Nie muszę już palić
Podobało mi się, że Krzysiek nie palił. Wydawał mi się taki czysty, taki dobry i wolny, właśnie przez to, że nie palił. Imponował mi. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie przeszkadza mu to, że ja palę. Chciałam się mu podobać, a cały czas wydawało mi się, że cuchnę jak popielniczka. Nagle zachciałam rzucić.
Czułam się niedoceniona. Nie miałam tak dobrych stopni jak reszta rodzeństwa. Najgorzej było z matematyką, kompletnie mi nie szło. Impulsem do mojego pierwszego papierosa była właśnie dwója z klasówki z matematyki. Nienawidziłam tego przedmiotu. Kochałam malować, chciałam zdawać do liceum plastycznego, moi rodzice za nic nie chcieli się na to zgodzić. Musiałam się jakoś buntować.
Nie bardzo miałam z kim palić. Kolejne niepowodzenia w szkole dawały pretekst do następnego zapalenia. Paczka papierosów leżała w szufladzie, wystarczyło tylko sięgnąć i zapalić. Po prostu.
Najpierw paliłam, kiedy rodziców nie było w domu. Potem zaczęłam palić w szkole, w ubikacji, podczas przerw. Cały czas samotnie, w podstawówce nie miałam przyjaciół. Wszystko zmieniło się, gdy poszłam do liceum. Nie było to oczywiście liceum plastyczne, tylko zwykłe, ogólnokształcące. Odnalazłam się w nim właściwie tylko dzięki papierosowi. Odkryłam mianowicie, że fajka jest świetnym pretekstem do zawierania nowych znajomości. Ten, kto palił, był fajny. Spotykaliśmy się razem na przerwach, po szkole, częstowaliśmy papierosami. W ten sposób poznałam moich licealnych przyjaciół, moją paczkę. Wspaniale się bawiłam. Wydawało mi się, że nareszcie żyję pełnią życia. To był czas imprez, zabawy. Dużo się piło, dużo paliło. Nareszcie czułam się akceptowana, wiedziałam, że ktoś mnie lubi. Co z tego, że przez papierosy? Wtedy to nie miało znaczenia.
Tak, teraz mam już inny system wartości. A wszystko przez Krzyśka. To mój obecny chłopak. Poznałam go, gdy miałam 18 lat. Pojechaliśmy ze znajomymi na biwak nad jezioro. Był weekend majowy, my, już pełnoletni, chcieliśmy trochę skorzystać z dorosłości. Niedaleko nas rozbili się harcerze. Pamiętam, jak się z nich śmialiśmy. Poszłam nad jezioro po wodę, on akurat też. Powiedział, że poniesie moje wiadro, dla równowagi ze swoim. Podobał mi się. Już wcześniej zwróciłam na niego uwagę, ale wydawało mi się to takie absurdalne - jak mógł mi się podobać chłopak w mundurze? Harcerz! Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Następnego dnia znowu się spotkaliśmy, potem znowu, i znowu. Urzekło mnie, że dostrzegł moje zalety, a nie wyłącznie wady. I do tego nie postrzegał mnie przez pryzmat papierosa! Nigdy nie dał mi tego odczuć. To też mnie w nim urzekło. Papierosy były jakby obok. Ja palę, on nie, i co z tego. Nie to się liczyło. Stopniowo zakochiwaliśmy się w sobie.
Podobało mi się, że Krzysiek nie palił. Wydawał mi się taki czysty, taki dobry i wolny, właśnie przez to, że nie palił. Imponował mi. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie przeszkadza mu to, że ja palę. Chciałam się mu podobać, a cały czas wydawało mi się, że cuchnę jak popielniczka. Nagle zachciałam rzucić.
Postanowienie o rzucaniu palenia dojrzewało we mnie powoli. Przede wszystkim chciałam spędzać jak najwięcej czasu z Krzyśkiem. A on, jak to harcerz, co chwila gdzieś wyjeżdżał, na obozy, szkolenia, biwaki. Zrozumiałam, że żeby być bliżej niego, też muszę wstąpić do harcerstwa. Na początku trudno mi było zaakceptować harcerskie ideały, wcale nie uznawałam prawa harcerskiego za słuszne, zupełnie nie rozumiałam, po co narzucać sobie jakiekolwiek ograniczenia. Ale zostało to przełamane. Dzisiaj już wiem, że dziesiąty punkt prawa "harcerz nie pije i nie pali" jest słuszny. Nie palę już 3 lata. Już nie jestem zniewolona przez papierosy. Nie wydaję tyle pieniędzy. Do tego głębiej oddycham i oczywiście czuję się zdrowsza. Mam też Krzyśka i harcerstwo. Nie muszę już ubarwiać sobie świata paleniem i wiem, że mogę być lubiana nie paląc.







