Kazimierz Karabasz - Klasyk Polskiego Dokumentu na DVD
Cierpliwie rzeźbiąc czas
Przypatrywanie się zwyczajnym czynnościom w potoku życia, a potem prosta kompozycja formy - to właśnie kunszt Kazimierza Karabasza. To właśnie cierpliwość z jaką kamera przygląda się detalom charakteryzuje jego dzieła.
Polskie Wydawnictwo Audiowizualne wydało drugi dwupłytowy album z serii Polska Szkoła Dokumentu pod redakcją Tadeusza Sobolewskiego. Tym razem jest on poświęcony Kazimierzowi Karabaszowi. Na dwóch „talerzach” podano nam dziesięć filmów, wybranych - muszę przyznać - ze smakiem. Menu otwiera, krótkometrażowy „Jak co dzień...”- zbiorowy portret mieszkańców podwarszawskich miejscowości, którzy codziennie muszą dojechać do pracy w stolicy. „A czas ucieka... Cenny czas, którego zawsze mamy za mało!” - mówi narrator. Kazimierz Karabasz dla nas ten czas rzeźbi, obrazami i dźwiękami, goniąc - a właściwie - czekając na drobiny „straconego czasu”.
Dziewięciominutowy, najbardziej znany film Karabasza, „Muzykanci”, pokazuje jedną z prób orkiestry dętej warszawskich tramwajarzy. Posługując się prymitywnym sprzętem filmowym, reżyserowi udało się zgrać jednocześnie obraz z dźwiękiem, co było przełomem w dokumentalistyce. Na początku filmu, dominują krótkie ujęcia, rejestrując muzyków, strojących instrumenty pojedynczymi akordami. Kiedy już orkiestra zgrywa się, kamera nabiera płynności i dynamizmu. Razem z nią wędrujemy wśród dźwięków, po skupionych twarzach „dęciaków” i wąsatego dyrygenta. Przykładem poetyckiej opowieści dokumentalnej Karabasza jest film „Ludzie w drodze”. Ta liryczna ballada o cyrkowcach zrealizowana kilkudziesięcioma krótkimi ujęciami, zachwyca sceną nocnej podróży, podczas której przydrożne latarnie, subtelnymi błyskami wydobywają z mroku twarze, zwierzęta, przedmioty.
„Węzeł”, krótkometrażowe studium dokumentalne z 1961 r. to kolejna obserwacja, tym razem dyspozytorów węzła kolejowego w Tarnowskich Górach. Ich praca, opowiedziana czarno-białymi kadrami, przypomina skomplikowany rytuał, co pozwala też na dwojakie odczytanie tytułu dokumentu: węzeł jako centrum dyspozytorskie, oraz węzeł jako plątanina komend, zmartwień i interakcji międzyludzkich, urzeczywistniające się w prostym ruchu na torach kolejowych. Napięte, zdenerwowane twarze kolejarzy i majestatyczne, leniwie posłuszne lokomotywy tworzą dla siebie doskonały kontrast. „Zaczęliśmy także rozumieć, jak ważna jest ta niby oczywista sprawa: cierpliwość podczas obserwowania ludzkich zachowań.” napisał Karabasz w jednej ze swoich książek, „Odczytać czas”. To właśnie cierpliwość charakteryzuje te krótkometrażowe dzieła. Przypatrywanie się zwyczajnym czynnościom w potoku życia, a potem prosta kompozycja formy - to niewątpliwie kunszt Karabasza. „Piękno tych strof to uchwycona i zatrzymana niepowtarzalność mijającej bezpowrotnie chwili” - te słowa Andrieja Tarkowskiego jak ulał pasują do twórczości Kazimierza Karabasza.
Film dokumentalny „Na progu” z 1965 r. był podsumowaniem dotychczasowej twórczości Karabasza, a zarazem refleksją dotyczącą możliwości wniknięcia dokumentalisty w rzeczywistość. Ten wątek warsztatu filmowca tego gatunku, pojawia się w wielu filmach Karabasza na przykład w „Spotkaniach” i „Próbie materii”. „Na progu”, to dokumentalny portret maturzystek z rocznika ‘65. Matura zwieńcza jeden etap w życiu młodych kobiet, teraz nadchodzi kolejny: dorosłość. Ten autotematyczny utwór stawia bardzo ważne pytania: jak głęboko może zanurzyć się w człowieku dokumentalista, żeby dotrzeć do prawdy o nim? Czy można rozszyfrować osobę, zadając jej pytania przed kamerą? Jakich odpowiedzi oczekujemy? Karabasz szkicuje portrety młodych ludzi na wiele sposobów: odbierają świadectwa dojrzałości, polują na autograf włoskiego piosenkarza, spędzają czas na basenie, tańczą twista. Potem wypowiadają się przed kamerą, a film kończy sekwencja zdjęć zestawiona z fragmentami listów nastolatek do „Filipinki”. Autor dochodzi do wniosku, że „tych dróg penetracji jest wiele. Nie wszystkie jednak dostępne kamerze i mikrofonowi dokumentarzysty. Rejestrujemy wydarzenia bardzo wycinkowo i to w dodatku od zewnątrz, w pośpiechu. A tymczasem do poznania człowieka i jego spraw potrzebna jest wszechstronna i pogłębiona analiza. To, co przedstawiliśmy było próbą przebicia się pod powierzchnię tematu. Wierzymy, że miała sens, jeśli dostarczyła wam trochę informacji i trochę materiału do refleksji o tych dziewczętach na progu, o których tyle jest mitów, a które tak mało znamy naprawdę.”
Karabasz uzmysławia nam swoimi filmami, że w każdym momencie naszego życia znajdujemy się „na progu”. Żyjemy dniem dzisiejszym, przygotowując się na jutrzejszy i tak aż do śmierci. Snujemy plany na przyszłość, której większość z nas się boi, ponieważ jest nieznana.Czas pędzi do przodu, a Kazimierz Karabasz nieustannie dziwi się człowiekowi w codziennych, ulotnych chwilach. Reżyser udowadnia nam, że sztuka dokumentu to poszukiwanie i przyglądanie się „cierpliwym okiem” otaczającej nas rzeczywistości. Tylko w ten sposób dokumentalista znajdzie drobiny czasu, których istnienie trudno sobie uświadomić, a które są przecież esencją bytu. „Myślę, że zawód dokumentalisty polega na szukaniu drobnych elementów, składających się na - mówiąc nieskromnie - prawdę o człowieku. Uważne obserwowanie, gromadzenie szczegółów, z których składa się życie, jest w stanie taką prawdę uchwycić. Choćby fragmentarycznie, choćby jakiś jej błysk. Jeśli poważnie traktuje się film dokumentalny, poszukiwanie owych drobin jest istotnym powodem zajmowania się dokumentem. Innego nie potrafię dostrzec.” - powiedział Karabasz w wywiadzie Małgorzaty Sadowskiej „Co można zobaczyć w szarości”. Dostojewski mawiał, że życie jest bardziej fantastyczne niż jakakolwiek fikcja. Miał rację. Karabasz uprawia dokumentalne haiku, które w trzech wersach wyraża stosunek do świata. Spostrzeżenie jest podstawą obrazu, a Karabasz ma talent do przekazywania widzowi swojego odczucia rzeczywistości. Reżyser cierpliwie rzeźbi w czasie, który jest istotą życia.
Karabasz pokazuje nam jednostki jako część tłumu, ale analizuje także indywidualność bohatera, tak jak w dokumencie „Rok Franka W.” Jest koniec lat sześćdziesiątych. Przez cały rok ekipa filmowa towarzyszy Frankowi Wróblowi, jednemu z tysięcy młodych mężczyzn pracujących w Ochotniczych Hufcach Pracy. I tak powstała opowieść o jego nadziejach, przyjaźniach, rodzinie i perypetiach miłosnych. Po prostu zwyczajny życiorys młodego mężczyzny w tamtych czasach, wchodzący w nowy etap życia (znów próg!), opowiedziany ujmującymi czarno-białymi obrazami. „Rok Franka W.” jest filmem ważnym w historii polskiego dokumentu, ponieważ Karabasz pokazał, że możliwe jest zrealizowanie nie inscenizowanego filmu dokumentalnego o pojedynczym bohaterze, pokazując jego charakter, intelekt. Mimo kilkuosobowej ekipy filmowej i ciężkiego sprzętu, udało się zarejestrować naturalne zachowania Franka, którego Karabasz wybrał na bohatera właśnie ze względu na to, że potrafił być sobą w każdej sytuacji.
