Szukam swojego miejsca na ziemi
Zaczęłam palić w połowie siódmej klasy. Zmieniłam wtedy szkołę. Kombinowałam jakby tu się wkręcić w nowe towarzystwo, bo przecież nikogo nie znałam. I wymyśliłam. W szkole była taka elitarna grupa ludzi, z najstarszej ósmej klasy. Spotykali się na każdej przerwie w tzw. bramie i tam palili. To była taka śmietanka towarzyska, najbardziej lubiani i podziwiani ludzie w szkole, najprzystojniejsi chłopcy i najładniejsze dziewczyny. A brama była naprzeciwko naszej szkoły i tam oni palili i pokazywali, że są dorośli. I ja pomyślałam, że jak zaakceptuje mnie "brama", to wszyscy mnie zaakceptują. Poszłam za nimi do tej bramy i zapytałam, czy mają ognia. I już tam zostałam.
Bardzo szybko wkręciłam się w "bramę". Będąc jedną z nich, czułam się bardziej dorosła, pewna siebie, może lepsza. Tam w bramie najważniejsze rzeczy się działy. To tak jak w pracy, na papierosie ustala się najważniejsze rzeczy. I tak tam było. Najśmieszniejsze tzw. akcje, coś, co potem się przeradza w anegdotę powtarzaną wielokrotnie i nikt nie wie o co chodzi, a ludzie z bramy wiedzą.
Mama szybko dowiedziała się, że palę. Kiedyś weszła do pokoju i poczuła. Palisz? - zapytała. Palę. Powiedziała, że to jest moja sprawa, co ja ze swoim życiem zrobię. Pamiętam, że podziękowałam jej za fajną, dojrzałą reakcję.
Poszłam do liceum. Tam nie dało się nie palić, tam trzeba było palić. To był Sowiński, gigantyczna szkoła. Byłam najpopularniejszą, najbardziej lubianą osobą w tej klasie. Niezwykle pozytywna, optymistyczna. Jako jedyna nikogo nie odbierałam negatywnie. Po pewnym czasie stałam się taką liderką grupy. Oni się nawzajem niektórzy nie cierpieli, a mnie lubili wszyscy. Wychodziliśmy na papierosa przed szkolę, na legalu, mimo że nie było nam wolno.
Po pół roku zmieniłam szkołę, poszłam do Kołłątaja. Zrobiłam to, bo w pewnym momencie poczułam, że chcę uciec od tych ludzi . Czułam na sobie bardzo duży ciężar, ciężar sympatii, jaką mnie obdarzali. Wszyscy zawsze do mnie biegli ze swoimi problemami. Wiadomo było, że Karolina pomoże, Karolina załatwi. Ja czułam, że im bardziej będę przez nich lubiana, szanowana, podziwiana, tym mocniejszy będzie mój upadek.
Chciałam być doskonała. I byłam doskonała. Do tego dochodziły jeszcze oceny, bo ja miałam fantastyczne stopnie. I bałam się, że to się też kiedyś skończy i że ja się załamię. No więc poszłam do Kołłątaja.
Po zmianie szkoły wpadłam w potworną depresję. Nagle nikt nie zwracał na mnie uwagi. To był szok. W Kołłątaju z papierosami trzeba było się kryć. Paliłam sama, w toalecie, żeby zaspokoić głód nikotynowy. Potem obsesyjnie obsikiwałam się perfumami, myłam zęby, bo ja nawet szczoteczkę ze sobą zabierałam. Wszystko, żeby tylko nauczyciele nie dowiedzieli się, że palę.
Zachorowałam na anoreksję. Zaczęło się od tego, że chciałam schudnąć przed swoim "pierwszym razem". Po prostu, żeby lepiej się czuć w łóżku, jak się po raz pierwszy rozbiorę. Ale teraz wiem, że prawdziwy powód tkwił gdzieś głębiej. Chciałam mieć również doskonałe ciało. Choroba przebiegała o tyle łagodnie, że nigdy nie ważyłam 35 kilogramów i nie wyglądałam tak, jak te anorektyczki ze zdjęć w gazetach. Ja byłam chora głównie psychicznie. Przez półtora roku odchudzałam się, chodziłam głodna, ale wyglądałam całkiem normalnie, przynajmniej tak mi się wydawało. Aż pewnego miesiąca schudłam 12 kilogramów. Wtedy ledwo na nogach się trzymałam. Wiedziałam, że nie mogę palić, żeby nie zemdleć, po prostu, byłam taka słaba. I wtedy rzuciłam palenie.
Na krótko. Kiedy uporałam się z anoreksją, a było to pod koniec trzeciej klasy, znalazłam pracę. To była praca przy projekcie Newsweek Junior. Pierwsza praca za pieniądze. Byłam w redakcji nowa, najmłodsza i bardzo się bałam, że popełnię błąd. Pracowałam więcej, niż się uczyłam, redakcję miałam blisko szkoły, więc po lekcjach prosto do Newsweeka, a tam tysiące rzeczy do zrobienia i ten potworny stres, że coś zrobię źle, że szef będzie ze mnie nie zadowolony. I zaczęłam znów palić. Bo ten papieros był dla mnie taką odskocznią, rozluźniał mnie, był pretekstem, żeby oderwać się od monitora, żeby oczy odpoczęły. A poza tym starsi koledzy z redakcji palili...
Po maturze wyjechałam do Francji, gdzie paliłam więcej niż kiedykolwiek. Do Francji pojechałam na staż dziennikarski. Zdałam egzamin w ambasadzie francuskiej, dostałam bardzo wysokie stypendium, apartament w hotelu, cały dla siebie. Warunki lux...
Mieszkałam w przepięknym punkcie Paryża, w 19. dzielnicy. Okna mojego pokoju wychodziły na Park Buttes - Chaumond. Zawsze chciałam zobaczyć Paryż. Ale Paryż nie był taki, jak go sobie wyobrażałam.
Miałam taki swój ulubiony album o Paryżu. I ja tak sobie oglądałam te zdjęcia i wyobrażałam sobie, co jest poza kadrem. I tak sobie np. wyobrażałam, że przed Pompidou jest duży plac. Ja tam poszłam, a tam placyk taki malutki i to mnie wkurzyło. I co chwila były takie sytuacje i te zdjęcia były takie ładne, zupełnie nie przystające do rzeczywistości. Bardzo się zawiodłam. Wolałam Paryż ze swoich marzeń, taki Paryż bardziej mi się podobał.
Ja szukałam i wciąż szukam swojego miejsca na ziemi. Do Paryża pojechałam, żeby zobaczyć, czy to będzie moje miejsce. Nie było.
W Paryżu całe wieczory spędzałam w knajpach i tak się rozpaliłam, że miałam dość. Po prostu bardzo źle zaczęłam się z tym czuć, fizycznie. Więc po powrocie rzuciłam. Nie wiem, kiedy wrócę do papierosów, ale na wszelki wypadek noszę ze sobą tego papierosa w torebce, z ogieńkiem, ładnie schowany, czeka na mnie.







