Z Marcinem Bosakiem, aktorem Teatru Dramatycznego, gwiazdą serialu "M jak Miłość" rozmawia Tomasz Knittel
Artysta popalający
Miałem taką scenę z papierosem. Tylko z nim stać, nie palić. Scena się kończy, papieros spalony do połowy. Resztę spaliłem więc sam. Takie to niezobowiązujące. Niby koniec sceny, papierosa możesz wyrzucić, a ty jednak go palisz.
W jakich okolicznościach zapaliłeś pierwszego papierosa?
Pierwszego papierosa zapaliłem w samotności, ukradłem go dziadkowi. Byliśmy na działce w miejscowości Pierzchnia Góra. Miałem wtedy czternaście lat - zdawałem do liceum. Ukryłem się wtedy w lesie. Skutki wspominam nieprzyjemnie, bo to był "popularny" - taki konkret. Zakręciło mi się w głowie, nawet nie wypaliłem całego. Zrobiłem to, bo chciałem spróbować. Wszyscy rówieśnicy mieli to już za sobą, ja jeszcze nie. Przeprowadziłem sam na sobie inicjację. I powiedziałem - dziękuję bardzo.
Ale traumatyczne wspomnienie minęło. Kiedy sięgnąłeś kolejny raz po papierosa?
Następnego papierosa zapaliłem w liceum, przed maturą.
Stres?
Raczej kierowałem się modą. Jesteśmy w liceum, palimy papierosy. Modne zaczęły być tytonie - skręcanie skrętów. Pamiętam, że bardzo mi smakowały. Stylizowałem się na artystę: długie włosy, długa broda, skórzany płaszcz, zdjęcia Morissona na ścianie. Do tego wymyśliłem sobie fajkę. Naprawdę w to wierzyłem. Młodzi ludzie ulegają tego typu inspiracjom. Była taka knajpa w Łodzi "Dada" - tam to wszystko się działo, mieliśmy swoją paczkę. Pisałem wtedy wiersze, co do dziś czasem robię, tak dla siebie. Uważam, że zapisane myśli są dla człowieka cenne.
Gdzie spotkałeś się z paleniem tytoniu i skrętów?
Pojechałem na warsztaty teatralne do Stuttgartu, tam wszyscy artyści palili białe Drumy, to było przepyszne. Porównując z papierosem - niebo a ziemia. Do Stuttgartu jechała młodzież z różnych recytatorskich konkursów. Jednym z organizatorów tych konkursów był Poleski Ośrodek Sztuki w Łodzi, a ja w tych konkursach startowałem, więc pojechałem. Pamiętam, że zmontowała się fajna grupa ludzi. Jeden kolega z tych warsztatów teraz pisze dramaty, jeden jest fotografem, a dwóch kończy aktorskie szkoły teatralne. Przez jakiś czas uprawialiśmy teatr, w teatrze studyjnym. Do tego tytoń. Ale wtedy tylko popalałem, to nie był nałóg.
Z popalania krótka droga do nałogu. Kiedy zacząłeś palić częściej?
Nie dostałem się do szkoły teatralnej, pracowałem na nocną zmianę i podbijałem sobie ciśnienie papierosami i kawą. Potem przeniosło się to na egzaminy do szkoły teatralnej, a następnie już na samą szkołę. Tam to dziewięćdziesiąt procent ludzi paliło. Nie masz czasu jeść, a papierosem zabijasz głód. Palisz w trakcie prób, podczas spotkania. Każda rozmowa z papierosem. Dużo okoliczności sprzyjających.
W tym zawodzie na pewno potrzebna jest kondycja, papierosy nie przeszkadzały?
W graniu nie, ale w życiu lubię być sprawnym. Kiedyś biegłem do autobusu, a nie był to duży odcinek, zabrakło mi tchu. Wtedy powiedziałem sobie, że nie będę palił. Z dnia na dzień rzuciłem.
Co było najtrudniejsze w rzuceniu?
W rzucaniu palenia najgorszy jest pierwszy tydzień. Ale wymyśliłem sobie na to metodę. Mówię sobie tak: przecież ja nigdy nie paliłem, więc po co mam próbować? Odwrotne myślenie. Nie: jaki jestem zły, znowu zapaliłem, jestem beznadziejny! - nie tędy droga. Łatwiej powiedzieć sobie, że się nigdy nie paliło. Dobrze mi z tym, więc po co to zmieniać. Ale później rozstałem się z Moniką, to był mocno imprezowy okres w moim życiu, znowu zacząłem palić.
No właśnie, alkohol, imprezy, da się przeżyć w klubie bez papierosa?
Spokojnie. To zawsze kwestia podjęcia decyzji. A imprezowało się wtedy często... Pamiętam jak znowu wchodziłem w palenie. Wszyscy koledzy palili, miałem wrażenie, że palą fajki non stop. Mówiłem sobie, że jak od czasu do czasu zapalę z nimi, nic się nie stanie. W końcu nie można sępić cały czas. Kupiłem więc papierosy. A tu już równia pochyła.
Teraz palisz?
Jestem na etapie popalania, dwa razy już rzuciłem. Nigdy jednak nie byłem w nałogu totalnym. Paliłem pół roku, potem półtora roku nie paliłem, potem znowu rok.
Nie boisz się, że to popalanie z powrotem wciągnie cię w nałóg?
Nie. Czuję tę granicę, za którą już zbyt fajnie sięga mi się po papierosa. Wiem, że to pora na podjęcie decyzji. Tym bardziej, że zacząłem biegać, więc niepotrzebny mi złudny relaks, który dają papierosy. Bieganie daje energię na cały dzień. A papieros mi tylko przeszkadza, jestem więc na dobrej drodze do rzucenia.
Zdarzało się, że na potrzebę scen na planie, czy w teatrze musisz zapalić? Co wtedy robisz, markujesz?
Miałem taką scenę z papierosem. Tylko z nim stać, nie palić. Scena się kończy, papieros spalony do połowy. Resztę spaliłem więc sam. Takie to niezobowiązujące. Niby koniec sceny, papierosa możesz wyrzucić, a ty jednak go palisz.
A na planie dużo osób pali?
W ogóle w tym zawodzie filmowo-teatralnym to przypadłość dotycząca wielu osób. Napięcie ludzie rozładowują przez papierosy. Ja rozładowuję przez pompki. Jedni palą, ja robię pompki!
W jakich momentach sięgasz po papierosy?
Najczęściej palę przy piwku. Po za tym, lubię czasem zapalić maryśkę, a po joincie nie da się ukryć - chce się palić... W takich sytuacjach to jest najprzyjemniejsze.
Na czym polega magia papierosów, że nie możemy im się oprzeć?
Jest w tym geście coś takiego filmowo - teatralnego. Dla mnie jednak amo zaciąganie się nie jest już takie fajne.







