Laboratorium Re... > Poezja faktu > O poezji faktu.... > Rozmowa z Ewą Galoch. Poezja małego miasteczka - poezja faktu?  

Rozmowa z Ewą Galoch. Poezja małego miasteczka - poezja faktu?

Anita Karwowska

Ostatnie kilka dni spędziłam z Pani poezją i mam takie poczucie, jakbym czytała Fakt: wiersz o samobójstwie młodej dziewczyny, złamane życie prostytutki. Czemu o tym? Czemu akurat poezja o tym?

Ostatnie kilka dni spędziłam z Pani poezją i mam takie poczucie, jakbym czytała Fakt: wiersz o samobójstwie młodej dziewczyny, złamane życie prostytutki. Czemu o tym? Czemu akurat poezja o tym?

Lubię podglądać świat. Fascynuje mnie świat prowincji. Czuję się często jak widz, który ogląda zwykłe życie niczym interesujący film. Umiem chwytać drobne rzeczy. Tutaj wszystko jest w ruchu, zmienne, a jednocześnie stabilne i takie same od dziesiątków lat.

Co fascynuje?

Małe miasteczka są kosmosem w miniaturce. Tutaj jest wszystko: radość, smutek, złość i nienawiść, aby dojść do wielkiego szczęścia.

Ale u pani więcej tego smutku i złości.

W dzieciństwie byłam tutaj bardzo nieszczęśliwa. Czułam się odrzucona, bo byłam inna. Nie chodziło o wygląd, o poziom intelektualny, ale o moją specyficzną wrażliwość. Może to jest przyczyną, że widzę ciemniej? Urodziłam się, żeby być poetą, chociaż odkrywałam to wolno. Moje pierwsze wiersze są chyba próbą tłumaczenia sobie zastałej rzeczywistości.

Dla mnie to Pani wciąż jest jakoś poza. „Tu być artystą brzmi jak wyrok”, napisała Pan. Stąd rola obserwatora? Ciągle ten motyw miasteczka, a Pani wciąż z boku.

Bo jestem obca. Jestem inna, więc nigdy nie będę na takich prawach jak pozostali. Artysta jest tutaj, w Turku, czarną owcą.

Coś jak w „Dwóch odsłonach o kobietach?” Ani tu, ani tam? Nieprzynależność?

Nie należę do kobiet z małego miasteczka, jestem obok nich. Swój świat dźwigam w sobie, dlatego mogę tych ludzi odsłaniać w swoich wierszach. Bycie poetą to etykietka, której nie można zdjąć. Być poetą – znaczy być nawiedzonym, może dziwnym, śmiesznym. Moim marzeniem jest pójść z jakimś fajnym facetem z Turku na kawę do turkowskiej kawiarenki. Dopóty wszystko jest dobrze, dopóki nie wychodzi, że jestem poetką. Pogodziłam się z tym. Można żyć z takim piętnem. Można też pisać o tych wszystkich ludziach, którym wydaje się, że są ode mnie lepsi.

To, co opowiedziała Pani o byciu poetą w małym mieście jest strasznie niedzisiejsze! Przecież dziś poeta to jak księgowy prawie! Pisze, wydaje, zarabia, spotyka się z czytelnikami. Ale żeby nawiedzony?!

Pani nigdy nie żyła w świecie małego miasteczka. Tu panują inne prawa.

Nie! Przez 19 lat mieszkałam w Ostrołęce. Małe miasto z jedną gazetą.

To chyba pani wie, że ten świat bywa okrutny. Ale ja nie czuję się nawiedzona czy śmieszna. Dbam o swój rozwój, mam wiele pasji. Często sięgam po książki filozoficzne i teologiczne. Lubię poezję Herberta. Kiedyś bliska mi była twórczość Schulza.

Pani poezja jest polemiką z otoczeniem? Na złość Pani pisze? Im mniej chcą na kawie gadać o poezji tym Pani jest bardziej poetką?

Możliwe, że piszę, by się odegrać. By udowadniać, że nie jestem nikim.

A czy jest Pani feministką?

Niektórzy tak mówią. Ja po prostu nienawidzę prymitywnych facetów. [ fragment wiersza]

Jestem zaskoczona. Pani poezja pasowała mi do raczej w dużej mierze do nurtu „poezji społecznej”, stąd pytanie o feminizm. I teraz próbuje to połączyć z tym, co powiedziała Pani o udowadnianiu poezją własnej wartości. Chociaż może to się wcale nie wyklucza?

W jakiś sposób jestem chyba feministką, bo nie godzę się na los kobiet zepchniętych do podłogi. Myślę, że swoją wartość już udowodniłam. Teraz walczę o prawdę i godne miejsce kobiety w społeczności małego miasteczka.

Bohaterowie Pani poezji? Co to za ludzie? Plotkujące sąsiadki, panie oglądające Klan, historia samobójstwa dziewczyny z wiersza Ze szkolnej kroniki. Czy ci ludzie istnieli?

Ci ludzie istnieją, wszyscy. Może są trochę wystylizowani, ale to ludzie z krwi i kości. Dziewczyna, która popełniła samobójstwo, była moją uczennicą. Ten wiersz o niej, był zapisem chwili, tego, co działo się wokół tematu po jej śmierci. Dziś pewnie nikt już tego nie pamięta. Moje wiersze są chyba formą kroniki.

Reportażu?

Tak, są formą reportażu. Chwytaniem chwil. Jestem wciąż widzem i obserwuję, co dzieje się na scenie małego miasteczka. Turek nie jest miejscem wyjątkowym. Jest jak wszystkie małe miasteczka w Polsce. Pisząc o Turku piszę o wszystkich tych miejscach. Myślę, że moje wiersze są czytelne wszędzie.

O samotności, o związkach, o uczuciach można pisać w sposób reportażowy? Przez Gazetę Wyborczą i szarlotkę o miłości? Jak zdefiniowałaby Pani poezję reportażową, gdzie wskazała jej miejsce w poezji?

To poezja chwili. Teraz jest moda na taką poezję. Widzę to po konkursach literackich. W uzasadnieniach nagród moich wierszy, jury zwraca uwagę na sposób opisywania realiów małego miasta.

Uciekła Pani od liryzmu w swojej poezji. Zamiast strof są sceny. Skąd wybór formy reportażowej?

Zaczynałam od poezji reportażowej, bo tak widziałam świat wokół siebie. Idę jednak w kierunku liryzmu, choć nie umiem do końca zatopić się w liryzmie czy romantyzmie.

Pisała Pani kiedyś reportaże w sensie ścisłym?

Kilka, dla miejscowej gazety. Nawet mi nieźle wyszły. Ale moim zawodem jest nauczycielstwo i poszłam w tym kierunku. Na moich wierszach uczą się moi uczniowie. Sięgają do nich poloniści.

Odważna jest Pani! Ja bym się stresowała!

W jakim sensie?

Niech pastwią się nad kimś innym. Nad Szymborską może.

Raczej się nie pastwią. We wrześniu na podstawie moich wierszy z tomiku „Miasteczka” uczniowie zrobili inscenizację. Dałyśmy im wolną rękę w sposobie przedstawienia wierszy. Zrobili to rewelacyjnie! Utożsamili się z moimi bohaterami, zostały ożywione te wszystkie kobiety, o których pisałam. Było pięknie.

Pytam, bo wydaje mi się, że do własnej twórczości ma się stosunek niezwykle emocjonalny. Rzadko obiektywny.

Tak. Ale ja tak długo pracuję nad każdym wierszem, że gdy już kończę, to jestem zadowolona. Czasem nad jednym wierszem pracuję nawet rok. Wiersze podlegają ciągłym przeróbkom. Pomagają mi konkursy literackie. Są bodźcem do lepszego pisania.

Czytałam dziś wywiad z Marią Janion, która powiedziała, że nienawidzi samej czynności pisania. Proces twórczy to koszmar?

Dużo w tym racji. Nad wierszem pracuję do bólu. Setki razy czytam wyraz po wyrazie. Za każdym razem chcę coś zmienić.

Kiedy Pani wie, że jest dobrze?

Intuicyjnie to wyczuwam. Prawie nie ma wierszy, które powstają za pierwszym razem. Robię odstępy czasowe, żeby mieć nowe spojrzenie na wiersz. Jeżeli jest satysfakcja, biorę się za kolejne teksty.

Teraz jest Pani jest w stanie „odstępu”?

Pracuję obecnie nad kilkoma tekstami jednocześnie. Kilka wierszy czeka na poprawienie. Trzy wiersze mam w brudnopisie i nie mogę zebrać się, by wrzucić je do komputera. Lubię mieć po pięć takich wierszy do poprawienia.

Reportaż czy liryka tym razem?

Chyba bardziej reportaż, chociaż z elementami lirycznymi. O kobietach, które odchodzą od mężczyzny, gdy nic już ich nie łączy. Lubię też pisać poezję miłosną. Ostatnio fascynowała mnie historia miłości kobiety do księdza. W mojej szkole w na przestrzeni roku dwóch księży zrzuciło sutannę z powodu kobiety. Napisałam więc o tym.

Turek musiał szaleć ze wściekłości!

Grzmoty było słychać przez dwa miesiące. Dantejskie sceny działy się w naszym mieście. Nasze społeczeństwo jest ogromnie nietolerancyjne. Sami grzeszą, a innych chcą linczować.

Będą w wierszach te dantejskie sceny?

Najdziwniejsze historie krążyły wśród gospodyń domowych. Wiersze mam napisane już od roku. Pokazałam w nich wiele aspektów tej sprawy, ale boję się je publikować, bo mogę być posądzona on taką miłość. Tutaj czegoś takiego się nie wybacza. Chociaż uważam , że temat jest niezwykle piękny i dramatyczny.

Gospodynie wiedzą, że Pani o n ich pisze?

Wiedzą, o czym piszę, ale nie potrafią dopatrzyć się w tym samych siebie. Typowe gospodynie nie czytają mojej poezji. Może Konopnicką czytają. Ale też pewnie nie. Raczej Tinę lub Przyjaciółkę.

I Fakt. Czemu Pani właściwie tam żyje? Czy to jest jak w piosence Starszych Panów pt. Średnie miasta: ‘Gdy za tobą taka brama się zatrzasła, będzie tobie trudno wyjść z takiego miasta’.?

Ogólnie nie żyje mi się tutaj źle. Mam dobrą pracę i poligon literacki. Jedyne, czego mi tu brak, to miłości. Jestem strasznie samotna. To jakiś żart losu, bo poeta powinien otrzymywać miłość, ponieważ rozumie jej istotę. Jednak właśnie tego los mi skąpi.

Paradoksalnie Pani poezja jest wypełniona drugim człowiekiem.

Poezja tak. A życie puste.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl