14 września 1997r. w Montresorze
Montresor moimi oczami
Odczyt Anny Potockiej wygłoszony podczas otwartej sesji XIX Stałej Konferencji Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na Zachodzie
Drodzy Państwo,
Turysta zwiedzając zamek Montrésorski patrzy na sylwetę domu, pokoje, meble, obrazy – komentuje, czy obraz dobrze namalowany, kolory, światło, głębię, ale nie widzi i nie odczuwa, kim byli ci ludzie, którzy tu dawniej mieszkali.
Chciałabym, aby spojrzeli Panstwo na Montresoru moimi oczami. Montrésoru nie sztywne muzeum, ale dom rodzinny zamieszkały teraz już przez siódma generację tej samej rodziny.
Trzeba myślą cofnąć się daleko do dwóch przywódców targowicy – Hetmana Xawerego Branickiego z Białej Cerkwi (portret jego w dużym salonie mal. Lampi) i Szczęsnego Potockiego z Tulczyna, którego chorągwie pułków artylerii, fundowanych dla króla Stanisława Augusta, wiszą też w dużym salonie. Córka Szczanego I Józefy Amelii z Mniszchów, Róża, wychodzi za mąz za generała Antoniego Potockiego z Monasterzysk. Po rozwodzie wychodzi po raz drugi za mąż za Władysława Grzegorza, syna hetmana Xawerego Branickiego z Białej Cerkwii ponoć wbrew woli Alexandry z Engelhartów Branickiej wszechwładnej zony hetmana. Obraz w salonie przedstawia hetmanową. Jest to kopia obrazu malowanego przez Bromptona. Pani Róża wraz ze swym najstarszym synem opuszcza Ukrainę.
Xawery jako emigrant polityczny – Matka mu towarzyszy. Osiedlają się w Paryżu, gdzie na Rue de Penthièvre pani Róża kupuje parę łączących się domów, a potem Montrésor w 1848 r. i tu zaczyna się historia tego polskiego Montresoru, mojego rodzinnego domu. Obraz Pani Róży malowany przez Winterhaltera wisi w bibliotece. Kaplica wzniesiona pod wezwaniem św. Róży na Montrésorskim cmentarzu jest jej grobowcem. U stóp grobowca znajduje się tablica pamiątkowa z imionami jej synów. Popiersie z brązu Pani Róży stoi w oficynie. Przez nią również została wzniesiona szkoła katolicka w Montresorze.
Pani Róża, nasza prababka była osobą surową. Wychowywała dzieci ostro i bez zbytków. Była też, jak wielu braci i sióstr, dzieci Szczęsnego, gorącą patriotką polską. Miała z senatorem Władysławem siedmioro dzieci: czterech synów i trzy córki. Listy jednej z nich, Elizy Branickiej, wydane niedawno temu w Polsce są kopalnią wiadomości o rodzinie. Każdy z tych listów, w których pani Eliza filozofuje lub opisuje swe podróże kończy się paroma informacjami o braciach i siostrach. Jej mąż, poeta Zygmunt Krasiński w swych listach do Jerzego Lubomirskiego też często dodaje szczegóły o ich życiu rodzinnym, nieraz z dużą złośliwością.
Nabytym Montrésorem oraz pracami w domach paryskich zajmuje się nieoceniony pan Okryński, którego grób na naszym cmentarzu. Wnętrze, ruiny zniszczonego zamku odnawia w najnowocześniejszym duchu wiktoriańskim. Kominek w dużym salonie jest tego dowodem. Łazienki w wieżach domu, jak na te czasy wygodne i nowoczesne, ale gdy mieszkaliśmy w zamku, ja przed 1952 rokiem, to często z kurka do wanny wpadała rybka maleńka wyciągnięta wprost z rzeki Indrois.
Pani Eliza w swych listach opisuje rozkład swego dnia, nawet tygodnia, nauk które pobierała w latach swej młodości. Imponuje i zachwyca ilość rozmaitych lekcji i mentorów różnych narodowości: francuskich, angielskich, niemieckich, rosyjskich – historia, literatura i, naturalnie, lekcje malowania i muzyki z całym swym zapleczem.
Zaczynam więc od najstarszej córki Pani Róży, Zofii. Wychodzi za mąż za księcia Odescalchi. Jest osobą bardzo religijną i oddaną jej ukochanemu Papieżowi Pio Nono (Piusowi Dziewiątemu). Przeżywa bardzo intensywnie wstrząsy, które odczuwa papiestwo w czasie włoskiej rewolucji. Nie mamy jej obrazu – tylko widać ją na mąlej fotografii w saloniku Buni, Anny z Potockich Xawerowej Branickiej.
Druga jej siostra to piękna Pani Katarzyna, pani Adamowa z pod Baranów i Krzeszowic – moja prababka. Jej dwa portrety SA w bibliotece. Jeden piękny w greckim stroju drugo w jasnej sukni z fiołkami. – oba malował Winterhalter. Jest to młodsza siostra Elizy. Zbiór 3,800 kart listów pisanych przez Elizę do Katarzyny, pisanych prawie co dzień to zwierciadło w którym odbijają się nie tylko ich piękne twarze, ale naprawdę piękne dusze oraz ich trud codzienny. Nieskończona cierpliwość, zaparcie się siebie i godność, z którą znosi naprawdę nieznośne kaprysy teścia, generała Krasińskiego, i genialnego, ale również nieznośnego męża jest godna podziwu.
Pani Eliza w listach do siostry odsłania głębię swej duszy. Niesamowity jest jej stosunek do głośnego romansu jej męża z Delfiną Potocką. Katarzyna Branicka późniejsza Adamowa Potocka mieszkająca stale w Polsce zajeta jest pracą charytatywną. Za jej czasów „Barany” – pałac pod Baranami w Krakowie, staje się centrum życia kulturalnego miasta, miejscowej inteligencji i świata naukowego. Jej mąż, Adam, aresztowany prze władze Austriackie w 1848 znalazł się w Komitecie Narodowym. Był aktywnym politykiem i jednym z przywódców „Stańczyków”.
Pani Katarzyna ratuje szczątki dawnych murów Krakowa; kupuje Bramę Floriańską; funduje sarkofag Władysława Warneńczyka w katedrze wawelskiej; funduje witraż u „Panny Marii”; wspiera finansowo prace naukowe oraz kolekcjonuje pamiątki historyczne i rodzinne, jak kolekcja miniatur i pasów polskich. Gromi swego brata Xawerego i pana Okryńskiego za to, że stare zamkowe kominki Montrésorkie i belkowania zastępują kasetonami i gipsem. Obie siostry są często portretowane prze Winterhltra i Ary Sheffera. Ci malarze są ich przyjaciółmi. Przyjaźnią się z całą ich rodziną. Ponieważ obie malują – Pani Eliza ma duży talent, jak i brat ich Konstanty, przybywanie w pracowniach malarskich tych mistrzów i pobieranie od nich lekcji i wskazówek jest ich wielką radością i przyjemnością. Dzieci wychowują starannie wbijając im w serca poczucie uczciwości, a więc prawdy wobec siebie i ludzi oraz świadomość, że każdy człowiek podlega obowiązkom, które trzeba wypełnić jak najlepiej i najdokładniej. Tak lubię małe wspomnienie o pięknej prababce przytoczone przez ciotkę Różę Raczyńską, siostrę mojej babki. Ale tego wam nie opowiemy!!!!!!!!!
Pani Eliza była bardzo pobożną i oddaną Bogu. Życie jej jest jednym wielkim poświęceniem, najpierw dla męża, który tak bardzo ją ranił i poniżał swym głośnym romansem z Delfiną Potocką, a potem dla dzieci, które umierają w młodym wieku. Widzimy ja w aksamitnej sukni otoczoną dziećmi na owalnym obrazie Winterhaltera w bibliotece. Dzieci umierają: najpierw mała Lizka potem już dorośli ukochani chłopcy Zygmunt i Adzio – Władysław. Te listy pani Elizy zachowały się dzięki pani Adamowej, która pod Baranami miała pięknie prowadzone archiwum. Znajduje się ono obecnie na Wawelu.
A teraz krótka notka o synach Róży Potockiej i senatora Branickiego. Zacznę od Władysława (+ 1884) zwanego „Gros-Bijou”. Ożeniony z Marią Sapieżanką (portret w bibliotece) pozostaje na Ukrainie w Białej Cerkwi. Zajmuje się polepszaniem doli włościan. Dba o wysoki poziom rolnictwa. Było tam 109 tysięcy hektarów – 80 folwarków etc. Utrzymuje Bank Włościański, na który jeszcze jego babka, Alexandra hetmanowa, zapisała swe fundusze oraz wiele instytucji charytatywnych, szkoły, szpitale etc.
Będąc trzy lata temu w Białej Cerkwi zwiedzaliśmy park zwany Alexandrą i tamtejsze muzeum. Szukaliśmy szczątków pawilonów. Tam, gdzie była Austeria – główny pawilon znany nam z rysunków Richtera i z fotografii rodzinnych – była błotnista dziura, w niej resztki podwalin domu. Mój syn, Janio, skoczył do tej jamy i wyjął piękną cegłę znaczoną Korczakiem Branickich i monogramem W.B. i M.B. – ostatnia zachowana „na dziko” pamiątka ich czasów. Władysław i Maria dbają o przecudny park założony prze hetmanową Alexandrę, zwany od jej imienia Alexandra. Znamy go znów z rysunków Richtera . Jest jeszcze względnie dobrze zachowany. Kościół katolicki z tablicami pośmiertnymi braci Branickich przemieniony jest na muzeum. Cerkiew prawosławna też fundacji Branickich ma sprofanowany grób hetmanowej. Działo się to nie tak dawno temu. Pokazano nam miejsce w skale, gdzie kobiety wiejskie złożyły w chusteczce jej kości. Wokoło było pełno doniczek i Świerzych kwiatów. Po 200 latach! Z tego 70 komunizmu.
Dwaj bracia, Alexander i Konstanty, nasz pradziad, są najbardziej do siebie podobni. Starszy Alexander 1821 – 1877 – jego portret (mal. Ary Scheffer) jest w dużym salonie, właściciel dóbr, między innymi Stawiszcze naUkrainie i suchej w Galicji. W Stawiszczach zakłada ogród botaniczny z krajowych roślin ukraińskich. To pewnie wpływ Alexandrii białocerkiewskiej.
Obaj z Konstantym mają silne zainteresowania naukowe. Finansują i biorą udział w wyprawach naukowych do Egiptu w 1872/3 do Nubii, Algieru razem z profesorem Wagą (jego podobiznę na 2-gim piętrze rzeźbił Gujski). Swoje zbiory ofiarowuje do Gabinetu Zoologicznego Uniwersytetu Warszawskiego – Legaty pozostawia p.Alexander na stypendia i wydawnictwa z dziedziny zoologii i botaniki. Finansuje też badania Dybowskiego. Innym jego zainteresowaniem jest fotografia. Pierwsze dagerotypy są jego ręki. Jeden wisi w saloniku mojej babki. Jest pierwszym fotografem-amatorem polskim. W suchej zgromadza wspaniałe zbiory biblioteczne: rękopisy, staro-druki, inkunabuły. Pozostawia po sobie jedynego syna Władysława – Adzia, który jest gospodarzem i społecznikiem. Zakłada też sławną stadninę koni w Stawiszczach. Z tego wszystkiego nic nie zostało. Rozbiła rewolucja. W Stawiszczach został się zarys wieży i cudowny widok z miejsca, gdzie stał dom nad rzeką Tetierew. Pan Alexandrer za finansowanie powstania 1863 r. został wysiedlony za granice Rosji.
Konstanty (1824-1884), nasz pradziad, wraz ze swoją żoną Jadwigą z Potockich dużo czasu spędzają w Montrésorze. Jego autoportret – gdyż rysował i malował dobrze – wisi w pokoju mojej matki za biblioteką, na pierwszym piętrze. Pastel Pani Jadwigi, też w Bibliotece, oraz jej popiersie rzeźbione przez Gojskiego stoi na korytarzu, a popiersie Konstantego w rogu jadalni. I on miał pasje naukową – zoologiczno-botaniczną. Jest ornitologiem, podróżnikiem i myśliwym. Jeździ z bratem Alexandrem, prof. Wagą i Taczanowskim do Egiptu, Nubii, Algeru – później do Azji Mniejszej i na Kaukaz. Finansuje wyprawy naukowe w Ameryce Południowej. Rezultaty tych badań, robionych przez Konstantego Helskiego, wzbogaciły dział ornitologiczny gabinetu warszawskiego. Pan Jan Sztolcman jedzie do Peru skąd przywozi przeszło 1,000 gatunków ptaków. Jadą też do Ekwadoru. Są także w Jerozolimie, Tunisie i na Kaukazie.
Jest to erudyta i mecenas nauki. Na finansowanie tych wypraw, jak i na różne inicjatywy społeczne i charytatywne czerpał pieniądze ze swych dóbr Bogusławskich na Ukrainie. Syn jego, Xawery II, właściciel Wilanowa, mój Dziad, tworzy w Warszawie muzeum zoologiczne, imienia Branickich, które istniało 32 lata. O ostatnim bracie tych panów, Xawerym Branickim I (1816 – 1979) wiemy najwięcej z różnych broszur, monografii i prac o jego życiu i działalności. Był finansistą i politykiem, a przede wszystkim gorącym patriotą polskim.
Z listów Pani Elizy dowiadujemy się, jak bracia Braniccy powiększali swą fortunę finansując dopiero co powstałe linie kolejowe, banki i różne przedsięwzięcia przemysłowe. Pan Xawery finansował Trybunę Ludu redagowaną przez Mickiewicza. Pani Eliza nie lubi Mickiewicza. Uważa go za dziwaka i fantastę – ubolewa nad wpływem jego na brata Xawerego: „Jak daleko mogą się posunąć aberracje ludzkiego umysłu! Aż włosy stają na głowie – nieskończoność jest we wszystkim, nawet w szaleństwie… …” pisze Pani Eliza.
Xawery, ku dezaprobacie rodziny zbliża się wtedy do kół liberalnych i demokratycznych we Włoszech i Francji. Poza Mickiewiczem pomaga Proudhonowi w wydaniu jego pism. Finansuje legion Mickiewicza i oddziały Zamoyskiego. Zostaje wezwany do ambasady rosyjskiej nakazem powrotu na Ukrainę. Xawery przyjmuje wówczas obywatelstwo francuskie. Władze carskie konfiskują jego majątek. Jest mairem – wójtem miasteczka Montrésor, właścicielem wielu domów w miasteczku, hali targowej, i zdaje się, też kościoła. Przeróbki głównego domu postępują pod okiem panów Okryńskiego i Kochańskiego.
Pani Eliza rozgrzewa nogi przy kominku i pisze, że „mróz 8˚ ”, ale że są szczęśliwi, bo Montrésor przybrał inny wygląd i już nie potrzeba trząść się z zimna w lodowatych pokojach. Xawery przyjaźni się z rodziną cesarską Francji, a w szczególności z księciem Hieronimem zwanym „Plon-Plon”. Jedna z pierwszych linii telegramu to Paryż-Montrésor. Linia ta została założona dzięki ich przyjaźni. A dziś w naszej kaplicy cmentarnej jest grób Pani Róży, choć jej zwłoki zostały później przeniesione do Krzeszowic. Troje dzieci Szczęsnego z Tulczyna, Pani Róża i jej pół-rodzeństwo, Zofia Kisielew i Mieczysław Potocki, leżą na naszym cmentarzu. Jest tam też grób Xawerego I, który umiera nagle w Egipcie. Jego żona, Pelagia z Zamoyskich, zostawia nam piękna pamiątek po sobie o której głosi tablica w kościele: zebranie i odrestaurowanie szczątków pięknego pomnika Baterneyów w ich grobowej kaplicy – obecnie kolegiacie Montrésorskiej. Kościół i zamek były bardzo zniszczone prze wielką Rewolucję Francuską. Witraże też odnowione jej staraniem, jak i potem Konstantych Branickich.
Zbiór obrazów nabyty przez pana Xawerego ze zbioru Kardynała Fescha (wuja Napoleona I) jest częściowo tutaj w Zamku, częściowo w Kolegiacie Montrésorskiej i w pałacu w Warszawie przy ulicy Nowy Świat 18, który należał do mojego dziadka. Obrazy Rodakowskiego, Kaplińskiego, Grottgera, płaskorzeźba Lenartowicza świadczą o kontaktach i pomocy malarzom polskim na emigracji. Zbiór pamiątek sreber i płaskorzeźby Pierre Vaneau świadczą o szacunku i czci, jaką miał Branicki dla króla Jana III. Są też w kaplicy groby mych dziadków, Rodziców i mojego męża, Konstantego Potockiego z Peczary. Jest grób brata mego, Xawerego Reya, i bratanka, Stanisława Reya oraz różnych krewnych.
Mój dziadek, Xawery II właściciel Wilanowa, bardzo kocha Montrésor i dużo czasu spędza we Francji. Dokupuje rodzinne obrazy (od Mikołaj Potockiego, swego kuzyna), a przede wszystkim dokupuje ziemię, scala majątek, zakłada młyn i zwierzyniec na Villiers, który pamiętam z lat dziecięcych. Kocham jak jego przodkowie, przyrodę i myślistwo. Trzyma tu psiarnię, którą pamiętam. Dostaje nagrody za najlepszego ogara we Francji imieniem Negro. Przyjmuje wielu Francuzów myśliwych, sąsiadów, przyjaciół.
Montrésor jest otwarty, tak jak Wilanów dla zwiedzających. Po jego śmierci w 1926 roku właścicielką jest moja matka, Jadwiga Branicka Stanisławowa Reyowa. Dożywocie na tych dobrach ma Bunia, Anna z Potockich xawerowa Branicka – córka pięknej Pani Katarzyny. Jest to osoba o gorącym sercu, buchająca radością życia, humorem, a przede wszystkim gorącym patriotyzmem. Jej popiersie, wykonane przez Wittiga, stoi w bibliotece na kominku.
Bunia, jak i mój Dziadek pozostawiają po sobie wiele świadectw ich działalności na tym terenie, a przede wszystkim bardzo serdeczne wspomnienia wśród tutejszych ludzi. Montrésor czasów wojny to schronisko dla dalszej i bliższej rodziny. Bunia otwiera szeroko swe serce i bramy Montresoru dla uciekinierów z Polski, których życie jest zagrożone przez Drugą wojnę światową. Wielu startowało życie emigracyjne stąd.
Moi rodzice Jadwiga z Branickich i Stanisław Rey z Przecławia pomagają rodzinie i znajomym dzieląc się domem rodzinnym z wyrzuconymi ze swych gniazd przyjaciółmi i rodakami. Dowodem atmosfery, jaką wokół siebie roztaczali to 18 polskich domów rodziny, która przylgnęła, jak gniazda jaskółcze do murów zamku. Są to domy potomków czterech braci Branickich oraz ich przyjaciół i znajomych. Wyjechałam stąd po moim ślubie w 1952 roku. Przez ten czas Montrésor przemienił się w muzeum, choć troszkę, jeszcze troszkę odczuwa się w nim atmosferę domu.
Pan Xawery w swoim testamencie prosił, by Montresoru nie sprzedawać, bo może on służyć całej rodzinie. Montrésor chyba spełnił swą rolę, a teraz jako muzeum polskie jest świadkiem pewnej epoki – świadkiem i oknem na kulturę polską jednej rodziny. Są więc muzeami polskimi: śliczny Wilanów, gdzie się urodziłam, mam nadzieję nasz ukochany zamek w Przecławiu, gdzie rodzina Reyów żyła nieprzerwany ciągiem 300 lat do 1944 roku, a teraz Montrésor. Nasze domy są teraz tak zwanym „dorobkiem kultury polskiej” niech więc – całym sercem – niech Polsce służą.
Anna Konstantowa Potocka








Komentarze
Autor: Emil z Warszawy (Środa 22-10-2008 01:30)
Jestem wzruszony odczytem.To piękne.