest firma ponadnarodową, i że Złote Łuki są symbolem znanym niemal na całym świecie. Ale czy posilanie się w McDonald’s zachowuje to samo kulturowe znaczenie we wszystkich krajach? Naukowcy mówią, że nie.

Przyjrzyjmy się wynikom badań nad percepcją McDonald’s w kilku krajach Azji Wschodniej.
W każdym studiowanym kraju – Chinach, Hongkongu (badania wykonano przed 1997 rokiem), Tajwanie, Korei i Japonii – naukowcy stwierdzili, że lokalna kultura wywarła znaczący wpływ na postrzeganie zjawiska, i że w każdym kraju klienci „używali”
McDonald’s na sposób, jaki był im kulturowo właściwy. Nie naśladowali zglobalizowanego wzoru i nie adaptowali bezpośrednio amerykańskiej instytucji. W rzeczywistości amerykańskie i lokalne elementy reagowały ze sobą, by w efekcie wyprodukować kulturalną hybrydę, chińskiego czy Japońskiego McDonald’s. Badacze wykazali zatem istnienie wzajemnego oddziaływania, a nie prostą akceptację.

Przyjrzyjmy się niektórym obserwacją. W Stanach Zjednoczonych McDonald’s jest widziany głównie jako miejsce, gdzie można zjeść niedrogi, szybki posiłek – przeciętny Amerykanin czy Amerykanka spędzają w restauracji McDonald’s (z wyłączeniem restauracji „dla zmotoryzowanych”, czy kupowania „na wynos”) średnio 11 minut. W 1992 roku w Pekinie otwarto największą na świecie restaurację McDonald’s. Chińscy klienci postrzegali ja jako przykład nowoczesności i amerykańskiej kultury, stała się ona dla Chińczyków popularnym miejscem na proszone obiady. Jedzenie w McDonald’s stało się ważnym wydarzeniem rodzinnym, nawet jeśli miało by kosztować trzyosobową rodzinę ok. 1/6 średniej płacy robotnika. Przeto, rodziny robotnicze musza oszczędzać pieniądze, aby jeść w McDonald’s, a niektórzy nawet zamawiają taksówkę na dojazd, czyniąc okazje jeszcze elegantszą. I, oczywiście, jeśli zamawiają taksówkę i wydają znaczą część wypłaty, to obiady będą się przeciągać, by uczestnicy mogli się tym doświadczeniem cieszyć. Tak więc, w przeciwieństwie do amerykańskiego wzorca, McDonald’s w Pekinie nie jest ani „fastfoodem” (szybko jesz i wychodzisz), ani tanim miejscem. Amerykanie często wybierają McDonald’s by oszczędzić czas i pieniądze, i zwykle nie upatrują w niej eleganckiej restauracji, do której bierze się taksówkę. Jednak w Pekinie Big Mac stał się formą haute cuisine (prestiżowa kuchnia), a ludzie podnoszą swój status jedząc w McDonald’s. W Pekinie soboty i niedziele są najpracowitszymi dniami dla restauracji McDonald’s, podczas gdy relatywnie niewielu Amerykanów odwiedziłoby McDonald’s w dniach wolnych od pracy.

Inną, zauważoną w badaniach różnicą kulturową było to, że w Chinach McDonald’s zatrudnił obsługujące klientów recepcjonistki i specjalistów od public relation. Kobiety nazywane „Ciotkami McDonald’s” witają klientów i starają się im stworzyć domową atmosferę. Wspomniane badania wykazały też, że Chińscy klienci zamiast odnosić swoje tace do pojemników na śmieci, zwykle zostawiają resztki na stole, pozostawiając sprzątanie pracownikom. Jest to związane z faktem, że dla Chińczyków McDonald’s jest formalna restauracją, a nie „fastfoodem”. Jeśli McDonald’s w Chinach jest jeszcze widziany jako symbol Ameryki, to w Japonii tak się zlokalizował, że istnieje wiele popularnych historyjek o japońskich dzieciach odwiedzających Stany Zjednoczone po raz pierwszy i zauważających ze zdumieniem: „Popatrz mamo, oni tez mają tutaj McDonald’s”. W Japonii McDonald’s zlokalizował się poprzez włączenie pozycji menu odpowiadających japońskim podniebieniom, takich jak teriyaki burgers. W Japonii żywność z McDonald’s postrzegana jest raczej jako przekąska niż posiłek, gdyż regularny posiłek japoński bazuje na ryżu, nie chlebie. McDonald’s w Japonii jest popularny wśród studentów i matek z małymi dziećmi, stał się ważnym punktem zbornym dla kultury młodzieżowej.

Zarówno na Tajwanie, jak i w Hongkongu McDonald’s jest także popularnym wśród młodych ludzi miejscem spotkań i spędzania czasu. Wielu studentów przesiaduje tam godzinami, odrabiając prace domowe i przygotowując się do egzaminu. Jest popularny również wśród kobiet, mniej wśród mężczyzn, gdyż nie podaje się tam alkoholu. Ważnymi funkcjami restauracji McDonald’s w tych krajach są także przyjęcia urodzinowe dla małych dzieci. McDonald’s nie jest tam postrzegany jako obca czy egzotyczna instytucja, lecz jako substytut domu. Big Macki i McDonald’s zostały dostosowane i przyjęte jako cześć ich własnej kultury.
Kate Delaney

Kultura McDonalds’a

 

 

Przemiany, które dokonały się w Polsce po roku 1989 dotyczyły nie tylko transfor4macji politycznych, ekonomicznych czy społecznych, ale również mają swoje odniesienie na płaszczyźnie kulturowej. Polska stała się krajem otwartym na inne państwa zachodnie. To, co kiedyś było dla naszych obywateli egzotyczne i niedostępne, znane tylko z zachodnich filmów oraz opowiadań tych szczęśliwych osób, którym udało się otrzymać paszport i wyjechać poza granice PRL - u. Wzorce kulturowe z Europy zachodniej w niewielkim tylko stopniu przenikały do naszej kultury, a w jeszcze mniejszym z Ameryki Północnej, która była landem westchnień wielu Polaków. Sytuacja ta znacznie zmieniła się po przełamaniu żelaznej kurtyny. Telewizja w coraz większym stopniu serwuje programy zachodnie, coraz więcej osób ma możliwość wyjazdu za granicę. Środki masowego przekazu nasycają nasz rynek wszystkim tym, co niepolskie (filmy, muzyka, czasopisma). Powoduje to wielką modę na kulturę zachodnioeuropejską, a wręcz obsesję na amerykańską. Jak okiem sięgnąć, niemal w każdej dziedzinie życia można dostrzec wzorce amerykańskie. W naszym języku pojawia się coraz więcej słów pochodzenia angielskiego. To już nie tylko pojedyncze obiegowe słówka funkcjonujące w slangu młodzieżowym, ale coraz częściej język biznesu. Na ulicach jak grzyby po deszczu pojawiają się obcojęzyczne napisy, które u wielu Polaków mogą wzbudzać pewne zakłopotanie. W zakładach pracy nie robi się już przerw obiadowych, lecz na lunch. Amerykański styl życia zaczyna być coraz bardziej czymś normalnym.

W Polsce buduje się sieci hipermarketów, w których spędza się dużo czasu (do polskich mniejszych sklepów uczęszczamy coraz rzadziej). Niekoniecznie trzeba coś kupić, ale jest to coś nowego, czego wcześniej nie było. Dla niektórych jest to rodzaj spędzania wolnego czasu. Powstają restauracje, bary szybkiej obsługi typu Fast ford jak Burger King, McDonald’s, KFC, Dunkin Donuts. Moda, która panuje na stroje amerykańskie. Seans stał się nieodzownym elementem naszego ubioru. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś z młodych ludzi nie nosił dzisiaj ubrania firmy Lee, Wrangler czy Levi’s. w większych miastach powstają kina typu multiplex, w których dominują filmy zza oceanu (chociaż, na szczęście, jest także coraz więcej dobrych filmów polskiej produkcji). Czymś normalnym jest serwowanie w nich chipsów, popcornu, wręcz wypada do tego trzymać w ręce puszkę coli. Na prywatkach czy spotkaniach towarzyskich staje się zwyczajem siedzenie przy grillu i pieczenie hamburgerów czy hot dogów. Do tego coraz częściej amerykańskie piwo „Budweiser” czy „Miller” uważane w swoim rodzimym kraju za przeciętne. Nie odstrasza nas nawet widok puszystego amerykańskiego pokolenia wychowanego na tychże właśnie hamburgerach. Niczym są alarmy lekarzy i dietetyków o tym, jak niezdrowe jest to jedzenia. Jednak wzorce i mody biorą górę nad rozsądkiem (…)

W polskich kalendarzach pojawiają się nowe święta. Dzień zakochanych to już nie tak, jak było przez dziesięciolecia noc świętojańska (24 czerwca), lecz praktykowane w lutym walentynki. Nawet ten polski dzień zakochanych nie był tak hucznie obchodzony, jak obecnie zwyczaj anglosaski. Z całą pewnością przyczyniają się do tego zarówno telewizja jak i prasa, które nagłaśniają i propagują ten dzień w znacznym stopniu, a urzędy pocztowe zasypywane są w tych dniach kartkami walentynkowymi. W listopadzie pojawia się natomiast zupełnie nowy zwyczaj tzw. Halloween, do niedawna jeszcze w ogóle nie znany w naszym kraju. Kiedy to w Polsce od wieków 1 listopada obchodzimy według chrześcijańskiej tradycji ku czci Wszystkich Świętych, ktoś próbuje narzucić nam zwyczaj pogański ku czci duchów zła.

Polacy za wszelką cenę starają się kopiować wszystko to, co amerykańskie. Możemy zauważyć to w wielu dziedzinach życia, nawet we współczesnym szkolnictwie, gdzie wprowadza się podobne formy nauczania, wychowania i metod oceniania jak w USA. Jeszcze kilka lat temu wyniki różnych dyscyplin sportowych zza oceanu podawane były u nas jako ciekawostki w krótkich wzmiankach telewizyjnych i prasowych natomiast obecnie ileż już osób śledzi emitowane w różnych stacjach telewizyjnych mecze zawodowej ligi koszykówki NBA czy hokeja na lodzie NHL.

Obecna sytuacja, z którą mamy do czynienia w Polsce powoduje, że przeciętni ludzie, a w szczególności osoby młode, zaczynają tracić poczucie pewności, czują się coraz bardziej zagrożeni. Działania, które podejmują w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa często przybierają formę agresji będącej najczęściej następstwem frustracji.
Niestety należy żałować, że stało się specyfiką polskiego społeczeństwa, iż tak łatwo przyswajamy amerykańskie wzorce negatywne, natomiast nieco gorzej pozytywne. Głównym celem dla społeczeństwa amerykańskiego stają się pieniądze i kariera, a rodzina, znajomi stają się wartością drugorzędną. Jakże łatwo można zauważyć podobne zachowanie w coraz bardziej konsumpcyjnym i goniącym za sukcesem poza płaszczyzną rodzinną społeczeństwie polskim. Trendy, mody i fascynacje często przejmowane SA bezkrytycznie mijając się z rzeczywistością naszego kraju. Młodzież chciałaby dorównać swoi rówieśnikom ze Stanów Zjednoczonych, podobnie spędzać wolny czas, jeździć takimi samymi samochodami. To wszystko, co przedstawia nam dzisiaj telewizja i co nas fascynuje często bywa złudne i nieosiągalne dla większości młodych ludzi w Polsce.

Gwałtowne zmiany dokonujące się w naszym społeczeństwie powodują, iż nie nadążą za nimi kształtowanie się świadomości społecznej wśród młodzieży. Młodym ludziom zaczyna brakować norm, wartości czy wzorów regulujących zachowania. Osoby te nie zawsze SA w stanie ocenić, które plany życiowe SA realistyczne oraz dozwolone, a które nieosiągalne i idące w niewłaściwym kierunku. Wszystko to pociąga za sobą brak wiary we własne siły aby pokonać jakiekolwiek niepowodzenia. Powstaje zjawisko nazywane anemią lub często kulturowym chaosem.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl