Świat, w którym było piękno
Rozmowa ze Zbigniewem Gluzą, prezesem Ośrodka KARTA, inicjatorem wystawy „Wokół pałacu i dworu. Świat ocalony w kolekcji Janusza Przewłockiego”
Jak zdjęcia trafiły na wystawę i jak powstał pomysł, żeby ją zorganizować?
Z Januszem Przewłockim współpracujemy blisko 20 lat – odkąd spotkaliśmy się, jeszcze „w konspiracji”, w Archiwum Wschodnim, które powstało w listopadzie 1987. Pan Janusz samotnie dokumentował historię sybiracką, a redakcja podziemnej „Karty” zainicjowała takie działanie zespołowe. Od tego czasu utrzymujemy regularny kontakt. W 1988 roku pomagaliśmy założyć Związek Sybiraków, którego współtwórcą był pan Janusz. Wiedzieliśmy, że jest on także posiadaczem kolekcji, jak twierdził – kilkunastu tysięcy zdjęć, które dotyczą arystokracji i ziemiaństwa na przełomie XIX i XX wieku. Robiliśmy parę kwerend w tym zbiorze, przygotowując albumowe publikacje we współczesnej „Karcie”; zwykle zresztą pan Janusz sam wybierał fotografie. Nie mieliśmy jednak orientacji co do całej tej kolekcji, zdjęcia były pochowane w mieszkaniu, trudno dostępne. Od czasu do czasu docieraliśmy do fragmentu kolekcji, widząc, że jest duża, interesująca... Gdy ostatnio pan Janusz bardzo ciężko zachorował, nieodwracalnie, postanowiliśmy dokonać wyboru z całego fotograficznego archiwum, w którym notabene zdjęcia są bardzo pieczołowicie poopisywane. Chcieliśmy zdążyć, póki twórca zbioru jest z nami. Pan Janusz jest świadom, rozumie słowa, które się do niego wypowiada, ale już nie może mówić, nie może się w ogóle ruszać. Pragnęliśmy, by dowiedział się, że powstała taka wystawa.
Czyli jest to pewnego rodzaju hołd jego pracy kolekcjonerskiej.
Tak. Stąd tytuł wystawy: „Świat ocalony w kolekcji Janusza Przewłockiego”. Taki obraz świata naprawdę by tutaj nie istniał, gdyby nie ten zbiór. Rozproszony w wielu miejscach, nie uporządkowany, nieopisany – nie złożyłby się w całość.
Okazało się przy tym, że kolekcja jest dużo większa. Nie była dotąd liczona – a jest to ponad 20 tysięcy zdjęć. Zdecydowaną większość przejrzeliśmy, wybierając do wystawy, w ciągu ostatnich kilku tygodni. Zaproponowaliśmy Państwu Przewłockim stworzenie jej, bo akurat była możliwość zrobienia dużej ekspozycji w Domu Spotkań z Historią na Karowej 20.
Jakie kryteria wyboru Państwo stosowali?
Przede wszystkim chcieliśmy pokazać życie codzienne ziemiaństwa i arystokracji. Stosowaliśmy kryterium piękna, ponieważ te zdjęcia mają walory niepowtarzalne, trudne do porównywania z fotografią współczesną. W wielu przypadkach pochodzą z początku drugiej połowy XIX wieku. Czasami powiększaliśmy je z miniaturowych odbitek do wielkich rozmiarów; a zachowują niewiarygodną jakość! Chcieliśmy zrobić taki ich wybór, by można było poczuć tamten świat, wyobrazić sobie, jak wyglądał. Przy tym cała historia rodziny Przewłockich i jej domu – dworu w Mordach niedaleko Siedlec... To jest wielki dwór w zespole parkowym, który – odebrany przez komunistów właścicielom – wprawdzie ocalał, ale nieustannie niszczeje. Jest ruiną, którą od lat nikt się poważnie nie zajmuje, pustą powłoką, ruiną tamtego świata. Ten dwór może być teraz symbolem całej generacji.
Jaki obraz świata ziemiaństwa i arystokracji wyłania się z tych zdjęć?
Przede wszystkim – harmonia. Osobista, społeczna, przestrzenna harmonia. My wszyscy jesteśmy dzisiaj skażeni dalszym biegiem XX wieku, komunizmem... Gdyby o to wypytać Polaków, większość zapewne stwierdziłaby, że nastąpiła sprawiedliwość dziejowa, społeczna – odebrano obszarnikom majątki i podzielono je... Wszystko jedno, jak ta degradacja nastąpiła – ze sprawiedliwością to wiele wspólnego nie miało. Ten wymiar świata zniszczono całkowicie. To bardzo widać na przykładzie rodziny Przewłockich. Kupili, na początku Polski niepodległej, pałac w Mordach, zadłużony. To było zawsze skromne miejsce – nigdy nie czuli się arystokracją. To było miejsce walczące o przetrwanie. Przez całą II Rzeczpospolitą trwała wielka praca, by je ocalić. Udało się utrzymać majątek, ale rodzina Przewłockich nigdy nie żyła po pańsku, wystawnie.
Tyle jest w tych obrazach piękna, uroku, harmonii z otoczeniem, z przyrodą. To zniszczono w polskim społeczeństwie w ogóle – system komunistyczny starł tę rzeczywistość z powierzchni, powołał własną. Ziemianie musieli zejść zupełnie na margines, ukrywać swój estetyczny arystokratyzm, bo on wobec zwycięskiej doktryny nie miał już racji bytu. Teraz wprawdzie wraca świat majątków, dużej własności, ale on nie ma w sobie harmonii, czasem bywa skrajnie brzydki. Jak ci nuworysze zakładają ogrody, to często to są potworne przestrzenie, jak budują pałace, to bywają koszmary z najgorszych snów. To nie ma istotnych związków z tamtym światem. Tam było światło, piękno... Te fotografie są też niezwykłe przez układ postaci, przez wizyjność obrazów. Mam wrażenie, że to ocalony świat, który warto kontemplować.
Dlaczego warto ocalić ten świat? Dlaczego warto wciąż o nim mówić?
Bo warto pielęgnować piękno. Warto pielęgnować taki rodzaj bezinteresowności, jaki tam się pojawiał. Ci ludzie byli często społecznikami, dzielili się tym, co mieli. Wcale nie było w nich zachłanności, jaką gotowi bylibyśmy dziś przypisywać bogaczom. Akurat historia rodziny Przewłockich może dowodzić, że bywało dokładnie odwrotnie. Wysłuchałem relacji osób pamiętających ich z tamtych czasów, ludzi ze służby w Mordach, którzy zapamiętali właścicieli jako dobrych ludzi, umiejących nawiązywać bezpośrednie, przyjazne kontakty z „najmniejszymi”. Mam wrażenie, że w tym zapisie, który powstał w kolekcji – zarówno we wspomnieniach, bo i to zdołał ocalić Janusz Przewłocki, jak i w zdjęciach – jest świat, który jest pokusą. Sam nie mam skłonności ziemiańsko-arystokratycznych, ale myślę o przestrzeni. O tęsknocie do elegancji...
Do klasy może?
Tak... Jak się ma wicepremiera Leppera, to można chcieć mieć do czynienia z ludźmi z klasą. Jak z pierwszych stron gazet zieje ponure prostactwo, to człowiek może zatęsknić za światem wartości, za tymi, którzy je doceniają.
Tutaj, w Domu Spotkań, zebrało się wielu przedstawicieli dawnych, arystokratycznych rodzin, którzy znacząco reagowali na te zdjęcia... Miałem wrażenie, jakby odbijał się wzajemnie tamten świat – w nich i w starych fotografiach.
Marta Mazuś







