Rozmowa z dr Włodzimierzem Głodowskim, UW

WildThing

Marzena Kozłowska

- Prezes Wildstein obejmując stanowisko - przy wszystkich kontrowersjach, jakie były z tym faktem związane - otrzymał pewien kredyt zaufania ze strony środowiska dziennikarskiego. Mamy za sobą kilka miesięcy jego urzędowania. Jak Pan ocenia sposób, w jaki Wildstein wykorzystał ten kredyt?

Po pierwsze nie wydaje mi się, żeby to był kredyt od środowiska dziennikarskiego. Był to kredyt od środowiska politycznego. Zmiana prezesa telewizji dokonała się wraz ze zmianą ekipy rządzącej. Nowa władza chciała, żeby telewizją publiczną kierował człowiek, którego ona sobie wybierze, którego ona sobie życzy.

Poprzedni prezes był powszechnie krytykowany. Bronisław Wildstein miał być człowiekiem niezależnym, nie poddającym się naciskom i presjom, wymykającym się kontroli - taka opinia o nim istniała. Ale raczej nie była to kwestia zaufania środowiska dziennikarskiego, choć na pewno Bronisław Wildstein jest wysoce ceniony przez dziennikarzy, jako dobry, rzetelny i przede wszystkim odważny publicysta.
Zmiana zarządu TVP była podyktowana motywami politycznymi, to dla wszystkich jest chyba jasne. Wiadomo też, że to, co nazywa się telewizją publiczną, tak naprawdę publiczne nie jest. Jest w niej wiele pozostałości państwowości. Nadzór nad telewizją publiczną sprawuje w imieniu skarbu państwa Minister Skarbu obecnego rządu, a więc podległość władzy politycznej istnieje.
W moim przekonaniu to, co emituje obecna telewizja nie odzwierciedla wszystkich możliwych punktów widzenia na najbardziej kontrowersyjne sprawy polityczne, społeczne i ekonomiczne, które kształtują życie naszego państwa i społeczeństwa. Stała się bardzo upolitycznioną telewizją. Ściślej - nie stała się - ona była już upolitycznioną, tylko była upolityczniona w inna stronę, w stronę lewicową. Bronisław Wildstein tłumaczy, że dokonywane przez niego zmiany pozwoliły powrócić telewizji do pionu;
nie nastąpiła jakaś zasadnicza zmiana, nie ma miejsca upolitycznienie. Telewizja była przechylona na lewo, on ją wyprostował. Jest to zręczny zwrot retoryczny, ale bałamutny. Tego typu działanie stosowane konsekwentnie przez kolejnych szefów TVP groziłoby destabilizacją tej instytucji. Ciągłe prostowanie w swoją stronę oznaczałoby nic innego, jak utrzymanie upolitycznienia telewizji; nadałoby mu jtylko kształt spirali.
Kiedy oceniam telewizje publiczną, to zadaje sobie pytanie, czy wszystkie punkty widzenia istniejące w społeczeństwie są w tworzących ją programach odzwierciedlane w sposób proporcjonalny i zrównoważony. Stwierdzam, że obecnie preferowany jest jeden punkt widzenia; preferowana jest aksjologia i poglądy właściwe dla PiS-u. Podkreślam bardziej dla PiS-u, niż dla Samoobrony i LPR-u. Z różnych powodów. Głównie z powodu wewnętrznej rozgrywki w obrębie koalicji. Dla mnie dobrym przykładem są
programy publicystyczne i informacyjne. Daje się w nich wyraźną przewagę właśnie pisowskiemu punktowi widzenia. Mniej jest też reprezentowana lewa strona sceny politycznej, mniej jest publicystów z tej opcji.
- Prezes Wildstein broni się mówiąc, że nadanie polityczne nie jest równoznaczne z upolitycznieniem. Powołuje się na przykład BBC; tam również prezesa mianuje premier i nie ma to konsekwencji w postaci upolitycznienia. Czy sądzi Pan, że jest to uprawniona analogia? Czy w polskich warunkach jest możliwa taka niezależność?
W naszych warunkach nie ma szans na taki obiektywizm. Wiadomo, że scena polityczna w Polsce jest spolaryzowana, i to coraz mocniej. Jest paradoksem, że zamiast stopniowego zacierania się podziałów politycznych, mamy do czynienia z pogłębiającą się ich polaryzacją. Nadanie polityczne, któremu Wildstein zawdzięcza stanowisko, odbija się w zawartości i treści tego, co telewizja obecnie przedstawia. Stosujmy kryterium obiektywne - analizę treści, analizę zawartości. Jaki punkt widzenia jest
odzwierciedlany w programach informacyjnych i publicystycznych, w strukturze programowej, w doborze filmów? Nawet dla pobieżnego obserwatora nie ulega wątpliwości, że to głownie prawicowy punkt widzenia znajduje swe forum w programach obecnej TVP. Jeżeli analizujemy treść, nie zajmujemy się w ogóle personaliami. Dzieło mówi samo za siebie. Dzieło w postaci programów, rozkładu akcentów w tych programach, ocen, które tam są powielane i prezentowane. Ja jako odbiorca oczekiwałbym, że programy
publicystyczne i informacyjne będą prezentowały różne możliwe punkty widzenia na zasadach proporcjonalności, równowagi, bezstronności, apolityczności. Chciałbym mieć szansę w oparciu o taką różnorodność punktów widzenia wyrobić sobie własny pogląd. Jestem przekonany, że najlepszą drogą dochodzenia do racjonalnych rozwiązań, jest prezentowanie różnych punktów widzenia i umożliwienie ludziom wyboru takiego spośród nich, który oni uznają za najbardziej wiarygodny, racjonalny, przekonywujący
- Czy jest możliwym taki obiektywizm? Czy nie jest tak, że od interpretowania wydarzeń nie da się w pracy dziennikarskiej uciec?
Myślę, że jest możliwy. Wymaga to jednak szczególnej staranności. Koniecznym jest również uświadomienia sobie przez kierownictwo i zarząd telewizji wagi problemu i potrzeby takiego właśnie oglądu rzeczywistość, takiego sposobu odtwarzania rzeczywistości. Dlatego myślę, że niedobrze jest, iż telewizją publiczną, czy generalnie mediami publicznymi, kierują dziennikarze o tak wyrazistych poglądach politycznych i tak ekspresywnie je prezentujący jak Wildstein. Telewizją powinien zarządzać sprawny
menedżer a nie ideolog. Nie człowiek o wyrazistych poglądach a ktoś, kto dobrze rozumie, czym jest telewizja publiczna. A jest ona medium pełniącym wobec społeczeństwa służebną rolę. Do płacenia abonamentu jesteśmy zobowiązywani wszyscy, niezależnie od poglądów politycznych. Wszyscy więc mamy prawo do tego, żeby nasze poglądy i opinie miały szanse zaistnieć w tej telewizji, być w niej reprezentowane. Obecnie wyrządza się niesprawiedliwość ludziom płacącym abonament. Tu znajduje się jedno ze
źródeł niechęci Polaków do jego płacenia. Widzowie nie chcą płacić za propagandę jednej opcji politycznej.
Myślę, że skoro ma to być telewizja publiczna - a publiczną jest właśnie poprzez płacenia abonamentu - to wszyscy ludzie mają prawo domagać się tego, aby ich poglądy były w sposób proporcjonalny w niej odzwierciedlone. Dlatego niedobrą rzeczą jest, kiedy człowiek o wyrazistych poglądach politycznych kieruje instytucją publiczną. Niech kieruje jakąś gazetą; prawicową, lewicową, jakąkolwiek. Ale nie medium publicznym.
- Co sądzi Pan, o sposobie, w jaki prezes Wildstein odpiera krytykę wobec Wieczoru Wyborczego. Czy tak silne partnerstwo z jedną tylko redakcją daje się obronić?
Jeżeli prezes Wildstein chce być osobą wiarygodną, jeżeli chce, żeby kierowane przez niego medium było wiarygodne, to powinien - zwłaszcza przy takiej temperaturze politycznej, jaką mamy obecnie - dopełnić wszelkiej staranności, aby nie dopuścić do pojawienia się chociażby cienia podejrzenia o stronniczość. W tym wypadku staranności takiej nie zachowano. Można było zaprosić różne redakcje. Mamy ich cała plejadę. Dziennikarze chętnie by przyszli do studia i zaprezentowali swoje punkty widzenia
i swoje interpretacje. Trzeba było tylko ich zaprosić. Tego widzowie oczekiwali. Jest to święty obowiązek telewizji wobec widzów i płatników abonamentu, aby dostarczać im różnych punktów widzenia. Tutaj nie zadbano o to. Nikt tego obowiązku nie dopełnił.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl