Laboratorium Re... > Poezja faktu > "Tamten wieczór". Rozmowa z Julią Hartwig.  

"Tamten wieczór". Rozmowa z Julią Hartwig.

Magda Rybak

"Tamten wieczór" - opis konkrentego zdarzenia, konkretnych osób. Reportaż? Rozmowa z Julią Hartwig.

Julia Hartwig - Tamten wieczór
Jeszcze paliło się wówczas papierosy
więc w pokoju było gęsto od dymu
i telefon terkotał raz po raz
zapowiadając przyjaciół na ten wieczór

Trochę alkoholu coś do jedzenia
Jerzy który przyjechał z Krakowa
Adam który przyszedł się z nim spotkać
Maciej z Żoliborza Andrzej z Kazią
i studentka która przyjechała z materiałami dla Adama

Adam przysiada się do Jerzego
mówi szybko i z impetem jak to on zacinając się z lekka
Jerzy milczy i słucha uważnie jak to on

Czy jest zadaniem Kościoła obrona praw człowieka?

O, nie było to wówczas pytanie na które dziś mamy tak jasną odpowiedź
To było niemal tak trudne
jak rozprawianie o demokracji w Kościele

Kiedy wyszli około drugiej w nocy
uchylając okno zadymionego pokoju
zobaczyłam w fali mroźnego powietrza
jak z zaparkowanych samochodów
doskakuje do nich gromada krępych osiłków w kożuchach
i wciąga ich do aut

Na pustej ulicy został tylko Jerzy

który przez dłuższą chwilę stał jeszcze w miejscu nieruchomo
jakby czekał na swoją kolej
po czym powoli skierował się w kierunku Nowego Świata
Wszystko odbyło się bezgłośnie
że w naszej kamienicy nie zapaliło się żadne okno

Redakcja:Czy mogłaby Pani opisać okoliczności, w jakich ten wiersz powstał?

Julia Hartwig: To jest wiersz, który powstał w dziwny sposób. Chęć jego napisania, opisania tego wieczoru tkwiła we mnie od lat. Od stanu wojennego, kiedy to wszystko się wydarzyło. Bardzo długo czułam się bezradna wobec niego. Uważałam, że się nie mieści w ramach wiersza. Nie wiedziałam, co z nim zrobić. W pewnym momencie, po latach znalazłam kartkę z notatką z tego wieczoru, siadłam i napisałam ten wiersz. Opisałam tamten wieczór.

Co było dla Pani inspiracją? Jakie wydarzenie Pani opisuje?
Wiersz ten jest opisem pewnego wieczoru. Zimnego wieczoru. Z początku stanu wojennego. Dziwnego wieczoru. Nie często w końcu zdarzało się, żeby moi przyjaciele wychodzili z mojego domu i byli pod moimi oknami aresztowani. Pamiętam dokładnie, że była pierwsza, może druga w nocy. Był ogromny mróz. A ONI przez wszystkie te godziny czekali. ONI dokładnie wszystko wiedzieli. Kto tu jest. Jak długo. Chociaż musze przyznać, że moi goście zachowywali się niefrasobliwie. Bezustannie były telefony - o której się spotykamy, a kto jeszcze będzie, a czy może jeszcze przyjść... Dokładnie wszystko było powiedziane. Zlekceważyliśmy fakt, że ONI mogą się o tym dowiedzieć. Wyszliśmy z założenia, że UB i tak wie wszystko.
Jaki postacie kryją się pod użytymi imionami?
Był to wieczór, na który zaproszony był nasz stały gość Jerzy Turowicz, oczywiście Jerzy to jest on. Gdy Adam Michnik, czyli Adam, dowiedział się o jego wizycie zaprosił się również oraz zaprosił swoich przyjaciół: Andrzeja Kijowskiego z żoną Kazią oraz Maćka. Andrzej Kijowski to był nasz bliski przyjaciel, codzienny prawie gość albo "telefonista". Nazwiska Maćka nie pomnę, wiem, że był z Adamem blisko i mocno razem współpracowali. Pojawiła się jeszcze studentka, która przywiozła pewne materiały dla Adama. Wszyscy się zebrali. Było to bardzo ważne spotkanie. Adam miał coś do powiedzenia Jerzemu. Coś, co jest już w tej chwili historycznie potwierdzone. Kościół nie był zaangażowany w prawa człowieka. Nie był, nie jest i nigdy nie będzie. W kościele demokracji być nie może. Kościół rządzi się własną hierarchią. Adam tłumaczył to Jerzemu, jakby chciał go o tym przekonać. Jerzy słuchał go milcząco, ale on zawsze milczał. Przemyślał. Musiał wszystko przemyśleć. Wyszli. I przez okno widziałam, jak zostali zatrzymani i wsadzeni do samochodów. Wszyscy poza Jerzym. Którego obawiano się ze względu na kościół i rolę kościoła. Który był niepokojony ale bardzo się z nim liczono. Zatem Jerzy Turowicz był osobą, której ONI nie ośmieliliby się zaaresztować bez żadnego powodu. A nie mieli mu nic do zarzucenia. Poza tym, że wziął udział w spotkaniu. Patrzyłam, jak bezradnie stał na ulicy i patrzył na wszystko. I w pewnym momencie po prostu sobie poszedł. Z pewnością to wyróżnieni nie było dla niego miłe. Wszystkich pozostałych odwieziono do najbliższego komisariatu na Wilczą. Wypuszczono ich następnego dnia. To miała być nauczka.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl