Polemika: Dziennikarstwo zespołowe czy feudalizm dziennikarski?
Z listu otwartego Marka Millera wybrałem fragment, z którym najmniej się zgadzam, bo uważam go za bałamutny, za wskazywanie ślepej uliczki. Mam nadzieję, że odrobina polemiki zrobi nam dobrze.
Miller pisze:
Uważam, że coś nowego w tej dziedzinie można powiedzieć, pracując w grupie - w zespole, tak jak pracuje się w naukach ścisłych, przyrodniczych. Powstanie zespołowego tekstu bardziej przypomina prace dramaturga, scenarzysty, reżysera niż tradycyjne pisanie. U podstaw takiego zespołowego tekstu leży przekonanie, że rzeczywistość nie istnieje, że rzeczywistość to tylko miliardy subiektywnych na nią spojrzeń. Rzeczywistość to coś co leży poza możliwościami jednostkowej percepcji, poza możliwościami nadawcy i odbiorcy. To coś co tylko między nimi przepływa. Pisanie - reżyserowanie przy tekście zespołowym to przede wszystkim wybór, nadawanie znaczenia, dokumentacja, analiza i interpretacja. Pisanie przy tekście zespołowym to reżyserowanie strumienia relacji bohaterów wydarzeń. W tradycyjnym reportażu indywidualność, osobowość i talent autora stanowi o istocie tego reportażu, o istocie zapisu rzeczywistości. Decyduje to czy autor umie dobrze, pięknie, mądrze pisać. Przy tekście zespołowym decydujące jest to, czy autor umie reżyserować, dokumentować, analizować, interpretować i montować. Jego autorskość wyraża się w układzie elementów, w kontrukcji i dramaturgii. Nasi wielcy poprzednicy w reportażu to tak naprawdę tradycyjni pisarze, wykorzystujący dziennikarstwo do promocji swojego pisarskiego talentu. Oni piszą sobą. Istota dziennikarstwa, przyszłość dziennikarstwa sensu stricte to dziennikarstwo zespołowe. Dziennikarstwo to poprzez swoje narzędzia i metody pracy przypomina badania terenowe i bliskie jest etnologii, antropologii i socjologii.
Moim zdaniem:
Każda praca zespołowa musi mieć swoją dobrze określoną metodę. Inaczej pracuje zespół badawczy archeologów, inaczej wyprawa geologiczna, inaczej zespół przygotowujący scenariusz filmu naukowego, inaczej zespół piszący scenariusz fabularny. Tekst Marka Millera pomija oczywisty fakt konieczności hierarchii, struktury, ustalenia i przestrzegania procedur.
Dlaczego więc zmuszony jestem pisać oczywiste banały? Takie jak ten: Każdy numer gazety jest dziełem zespołowym, czuwa redaktor odpowiedzialny, wyznacza go naczelny, a naczelny odpowiada przed wydawcą. Każdy tekst ma autora, tak samo jak każdy zestaw, montaż tekstów ma kogoś, kto jest odpowiedzialny. Ważne są prace dokumentacji, ważne selekcji, ważne ostateczne redagowanie - ale za wszystko odpowiadają OSOBY.
Rzeczywistość istnieje niezależnie czy patrzy na nią jedno spojrzenie, czy "miliony subiektywnych spojrzeń". Ważna jest dla mnie ta rzeczywistość, którą postrzegam, próbuję pojąć, opisać, przekazać. To, że cała rzeczywistość (materialny i niematerialny świat, cały, przeszły i obecny) leży poza możliwościami jednostkowej percepcji to stwierdzenie banalne. To, że ta cała rzeczywistość gdzieś tam "tylko przepływa" to puste słowa. Istotne są wycinki rzeczywistości, fakty, osoby, sytuacje, struktury, istotne są opowieści i nich, prawdziwe opowieści, tworzone w dobrej wierze. Reporter ma swoją drogę do prawdy, pisarz-kreacjonista swoją, poeta swoją, jeśli zaś neguje się istnienie prawdy pozostaje droga do kasy, do kariery, ale o godnym byciu osobą twórczą już nie ma mowy.
Bez sensu jest więc przeciwstawianie sobie tradycyjnego reportażu i "tekstu zespołowego". Można dyskutować razem, decyzje podejmuje się zawsze samotnie. Demokracja w sztuce ani w mediach nie działa. Lewackim złudzeniem jest opowiadanie o "kreacji zespołowej". Mózgów ani sumień się nie kolektywizuje. Ołtarz Mariacki rzeźbiło dziesiątki dłut i ustawiało setki rąk. Wit Stwosz był jeden. Czeladnicy i pomocnicy dostali po parę groszy, uczniowie zostali wynagrodzeni wiedzą, doświadczeniem jakie daje praca z mistrzem przy wielkim zamówieniu. Tak powstawała "Europa według A." i prawdę o tym trzeba mówić. "Nasi wielcy poprzednicy w reportażu" to nie tylko Kapuściński, Krall, Kąkolewski, źle będzie jeśli zapomnimy o Wańkowiczu, Kuncewiczowej, Ksawerym Pruszyńskim, Edmundzie Osmańczyku - tu lista też się nie kończy, bo był Prus z Kronikami, Sienkiewicz pisał listy z Ameryki, Sieroszewski opisywał syberyjskie wędrówki. Zespołów nie tworzyli.
Nie jestem przeciw pracy zespołów, ale jestem za jasnym stawianiem spraw kierownictwa, hierarchii, odpowiedzialności, autorstwa. Działanie w pojedynkę fotografa, reportera, czy pisarza, działanie filmowca z mniejszą lub większą ekipą, działanie reportera-redaktora dużych opracowań z grupą typu "research unit" - to wszystko działania uprawnione, żadne nie jest bardziej nowoczesne czy "lepsze".
"Europa według A." to wielkie zamówienie społeczne. Człowiek buduje swoją tożsamość nie tylko patrząc w lustro, także nieustannie redagując skierowaną do wewnątrz "narrację tożsamości". Plemię musi mieć swój zasób mitów, opowieści o bohaterach, bajek dla dzieci, rytuałów inicjacji, wspólnotowych obrzędów. Musi mieć swoją "narrację tożsamości". "Europa według A." jest ważną częścią polskiej plemiennej "narracji tożsamości", ale także "narracji tożsamości" Mitteleuropy i "narracji tożsamości" cywilizacji euroatlantyckiej.
Współczesne zbiorowe, plemienne "narracje tożsamości" z trudem docierają do Polaków, z trudem przedzierają się przez szumy rozrywki, sensacji, promocji - te "narracje tożsamości" są dobrym towarem wypieranym przez gorszy, ale lepiej opakowany. Walka o lepsze sprzedawanie tego, co ważne dla utrzymania tożsamości, to wspaniała przygoda, a "Laboratorium reportażu" to wyjątkowe miejsce, gdzie smak tej przygody można czuć w pełni.
Zapraszamy do polemiki - czekamy na e-maila:redakcja@reporter.edu.pl







