Laboratorium Re... > McLove > Reportaż, Dokum... > "Tu i teraz" - wywiad z antyglobalistą  

"Tu i teraz" - wywiad z antyglobalistą

Maciek Buczkowski

Kim są antyglobaliści, dlaczego protestują, jakie wyznają wartości, dlaczego ich symbolem jest McDonald's? Na te pytania próbujemy odpowiedzieć w rozmowie z aktywistą tego ruchu, Krzysztofem Izdebskim

Dlaczego ludzie protestują przeciwko McDonald’sowi?

Ludzie protestują z zupełnie różnych względów. Przekrój jest duży. Są tam ekolodzy, wegetarianie, weganie, w tej chwili także antyglobaliści, czego kiedyś nie było, także przedsiębiorcy oszukani przez McDonald’sa. Oprócz tego ludzie, którzy zawsze przychodzili na manifestacje: dzieci kwiaty, punkowcy itd. Odbywały się one 4 lipca – w międzynarodowy dzień protestu przeciwko McD. Ostatni raz byłem na manifestacji w Warszawie w 1995 roku. Ostatnie manifestacje były gdzieś w 1996, a potem to włączyło się w nurt alterglobalizmu.

A co to jest alterglobalizm?

Zaczęło się od wejścia Polski w globalizm, wszystkie organizacje jak: Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Swiatowy, WTO, przez które kraje trzeciego świata stają sie coraz uboższe. Zaczęło się to zupełnie samoczynnie w Seattle, gdzie amerykanie protestowali przeciwko temu, potem była Genua, Praga, Florencja. W Porto Allegre w Brazylii odbywają się coroczne zjazdy antyglobalistów. Nie na zasadzie protestu, tylko spotkania. W tym roku będzie Paryż.
Nazwa antyglobalizm jest krzywdząca. To jest alterglobalizm, czyli walka o inną globalizację.

A ty jesteś alterglobalistą? Co to takiego?

Tak, jestem. To nie jest tak, jak zarzucają nam antyglobaliści, że korzystamy z internetu czy telefonów komórkowych. To nie o to chodzi. Tu chodzi wyłącznie o globalizację ekonomiczną. To coś zupełnie innego. Tak, jak tysiące ludzi na całym świecie uważam, że antyglobalizm przyczynia się do zubożenia krajów najbiedniejszych i wzbogacenia najbogatszych. Gdy widzi się, że w niektórych częściach świata prywatyzuje się wodę, która jest ogólnym dobrem, to człowieka bierze cholera. Ruch przeciw McD włączył się właśnie w ten nurt protestów antyglobalistycznch. Oczywiście nie chodzi tylko o McD, ale o międzynarodowe korporacje, ale McD wciąż pozostaje ich symbolem.

A jak to się stało, że trafiłeś do tego ruchu?

Zawsze byłem anarchistą, potem lewakiem, ale nigdy nie należałem do żadnej organizacji. A potem to zaczęło się od Seattle. Tam były różne organizacje np. Stowarzyszenie Na Rzecz Opodatkowania Obrotu Kapitałowego. Gdyby odciągnąć 0,1 % pieniędzy, które krążą na świecie w postaci na akcji i kapitału, to by nie było długów trzeciego świata. To jest ich główny postulat i on się stał siłą przewodnią w ruchu antyglobalizacyjnym, ale nie jedynym. Są też anarchiści, komuniści, ekolodzy, ruchy narodowe, tzw. etnopluralizm się w to włącza. Działamy wspólnie, ale nie mamy wspólnych celów.

No, ale jak tam trafiłeś? Po prostu – nagle stwierdziłeś, że to wszystko jest złe?

No... nie wiem. Dość wcześnie zacząłem być w Federacji Anarchistycznej, potem związałem się z lewactwem, więc ruch antyglobalistyczny zastał mnie, gdy już działałem. To się we mnie rozwijało przez dłuższy czas. A demonstracje pod McD były jednymi z pierwszych, na których byłem.

Kiedy one się odbywały?

Mniej więcej w 1996 roku były ostatnie duże manifestacje, które rzeczywiście były przeciw McD. Może potem gdzieś się jakieś 20 osób zbierało, o czym nie wiem, ale potem to się wtopiło w całość ruchu.

Co to znaczy?

Że jest na to szersze spojrzenie. Że nie tylko McD, ale też inne korporacje międzynarodowe. Mają podobny sposób działania jak McD – nastawione są wyłącznie na zysk. McD jest tylko symbolem i jednostkowo go już nikt nie atakuje.

A jak to wygląda u nas? Mówiłeś o dużych zjazdach antyglobalistów na świecie. A jak jest w Polsce?

U nas wszystko raczkuje. Największy u nas sukces to była ostatnia manifestacja antywojenna, gdzie przyszło 13 tysięcy ludzi. W Polsce jest tak źle, że ci którzy mają pracę, to się jej trzymają rękami i nogami, ale jeszcze nie jest tak źle, że nie mają nic do stracenia. Ludzie starają się pozostać na powierzchni. Zupełnie nie istnieje ruch studencki, który jest naturalną częścią antyglobalizmu w Europie czy Stanach. U nas są jakieś pojedyncze grupy, które starają się coś robić: od trockistów po anarchistów, poprzez np. młodzieżówkę Unii Pracy. Więc raczej lewa strona, no i apolityczni ekolodzy.
Wygląda to marnie, ale się odradza. Dużo dzieciaków ogląda w telewizji Seattle i Genuę, potem się interesuje tym ruchem. Jest Stowarzyszenie Na Rzecz Opodatkowania Obrotu Kapitałowego, które ich przyciąga. Spektrum ludzi jest duże, a ta organizacja jest platformą wspólnego działania.

A jaki był początek w Polsce? Anarchiści?

Wszędzie na świecie było oczywiście trochę inaczej, ale rzeczywiście w Polsce początek to byli anarchiści, bo ich było po prostu najwięcej. Anarchiści oczywiście w cudzysłowiu. Głównie to były dzieci, które lubiły słuchać punka i rysować znaczki anarchii w zeszycie. No, ale oni to zaczęli.

Czyli to była taka moda?

Ja myślę, że to nie była moda, chyba bardziej odrzucenie mody, bo wtedy właśnie McD się otwierał i wszyscy walili drzwiami i oknami. Chodziło właśnie o odrzucenie tego całego konsumpcjonizmu. A gdy człowiek zaczął dłużej w tym siedzieć, wychodziły wtedy argumenty ekonomiczne, gdy McD robił przedsiębiorców w balona itd. Więc dochodziły argumenty poważniejsze. A potem doszedł cały ruch i anarchiści przestali odgrywać przewodnią rolę.

Ile razy byłeś na manifestacjach przeciw McD?

5 razy

A ile miałeś lat, gdy byłeś po raz pierwszy?

To była ósma klasa podstawówki.

A pamiętasz jakąś szczególnie dobrze?

Pamiętam jedną przed Sezamem w Warszawie.

Zacznijmy od początku. Jak się dowiadujesz o takiej manifestacji?

To jest zamknięty obieg formacji. Jak siedzisz w ruchu, gdzieś działasz, to wiesz o tym. A dla osób postronnych są plakaty. Ale tak naprawdę z plakatów nikt nie przychodzi. W większości przychodzą ci sami ludzie. Wtedy to był telefon, teraz jest e-mail, więc nie ma problemu.

Ile osób przychodzi?

Z reguły około 100. Ta pod Sezamem była duża, bo przyszło 200. Wtedy poszły puszki z farbą, jajka itd. Wtedy też pamiętam, że jakiś zwolennik rzucił się na dziewczynę i zaczął ją okładać.

Jaką dziewczynę?

No dziewczynę, która protestowała.

Ale to był jakiś pracownik?

Nie, pracownicy generalnie są po naszej stronie. O! Przypomniała mi się najlepsza akcja protestacyjna z 1996 roku, w McD w Smyku. Tam się zatrudnili goście z byłego MPPS.

Co to jest?

Organizacja młodzieżowa Polskiej Partii Socjalistycznej. Już nie istnieje. Oni się tam zatrudnili i tak się dobrali, że po tygodniu mieli razem dyżur i zrobili strajk. No to właściciel powiedział, że ich zwalnia. No to oni, że to strajk okupacyjny, że musi dać im wymówienie. Skończyło się tak, że interweniowała policja.

Po prostu nagle rzucili robotę i powiedzieli, że strajkują?

Tak, że chcą po podwyżki itd., bo dostają płacę poniżej minimalnej. Nie wiem, czy wiesz, ale tylko w dwóch krajach świata – Danii i Rosji istnieje związek zawodowy pracowników McD. W Rosji załatwili to sobie od początku – taki był warunek, a w Danii było bardzo fajnie. Dania była jedynym producentem FishMaca. Kiedyś powiedzieli, że nie będą robić. No i przez kilka dni nie było w europie FishMaców, więc musieli się pod tym ugiąć. Poza tym tam było duże poparcie. Nie było tak, że ci nie chcą to wezmą następnych i oni będą produkować. Tam nie ma łamistrajków, jak u nas, więc to rzeczywiście wyszło. W Polsce to byłoby niemożliwe.

Co się stało z tymi chłopakami?

Szef próbował ich wyprowadzić przez ochroniarzy,ale ich było jedenastu, a ochroniarzy dwóch. No to, szef wezwał policję i powiedział, że oni są zwolnieni, już nie pracują i nie mają prawa tam być. Wtedy chyba było najgłośniej o warunkach pracy w McD. Jakieś związki zawodowe się oburzały, bo pracodawca nie miał prawa tak zrobić.

Wróćmy do manifestacji. Pod Sezamem zbiera się kilkaset osób...

...są jakieś transparenty, ulotki.

Co na nich było?

Nie pamiętam teraz. Różne były. To nie jest reprezentatywne, ale, np. wegetarianie mieli transparenty: „mięso to morderstwo”. Ja nie jem mięsa, ale nie przychodziłem tam dlatego, bo uważam, że mięso to zło i całe nieszczęście jest przez nie. Widziałem inne mankamenty McD.

Jakie na przykład?

Brak ochrony pracowników, brak związków zawodowych, cała ekologia, wykorzystywanie sytuacji ekonomicznej, no i sam system podawania tych posiłków. Jest bardzo dużo rzeczy, które powodują, że ludzie w biedniejszych krajach świata mają wrażenie, że McD to przedłużenie amerykańskiego biznesu, rządu. Bo McD ma dużo większe prawa. Jest zwolniony z części podatków, więc rodzima gastronomia przy nim wysiada.

Uważasz, że taki protest może coś zmienić?

Ja nie dlatego chodzę na protesty. To byłoby za proste. To jest wyrażenie jakiegoś sprzeciwu. Ponieważ nie stać nas, jak McD na reklamę na cała stronę w Wyborczej, to jest jedyny sposób, żeby pokazać nasze racje. Ktoś tego wysłucha i weźmie sobie do serca, albo nie. Myślę, że nikt nie oczekuje, że to coś zmieni. Byłem na wielu różnych protestach i nigdy nie miałem wątpliwości, że mój protest coś zmieni. Co najwyżej zwróci uwagę. I o to nam chodzi. Żeby nie było takiego wolnego rynku, że każdy robi co chce, tylko że żyjemy tu i teraz, są takie a nie inne problemy. Nie miałem nigdy złudzeń.

Cały czas mnie interesuje, jak to się stało, że przyłączyłeś się do tego ruchu? Dlaczego tak zacząłeś myśleć?

Może zostałem tak wychowany? Moi dziadkowie są przedwojenymi komunistami. Zawsze wpajali mi zasady sprawiedliwości społecznej. Zacząłem bardzo wcześniej. W federacji anarchistycznej byłem w wieku 13 lat. Potem to mi przestało wystarczać, bo doszedłem do wniosku, że chłopaki piją za dużo wina i przeniosłem się w jakieś lewactwo, które okazało się bardziej produktywne. Ja akurat tak trafiłem, ale bywa różnie. Bywają ludzie z ultrakatolickich rodzin, którzy się rozczarowują tym systemem wartości i widzą, co się dzieje na świecie.
Tak więc, ja szukałem tych ludzi, a nie tak, że idę sobie ulicą, spotykam ich i mówię, że fajne, to się przyłączam. Trzeba mieć wewnętrzne przekonanie.

A zdarza się tak, że jak ktoś przychodzi z powodu mody, to potem się wkręca i zostaje na dłużej?

Zdarza się. Nie ma reguły, choć najczęściej szybko się nudzi. Jak był punkiem w wieku 16 lat, to wieku 18 lat może zostać dresiarzem. Znam też takie przypadki.

Wracamy pod Sezam. Są tam lewacy, anarchiści, zieloni? Kto jeszcze?

W Warszawie to w zasadzie ten skład. Bywają też oszukani przedsiębiorcy. Pewnie słyszałeś o tym Stowarzyszeniu Poszkodowanych Przez McD. Ale oni bardziej oczekują rekompensaty za swoje straty i nie włączają się w ten nurt. Pod Sezamem to była głównie młodzież, która przychodziła na pikiety antyfaszystowskie.

A byli jacyś przypadkowi ludzie, którzy się spontanicznie przyłączali? Rozdawaliście ulotki?

Ulotki to były gównie po to, aby ludzie się wzruszyli. Bo tam było o amazońskich lasach, o biednych krówkach, o papierze do pakowania, o sytuacji pracowników, o tym, że ich mięso nie jest takie zdrowe itd. Ludzie nie odbierali tego McD jako czegoś strasznego, po prostu był i jest. Ja to rozumiem, bo niedawno pracowałem w Londynie i trochę cierpiałem na tym, że nie jem w McD. Jedzenie jest tam jednak troszeczkę tańsze niż w barze np. u Turka. Ja rozumiem, że ludzie, którzy nie mają kasy idą jeść do McD. Nie mam o to żalu ani pretensji. Mam żal, że muszą tam iść, a przez to ktoś nie wytrzymuje konkurencji, bo nie może sobie pozwolić na takie ceny.

Nie jadłeś nigdy w McD?

Jadłem, ostatni raz 7 lat temu. Jak jeszcze nie byłem antyglobalistą, to byłem z rodzicami w Holandii. Wtedy wpieprzałem w McD 3 razy dziennie. Jak wróciłem i już mi się nie chciało. Tak samo nie piją Coli. Przestałem, bo mi nie smakowała.

A nie dlatego, że Coca-Cola to korporacja?

Może tak: najpierw nie lubiłem, potem dorobiłem do tego jakąś ideologię. Więc nie jadłem długo, ale czasem pożyczam mojej dziewczynie pieniądze na McD. Poza tym w McD można się za darmo wysikać.

A nie było tak, na tym proteście, że ludzie jedli kanapkę w McD, potem wychodzili i mówili: O, jaki fajny protest! Mają rację!

Ludzie w Polsce odbierają protesty jako zbiorowisko bandy brudasów i idiotów. Teraz to jest szczególnie śmieszne, bo babcie emerytki krzyczą do 30-letnich ludzi, którzy rzeczywiście są bezrobotni, protestują: ”Idźcie lepiej do pracy”. No i ogólnie jest taki klimat, że to jest kiepskie spędzanie czasu, jak ktoś ma ten czas. W każdym razie nie przypominam sobie takich przypadków. Na manifestacji antywojennej, to tak, ale przy okazji McD nie.

A myślisz, że takie argumenty jak lasy amazońskie docierały w ogóle do ludzi w Polsce?

Wydaje mi się, że nie, i dlatego, w rozmowie z tobą, podkreślam bardziej prawa pracownicze. McD powołuje się na to, że jest międzynarodową korporacją, dlatego nie ma potrzeby podpisywania z nim umów. To wszystko jest na zasadzie zaufania. Wtedy swobodnie możesz kogoś zrobić w balona. Chodzi o to, żeby ostrzec ludzi, którzy chcą robić interesy z McD, żeby zastanowili się dwa razy. Osobiście znam przypadek kobiety oszukanej przez McD.

Opowiedz.

Miała cukiernię i wytwarzała wafle. Wygrała przetarg na robienie wafli do lodów dla McD, ale musiała przerobić całą taśmę produkcyjną, żeby mieć logo McD. No, ale McD zerwał z nią umowę, bo doszedł do wniosku, że znalazł kogoś tańszego. Zainwestowała duże pieniądze, ale nie mogła dochodzić sprawiedliwości, bo nie było żadnej umowy. Wszystko było na słowo honoru. Procesuje się już chyba od siedmiu lat. Raczej bez szans na zwycięstwo.

A znasz jakieś przypadki poszkodowanych pracowników. Ogólne argumenty znamy, a jakieś konkretne sprawy?

Znam ludzi, którzy są wyrzucani bez zastosowani kodeksu pracy, zresztą to większość. Zupełnie nie przestrzegany jest czas pracy. Manager może z tobą wszystko. Znam takich ludzi, którzy zamknęli się w sobie przez pracę w McD, bo manager mówił na dzień dobry „Cześć chuju”, a one chciały zachować pracę, więc nie protestowały. Po pewnym czasie jednak człowiek czuje się niedobrze.

Czyli to tak jak fala w wojsku?

W McD nikt nie pracuje dłużej niż kilka lat. Zaczynasz od sprzątacza, a potem musisz wciąż być najlepszy, żeby przejść kolejne etapy, aż do jakiegoś kierownika sali. Jak już jesteś przy kasie, to uważasz się za Boga wobec tego, co smaży frytki. Dobrze to ująłeś, to jest jak fala.

Chciałbym wrócić do manifestacji. Stoicie, krzyczycie i ktoś nagle zaczyna rzucać farbą i jajkami?

Wtedy stało się tak, że ludziom odbiło. Już dokładnie nie pamiętam, ale to chyba robili anarchiści, bo oni są niespokojni trochę, no ale muszę ich bronić. Nie uważam, żeby było to jakieś superfajne, ale wyrzucili z siebie jakąś frustrację. Ze ludzie cos robią w czyimś imieniu i że nie przedostaje się to do mediów. Dam przykład Genui i Florencji. We Florencji było zupełnie spokojnie i ona się do mediów nie przedostała, a Genua, gdzie było gorąco, była szeroko komentowana i opisywana.

A jakieś media u was były?

Na początku była prasa, potem telewizja, ale to było na zasadzie jakiegoś spotu na WOT-cie.

A może rzucali, żeby pokazać się w telewizji?

Są lepsze sposoby, żeby się pojawić. Ci którzy rzucają, nie są na tyle głupi, żeby pokazać swoją twarz w telewizji, zwłaszcza, że grozi za to jakaś odpowiedzialność. Fakt faktem, że był to jakieś zwrócenie uwagi. Akt rozpaczy to za dużo, ale na pewno zwrócenie uwagi. Bardziej na problem, niż na siebie.

A co na to wszystko McDonald’s?

Niektóre manifestacje były niezalegalizowane. McDonald’s nic o nich nie wiedział. Natomiast, gdy były legalne, dookoła McDonald’sa stał kordon policji. Przy tej z puszkami akurat policji nie było. Zjawiła się później. Było różnie.

Próbowaliście wchodzić do środka?

Nie, nie było takich prób. Uważaliśmy, że są pewne granice. Oblanie szyby farbą jest jeszcze OK, ale potem media robią z ciebie chuligana, który tylko niszczy i nie ma żadnego przesłania.

A były jakieś prowokacje? Słyszałem, że na demonstracje przychodzą skincheadzi.

Nie było skincheadów... Warszawa jest w ogóle takim słabym punktem, gdzie dziennie jest kilka demonstracji. Prowokatorów tam nie było. To była z pozoru błaha sprawa. To nie był masowy protest ani szczególnie ważny, żeby policja chciała zgarnąć jakiegoś aktywistę.

Mówiłeś wcześniej o jakiejś dziewczynie...

Przychodziło zawsze trochę dzieciaków, które w głębi serca czują, że McDonald’s jest zły, ale nie mają argumentów. Facet zaczął dyskutować z jakąś dziewczyną, ona nie dawała sobie rady i jego to bardzo rozzłościło.

Jakiś dziadzio?

Nie... z 50 lat miał. Rzucił się na nią na zasadzie, że jest komunistką, że chce powrotu PRL-u, co jest dość absurdalne. W każdym razie w takim klimacie. Rozdzieliliśmy ich, przyjechała policja, wszystkich spisała. W Polsce nigdy nie było jakiś specjalnych afer. Ileś tam osób starało się wpisać w ten nurt globalnego protestu przeciw McDonald’sowi, ale w Polsce wyglądało to niestety słabo. Dopiero, gdy pojawili się antyglobaliści, było większe zainteresowanie mediów i policji.

Czy na wasze akcje był jakiś odzew ze strony McDoanld’sa?

Był. Wyprodukowali kiedyś ulotkę, że to co mówimy, to jest nieprawda. Kiedyś ją miałem, ale zgubiłem. Były rozdawane w restauracji obok ofert, że możesz sobie zorganizować przyjęcie urodzinowe dla swojego dziecka.

A bezpośrednio? Ktoś z wami rozmawiał?

Oni nie chcą otwartej dyskusji. Spokojnie sobie pracują. Tak im każą i już.

Czy te antyglobalistyczne demonstracje zdarzają się też w Polsce, czy tylko za granicą?

Te które są na wyjazdach, są przy jakiejś okazji. Gdy coś się dzieje, przyjeżdża sporo osób. W Polsce w tej chwili taki jedyny masowy ruch to jest ten antywojenny. Prócz tego nie uważam, żeby był jakiś masowy ruch. Nawet związki zawodowe nic u nas nie znaczą. Kto może sobie na to pozwolić, to jedzie. Ja byłem w Kopenchadze w połowie grudnia na spotkaniu ministrów UE. Było 20 tys. ludzi, a ja nie spotkałem nikogo z Polski.

Teraz wszyscy skupiają się chyba głównie na wojnie?

Bo teraz jest wojna...

McDonald’sy też cały czas są.

Tak naprawdę McDonald’s to też jest część wojny. Tylko czekam pierwszą restaurację w Basrze:)

Czy przez te protesty, akcje udało wam się coś konkretnego osiągnąć, oprócz zwrócenia uwagi?

Na pewno zmieniło się trochę nastawienie do McDonalds’sa. Mimo wszystko, tego naszego wpływu bym nie przeceniał. Jeśli chodzi o McDonald'’a to nic się nie zmieniło, ale zebrało się trochę ludzi, którzy działają w szerszym ruchu globalistycznym. To jest tak naprawdę jedyna konkretna rzecz, która nam z tego wyszła.

Nie wkurza cię bycie w ruchu, który coś tam robi, ale nic z tego nie wynika?

Ja wierzę, że coś z tego wyniknie. Jest satysfakcja, że coś robisz. To nie jest tak, że cię to denerwuje. Masz jakieś przemyślenia i po prostu wiesz, że musisz to robić. To nie jest tak, że zakładam firmę i wkurza mnie, że nie mam klientów. Takie mam przekonania, że muszę działać, połączyć przekonania z działaniem. Mam nadzieję, ze przyniesie to jakiś efekt, ale nie ma możliwości, że przestałbym działać, bo nie widzę efektów. Jest takie dobre hasło: ”Jeśli nie ty, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie tu, to gdzie?” i tym się kieruję. Nie jestem rozgoryczony, że nie wyszło, bo nigdy się nie łudziłem, że rozwalimy McDonald’sa. Nawet, jak się coś zmieni, to nie w Polsce, bo my najwyżej skopiujemy to z Zachodu.

Nigdy nie miałeś okresu zwątpienia?

Nigdy.

A co się zmienia na świecie?

Na świecie się zmienia o tyle, że ruch, np. przeciwko korporacjom, jest coraz większy. We Francji znaczna część społeczeństwa rzeczywiście coś robi i jest w tym zjednoczona. Robią coś związki zawodowe. W Polsce jest totalny marazm. Działacze są oderwani od ludzi pracy. We Francji, Wielkiej Brytanii ludzie żyją jakąś sytuacją ekonomiczną, przeżywają ją, mają swoje zdanie, chcą coś zmienić, a u nas nic. Działacz OPZZ bierze pięciokrotną pensję za tą samą pracę, bo jest wpisany np. jako przewodniczący związków w Daewoo. I to regularnie, nie jak szeregowy pracownik. Widać, że bonzom związkowym zależy nie na ludziach pracy, ale na własnych przywilejach.

Powiedziałeś „Jeśli nie ty, to kto?” Czy bardziej zależy ci na tym, żeby działać zgodnie ze sobą, czy aby zmieniać, przekonać do czegoś ludzi? Robisz to bardziej dla siebie czy dla innych?

Moim zdaniem, to się łączy. Na pewno chciałbym rozbić marazm społeczeństwa. Dużo ludzi mówi: no tak, macie rację, ale czy to ma sens? Zawsze jest 10-20 osób, które to wszystko organizują. Robią plakaty itp. No a inni przychodzą. Na gotowe, ale przychodzą. Zgadzają się z nami, ale np. nie są typami działaczy.

A ty, jakim typem jesteś?

Raczej działacza, przyznam skromnie. Po prostu to lubię. Nie ma z tego żadnych profitów, ale jest satysfakcja, że robię coś... bezkompromisowego. Poza tym zawszę chcę wiedzieć przeciw czemu występuję.

Doczytujesz fachową literaturę?

Tak. Teraz jest Internet, gdzie wszystko jest, ale kiedyś to było bardzo trudne.

A jak ty się widzisz w przyszłości? Co chcesz robić?

Studiuję prawo. Jest bardzo dużo korporacji prawniczych. Nie mam zamiaru w nich pracować. Jest perspektywa dużych pieniędzy, ale nie ma kiedy ich wydawać. Pracujesz od rana do zmroku, bez urlopów, bo ich nie dostajesz. Nawet, jak nie widzisz w tym nic złego, to się po prostu nie opłaca. Ja chciałbym pracować jako prawnik w związkach zawodowych.

W tych „oderwanych od ludzi pracy”?

Byłaby szansa, żeby coś z tym zrobić. To na pewno można zmienić. Może mi się uda.

Rozmawiał Maciek Buczkowski

Komentarze

 !!!!!

Autor: Qbek (Niedziela 06-11-2005 13:30)

A czy ty wiesz, pacanie Alter-, czy anty-, nieważne jaki, że po waszych "manifestacjach" i rzutach puszkami z farbą, sprzątać musza zwykli pracownicy? Nie wydaje mi się, że się do was przyłączyli! Bzdury opowiadasz, koleżko!
Najpierw zorientuj się w sytuacji, potem publicznie wypowiadaj. McD płaci na pewno więcej niż najniższa krajowa. Niewiele więcej, to fakt, ale nieprawdą jest, że ludzie zarabiają mniej niż w/w najniższa krajowa. A zarabiają po 300 PLN tylko dlatego, że mają niepełne etaty (najczęściej 1/4)!
Idź chłopaku najpierw do szkoły, zamiast manifestować, bo to chyba z nudów.

 praca w mcds

Autor: maciekgg2172164 (Wtorek 17-01-2006 00:45)

trafilem na ta strone przez link, pracuje w mcds 2 lata i 3 miechy. mam co wspisac w cv bo od stycznia jestem nmanagerem. zarobilem kase, poznalem kupe ludzi, pobawilem sie na kilku imprezach darmowych organizowanych przez mcds. jade w lutym na sms gdzie sa zajecia z public relations z orlosiem i engelem. jezeli kjtos jest czlowiekiem - chu...., to bedzie managerem - chuj...m . ja lubei ludzi zkotrymi pracuje i jest okej, bylem prcownikiem wiem czego nie lubialem robic, gdzie ludzie sie obiajja i jak omijaja prace. wykonujemy joc gosc zostawia kase i o to chodzi... zarabiam 6,2 na reke za h pracy, nie ma problemu zeby podpisac umowe na caly etat - przeszedlem na niego po 4 miechach pracy. nie widze niz zlego u mnie w pracy we wroclawiu w galeri dminikaskiej - przerwy, extra godziny platne, urlopy. zadna sciema. moze rzeczywiscie gdzies jest zle ale to ZALEZY NA JAKICH LUDZI SIE TRAFIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 praca w McD

Autor: Maciek (Wtorek 16-05-2006 18:15)

Sorry, ale ja pracuję w Macu już rok.
Po pierwsze nie masz systemu podziału, że zaczynasz od sprzątania, potem fryty etc.
Zaczynasz od szkolenia. Przydzielają ci instruktora i rzucają na kasę albo na kuchnię gdzie twoj szkoleniowy tłumaczy ci co i jak. Nie ma żadnego zmuszania do robienia czegokolwiek a kodeks pracy jest rzeczą do której zawsze możesz się odwołać. Dzisiaj np. kierowniczka zamknęła całego Maca bo padła klima i pracownicy odmówili pracy w temperaturze panującej w restauracji.
A jeśli nie chcesz jeść w Macu - twój wybór. Nie uważam, aby rzucanie puszkami z farbą i jajkami było objawem jakiegokolwiek protestu. TO CZYSTY IDIOTYZM!!!
A zwykły pracownik dostaje od kwietnia 6PLN za godzinę brutto. To wychodzi przy całym etacie jakieś 900 - 1000zł miesięcznie. ZWYKŁY PRACOWNIK!!! Więc sorry ale o jakim wyzysku mówisz??? A kwota jest niska, zgadza się, ale pokaż mi inny zakład pracy, gdzie to TY ustalasz swoją dyspozycyjność i grafik a nie odwrotnie...

 mcds

Autor: klosz (Czwartek 13-12-2007 22:00)

No cóż ,szkoda mi was, nie rozumiecie świata. Swiat wkracza na drogę wszechwładzy korporacji, a politycy to pionki. Myślicie tak jak chcą. Może za rok przerzucą kapitał do Aleppo w Syrii a wy pójdziecie na śmietnik. Ale ogłupianie medialne po to jest, abyście nie myśleli. Tylko teraz. A jutro adios frajerom. Ten człowiek ma pasję, czego tłum nie czai. Cos stara sie zrobić. A kasa ,6200, ico z tego? Do niba to zabierzesz? I tak każdy trafi undergroundu.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl