Laboratorium Re... > Nikiformy > A poZa TYm > NikiFormy polecają > Ciąża z pikseli, czyli komiks faktu  

Ciąża z pikseli, czyli komiks faktu

Hanna Rydlewska

Endo pije latte, Endo maluje sobie paznokcie, Endo całuje się z chłopakiem. Ojej, Endo rodzi dziecko!

Agata Nowicka, znana też jako Endo, swoją rysunkową karierę zaczęła w sieci. W 2001 roku, wraz z Bartkiem "belle" Felczakiem i Dominikiem "enenkiem" Zacharskim, założyła pierwszego w Polsce bloga rysunkowego (komix.blog.pl). Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Agata przestała być anonimowa, jej prace zaczęły krążyć w medialnym krwiobiegu. Można je było zobaczyć w prasie (m.in: "Aktivist", "Cafe", "Go magazine", "Elle", "Metropol", "Ha!art", "liternet.pl", "Lampa", "Wysokie Obcasy"), w galeriach (chociażby na wystawie "natarcie netartu" w Zachęcie w 2003 r. czy "komiks w awangardzie" w Galerii Awangarda - BWA Wrocław w 2004 r.), a nawet na ścianach artystycznej kawiarni Cafe Baumgart w warszawskim CSW. Równolegle Endo zaczęła pracować jako szefowa działu mody w magazynach "Aktivist" oraz "Exklusiv". Niedawno została redaktor naczelną "Exklusiva".

Dlaczego udało się akurat Endo? Po prostu, od początku miała swój styl: proste rysunki robione w programie Paint, kobiece, ale nie "dziewczyńskie", ironiczne, z humorem komentujące rzeczywistość, często z odniesieniami do prywatnego życia Agaty oraz jej przyjaciół. Kilkoma kreskami, jednym celnym zdaniem Endo potrafi powiedzieć więcej o emocjonalnych problemach młodych, żyjących w dużym mieście ludzi, niż niejedna książka. Kawiarniane przyjaźnie, kłopoty miłosne, absurdy współczesnej mody - o wszystkim tym Agata pisze-rysuje z dystansem. Tym większym, że często obśmiewa własne lęki, obsesje, fascynacje. Niektórzy twierdzą, że z rysunków Endo wyłania się spójny portret jej pokolenia: ambitnego, nadwrażliwego, przejedzonego pop-kulturą, spragnionego prawdziwych uczuć, zarazem egocentrycznego. O sile rysunków Agaty decyduje też ich intymność: bohaterowie uchwyceni zostają w sytuacjach domowych, nad zupą, w łóżku, na kanapie w skarpetkach. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że często są to kalki osób żyjących "naprawdę". Najczęściej rysowaną przez Endo postacią jest zresztą...ona sama. Agata pije latte, Agata maluje sobie paznokcie, Agata całuje się z chłopakiem. Niektórzy mogliby powiedzieć, że Agaty w tych rysunkach jest trochę za dużo. Wystarczy przejrzeć posty na stronie komix.blog.pl. Przekrój opinii jest zaskakujący: od degustacji do fascynacji. Część odwiedzających stronę użytkowników zarzuca Agacie ekshibicjonizm. Tak, jakby za dużo było Agaty...w Agacie. Inni odpierają te zarzuty, mówiąc, że granice prywatności zawsze ustala sam artysta. A rysunki Endo są po prostu dobre.

Atmosferę wokół Agaty podgrzał jej ostatni projekt. Mówiąc krótko, "Projekt: człowiek". Endo postanowiła narysować własną ciążę. Kolejne rysunki drukowały regularnie "Wysokie Obcasy". Mila, zdrowa i pogodna, jest już z Agatą w domu. Zimą tego roku czeka ją tymczasem kolejny poród: ma zostać wydany tom komiksowy, dokumentujący pojawienie się Mili na świecie. Na forum internetowym "Gazety Wyborczej", patronującej notabene akcji "Rodzić po ludzku", można obejrzeć archiwalne rysunki z tego projektu. Przy okazji warto też zerknąć na wirtualną dyskusję, która rozgorzała pod nimi. Wątek ekshibicjonistyczny powrócił tam ze zdwojoną siłą. Czyżby Agata nadepnęła komuś na odcisk swoją pewnością siebie? A może tym, że nie wciela się w rolę typowej matki – Polki? “Ciekawy przypadek ekshibicjonizmu nimfomanki. Zycia prywatnego i intymnego nie ma i już nie będzie; szkoda..” - pisze aster5. “Świetne. Zobaczyć powszechne nieartystyczne doświadczenie oczyma wyjątkowo utalentowanej artystki - ciekawe po prostu. A pierwsze obrazki już obiecująco fajne, bez egzaltacji, bez epatowania - od oficerek po lęki przed różowym pluszem” - odparowuje duchczasów. Czyli Endo, jak zwykle, włożyła kij w mrowisko. A właściwie rysik...

Nam Endo opowiada o tym, jak się dokumentuje rzeczywistość za pomocą komiksu. Czy to faktycznie takie komiksowe “reality show”. I gdzie leży granica, której nie należy przekraczać.

Z Agatą Nowicką rozmawia Hanna Rydlewska:

W którym momencie zdecydowałaś, że narysujesz swoją ciążę? Sądząc po rysunkach, dosyć wcześnie...
Od jakiegoś czasu, namawiana przez wydawcę zastanawiałam się nad narysowaniem albumu. Musiałam tylko poczekać, aż napisze mi się jakiś scenariusz. Więc jak tylko zaczął się pisać, ja zaczęłam rysować. W okolicach szóstego miesiąca.

Rysowanie własnego życia to dla ciebie nic nowego. Czy tym razem było trudniej?
Pewnie. Sprawa była przecież poważna - ciąża, papierowy album, trailer w wysokonakładowym piśmie. Starałam się starać.

Ciąża - czy w Polsce to jakieś kulturowe tabu?
To raczej stan obciążony (sic!) wieloma przesądami oraz tym, że inni zawsze wiedzą lepiej i mają mnóstwo świetnych lecz mało adekwatnych rad. Ciąża, jak człowiek - każda jest inna. Za to kobieta ciężarna, a potem matka, stają się własnością publiczną - każdy głośno pyta, komentuje, poucza, prorokuje. Wiedziałam, że będzie mnie to wkurzać i nonkonformizm mi skoczy.

Jakiej granicy prywatności nigdy byś nie przekroczyła? Czego byś nie pokazała?
Chcę to, co prozaiczne pokazać w poetycki sposób, a to, co bolesne ubrać w żart, ale przekazać prawdę. Nie ma rzeczy, których nie wolno pokazać. To widz decyduje, co chce oglądać. Ja na przykład nie oglądam wiadomości, bo są głównie o śmierci. A trudno o coś bardziej prawdziwego niż śmierć.

Co odpowiedziałabyś na zarzut, że taki komiks to ekshibicjonizm? Muszę o to zapytać, bo takich opinii nie brakuje...
Możesz wybrać dowolny kontrargument: skąd wiadomo, że to prawda? Lub: najgorsza prawda jest cenniejsza od fikcji. Albo: weźmy dowolny zagraniczny komiks o tematyce społecznej, z wątkami autobiograficznymi - założę się, że zarzut o ekshibicjonizm nie pojawi się nawet, jeśli twórca narysuje, jak uprawiał seks (vide "Niebieskie Pigułki" Frederika Peetersa). Śmieszy mnie ten ciągły zarzut o ekshibicjonizm i mam dziwne poczucie, że to typowo polska, dyżurna pretensja.
Czy twój komiks można nazwać rysunkowym reportażem? Ile jest tam prawdy, ile fikcji?
Prawdy jest tam dokładnie tyle, ile każdy będzie mógł odnaleźć i odnieść do siebie. Nie wiem, ile to wynosi. Fikcją jest każda kreska.

Jaką przewagę ma komiks faktu nad literaturą faktu? Obraz nad słowem?
Żadną. Jeden obrazek może zastąpić dużo słów, czasem do oddania jednego słowa potrzeba wielu obrazów. Wadą obrazu jest zwalnianie wyobraźni z pracy. Ale ja nie jestem pisarką.

Jak reagują ludzie, których rysujesz? Jak się czują, kiedy widzą siebie na przykład na łamach "Wysokich Obcasów"?
To oczywiste - bohaterowie pozytywni puchną z dumy a negatywni woleliby, żeby ich tam nie było, hehehe. A tak na serio: ludzie odnajdują sporo przyjemności w byciu portretowanymi, zapewne stąd mój seryjny autoportret. Szczerze mówiąc jestem bardziej zadowolona, kiedy robiąc go nie ulegam pokusie “wyładniania” rzeczywistości.

Na jesieni ma wyjść tom z Twomi rysunkami. Czy wiadomo kto je wyda i kiedy odbędzie się premiera?
Tak, wyda je Kultura Gniewu - warszawskie wydawnictwo komiksowe. Premiera odbędzie się prawdopodobnie w grudniu tego roku.

Czy myślałaś już o tym, żeby narysować dalszy ciąg? W końcu "Projekt: człowiek" dopiero się zaczął. Twoja córeczka rośnie...
Rośnie i absorbuje. Chciałabym wierzyć, że uda mi się pogodzić wychowywanie jej z moją pracą i pasją. Będzie ciężko i możliwe, że przez jakiś czas projekty autorskie będą na końcu listy do zrobienia.

I tak na koniec: wybierz sobie swój ulubiony rysunek z całej serii i opowiedz nam, w jakich okolicznościach powstał. Czego dotyczy, jakie emocje są z nim związane...
To chyba rysunek "miłość-małość". Jest dla osób postronnych chyba najmniej czytelnym ze wszystkich rysunków, a dla mnie najlepszym rysunkowo. Właściwie rysował się sam, a ja z rosnącym zaciekawieniem i przerażeniem obserwowałam jak powstaje. W pewnym sensie okazał się proroczy.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl