Laboratorium Re... > PaleNIE > Klub PaleNIE > Męskie gry  

Sebastian, 24 lata. Mieszka przy Ostrobramskiej w Warszawie.

Męskie gry

Kiedyś jak biegłem na 7 piętro za szczeniakiem, który mnie wkurwił, to kiedy już go oklepywałem, zdałem sobie sprawę, że, no kurwa, dogoniłem go ostatnim tchnieniem pęcherzyków płucnych. Oczy mi na wierzch wyszły. No i więcej się tego zbierało – nie mogłem dognić 158 takich kolesi przez kładkę na Ostrobramskiej. Spuszczałem wpierdol gówniarzom ostatkiem sił, nie mogłem nabrać powietrza pełnią płuc. Dobiegałem na to 7 piętro, z dziewczyną mogłem coś tam, coś tam, ale dlaczego właściwie - myślałem -muszę wycierać pot z siebie?

Zacząłem palić przy kolegach z zawodówki dlatego, że podczas przerwy wszyscy opuszczali klasę na szluga, a ja musiałem opierdolić drugie śniadanie w tym czasie i bardzo mnie to gryzło. Zapaliłem LM-a czerwonego. Zjadłem kanapkę, a któryś z kolegów poczęstował mnie szlugiem. "Nie zapalisz?" Oni wychodzili z założenia, że "cudzesy to i pod wodą". Jak im powiedziałem, że dziękuję, to oni: "Kurwa, takiego kolegi to jeszcze nie mieliśmy. Nie warto by go poznać." Nie bałem się braku akceptacji, bo zawsze miałem pewność siebie. Myślałem jednak, że te szlugi to nie wiadomo, co dobrego, skoro to wszyscy palą. Czasem, fakt faktem, spodobało mi się to poprzez akceptację środowiska - że umiałem wyjść z nimi na szluga. A po jakimś czasie nie wyobrażałem sobie piwa bez papierosa, do kawy obowiązkowo papieros. Jak składałem silnik, papierosa trzymałem w brudnych rękach, cały był od oleju. Wtedy czułem się taki zjednoczony z robotą, no prawie odpalałem jak ten silnik.
Mieliśmy zawodówkę, gdzie nie było ani jednej kobiety, nikt przed nikim nie musiał trzymać fasonu - napierdalaliśmy się wszyscy równo. A ze szlugami było tak, że jak nie palisz, to jesteś jakiś inny. Mnie to na tym akurat chuj zależało, bo ja ich widziałem tylko w szkole, ale szlugów postanowiłem spróbować. Na przerwach po trochu, aż się wciągnąłem. Z czasem paliłem, bo mi brakowało odruchu, a czasem po prostu brakowało nikotyny. Paliłem 5 lat. Kurwa, tak mi the best szło, że potrafiłem paczkę Goldenów żółtych, 35 w paczce, skotłować w jeden wieczór. Wiec szło mi to lekką ręką.
Kiedyś jak biegłem na 7 piętro za szczeniakiem, który mnie wkurwił, to kiedy już go oklepywałem, zdałem sobie sprawę, że, no kurwa, dogoniłem go ostatnim tchnieniem pęcherzyków płucnych. Oczy mi na wierzch wyszły. No i więcej się tego zbierało - nie mogłem dognić 158 takich kolesi przez kładkę na Ostrobramskiej, spuszczałem wpierdol gówniarzom ostatkiem sił, nie mogłem nabrać powietrza pełnią płuc. Dobiegałem na to 7 piętro, z dziewczyną mogłem coś tam, coś tam, ale dlaczego właściwie muszę wycierać pot z siebie? Po co? Jak ja to mogę osiągnąć minimalnym kosztem i maksimum frajdy...
Więc samo rzucenie palenia mi odpowiadało, ale sposób rzucenia trochę kłócił się z moją ideologią. Poszedłem na zabieg elektrodami. W jego trakcie gościu pytał: "Czy chcesz, szczerze, rzucić palenie?" Powiedziałem, że tak. Że niby gościu przyłoży elektrodę tu, elektrodę tam i ja, który nie wyobrażałem sobie nie zapalić papierosa po skończonym remoncie silnika, rzucę palenie, ot tak. Miałem złapać w grabę jedną elektrodę, a drugą koleś przykładał w określone punkty. Pytał czy to wytrzymuję. Mówiłem, że tak i że może jeszcze podkręcić. Dlatego pytał, czy chciałem tego szczerze. Mówię mu: "Kurwa, kręć do oporu, jak ma pomóc!" Nie wiem, czy dlatego już nie paliłem, bo zabieg podziałał, czy dlatego, że wydałem na to 70 złotych i szkoda mi było je zmarnować? A może dlatego, że ja rzeczywiście chciałem i nie paliłem już więcej.
Szlugi? Chuj z tego masz. Palenie to puszczanie zdrowia i pieniędzy z dymem. To frazes? Nie, to dokładnie, co robisz. Wdychasz powietrze, za to zapłaciłeś, a wydychasz, kurwa, dwutlenek węgla z substancjami smolistymi. A te pęcherzyki płucne myślą, że się na nie obraziłeś czy co... Mają przejebane. I po co to? Tracić życie? Paląc szlugi, szybciej traci się ten czas.
Rano, jak się budziłem, pierwsze, co myślałem, to o szlugu. Dzisiaj pierwsze, co myślę, to o mojej dziewczynie, jaka ona jest mniam-mniam. Swoją dziewczynę też zmusiłem do rzucenia razem ze mną. Po tym samym zabiegu nie pali do dziś. "Rzucaj palenie razem ze mną". Zmusiłem, zmusiłem despotycznie, ale nie żałuję, bo to w dobrej wierze. Tak samo jej zdrowie, jak moje. Miała taki odruch. Mimo że zajmowałem się jej rękami (i czym innym), to nie pomagało w rzuceniu palenia. Po tym wzajemnym zajmowaniu się sobą, ona doskonale widziała już zapalonego papierosa. Dla niej to był fajny moment - papieros po seksie. Dla mnie też, ale ja potrafiłem sobie tego odmówić, a ona nie.
Jak bym nigdy nie zapalił, nigdy by mi tego nie brakowało. Jak bym nigdy nie pokochał, nigdy nie pragnąłbym miłości. Spróbowałem, a teraz lepiej mi się oddycha czystym tlenem. Nie przyjmuję opcji, że kiedyś zapalę.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl