Laboratorium Re... > PaleNIE > VIP pali i nie... > Z popielniczką na brzegu fortepianu  

Ojciec i syn rozmawiają o fajkach. O swoim nałogu kompozytor Krzysztof Knittel opowiada synowi, Tomaszowi Knittlowi.

Z popielniczką na brzegu fortepianu

"Na początku lat 90-tych występowałem w Kanadzie w Toronto w sali koncertowej imienia Glenna Goulda. Podczas przerwy w próbie zapytałem strażnika - a było to w siedzibie publicznego radia - "where is the smoking room", a on ze spokojem wskazał mi drzwi wyjściowe..."

Kiedy i w jakich okolicznościach zapaliłeś pierwszego papierosa?
Gdy miałem 15 lub 16 lat na letnim obozie szkolnym - nie pamiętam, czy był on zorganizowany przez moją szkołę... Chodziłem do liceum ogólnokształcącego nr 14 im. Klemensa Gottwalda (dawniej i teraz znowu nosi ono imię Stanisława Staszica), a równolegle popołudniami uczęszczałem do średniej szkoły muzycznej im. Józefa Elsnera. Wieczorami było odrabianie lekcji, nie wiem skąd jeszcze znajdywałem czas na brydża sportowego, przy którym bardzo dobrze paliło się papierosy, czy też na tenisa, po którym papieros jest raczej niewskazany.

Pamiętasz jakiej marki były pierwsze papierosy? Jak ten "pierwszy raz" przyjął twój organizm?
Te pierwsze to były "Mentolowe", lubiłem miętowe cukierki, więc wydawało mi się, że i papieros o smaku mięty będzie mi smakował. Po wypaleniu mniej więcej połowy miałem potworne zawroty głowy, po czym zwymiotowałem. Później, przez dłuższy czas rzadko paliłem. To były raczej jakieś okazje, np. prywatki. Ale w domu przy rodzicach nie paliłem, a poza tym mieliśmy wspólny pokój z bratem sportowcem, który by mi na to nie pozwolił. Dopiero, gdy skończyłem 18 lat zdarzało mi się zapalić we własnym domu.

Po co sięga po papierosa młody człowiek?
W okresie liceum najczęściej zdarzało się to na gościnnych prywatkach. I chodziło nie tylko o to, by zapalić papierosa i poczuć ten smak, chodziło także o swoistą dorosłość, o dziewczyny, które patrzyły na palącego chłopaka, jak na dorosłego faceta, a jeszcze jak trochę wypił i miał więcej odwagi, żeby z ładną dziewczyną zatańczyć - to rósł w oczach, dojrzewał. Jednak zapewne głównie dla siebie samego, bo nie przypuszczam, żeby imponował tym dziewczynom, było to chyba takie samooszukiwanie się...

Kiedy zacząłeś palić nałogowo?
Kiedy zacząłem regularnie grać w brydża. To było takie naturalne - wszyscy przy kartach palili - zarówno na turniejach brydżowych, jak i w brydżu towarzyskim. To było jeszcze w czasach licealnych. Potem zacząłem studia na reżyserii dźwięku w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej, studiowałem też kompozycję na tej samej uczelni. Na każdej przerwie między zajęciami wychodziłem na papierosa. Ale z początku bardziej pochłonął mnie brydż, niż nauka. Graliśmy w studenckim klubie Gama, byłem wówczas niezłym graczem, m.in. wystartowałem w kilku warszawskich turniejach brydżowych. Zorganizowaliśmy ze kolegami z uczelni rozgrywki brydża sportowego, aż po kilku miesiącach rektor zabronił gry w karty w szkolnym klubie, skończyły się więc nasze turnieje i od tej pory wzięliśmy się poważniej za naukę.

Jakie papierosy paliłeś?
Paliłem Mocne, Extra Mocne, Carmeny, Caro (te dwie ostatnie marki były droższe). Były też Sporty i Popularne, ale to już wyjątkowe obrzydlistwo. Zdarzało mi się też palić czasami francuskie papierosy - Gaullouise, Gitane.

Zacząłeś komponować. Papierosy pomagały w pracy? W skupieniu?
W trakcie tych pierwszych studiów zaproszono mnie do współpracy w studenckim kabarecie. Tworzyłem go między innymi wraz z Magdą Umer, Januszem Weissem, Andrzejem Wojciechowskim. Przygotowywaliśmy piosenki, komponowałem głównie dla Magdy. Z czasem zorientowałem się, że jestem w nałogu. Czułem się z tym niedobrze, wiedziałem, że nie powinienem tyle palić, czułem fizycznie, że palenie jest niezdrowe. Ale w jakiś sposób wyciszało we mnie napięcia - przynajmniej takie miałem wtedy wrażenie. Gdy komponowałem, wielokrotnie zdarzało mi się stawiać na brzegu fortepianu kubek z kawą, papierosy i popielniczkę i dopiero wtedy mogłem pisać. Przynajmniej tak mi się wówczas zdawało. A podczas nocnego komponowania paliłem nawet po 10 papierosów i więcej.
Pamiętam jednak, że miałem wówczas wielką ochotę przestać. Zdarzało mi się też popijać sporo alkoholu i stwierdziłem, że musze coś rzucić, choćby jedną z tych używek.

Jak więc przebiegało rzucanie?
Pojechałem wtedy na wycieczkę po całej Hiszpanii wraz z grupą polskich studentów. W grupie tej był Bogusław Metz, który wspaniale śpiewał piosenkę "Jej portret" (był chyba autorem tekstu tego utworu). Wieczorami w Toledo, Kordobie, Madrycie chodziliśmy w miejsca, gdzie przewijały się tłumy młodych ludzi z całego świata, wielu z gitarami. My śpiewaliśmy "Jej portret", chyba wymyśliliśmy nawet jakiś drugi głos. Ludzie byli zachwyceni, częstowali nas winem, papierosami z całego świata. W tej polskiej grupie była piękna blondynka, z którą się zaprzyjaźniłem. Wspólnie wynajmowaliśmy pokoje w kolejnych hotelach. I wtedy powiedziałem sobie, że tyle tych przyjemności, tyle atrakcji naraz, oglądam wspaniałą Hiszpanię w towarzystwie pięknej dziewczyny. I zdecydowałem, że tak dalej być nie może, niech będzie dziewczyna, wino i śpiew, zwiedzanie Hiszpanii, ale z papierosami zrywam. Z dnia na dzień udało mi się przestać palić. Był to rok 1971.

Skończyłeś studia. Rozpocząłeś karierę. A jak ze zdrowiem, palenie z lat szkolnych odbiło się na zdrowiu?
W 1981 roku, gdy leczyłem gruźlicę, okazało się, że mam jakieś zwapnienia w płucach, powodem mogło być właśnie palenie z lat szkolnych i studenckich. Ale wtedy, dziesięć lat wcześniej, przestałem i wytrzymałem kilka lat bez papierosów. Potem zaczęły się studia kompozycji, dużo pracy, małżeństwo ze skrzypaczką Weroniką Szrajber. Wera nie paliła, ja też nie. Studia kompozycji zbliżały się do końca. W 1978 roku wyjechaliśmy na wspólne stypendium do Stanów, na które bardzo długo czekaliśmy, ale wtedy nasze małżeństwo już się rozpadało. W Stanach czułem się samotnie, nie było to łatwe życie, szczególnie za pół stypendium. Pracowałem w The Center of The Creative and Performing Arts w State University of New York w Buffalo. Pod koniec półrocznego pobytu z powodów finansowych zamieszkałem z Gregiem Ketchum, który był perkusistą, grał w różnych grupach - ze mną na uniwersytecie w grupie muzyki współczesnej, a jednocześnie w grupach jazzowych i folkowych. Greg miał zajęcza wargę, długie włosy i palił mnóstwo marihuany. W jego mieszkaniu były duże ilości donic z maryśką, rosnącą na wysokość człowieka. Miał telewizor z popsutym dźwiękiem, pamiętam jak oglądaliśmy różne filmy, często horrory, puszczaliśmy Franka Zappę, a gdy jeszcze zapaliliśmy trawkę Grega, to pękaliśmy ze śmiechu wymyślając dialogi filmowe. Greg palił namiętnie, kilkanaście skrętów dziennie, ja tylko raz na jakiś czas. Pamiętam, że któregoś razu wróciłem do domu, a tu potworny smród, jakaś maszyna pracuje w łazience, więc pytam Grega "co ty wyprawiasz, co tu tak śmierdzi?" A on: "tylko nie mów tego nikomu, gdyby się dowiedzieli to by mnie zamknęli!". Do dziś nie wiem, co tam produkował.

