Sylwetka dokumentalisty: Andrzej Fidyk
Reżyser i scenarzysta filmów dokumentalnych oraz reportaży zrealizowanych dla telewizji polskiej. Opiekun artystyczny wielu debiutów, producent. Abolwent Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS. Do telewizji trafił w r. 1980 w wyniku konkursu na kierowników produkcji. Od 1982 r. w Redakcji Reportażu i Dokumentu. Laureat licznych nagród, w tym Nagrody Artystycznej Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego. Od 1996 - szef Redakcji Filmów Dokumentalnych Programu 1 TvP, twórca programów "Czas na dokument" i "Miej oczy szeroko otwarte".
Ważniejsze daty:
1953 - Data urodzenia (Warszawa)
2000 - Odznaczenie (Złoty Krzyż Zasługi (5.12))
2003 - Nagroda ("Wiktor 2002" w kategorii: twórca (3.03))
Filmografia
1982 IDZIE GRZEŚ PRZEZ WIEŚ
Realizacja, Scenariusz,
1983 OPTYMISTYCZNY FILM O NIEWIDOMYCH
Reżyseria,
1984 ICH TEATR
Reżyseria, Scenariusz,
1985 PREZYDENT
Reżyseria,
1986 NOC W PAŁACU
Reżyseria, Scenariusz,
1986 PRAGA
Reżyseria, Scenariusz,
1987 KRÓLEWNA ŚNIEŻKA,TELEFON I KROWA
Reżyseria, Scenariusz,
1988 PARYŻ, MIASTO KONTRASTÓW
Reżyseria, Scenariusz,
1989 DEFILADA
Realizacja, Scenariusz,
Film zrealizowany w czasie obchodów 40-lecia Koreańskiej Republiki LudowoDemokratycznej. Wszystkie wykorzystane w tym filmie teksty, które nie były dosłownym tłumaczeniem wypowiadających się osób, zostały zaczerpnięte z książek i gazet koreańskich.
"Film "Defilada" został doceniony przez widzów i krytyków, o czym świadczą liczne nagrody: Prix Italia, 1989; Lipsk - Grand Prix, 1989; Srebrny Lajkonik, 1989; Mannheim - Złoty Dukat, 1989; Złoty Ekran, 1989. Andrzej Fidyk (ur. 1953 r.), absolwent Handlu Zagranicznego SGPiS zrealizował ponad 30 filmów dokumentalnych, wiele z nich otrzymało prestiżowe nagrody w kraju i za granicą. "Defilada" ukazuje Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną w momencie obchodów 40. rocznicy jej istnienia. Uroczystości zbiegły się w czasie z olimpiadą w Seulu. Władze komunistyczne postawiły sobie za cel zorganizowanie święta narodowego tak, by siłą wyrazu i rozmachem przyćmiło światowe święto sportu. Z jakim rezultatem? O tym właśnie opowiada film Andrzeja Fidyka. Autor dokumentuje przebieg uroczystości, niezliczoną masę ludzi ubóstwiających swojego wodza, oraz filmuje to, co chcieli pokazać Koreańczycy. Nie zamieszcza własnych komentarzy. Pozwala, by obraz mówił sam za siebie. Właśnie ta powściągliwość wydaje się być siłą filmu: same fakty kreują wrażenia odbiorcy. Ci ludzie wierzą w sens tego co robią, autentyczną czcią otaczają swego wielkiego przywódcę. Zdaniem Krzysztofa Kalukina, operatora filmu "Problem polega na tym, że oni są kompletnie odcięci od świata. Telewizja nie pokazuje niczego, co dzieje się na świecie z wyjątkiem krajów, z którymi Korea jest zaprzyjaźniona. Oni wierzą, że u nich jest najlepiej. Wychować takie społeczeństwo, to wielka sztuka". Z ekranu tchnie magia siły, dyscypliny, tłumu. Dla Europejczyka jest to również swojski obraz, z tą różnicą, że to co widzi na ekranie, ogląda jak relikt, ocenia poprzez pryzmat zmian, jakie zaszły w ostatnich latach w środkowo-wschodniej Europie. Niezależnie od położenia geograficznego, totalitaryzm ma wszędzie tę samą twarz." [www.tvp.com.pl]
1993 SEN STASZKA W TEHERANIE
Reżyseria, Scenariusz,
1994 NIEBO OPLUTYCH
Realizacja,
1994 POCZTÓWKA Z JAPONII
Realizacja, Scenariusz,
1994 RUSSIAN STRIPTEASE, THE
Reżyseria, Produkcja,
1995 CARNAVAL. THE BIGGEST PARTY IN THE WORLD
Realizacja, Producent,
1995 OSTATKI
Realizacja, Scenariusz,
1997 CIĘŻAR NIEWAŻKOŚCI
Redakcja,
Kiedy po pożegnalnej pompie jechał windą wiozącą go do kapsuły, która miała go wynieść w kosmos, cały czas myślał o tym, co będzie po powrocie. Bał się tego. Był nieśmiały i obezwładniała go perspektywa publicznych wystąpień. Rzeczywiście. Długo potem nie miał prywatnego życia. Bez porozumienia z nim decydowano, dokąd ma jechać, z kim się spotkać, co powiedzieć. To co przeżył w kosmosie było wspaniałe, choć były też chwile okropne i trudne do zniesienia. Ziemska otoczka jego lotu była jednak bez porównania trudniejsza. Mirosław Hermaszewski zwycięsko przeszedł eliminacje, a potem morderczy cykl przygotowań. Przebadano go na wszystkie strony, by stwierdzić, że stan jego zdrowia jest bez zarzutu. A przecież tuż przed zaplanowanym startem został przewieziony do szpitala, gdzie wycięto mu zdrowe migdałki i trzymano go jeszcze kilkanaście tygodni w łóżku wmawiając chorobę. W tym czasie do stacji orbitalnej na pokładzie Sojuza poleciał czeski kosmonauta Remek. Hermaszewski musiał poczekać do następnego roku: w ten sposób Leonid Breżniew spłacił Husakowi dług za inwazję 1968 roku. Film przedstawia wydarzenia z 1977 i 1978 roku związane z lotem polskiego kosmonauty w dwóch aspektach. Z jednej strony Mirosław Hermaszewski snuje własne wspomnienia związane z przygotowaniami do lotu, jego przebiegiem i późniejszą rolą bohatera narodowego. Z drugiej autor przedstawia tło polityczne tych zdarzeń i odsłania kulisy wyboru kandydata poprzez relacje osób związanych z realizacją programu "Interkosmos", takich jak: Jan Rychlewski i Janusz Zieliński - dwaj przewodniczący Komitetu Badań Kosmicznych PAN, Zygmunt Zieliński -szef Departamentu Kadr MON, lekarze kosmonautów Krzysztof Klukowski i Zbigniew Gierowski, kandydaci na kosmonautów Tadeusz Kuziora i Andrzej Bugała, Aleksiej Leonow - zastępca naczelnika Centrum Przygotowań Kosmonautów im. Gagarina, sprawozdawca TVP Ryszard Badowski i operator filmowy Andrzej Skoczylas. Wypowiedzi przeplatają materiały filmowe z archiwów NASA, ESA, WF "Czołówka" i TAI - w sporej części nigdy wcześniej nie publikowane. (źródło: www.tvp.com.pl)
1997 CROSS
Opieka artystyczna,
Gra orkiestra dęta, dziewczęta z pomponami i batutami defilują w rytm marsza. Przybywają oficjele. Z megafonu bez przerwy płyną potoki słów. Ambulanse podjeżdżają do namiotu, w którym zainstalowały się służby medyczne. Porządkowi starają się utrzymać ład w tłumie oznaczonych numerami zawodników. Organizator imprezy melduje gotowość do jej rozpoczęcia. Rozbrzmiewa hymn narodowy i flaga wznosi się na maszt. Jeszcze tylko kaliski kurator oświaty odczytuje list od ministra oświaty, który nie mógł skorzystać z zaproszenia, lecz docenia znaczenie wydarzenia dla rozwoju sportu, i - 33. Cross w Ostrzeszowie rusza. Na start zgłosiło się 2926 zawodników w wieku od 11 do 60 lat. Realizator filmu nie pokazuje jednak ich biegu. Przez cały czas zawodów nie opuszcza jednego miejsca. Widać z niego dobrze ławki, na których zasiedli zaproszeni goście - wśród nich posłowie i senatorowie ziemi kaliskiej, przedstawiciele władz wojewódzkich i oświaty - i namiot służby medycznej. Do namiotu donoszone są i doprowadzane coraz to nowe ofiary biegu: głównie omdlałe, skręcane bólem, dygocące z zimna dziewczynki. Tymczasem, mimo załamania się wiosennej pogody, oficjele - pośród wiru wielkich płatków śniegu - cały czas bawią się dobrze, o co skrzętnie zadbali organizatorzy. Ostrzeszowski masowy bieg przełajowy odbywa się od wielu lat i jest jedyną tego typu imprezą w Polsce. Ściąga więc biegaczy z całego kraju, w większości jednak na mecie stają uczniowie szkół podstawowych, zazwyczaj zupełnie nieprzygotowani do biegu i związanego z nim ogromnego wysiłku. Film pokazuje imprezę w nieco groteskowy sposób, bezlitośnie odsłaniając jej trącącą prowincjonalizmem pompę i - przy wielkim zadęciu - zgrzebność i nieporadność. Ciągłe zaś zwracanie uwagi widza na namiot wypełniający się kontuzjowanymi dziećmi zmusza do refleksji: czy rzeczywiście - jak chcą organizatorzy - ostrzeszowski cross w takiej formie służy rozwijaniu sportu i jest drogą do olimpijskich laurów? (źródło: www.tvp.com.pl)
1997 DZIEWCZYNY Z SZYMANOWA
Producent,
Historia i dzień dzisiejszy Liceum Sióstr Niepokalanek w Szymanowie.
1997 EAST OF EASTENDERS
Reżyseria,
1997 HISTORIA JEDNEJ BUTELKI
Opieka artystyczna,
1997 JEDEN DZIEŃ Z ŻYCIA TOMKA KARATA
Opieka artystyczna,
1997 KANAR
Producent,
Bohater filmu przez cały tydzień miał jeździć na tej samej trasie autobusowej. Zaraz pierwszego dnia trafił na mężczyznę z ogromnym psem. Kiedy poprosił go o bilet do kontroli, ten rzucił grubym słowem, a potem zagroził, że poszczuje psem. Nie przestraszył się: wypisał mandat, także za psa. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Trzeciego dnia mężczyzna dostrzegł kontrolera zaraz po wejściu do pojazdu. Wykonał słynny gest znanego sportowca, oznajmił, że z kimś takim nie jedzie - i wysiadł. Czwartego dnia na widok "kanara" uśmiechnął się triumfalnie i machnął w jego stronę biletem miesięcznym. Zbigniew Topolowski z Katowic kontrolerem w komunikacji miejskiej został po części z konieczności, po części z przypadku. Początkowo po wejściu do tramwaju czuł się skrępowany. Myślał nawet, że robi kontrolowanym krzywdę. Widział, że jest to praca nie akceptowana społecznie, a pasażerowie traktują go jak kapusia. Z czasem polubił to zajęcie zawierające w sobie elementy walki. Ma zamiar wykonywać je także po przejściu na emeryturę, odpowiada mu bowiem życie na "wysokich obrotach". W filmie opowiada o sobie i specyfice swej pracy, konfliktach z pasażerami i przygodach na trasach, zastanawia się, dlaczego ludzie nie widzą niczego nagannego w jeździe na gapę. Dokument nie jest jednak tylko jego portretem. Realizatorzy towarzyszą swemu bohaterowi także w autobusach, kręcąc specjalną ukrytą kamerą. Odbija się to wprawdzie na technicznej jakości obrazu, ale dzięki takiemu zabiegowi widzowie oglądają również portret korzystających ze środków komunikacji miejskiej. Chwilami jest on zawstydzający. (źrófło: www.tvp.com.pl)
1997 EL PORVENIR DE UNA ILUSION
Producent,
Reportaż z kubańskiej ulicy świętującej Nowy Rok. Ujęty w formę poetyckiej impresji portret mieszkańców Hawany. Poprzez losy kilkunastu różnych osób, m.in. wdowy-staruszki, młodej prostytutki, zubożałej arystokratki, nieszczęśliwej młodej mężatki i jej bezrobotnego męża, starego woziwody, weterana wojennego, małego chłopca tęskniącego za ojcem, który porzucił rodzinę czy tajemniczego poety-włóczęgi, autorzy ukazują nędzę egzystencji hawańczyków, ich przygnębienie, frustracje, poczucie samotności. Na ulicach rzadko widuje się samochody, a pod ścianami niegdyś pięknych, dziś odrapanych, od lat nie odnawianych budynków wysiadują apatyczni młodzi ludzie, pozbawieni pracy i perspektyw na przyszłość. Są za młodzi, by mieć barwne wspomnienia, pozostają im tylko marzenia, w których spełnienie nie wierzą. Nawet ich piosenki są smutne i nostalgiczne. "Przyszłość? Nadejdzie, nadchodzi, przybędzie - mówi poeta-włóczęga. - Co się zmieni? Co nas czeka? Jedyne, co pewne w ludzkim życiu, to śmierć. Przyszłość jest tym, czego nie mamy. Zawsze nam czegoś brakuje. Zawsze czekamy na to coś, co wypełni nam pustkę, którą mamy tam w środku. Niespełnienie jest naszym tragicznym przeznaczeniem". (źródło: www.tvp.com.pl)
1998 DOTKNIĘCI
Opieka artystyczna,
Ma na imię Luba. Nazywają ją różnie - "Matka Boska od pijaków", "Nawiedzona", "Szamanka", "Wariatka". Nic ją to nie obchodzi. Robi swoje. Mówi, że dokonała właśnie takiego wyboru, by poświęcić życie dotkniętym śmiertelną chorobą, która w powszechnej opinii wcale nie jest chorobą, a cóż dopiero śmiertelną. Luba jest lekarzem psychiatrii. Od ponad ćwierć wieku zajmuje się osobami uzależnionymi i dobrze wie, że nie leczeni - umierają. Od siedmiu lat niesie im pomoc w stworzonym przez siebie Centrum Odwykowym w Warszawie. Pod jej kierunkiem walczą z nałogiem m.in. hazardziści, wśród nich: Krzysztof, Adam i Barbara. Krzysztof właśnie kupił tort. Podczas spotkania z koleżankami i kolegami z grupy anonimowych hazardzistów zapali na nim jedną świeczkę: nie gra już rok. Adam nie gra od 5 miesięcy i 9 dni, Barbara - od 10 miesięcy. W interesującym filmie Iwony Rubin opowiadają o swoich losach, o tym jak wpadli w nałóg i jakiego spustoszenia dokonał w ich życiu. Wypowiedzi tych trojga i sekwencje kręcone podczas spotkań terapetycznych autorka zderza ze zwierzeniami taksówkarza Piotra i bywalca wyścigów Pawła - hazardzistów, którzy nie myślą o szukaniu pomocy w centrum. Uzupełnia je opowieściami byłych pracownic kasyna, Agnieszki i Danuty, o zachowaniach hazardzistów i ludzi żerujących na ich nałogu. (źródło: www.tvp.com.pl)
1998 GANEK
Using tag 'literal' with class 'html' is not allowed.
Producent,
Wiesław Ignatowski od wielu lat samotnie zdobywa góry. Jego przejście Kazalnicy bez asekuracji należy do najtrudniejszych tatrzańskich wyczynów. W tym roku zaś wybrał się - jak zawsze sam - na filar Ganku. W domu pozostał z matką jego trzyletni synek Maciej. Kamery towarzyszą taternikowi i chłopcu, który jest narratorem filmu. Ze swojego nieco naiwnego punktu widzenia dziecko nie bez znajomości rzeczy opowiada o ojcu i jego wyprawach w góry, o swoich marzeniach, uczuciach i tęsknocie. Przejście przez filar Ganku jest najeżone trudnościami i dla mężczyzny, i dla chłopczyka. Taki sposób pokazania taterniczego wyczynu nadaje mu inny wymiar i metaforyczną wymowę. (źródło: www.tvp.com.pl)
1998 KINIARZE Z KALKUTY
Using tag 'literal' with class 'html' is not allowed.
Reżyseria, Scenariusz, Producent,
Kaleki Mama, który po trzydziestu latach pracy porzucił niegdyś zakład fryzjerski, by jeździć z kinem pana Battu, ma 80 lat i żywi głębokie przekonanie, że po jego śmierci umrze też kino objazdowe, zamordowane przez telewizję. Pan Battu nie zgadza się ze swoim współpracownikiem. Jest przekonany, że w Indiach kino objazdowe będzie istniało zawsze, bo milionów ludzi żyjących w biednych wioskach nie stać na kupno telewizora, a kochają filmy do tego stopnia, że przybywają na pokazy pokonując pieszo wiele kilometrów. Pomocnik tych dwóch, młody Amit, nie ma zdania w tej kwestii. Robi co do niego należy: rozwiesza białe płótno ekranu na wysokim rusztowaniu, obsługuje projektor i pozostaje w cieniu pryncypałów, którzy zresztą nie zgadzają się nie tylko w tej sprawie. Są jak ogień i woda. Pan Battu, powściągliwy i oszczędny abstynent, nie może znieść, że Mama - malutki, niemal bezzębny kaleka - wcale nie myśli o przyszłości, wydaje co zarobi i chętnie zagląda do butelki. Pan Battu z Kalkuty jest właścicielem jednego z 2 tysięcy objazdowych kin, pokazujących ludziom efekt głównie rodzimej, nawiększej na świecie produkcji filmowej. Zarabia na tym, lecz zarazem wypełnia swą własną misję: jest przekonany, że film może zmieniać ludzkie życie na lepsze, a oglądające go dzieci stają się mądrzejsze. Jeździ po Indiach również dlatego, że szuka swej żony, którą jakiś czas temu porwali mu Dalaici. Największym jednak marzeniem pana Battu jest pokazanie filmu mieszkańcom odległych wiosek, żyjącym w pierwotnych, nie zmiennych od tysięcy lat wspólnotach, którzy w ogóle nie wiedzą, że wynaleziono kino i istnieją filmy. O zgodę na taki pokaz zabiegał przez trzy lata w Ministerstwie Opieki Społecznej, zgodnie bowiem z obowiązującymi w Indiach przepisami, plemiona te należy zostawić w spokoju i w żaden sposób nie wpływać na zmianę ich stylu życia. W końcu pan Battu zgodę dostał, i oto w grudniu 1997 roku wraz z Mamą i Amitem wyruszył, by zrealizować swoje marzenie. Andrzej Fidyk z ekipą towarzyszył jego zdezelowanej ciężarówce w tej długiej podróży. W efekcie wyprawy powstał film dokumentalny, lecz z fabuł.Trzej bohaterowie przeżywają w drodze przeróżne, nie pozbawione dramatyzmu perypetie, prowadzące do zaskakującego zakończenia. Śledząc ich przygody widz ogląda fragmenty prezentowanych przez pana Battu i Mamę filmów, reakcje widzów, dostrzeżone podczas jazdy sceny z życia codziennego, obyczaje, ogrom i egzotykę Indii. Poznaje też niesamowitą społeczną i polityczną rolę kina w tym kraju. Dokument powstał w koprodukcji Telewizji Polskiej z telewizjami Westdeutsche Rundfunk i Arte. (źrófło: www.tvp.com.pl)