Film „Krystyna M.” wpisuje się w serię dokumentów-portretów. Karabasz dąży do pokazania w nich pewnych uniwersalnych wymiarów ludzkiego losu, niezmiennych bez względu na przemiany w życiu społecznym. Krystyna: młoda dziewczyna ze wsi, która przyjechała do Warszawy, pracuje w zakładach „Ursus”. Przyglądamy się jej nowemu życiu w mieście na wielu płaszczyznach, podzielonych napisami między ujęciami: „fabryka”, „brat”, „szkoła”, „koleżanki z Warszawy”, „chłopcy” i „Ela”. Karabasz zadaje najprostsze, a przez to najtrudniejsze pytania: „Kim jesteś?”, „Kim chcesz być?”, „Co cię wzrusza u ludzi?”. A nad wszystkim unoszą się opary strachu, o to, czy starczy czasu, żeby zrobić to co się chce... „Więc to był jeden dzień, z tych najcenniejszych dni, które nigdy nie wracają. Co mnie spotkało? Minął od rana do nocy, podobny do zeszłego. Dniu mój jedyny. Co ja zrobiłem? Co ja zrobiłem?- słyszymy w nakręconym dużo później „Portrecie w kropli”. To właśnie zwyczajna codzienność tak fascynuje Kazimierza Karabasza. A uchwycony „cierpliwym okiem”, ten ułamek chwili staje się wtedy ponadczasowy. Poza tym, dokumenty te charakteryzują się zwięzłą, konkretną narracją, zwracając się per „ty” do widza, bez cienia socrealistycznego stylu, który panował w owym czasie. Karabasz nie zniża się do treści politycznych, a mimo to zawartego w jego dziełach „składnika” politycznego i społecznego wystarczyłoby dla wielu twórców.
„Więc jacy jesteśmy dziś, w roku 1981? Jakie są nasze myśli, uczucia? Czego szukamy i do czego dążymy? Jakie jest nasze samopoczucie jako obywateli?”- zastanawia się autor w „Próbie materii”. Karabasz wplata w film artykuły z gazet, poezje i ballady, a obiektyw kamery rejestruje często powracający motyw bezimiennego tłumu wylewającego się z przejść podziemnych, czekających na tramwaj, pędzących ulicami. Karabasz przygląda się temu tłumowi według zasady, którą przedstawił w owym dokumencie: „spróbujemy zrobić to, co potrafi biolog: dostrzec w kropli, jakie jest życie w rzece.” Obserwujemy warszawską Wolę, korczakowski dom dziecka, a przede wszystkim - pierwszych działaczy rodzącej się „Solidarności”. Pierwszą rzeczą na jaką zwracamy uwagę, jest kolejna próba zadawania pytań. Do czego dążysz, człowieku? Ale znów, tak jak w „Na progu” niemożliwe jest dotarcie do osobowości człowieka. Możemy czekać jedynie na jakiś błysk, który ukaże nam się w nagrodę za naszą cierpliwość w obserwacji. Ciekawa jest scena, w której kamera towarzyszy sesji psychoterapeutycznej: uczestnicy skarżą się na „panoszący się indywidualizm”, „dojście do celu po trupach” i , że „tylko pieniądz się liczy”. To był 81. rok! A na co ludzie skarżą się teraz?
Między innymi w filmach takich jak „Na progu” czy „Próba materii” Karabasz zwraca uwagę na konflikt pokoleń, który - moim zdaniem - i tak jest bez znaczenia, ponieważ walka „dzisiaj” przeciwko „wczoraj” i tak zrodzi - całkowicie inne od zamierzeń i nadziei - „jutro”. Nastolatki mówią, że są nie rozumiane przez rodziców, młodzi pracownicy narzekają na starszych. Większość z młodych nie chce żyć tak, jak ich rodzice. Ale zapytani, jakby chcieli żyć, nie wiedzą co powiedzieć. Bardzo podoba mi się fragment wiersza Różewicza w „Próbie materii”: „Nasi ojcowie patrzą nam uważnie w oczy, ale gdy pytamy ich: „po co?” - milczą. Gdy pytamy „którędy?”- wzruszają ramionami, gdy pytamy „jak?” - wzdychają. Idziemy po omacku. Za? Przeciw? Ale dokąd?”
„Portret w kropli” z 1997 r. chociaż pokazuje nam Polaków już w nowym ustroju, to jest bardzo podobny do jednego z pierwszych filmów Karabasza „Jak co dzień”. W obu utworach ludzie się śpieszą, ale w „Jak co dzień” do pracy, a w drugim dokumencie właściwie nie wiadomo gdzie. W „Portrecie...” reżyser opowiada dzień z życia miasta, jedynie za pomocą czarno-białych fotosów, na których nie można rozpoznać twarzy. Dzień - jeden z wielu identycznych, wycięty z mijającego czasu, z wkomponowanymi wypowiedziami różnych ludzi, w różnym wieku. Karabasz oddaje w tym filmie hołd fotografii, którą wykorzystywał w wielu swoich filmach. „W filmie trzy następujące po sobie ujęcia niewiele znaczą - mówił Karabasz w rozmowie z Małgorzata Sadowską. Natomiast trzy zdjęcia mogą stworzyć pewną sumę, myśl, znaczenie.” Fotografia pozwala na głębszą refleksję przedstawionego świata. Światło i czas są dzięki niej sprzymierzeńcami naszej percepcji. Karabasz często przygląda się człowiekowi jako części tłumu, i rzeźbi w czasie nie tylko należącym do jednostki, ale również do całego narodu, obserwując zmiany systemu społecznego w Polsce.
Reżyser w „Spotkaniach” (2004 r.) zestawia urzędy pracy pełne bezrobotnych, mieszkańców Markotu i luksusowe, ogrodzone enklawy dobrobytu. Ten sam tłum, a jednak inny. Czy Karabasz ma rację, mówiąc, że wszystko co nas obecnie otacza, jest dla dokumentu zbyt skomplikowane? Czy w filmie dokumentalnym można jeszcze zadawać te najprostsze pytania? Okazuje się, że można, a odpowiedzi młodych ludzi są łudząco podobne do tych z minionych lat. Najbardziej zmieniło się jednak poczucie więzi między ludźmi. „Nasi rodzice mieli pewien wspólny cel, walkę przeciw systemowi. My już tego wspólnego celu nie mamy” - mówią dzisiejsi studenci. Niepokoić może też obniżający się gust ludzi, przyzwyczajanych do tandety. Karabasz w „Spotkaniach” spotyka się z dawnymi członkami jego ekipy filmowej. Widzimy, co czas zrobił z ludźmi w formie fizycznej, jednak nastawienie do świata i do sztuki dokumentalnej się nie zmieniło: „Sądzę, że mieliśmy ogromny przywilej - bezkarnie poznawać ludzi. I to jest w tym zawodzie cudowne.” - stwierdza Jan Łomnicki.
Polskie Wydawnictwo Audiowizualne rozpoczęło publikacje serii Polska Szkoła Dokumentu. Seria płyt DVD pod redakcja Tadeusza Sobolewskiego poświęcona jest polskiemu filmowi dokumentalnemu. Każda płyta dedykowana jest innemu dokumentaliście i zawiera wybrane filmy z jego dorobku. Przegląd obejmuje reżyserów uznanych jak i zapomnianych, dojrzałych i początkujących. Pierwsza płyta poświęcona jest dokumentom Krzysztofa Kieślowskiego (wydana w czerwcu 2006 roku), kolejna to filmy Kazimierza Karabasza. W tym roku PWA planuje jeszcze wydanie dwóch płyt z filmami: Marcela Łozińskiego i Macieja Drygasa.
Kompilacja najlepszych filmów dokumentalnych Kazimierza Karabasza, obowiązkowo musi znaleźć się na półce zarówno u profesjonalistów jak i u amatorów dokumentu. Z pewnością Karabasza już znają, ale w tak świetnie opisanym i zaprojektowanym zestawieniu, będzie to dla nich bardzo interesująca podróż przez rozwój techniki rejestracji obrazu i dźwięku, problemów warsztatowych i rozważania nad formą dzieła. Przede wszystkim polecam dokumenty Karabasza zwyczajnym ludziom, którzy będą mogli przejrzeć się w jego utworach jak w zwierciadle, którzy wciąż nie wiedzą, gdzie ucieka ich czas, i dokąd zmierzają; ludziom, którzy nie boją się zadawać najprostszych pytań. „Czy pańscy bohaterowie mają być jakimiś wzorami?”- zapytano kiedyś Karabasza. „Realizując swoje filmy nigdy nie miałem nawet cienia takiej myśli. Natomiast jedynym możliwym „wskazaniem” dokumentalisty dla widza wydaje mi się takie: popatrz, oto fragment życia zwykłego człowieka, może znajdziesz tu sprawy, które warte są zastanowienia także w twoim życiu?”- odparł reżyser. Myślę, że w przypadku Karabasza jesteśmy nie tyle widzami, co raczej świadkami.