Jedna używka sprzyja drugiej, nie tęskniłeś za papierosem?
Któregoś dnia po trawce spodobała mi się reklama Marlboro - ten kowboj, który umarł na raka, zdaje się, że tuż przed śmiercią oznajmił, że papierosy powodują raka płuc. A ja, oglądając tę reklamę, postanowiłem kupić paczkę Marlboro. Jedna paczka starczyła mi na tydzień, w następnym tygodniu paliłem już dwie paczki, potem trzy. Przed powrotem do Polski moi amerykańscy znajomi dziwili się, że wracam do tego komunistycznego kraju, ale miałem w Polsce rodziców i dziewczynę - do nich chciałem wrócić. I do języka. I kultury - polskiej a zarazem europejskiej. A po powrocie paliłem już na całego, nałogowo - tak jak większość moich przyjaciół, był to rok 1978.
Warto wspomnieć, że w 1977 roku, gdy podnosiłem coś ciężkiego, oberwało mi się płuco - nie jest powiedziane, że papierosy nie miały na to wpływu. Wylądowałem wtedy w szpitalu, lekarz stwierdził, że absolutnie muszę skończyć z paleniem. Pomimo tych ostrzeżeń w Stanach zacząłem jednak palić.

Jak wyglądało palenie w Ameryce?
Palenie nie było aż tak modne. Nie paliło tam tyle osób, co w Polsce. Dużo później, na początku lat 90-ych występowałem w Kanadzie w Toronto w sali koncertowej imienia Glenna Goulda i podczas przerwy w próbie zapytałem strażnika - a było to w siedzibie publicznego radia - "where is the smoking room", a on ze spokojem wskazał mi drzwi wyjściowe... W całym budynku palenie było zabronione. Wyszedłem, obok mnie stał jakiś facet, obydwaj kręciliśmy się nerwowo, było nam głupio - coś w rodzaju: jaki ja jestem słaby!, naokoło tylu ludzi nie pali, a ja muszę wyjść na zewnątrz budynku, żeby zapalić papierosa. Coś w rodzaju upokorzenia. Ale to zdrowe upokorzenie, uważam, że takie upokorzenie potrafi człowieka wyhamować.

Upokorzenie pomogło rzucić papierosy?
Nie do końca. Wracając do przełomu lat 70-ych i 80-ych. Pracowałem w Polsce, oprócz komponowania, włączyłem się w różne akcje solidarnościowe, chodziłem na zebrania, gdzie było wielu palaczy. W połowie 1981 roku okazało się, że mam gruźlicę, wyjechałem z Warszawy z żoną Jagną na trzy miesiące w góry, tam codziennie brałem lekarstwa (zresztą pełna kuracja trwała cały rok) i udało się to na szczęście powstrzymać. Mowy nie było wtedy o żadnych papierosach. To było ratowanie życia. Potem nastąpił stan wojenny, byłem skupiony na wielu innych sprawach, nie ciągnęło mnie do papierosów. A jednak w drugiej połowie lat 80-ych znowu zacząłem palić.