"Przez wysuszone słońcem indyjskie drogi sunie powoli kolorowy pojazd z ogromnym napisem na masce 'BATTU'S BIOSCOPE". To objazdowe kino pana Battu - właściciela jednego z 2000 wędrownych kin w Indiach. Obok pana Battu - siedzi sędziwy współpracownik i prawa ręka - Mama. Jest i ten trzeci - młody chłopak Amit - pomocnik... Siedzi właśnie na dachu samochodu i przez megafon reklamuje kolejny pokaz: "Przeżyjcie 4 godziny prawdziwego szczęścia w prawdziwym świecie. Nasze filmy mają w sobie to wszystko, co sztuka całego świata osiągnęła przez tysiąclecia. Każdy z nich składa się z 5 ksiąg: Księgi Rozpoczęcia, Księgi Wysiłku, Nadziei, Załamania i na końcu Księgi Spełnienia. Kiniarze wiozą ze sobą stary radziecki projektor, kilka białych płacht płóciennych i kilometry celuloidowej taśmy. Ekipa Andrzeja Fidyka wędruje za nimi z Kalkuty przez wsie rybaków, przez osiedla łowców węży i osady trędowatych do odległej prowincji Orissa. Można tam spotkać pierwotne plemiona żyjące tak, jak przed tysiącem lat. Tam ma spełnić się marzenie pana Battu - po wielu latach starań, dostał wreszcie zgodę na pokaz filmowy dla widzów, którzy nie wiedzą nawet, że istnieje coś takiego jak kino. Seans pana Battu ma być ich pierwszym kontaktem z cywilizacją. Film Andrzeja Fidyka - być może pod wpływem klimatu indyjskiej kinematografii - zawiera wszystko. Jest tam komedia splapstikowa rodem z Flipa i Flapa: duży i pogodny pan Battu spiera się ciągle z maleńkim, starym i kłótliwym pomocnikiem Mamą. Jest dramat poszukiwania porwanej żony i wypadku pana Battu. Jest kino obyczajowe rodem z "Mondo cane" w wiosce żyjącej rytmem sprzed tysiąca lat. Jest amerykańskie kino drogi z nieodłącznym wehikułem. Jest magia, która pozwala przejeżdżać panu Battu przez każdą przepaść. Jest wreszcie filozoficzna refleksja o starciu świata kinowych komiksów z pierwotną refleksją człowieka nad sensem własnego istnienia. W uszach brzmią jeszcze słowa Amita: "Nasze filmy mają w sobie wszystko - znajdziecie w nich miłość i rozpacz, smutek i śmiech, dzień i noc. Zapraszamy." Dotyczy to także filmu Andrzeja Fidyka."
[ze strony internetowej Besta Film]
1998 MARZENIA I ŚMIERĆ
Opieka artystyczna,
Modelki, gwiazdy, kolorowe magazyny narzucają styl.Oglądając zdjęcia smukłych kobiet, czytając receptury cudownych diet, dziewczyny dochodzą do wniosku, że i one muszą być szczupłe, że tylko wtedy będą szczęśliwe. Zaczyna się niewinnie. Początkowo walczą z łaknieniem, liczą kalorie, zmniejszają porcje jedzenia. Potem następuje dramat - zapadają na anoreksję, chorobę psychiczną, która sprawia, że nie mogą jeść. Każdy posiłek budzi wstręt. Ciało - pozbawione niezbędnych kalorii, witamin i substansji mineralnych - stopniowo ginie z wycieńczenia, a jednocześnie potwornie wychudzona sylwetka nadal wydaje się chorej pulchna, nazbyt otyła, podobnie zresztą, jak i figury innych cierpiących na to schorzenie. Anoreksja we wszystkich bogatych krajach zbiera ponure żniwo: pod koniec XX wieku ambitne, inteligentne, wrażliwe kobiety żyjąc w dostatku umierają z głodu. Także w Polsce zapada na nią coraz więcej dziewcząt i młodych kobiet. Film pokazuje mechanizm powstawania choroby i jej przerażające skutki. (źródło: www.tvp.com.pl)
1999 24 DNI
Producent,
Wzruszająca relacja Adama Alagierskiego, który wraz z przyjacielem Rafałem Wszołą, przeżył w ciemności, bez jedzenia i wody 24 dni uwięziony kilkadziesiąt metrów pod ziemią, w szybie nieczynnej, poniemieckiej kopalni. Wydarzenie to zmieniło Adama na całe życie: "Ja umarłem. Już nie ma mnie takiego, jakim byłem. Nie wytrzymałem tego" Adam i Rafał przekroczyli granicę własnej śmierci. Mimo upływu lat nie udało im się powrócić do normalności. (źródło: www.tvp.com.pl)
1999 ONI
Redakcja,
Na ukwieconej łące tańczy wtulona w siebie para. Z tranzystora płynie piosenka o białym misiu. Kobieta i mężczyna wydają się szczęśliwi.To jednak tylko złudzenie. Już po chwili Ewa Borzęcka odsłania prawdę o swoich bohaterach: to mieszkańcy kanału ciepłowniczego zniszczeni twardą, toczoną od kilku lat na śmietnikach, walką o byt i podłym alkoholem. Oni - wypchnięci na margines społeczeństwa, staczający się coraz niżej. Oni - widywani na ulicach, dworcach i w pobliżu śmietników, wyciągający ręce pod kościołami, pukający do drzwi z prośbą o wsparcie. Oni - okaleczeni emocjonalnie i psychicznie przez najbliższych, borykający się z rzeczywistością być może tuż za ścianą. Oni - bezradni lokatorzy rozpadających się baraków, zrezygnowani rodzice dorosłych o mentalności dzieci, starzy, wpędzeni nieszczęściem w chorobę. Oni - ofiary transformacji. Bezdomi, bezrobotni, żebracy, niezaradni, kalecy, upośledzeni umysłowo. O których większość społeczeństwa nie chce wiedzieć. Od których odwraca się wzrok. Których przybywa. Borzęcka wyławia z tłumu kilkoro z nich. Wędruje z nimi do kanałów, piwnic, baraków, śmietników, na dworzec, w ruiny, do przepełnionej noclegowni i na wysypisko śmieci, a także do biednych, zagraconych mieszkań. Pokazuje obrazy z ich życia. Rejestruje zwierzenia. Nie po to jednak, by epatować. Próbuje szukać przyczyn ich nędzy i nieszczęścia. Odnajduje je w pozbawionym miłości i troski dzieciństwie, odtrąceniu, niezawinionym upośledzeniu, braku przygotowania do życia wyniesionym z domu dziecka, tragicznych zbiegach okoliczności, nieudanych małżeństwach pozbawiających dachu nad głową, bezrobociu, z którego nie można wyjść bez stałego zameldowania w dowodzie... Borzęcka pokazuje rozpaczliwe próby utrzymania się na powierzchni. Chwile żebraczego szczęścia. Pragnienie zachowania godności. Samopodpalenie w desperackim akcie protestu przeciw takiej rzeczywistości. Solidarność kanalarzy i mieszkańców dworca. Po "Trzynastce", a zwłaszcza głośnej "Arizonie", nazwano autorkę "sumieniem mediów". "Oni" utrzymani są w tym samym duchu. Ten film budzi przerażenie, wstrząsa do głębi. Jego emisja z pewnością nie przejdzie bez echa. Realizatorka - pokazując to, czego syci zazwyczaj nie chcą oglądać i o czym nie chcą wiedzieć - dotyka zbyt wielu bolesnych spraw, by mogło być inaczej. (źródło: www.tvp.com.pl)
1999 TAKIEGO PIĘKNEGO SYNA URODZIŁAM
Using tag 'literal' with class 'html' is not allowed.
Opieka artystyczna,
Ładnym był dzieckiem, kiedy się urodził. Miał trochę krzywe - ułańskie - nóżki, ale z czasem mu się wyprostowały. A teraz? Jest kretynem, miernotą bez wyobraźni, półgłówkiem, idiotą, draniem, szubrawcem, pieprzonym szmaciarzem, beztalenciem, wiecznym studentem. Nie zdał na biologię. Psim swędem dostał się bez egzaminu na AGH. Potem przez trzy lata za ciężkie pieniądze studiował socjologię. Wreszcie dostał się na Wydział Operatorski. I teraz jest zasranym operatorem z bożej łaski. Z braku wyobraźni łazi z kamerą po domu, wciska ją w każdy kąt i nie daje spokoju. Tak rodzice, a zwłaszcza matka, nie przebierając w słowach oceniają syna, Marcina Koszałkę, a zarazem i sobie wystawiają świadectwo. Umieszczając kamerę w krakowskim mieszkaniu rodziców, z którymi ciągle jeszcze żyje pod jednym dachem, Koszałka zapisał jednak na taśmie nie tylko prawdę o sobie. Stworzył również swego rodzaju "portret rodziny we wnętrzu". Straszny to portret. Matka, najczęściej w papilotach i papierosem w dłoni, spokojniejsza jest tylko wówczas, gdy wspomina moment narodzin chłopca i jego najwcześniejsze dzieciństwo lub gdy z troską dostrzega, co czas i życie zrobiły z ciałem tamtego dziecka, gdy dorosło i zaczęło się starzeć. Poza tym ciągle krzyczy na syna i na męża, beszta ich i poniża, udręczona oboma. Ojciec próbuje się odgryzać lub w pokorze znosi wrzaski kobiety, to znów dzielnie jej sekunduje w nieustannym oskarżaniu syna o wszystko co najgorsze: tracenie pieniędzy, rozbijanie samochodów, balowanie z dziwkami... Prawda Marcina Koszałki o jego bliskich wydaje się nie całkiem prawdziwa. Sprowokował przecież rodziców kamerą, wyzwolił ich niechęć, protest, agresję. Tropieni - bronią się, rzucając słowa jak kamienie. Tyle że chwilami jednak zapominają o obecności bezwzględnego urządzenia w rękach bezwzględnego operatora. I wówczas matka także krzyczy. Aż chce się zawołać: na litość boską, dosyć! Odpowiedź i niejako zadośćuczynienie zdaje się kryć w ostatniej sekwencji filmu. (źródło: www.tvp.com.pl)
1999 TWARZĄ W TWARZ Z PAPIEŻEM
Redakcja,
Czerwcowa (1999) wizyta Jana Pawła II zelektryzowała Polskę. Wierni z całego kraju wędrowali do miejsc liturgicznych spotkań z papieżem, by wysłuchać homilii, których nicią przewodnią było tym razem hasło: "Bóg jest miłością". Autor filmu wybrał spośród osób śledzących przebieg pielgrzymki Ojca Świętego do ojczyzny reprezentantów trzech pokoleń Polaków, by wysłuchać ich refleksji obudzonych słowami Jana Pawła II, rozważań o życiu i zwierzeń. Zuzanna jest inwalidką od siódmego roku życia. Przeszła już 11 operacji, lecz ciągle chodzi o kulach. Mimo to nie traci nadziei na wyzdrowienie. Pomaga jej w tym głeboka wiara, którą wyniosła z domu. I miłość. Wkrótce czeka ją kolejny zabieg. Kornelia i Norbert mieszkają na Śląsku z trojgiem zaadoptowanych dzieci. Jako przedstawiciele 130 rodzin adopcyjnych z gliwickiej diecezji mają spotkać się z papieżem podczas jego pobytu w ich mieście. Pani Regina jest samotną rencistką. Mieszka pod Drohiczynem. Stojąc przed wejściem do ogrodu przygląda się tłumom podążającym na uroczystość liturgiczną z udziałem Ojca Świętego. Nie pójdzie jednak z nimi. Chodzi z trudem, będzie więc oglądała telewizyjną transmisję uroczystości, komentując to wydarzenie z odrobiną smutku, liryzmu i humoru. Kornelia i Norbert także nie spotkają się z papieżem. Jan Paweł II z powodu niedyspozycji nie przyjedzie do Gliwic. Zuzanna zaś zobaczy Ojca Świętego w Starym Sączu. Co więcej, reprezentując młodzież diecezji tarnowskiej wręczy mu prezent, i tak przez kilka ekscytujących sekund stanie z nim twarzą w twarz. (źródło: www.tvp.com.pl)
1999 1989-1999 W DZIESIĄTKĘ
Redakcja,
Mija właśnie 10 lat od wprowadzenia planu Balcerowicza. Z tej okazji autor programu przypomina sytuację gospodarczą i polityczną w kraju w chwili objęcia po raz pierwszy przez Leszka Balcerowicza funkcji ministra finansów. Pokazuje Polskę, w której panowała hiperinflacja i bałagan organizacyjny. Przedstawia ministra jako człowieka, który przeprowadził nas do kraju normalności, bez kolejek, gdzie półki sklepowe pełne są towarów, gdzie złotówka stała się prawdziwym pieniądzem, a każdy zaradny, mający wyraźny cel w życiu człowiek, znajdzie dla siebie miejsce i szansę na sukces. Realizatorzy filmu wyjaśniają widzom krok po kroku zasady "planu", prezentują atmosferę polityczną tamtych dni. O koncepcji Balcerowicza mówią politycy, którzy mu wówczas zaufali i uwierzyli w jego teorię ekonomiczną.
2000 JAN PAWEŁ II W ZIEMI ŚWIĘTEJ
Redakcja,
2000 ZIEMIA PODWÓJNIE OBIECANA w JAN PAWEŁ II W ZIEMI ŚWIĘTEJ
Redakcja,
2000 ŚLUB W DOMU SAMOTNOŚCI
Redakcja,
Pani Zosia (a właściwie Rozalia) jest niezbyt rozgarnięta, matka była więc przekonana, ża córka zostanie z nią na zawsze. Pani Zosia jednak, która już wcześniej wyrywała się spod kurateli opiekunki, zaczęła bywać w stołówce Domu Dziennego Pobytu "Wrzos". Do tego domu, placówki pomocy społecznej, przychodzą samotni i biedni mieszkańcy łódzkich Bałut, by trochę pobyć wśród ludzi i zjeść posiłek. Pewnego dnia panią Zosię zobaczył tam i zagadnął pan Tadeusz. Niemłody już, jak i ona, miał za sobą dość trudny okres. Załamał się po śmierci matki i przez pięć lat samotnie borykał się z rzeczywistością. Próbował też topić smutek w alkoholu. Pan Tadeusz i pani Zosia postanowili się pobrać. Zawiadamiają o tym rodzinę, a Małgorzata Szumowska towarzyszy im podczas wizyt składanych ciotkom i wujkom. Przedstawia też reakcje personelu i bywalców "Wrzosa" na wiadomość o zbliżającym się ślubie i weselu. Rozmawia z Zosiną matką, wzruszoną i całkowicie zaskoczoną sytuacją. Zaskoczeni wydają się także państwo młodzi. Małomówny pan Tadeusz podporządkowuje się narzeczonej. Ona nagle odkrywa siebie i swoje możliwości, uszczęśliwona białą suknią i biegiem wydarzeń przerastających jej marzenia. Ślub, a potem wesele w stołówce domu "Wrzos", ma odmienić ich życie. Nadal będzie ubogie, zwyczajne, monotonne, ale nie będą już samotni.
[źródło: www.tvp.com.pl]
2000 TANIEC TRZCIN
Using tag 'literal' with class 'html' is not allowed.
Realizacja, Scenariusz,
Reportaż z Suazi, małego państwa afrykańskiego, którego co czwarty obywatel jest nosicielem wirusa HIV. Fascynujący film, w którym pretekstem do pokazania obyczajowości i problemów Suazi, małego kraju na południu Afryki, jest celebrowane tam od kilkuset lat doroczne święto zwane Tańcem Trzcin. Istnieje przekonanie, że rytuał jest po to, by król wybrał sobie kolejną żonę. Królewski brat, książę David Dlamini, ambasador Suazi w Danii, kategorycznie je dementuje, choć przyznaje, że zdarzyło się, iż władca wybrał w czasie święta jedną lub dwie żony. W Suazi jednak nikt nie ma wątpliwości:Taniec Trzcin jest dla dziewcząt szansą dostania się na dwór, do łoża monarchy. Bardzo na to liczy Hlobsile, siedemnastoletnia uczennica. Król Mswati III jest wspaniałym władcą. O to, by nikt w to nie wątpił, dba Kaue Mamba, dyrektor królewskiej ekipy telewizyjnej, zajmującej się transmisjami uroczystości z udziałem monarchy. Do obowiązków Mamby należy też sławienie Jego Wysokości, co czyni z zapałem przy każdej okazji. Przygotowuje też dla telewizji specjalne materiały propagandowe, w których 32-letniego władcę wychwalają dzieci i starcy, w sposób dla Europejczyka szokujący. Chwilami można wątpić, czy odnoszą skutek, ale zapewne one sprawiły, że wiele dziewcząt kocha Mswatiego, bo pożyczył 44 miliony, by obywatele Suazi mogli tworzyć firmy. I zbudował fabrykę słodyczy. Część koleżanek Hlobsile podziela jej nadzieje. Są pewne, że dobrze być żoną króla. Inne jednak stanowczo nie zgadzają się z nimi. Nikt ich jednak nie pyta o zdanie. Kiedy przychodzi święto, żołnierze zjawiają się w domach rodziców i zabierają panienki siłą. Ciężarówkami, pod okiem uzbrojonych w drewniane pałki opiekunów, jadą na miejsce zgromadzenia. Potem 30 tysięcy dziewcząt rusza ścinać trzciny. Następnego dnia poniosą je w długim, tanecznym orszaku, przesuwającym się przed królewskim obliczem. Najpierw mistrz ceremonii uniżenie poprosi monarchę, by wybrał którąś z dziewic. Żadna jednak dziewicą już nie jest. Mówią o tym otwarcie, bez żenady. W Suazi pierwsze seksualne doświadczenia zdobywa się wcześnie. Nawet w wieku niespełna dziesięciu lat. Dziewczętom wydaje się to całkiem naturalne. Boją się jedynie, że któregoś dnia zarażą się AIDS. Andrzej Fidyk pokazuje tę jedyną w Afryce monarchię absolutną w bardzo szczególny sposób. W jego ujęciu to kraj pełen życia i feerii barw, roztętniony tańcem i śpiewem, nieco bajkowy. Kraj, w którym nosorożce i zebry żyją w bezpośredniej bliskości pogodnych i zadowolonych ludzi, gdzie tylko mówi się o biedzie, nieprawościach, rozwiązłości i śmiertelnej chorobie, lecz tego nie widać. Można nawet odnieść wrażenie, że AIDS jest jedynie wymysłem, rodzajem Baby Jagi, którą straszy się niegrzeczne dzieci. Przewrotny zabieg. Fidyk wybiera kilkoro bohaterów. Wędruje z kamerą do suazańskich domostw, do czarownika i znachorki, obserwuje dzieci i dorosłych, idzie do garnizonu i na królewski dwór, rozmawia z urzędnikami i samym monarchą. Mnoży wątki, by doprowadzić je wszystkie do ostatniego obrazu, którym jest twarz młodziutkiej dziewczyny stwierdzającej: my wszystkie umrzemy na AIDS, nie wiedząc kto nas zaraził, tak jak te trzciny, które nie wiedzą, kto je ściął. I do nie pozostawiającej już żadnych wątpliwości ostatniej informacji, napisanej na ekranie, a zaczerpniętej ze specjalnego raportu ONZ z czerwca 2000 roku: ponad połowa nastolatków w Suazi umrze na AIDS w ciągu najbliższych kilku lat. Na targach w Kolonii "Taniec trzcin" zaliczono w kategorii dokumentu do dziesięciu najlepszych produkcji telewizyjnych 2001 roku.
[www.tvp.com.pl]
2001 PRAWDZIWE PSY
Redakcja,
Telenowela dokumentalna o pracy stołecznej policji.
Zadymowcy, kieszonkowcy, kryminaliści, złodzieje, menele, bywalcy melin mówią o nich - psy. To przezwisko wyparło niegdysiejszych gliniarzy. Rozpropagował je swoim filmem Pasikowski. Bohaterami nowego serialu dokumentalnego przygotowanego przez Redakcję Filmu Dokumentalnego Programu ITVP są właśnie psy, prawdziwe psy - policjanci z Komendy Stołecznej Policji. Realizatorzy przyglądają się pracy wybranych funkcjonariuszy z wydziałów: zabójstw, kryminalnego, prewencji, wywiadowczego i do spraw terroru. Wraz z bohaterami uczestniczą w akcjach, są świadkami przesłuchań sprawców przestępstw, zeznań ofiar i rozmów z informatorami. Wiele scen filmują z ukrytej kamery i przez lustra weneckie, lecz często robią to jawnie, rejestrując reakcje obserwowanych i na policję, i na obiektyw. Za zgodą warszawskich policjantów, pokazują również ich życie prywatne i rejestrują to, co bohaterowie chcą powiedzieć o sobie, swoim życiu, pracy i stosunku do niej. Serial przedstawia prozę policyjnych zajęć, odsłania kulisy wydziałów i niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością kreowaną w fabularnych filmach kryminalnych, a i warszawscy policjanci nie przypominają ich bohaterów, ale też wyraźnie odbiegają od funkcjonującego w społeczeństwie stereotypu policjanta.
[www.tvp.com.pl]
2001 SERCE Z WĘGLA
Redakcja,
Trwająca od paru lat restrukturyzacja polskiego górnictwa przyniosła na Śląsku wielkie zmiany. Zamyka się kopalnie, likwiduje tysiące miejsc pracy. Rozluźniają się dawne związki, zanikają piękne górnicze tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie. Odchodzący z kopalń podpisują "cyrograf": dokument, w którym zobowiązują się nie wysuwać w przyszłości żadnych roszczeń wobec kopalni, a zwłaszcza nie podejmować pracy w zakładzie związanym w jakikolwiek sposób z górnictwem. Otrzymują za to odprawę - kilkadziesiąt tysięcy złotych. Realizatorzy serialu dokumentalnego przez pół roku towarzyszyli z kamerą byłym górnikom i tym, którzy jeszcze zjeżdżają pod ziemię. Obserwowali, jak układają sobie życie po podpisaniu cyrografu.
[www.tvp.com.pl]
2002 BOBREK DANCE
Using tag 'literal' with class 'html' is not allowed.
Redakcja,
Bohaterowie filmu, trzej chłopcy, znają się od roku. Daniel ma 18 lat, chodzi do gimnazjum wieczorowego w Bytomiu, ale szkoła go nie interesuje. Paweł i Andrzej chodzą do jednej klasy, lecz w szkole bywają gośćmi. Daniel poznał ich przed ponad rokiem. Zostali kumplami. Połączył ich taniec. Jest ich pasją, źródłem marzeń, czymś najlepszym, co im się przydarzyło w życiu. Chłopcy mieszkają w Bytomiu, w dzielnicy Bobrek. Mówią, że to jest dzielnica jak każda inna. Jak wszędzie bywają tam momenty, że lepiej nie wychodzić na ulicę. Dorośli zaś mówią, że kiedyś Bobrek był krainą pracy i miłości, a dziś jest tu tylko złodziejstwo, chamstwo i nienawiść. Dzieciaki w tej dzielnicy bawią się przed odrapanymi familokami. Codziennie patrzą na zataczających się mężczyzn i podpite kobiety. Już wiedzą, że dorośli topią w alkoholu to przeklęte uczucie beznadziejności, które przychodzi, kiedy nagle nie ma pracy i możliwości utrzymania rodziny. Paweł uważa, że świat jest piękny, ale kiedy się ma pieniądze. Jak się ich nie ma, siedzi się na podwórku i myśli skąd wykombinować kasę. Niektórzy próbują zbierać złom. Niektórzy kradną. Podbierają węgiel. Trzeba się przy tym "napracować", a pieniądze z tego niewielkie. Matka Pawła pracuje w koksowni, na trzy zmiany. To słabo płatna, ciężka praca, nie dla kobiety. Nie chciałby pracować jak ona. Matka Andrzeja jest dozorczynią. Chłopak czasem jej pomaga. Rodzice Daniela bardzo się o niego martwią. Nie słucha ich, nie uczy się, nie wraca do domu na noc. Ale rodzice wszystkich trzech, a zawłaszcza oni sami - każdy po swojemu - dostrzegli szansę zmiany w życiu w tańcu. Przed ponad rokiem Śląski Teatr Tańca, jeden z najlepszych tego typu w Polsce, zorganizował w Bytomiu-Bobrku warsztaty taneczne. Daniel, Paweł i Andrzej poszli na nie. Uczyli się tańców ulicy: break-dance, hip-hop, funki. Zostali zakwalifikowani do zespołu, który miał przygotować profesjonalny spektakl. Ćwiczyli pod kierunkiem Vicky Fox, instruktorki, która przyjechała z Anglii. Bardzo ją polubili. Trochę im się nie podobało, kiedy włączyła do pracy także tancerzy na wózkach inwalidzkich, ale potem zaakceptowali jej pomysły. Pracowali ciężko. Tańczenie dawało im poczucie, że są lepsi. Wreszcie nadszedł dzień spektaklu - w prawdziwym teatrze, którego progi po raz pierwszy w życiu przekroczyli rodzice Daniela, Pawła i Andrzeja oraz ich koledzy z podwórka. Mieli tremę. Daniel podczas występu bardzo się bał, że mu coś nie wychodzi, ale break-dance naprawdę mu się udał. Paweł zapragnął sławy. A Andrzejowi zaszkliły się oczy, kiedy usłyszał oklaski. Widzowie bili brawa stojąc.Teraz chłopcy uczą inne dzieciaki z Bobrka. Na ulicach dzielnicy wszyscy tańczą: malcy i tęgawe paniusie, podpici mężczyźni i wyrostki. Czy taniec zmieni coś w życiu Daniela, Andrzeja i Pawła? A może będzie jedynie niezapomnianą przygodą, wielkim przeżyciem, po którym przyjdzie pustka i wróci uczucie beznadziei?
[www.tvp.com.pl]
2002 MÓJ SYN ROMEK
Redakcja,
Schorowana staruszka, niemłody już mężczyzna i chłopiec - uczeń szkoły podstawowej. Żyją we trójkę pod jednym dachem. Łączą ich więzy pokrewieństwa. Janina Ogonek jest matką Romana i babką Krzysztofa. Film pokazuje ich niełatwe życie codzienne i krótkie chwile niedzielnej odświętności. Ona ma 86 lat. Jest przykuta do wózka, a właściwie do łóżka, bo częściej leży niż porusza się po skromnym mieszkaniu. Straciła nogę, cierpi z powodu niedowładu ręki, ma kataraktę, która ogranicza jej możliwość widzenia. Krzyś najczęściej przebywa w kuchni, gdzie odrabia lekcje, uczy się jada posiłki. Czasem rozmawia z babcią, lecz staruszka niedosłyszy, kontakt między nimi jest więc utrudniony. Prawdziwym bohaterem filmu jest Roman Ogonek. Opiekuje się obojgiem, odrabia lekcje z synem, gotuje obiady i przygotowuje pozostałe posiłki. Od rana do wieczora słyszy: Roman! Roman! Romek! Romek! Romek! Romuś! Jest na każde zawołanie matki. Z niezwykłą cierpliwością i troską ubiera i rozbiera matkę, kładzie ją, sadza, smaruje maścią, gdy skarży się na ból, przykrywa, otula, poi i karmi. Sprowadza księdza, by mogła przystąpić do komunii. Późnym wieczorem, kiedy matka i syn już śpią, syn Janiny, Romek, łapie chwilę wytchnienia. W mroku kuchni, w której siedzi nie zapalając światła, sięga po butelkę. Wychyla kielicha. W tym filmie nie pada ani jedno słowo komentarza. O jego bohaterach nie wiemy właściwie nic. Kamera po prostu obserwuje ich życie. A jest to obraz naprawdę wzruszający. Ludzkiemu cierpieniu nieustannie towarzyszy w nim miłość. Ogromna miłość. Starość bywa okrutna, bardzo okrutna. Boli o wiele mniej, gdy obok jest ktoś taki, jak syn Romek. Pani Janina miała szczęście. Miała, bo obwódka wokół jej imienia i nazwiska w końcowych napisach dokumentu jest znakiem, że już odeszła.
[www.tvp.com.pl]
2002 PRZEDSZKOLANDIA
Using tag 'literal' with class 'html' is not allowed.
Redakcja,
To szczególna telenowela. Jej bohaterami są dzieci uczęszczające do jednego z warszawskich przedszkoli (Przedszkole ne 334 na Bielanach). Kamera będzie im towarzyszyła od pierwszych dni pobytu w tym miejscu po święta Bożego Narodzenia. Jest dla nich niemal niewidzialna, dzięki czemu zachowują się naturalnie, bardzo szczerze i spontanicznie - nie ukrywają radości i łez. To jeden z największych walorów tego dokumentu. Realizatorzy telenoweli obserwują swoich małych bohaterów podczas pobytu w przedszkolu i w ich domach. Słuchają dziecięcych rozmów. Dowiadują się, co jest dla malców najważniejsze, w co lubią się bawić, jakiej muzyki słuchają, co lubią jeść, co oglądają w telewizji, o czym marzą. Wszystko to słyszane jest z ubocza. Nikt dzieciom niczego nie narzuca, nie reżyseruje ich zachowań - to one same, bezwiednie, wprowadzają ekipę filmową w swój świat, którego w istocie nie znają nawet ich rodzice. "Przedszkolandia" to telenowela dla całej rodziny. Jest ciepła i życzliwa. Dla dzieci będzie zapewne zabawnym filmem o rówieśnikach. Starszych również rozbawi, lecz zarazem zmusi do refleksji - może nawet gorzkiej. Będą bowiem mieli okazję przekonać się, jak bystrymi obserwatorami są kilkulatki i jak trafnie naśladują dorosłych, także w zachowaniach, których być może powinni się wstydzić.
[www.tvp.com.pl]
2003 IMIENINY
Opieka artystyczna,
Pensjonariusze Domu Pomocy Społecznej w Krakowie. Niektórzy upośledzeni umysłowo, niektórzy autystyczni, wszyscy mają za sobą tragiczną przeszłość. Większość samotna i zrezygnowana. Korytarzowe rozmowy o niczym, rutynowe czynności, powtarzający się schemat dnia. Zajęcia terapeutyczne. Opiekunka tworzy rodzaj "grupy inicjatywnej", której zadaniem jest przygotowanie programu artystycznego z okazji imienin kierowniczki placówki, które przypadają 2 lutego. Będą piękne stroje, piękna muzyka i piękne teksty, tańce nawet. Trzeba tylko okiełznać "żywioł marazmu", zachęcić, dopilnować, stworzyć odpowiednią atmosferę, a kiedy zaistnieje potrzeba - nawet pokrzyczeć i zrugać opornych. Próby nie bez przeszkód posuwają się do przodu. Są już kostiumy i scenografia, teksty zostają utrwalone. Nadchodzi wielki Dzień. Przybywa solenizantka. Panowie w eleganckich garniturach i białych szalikach, panie w długich sukniach. Wiersze, życzenia, tańce, uroczysty moment. A potem...korytarze, rutyna i to, co najważniejsze i najciekawsze - wyglądanie przez okno. A za szybą miasto. Jak informują końcowe napisy, przedstawiona w filmie grupa regularnie wystawia takie amatorskie przedstawienia teatralne, realizowane pierwotnie w ramach zajęć terapeutycznych. To taki "inny świat".
[www.tvp.com.pl]
Nagrody filmowe:
1983 IDZIE GRZEŚ PRZEZ WIEŚ Kraków (OFFK) Nagroda za debiut reżyserski
1985 ICH TEATR Kraków (OFFK) "Brązowy Lajkonik"
1985 PREZYDENT Mannheim (MFF) Nagroda im. Josefa von Sternberga za najbardziej oryginalny film Międzynarodowego Tygodnia Filmowego
1986 PREZYDENT Paryż (MFF "Cinema du Reel") I Nagroda w kategorii filmu krótkiego
1986 PREZYDENT Kraków (MFFK) "Srebrny Smok"
1986 PREZYDENT Paryż (MFF "Cinema du Reel") nagroda Fundacji Femis/Aaton
1986 PREZYDENT Murcia (Hiszpania) Grand Prix w kat. filmu dokumentalnego
1986 PREZYDENT Kraków (OFFK) "Srebrny Lajkonik"
1993 SEN STASZKA W TEHERANIE Festiwal Polskiej Twórczości Tv Nagroda za scenariusz
1998 KINIARZE Z KALKUTY Strasbourg (Tydzień Europejskiego Filmu Dokumentalnego) Grand Prix
1998 KINIARZE Z KALKUTY Amsterdam (FF Dokumentalnych) Nagroda Publiczności
1999 KINIARZE Z KALKUTY San Francisco (MFFD) Golden Spire (Złota Iglica)
2001 KINIARZE Z KALKUTY Ateny (MFFD E- PHOS) Nagroda dla najlepszego filmu dokumentalnego
2002 TANIEC TRZCIN Hamburg (World Media Festival) Nagroda w kategorii "Społeczeństwo" ; nominacja do Nagrody Głównej Festiwalu
2003 TANIEC TRZCIN Nagroda miesięcznika "Press"
Źródło: Internetowa Baza Filmu Polskiego