Czy miałeś duże wyrzuty sumienia, gdy wróciłeś do palenia? Wiedziałeś już, jak ciężko jest rzucić palenie.
Zazwyczaj zaczynałem palić wtedy, gdy miałem jakieś kłopoty. Jakby mało było tych kłopotów, to jeszcze jeden sobie dokładałem, niszcząc zdrowie... Ale właśnie w takich sytuacjach zaczynałem palić. A rzucałem, gdy był spokój, tak jak w Hiszpanii. Paliłem więc ponownie, ale zacząłem się zabezpieczać - stosować fifki, które częściowo wyłapują smołę, oglądając przy okazji to, co się w tej fifce zbiera: czarna, obrzydliwa maź. Uświadomiłem sobie, że przez te wszystkie lata zbierałem to wszystko w płucach. A potem Elżbieta Chojnacka przywiozła mi jakieś francuskie fifki z filtrami składającymi się z kryształków. Jednocześnie paliłem coraz lżejsze papierosy, zaczynałem palić po połowie.

Jakie papierosy paliłeś w latach 90-tych?
Marlboro Light, Golden American, Midle Sort, Vouge...

Wciąż paliłeś...
Owszem, ale wtedy ty, Tomku, który robiłeś się coraz większy, zacząłeś mnie strofować w taki fajny synowski sposób. Mówiłeś: dlaczego palisz? Wcześniej umrzesz!, a ja odpowiadałem, że i tak umrę. A ty: Ale wcześniej!

Nie przesadzaj z tymi moimi zasługami. Ostatnia walka z nałogiem?
Pomimo tego, że się ograniczałem, to jednak ciągle paliłem. Na przykład, gdy wyjeżdżaliśmy w góry, wychodziłem z pokoju, aby nie palić przy dzieciach. Ale takie miałem pieskie szczęście, że ty też wtedy wychodziłeś i z wyrzutem patrzyłeś na mnie, z taką odrobiną pogardy, że jestem taki słaby. I jeszcze bardziej się wstydziłem... W 1992 roku nad Wigrami, na wakacjach, po całodziennym wysiłku fizycznym (pływanie, przygotowywanie wspólnych posiłków, wiosłowanie, itd.), leżałem sobie w łóżku, czytałem książkę prawie do rana i nie czułem żadnej potrzeby zapalenia. I potem znowu - przez pół nocy, albo i dłużej nic, nie zapaliłem, obudziłem się rano i znów nie zapaliłem. Kolejny, trzeci już dzień ponownie spędziłem z całą gromadą dzieci, zdrowo i sportowo. Nie zapaliłem - okazało się, że mogę przestać palić.

Co ci pomogło rzucić?
Może trochę słodycze? Zacząłem jeść mnóstwo cukierków, m.in. mentosy, dziennie po 5 paczek. Gwałtownie utyłem. Ale również pomógł strach. Na początku lat 90., kiedy to po raz trzeci rzucałem palenie, miałem nieodparte wrażenie, że rośnie mi jakaś wstrętna gula w gardle, że mam raka gardła lub przełyku. Więc przestałem też z obawy o zdrowie.
W rzucaniu palenia pomaga relaks - kiedy człowiek jest w miarę zadowolony, nie ma ciężkich stresów, nie musi niczego zrobić na już, na teraz, na wczoraj. Wtedy trzeba rzucać palenie. Dla mnie tym relaksem była rodzina, dzieci, które widywałem od święta, w czasie wakacji zimowych czy letnich. To był zawsze bardzo szczęśliwy okres, poczucie pełni, naprawdę wtedy najlepiej wypoczywałem.

Jak teraz reagujesz na papierosy?
Teraz, gdy jestem w towarzystwie palaczy, szczególnie w małym pokoju, to protestuję, nie akceptuję takich warunków. Totalny bunt. Mam wrażenie, że czegoś udało mi się uniknąć. Nie wiem, czy mógłby z tego być jakiś rak płuc czy krtani, może znowu gruźlica albo jakaś inna jeszcze choroba. Chyba jednak teraz mam mniejszą szansę, żeby na to zachorować.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl