Cztery lata z Kriszną
Byłam samotna. To były bardzo trudne tygodnie w moim życiu. Zakończył się pewien etap. Byłam związana uczuciowo z chłopakiem, właściwie mężczyzną życia, który bez słowa wyjaśnienia wyjechał na roczny staż. Nie miałam pojęcia, że coś takiego przygotowywał. Później dowiedziałam się, że nie wyjechał sam. Obwiniałam siebie, ciągle myślałam o tym, że zrobiłam coś nie tak. Myślałam, że jak pójdę na to spotkanie, to przynajmniej na chwilę zapomnę o nim.
Cztery lata z Kryszną.
Małgosię poznałem przez znajomych. Powiedzieli mi, że kilka lat temu należała do Hare Kryszna. Udało się jej zerwać z sektą, ale długo nie chciała o tym mówić. Pochodzi z małej miejscowości. Studiowała archeologię w Poznaniu.
Mantra
Gdzie i w jakich okolicznościach dowiedziałaś się o Hare Kryszna?
Spotkałam ich na ulicy. Jak zwykle coś śpiewali. Wtedy nie wiedziałam, co to było. Kilkoro z nich rozdawało zaproszenia na tzw. festiwal Hare Kryszna. Też dostałam takie zaproszenie. Mowa w nim była o wielkim święcie i jego obchodach. W programie obchodów zawarta była informacja, że odbędzie się przedstawienie pantomimy, miała też być degustacja potraw wegetariańskich. Poszłam na to spotkanie.
Poszłaś tam sama?
Tak Sama. Byłam samotna. To były bardzo trudne tygodnie w moim życiu. Zakończył się pewien etap. Byłam związana uczuciowo z chłopakiem, właściwie mężczyzną życia, który bez słowa wyjaśnienia wyjechał na roczny staż. Nie miałam pojęcia, że coś takiego przygotowywał. Później dowiedziałam się, że nie wyjechał sam. Obwiniałam siebie, ciągle myślałam o tym, że zrobiłam coś nie tak. Myślałam, że jak pójdę na to spotkanie, to przynajmniej na chwilę zapomnę o nim.
To pierwsze spotkanie zrobiło na Tobie wrażenie?
Tak. Niestety, muszę powiedzieć obiektywnie. Było fantastycznie. Przedstawienie o reinkarnacji doskonałe, zmuszało do głębszych przemyśleń. Potrawy były wyborne. Ale to była tylko zwykła otoczka. Najważniejsi byli ludzie. Szalenie sympatyczni, przyjacielscy, bardzo bezpośredni. Słuchali z uwagą tego, co się do nich mówi. Pocieszali. Nie miałam żadnych oporów w momencie, gdy zaprosili mnie na bardziej kameralne spotkanie. Mówili o sobie, swoim nastawieniu, filozofii życia, działalności. I znowu okazało się, że mówimy o tym samym.
Czy uwierzyłaś, że mówili ci prawdę? Że byli prawdziwi?
Tak. Wyglądali na takich. Oni byli szczęśliwi i wiedzieli, o czym mówią.
Hare Kriszna-Ojciec i Matka
Powiedziałaś, że mówili o tym samym. Czyli także o czymś, co było Tobie bliskie?
Tak, ja też nie jadłam mięsa, nie piłam, nie paliłam, hazard i narkotyki to były obce rzeczy w moim życiu. Po nieudanym związku byłam bardzo negatywnie nastawiona do seksu. Ponadto ich wiara była czymś, co łączyło wszystkie elementy. Pomagała odnaleźć sens życia.
A Twoja rodzina, czy powiedziałaś im o sobie?
Miałam rodzinę, oni byli całą moją rodziną.
To było, aż tak ważne dla ciebie, że słowo rodzina przestało oznaczać dla ciebie matkę, ojca, rodzeństwo?
Tak, wtedy nikt inny nie liczył się. Oczywiście, początkowo bywałam sporadycznie w rodzinnym domu, ale za każdym razem wyjeżdżałam z coraz większym przekonaniem, że życie, którym żyją moi bliscy nie jest prawdziwe. Oni byli zamknięci na prawdę, na wiarę. Wykreśliłam ich ze swego życia
Rodzina tak łatwo zrezygnowała z Ciebie? Tak łatwo pogodziła się z tym, że ty wykreśliłaś ich ze swego życia?
Chyba nie, ale to było mi obojętne. Widziałam ich kilka razy, w siedzibie, to znaczy tam, gdzie można było mnie spotkać, ale bracia w wierze nie pozwolili na kontakty, nie pozwolili im, a mnie to było obojętne.
Nic nie czułaś widząc swoich braci, ojca?
Wtedy nie.
A co ze studiami? Przecież archeologia to kierunek, na który trudno się dostać, Tobie się udało.
Poza tym nikt nie mówił, że muszę rzucić studia, wręcz przeciwnie, twierdzono, że możemy robić wszystko, aby tylko nasze działanie, nasze myśli były poświęcone Krysznie. Wydawało mis się, że sama doszłam do tego, że szkoła czy nauka, przeszkadza mi w całkowitym podporządkowaniu siebie wyższym celom. Nie miałam czasu na takie drobiazgi.
Kadzidełka
Skoro przerwałaś studia, straciłaś kontakt z domem rodzinnym, tam właściwie nie mogłaś być, nie miałaś tam powrotu, to gdzie mieszkałaś?
Wynajmowałam mieszkanie razem z innymi bakhinkami. Sprzedawałam książki, kadzidełka. Wystarczało na czynsz, a nic innego nie było nam potrzebne.
Czy sprzedawanie książek i kadzidełek to było wszystko co wypełniało twój dzień. Co robiłyście przez całe dnie?
Absolutnie, wstawałyśmy wcześnie, przed wschodem słońca. Medytowałyśmy, intonowałyśmy mantry, różnie czasem każda oddzielnie, czasami wspólnie. Mantra oczyszczała nas z materialnych pragnień, prowadziła do czystej miłości bożej. Codziennym obowiązkiem było odmówienie mantry 1728 razy. Na początku oczywiście mogłyśmy odmawiać mniej. Początkowo też nie miałam wprawy. Zajmowało mi to dużo czasu. Zresztą odmawiając mantrę otwierało się na duchowy wpływ, tymczasem zdarzało mi się, że myśli uciekały w innym kierunku, czułam się winna, niegodna i starałam się wtedy mantrować jeszcze więcej, dłużej. Chciałam być doskonała, a byłam tylko potwornie zmęczona. Kolejna klęska, bo nie wolno nam było być zmęczonym. Zgadzałam się z tym, wiedziałam, że należało oddać całą siebie, czystą, nieskażoną, a ja byłam zmęczona. Poczucie winy było okropne.
Byłaś w stanie przełamać zmęczenie?
Nie, to było coś potwornego. Zresztą opiekunka, która się mną zajmowała, pomagała mi przejść przez ten trudny okres, zalecała, ja tak to przyjmowałam, że były to tylko sugestie, kąpiele w zimnej wodzie, stawanie na głowie. To było męczące.
Ale przecież to był wyraźny nacisk.
Ja tego tak nie odbierałam.
A ubranie? Czy ktoś cię zmuszał do zakładania charakterystycznych dla krisznowców strojów?
Nie ja byłam dumna, że mogłam nosić sari. Poza tym malowałam tilaka – taki znak boży. To dodatkowo potwierdzało, że jest się sługą Pana Kryszny. Miało dodatkowo chronić i oczyszczać. To było dobre też dla innych. Oni widząc nas, pozbywali się grzesznych pragnień.
Nie bardzo rozumiem. Jak wasze stroje mogły pozbywać ich grzesznych pragnień?
Chodzi o to, że gdybym nie nosiła sari, ktoś mógłby pomyśleć, że oczekuję czegoś innego, a ja nie chciałam się z nikim wiązać. To było dodatkowe potwierdzenie, że jestem poświęcona bogu.
Czy od tego czasu myślałaś, że jesteś tak blisko boga?
Nie, myślałam nawet że zbyt długo pozostawałam z dala od niego i dlatego mam trudności w jego pojmowaniu. Starałam się wtedy jeszcze bardziej, więcej pracować na rzecz grupy, żeby zabić to nieustające poczucie winy. Całym sercem zaangażowałam się wtedy w akcję, a właściwie program „Food for Life” (Pożywieni dla Życia), rozdawaliśmy wtedy wegetariańskie pożywienie, które miało przynosić korzyść nie tylko ciału, ale i duszy obdarowanego, bo było ono wcześniej poświęcone Krysznie.
A jak reagowali na was inni?
Reakcje były bardzo różne. Z reguły młodzi ludzie patrzyli z ciekawością, starsi często robili znak krzyża na nasz widok. Zwłaszcza sąsiadka, która mieszkała obok nas, gdzie wynajmowałyśmy mieszkanie. Była okropna. Padały różne nieprzyjemne słowa, mnóstwo razy wzywała policję. Doprowadziła do tego, że wymówiono nam mieszkanie.
Jak długo byłaś w Hare Kryszna?
Prawie cztery lata.
Ale jesteś teraz tutaj. Co ciebie skłoniło do wystąpienia z sekty?
To długa historia.To nie była świadoma decyzja, przynajmniej na początku. To był przypadek.
To były bardzo męczące dni. Nie jadłam, nie spałam. Podczas którejś akcji wydawania posiłków straciłam przytomność. Upadłam tak nieszczęśliwie, że złamałam rękę. Ktoś wezwał pogotowie. Zabrano mnie do szpitala. Okazało się, że oprócz złamanej ręki, mam krańcowo wyniszczony organizm. Lekarze (słyszałam jak mówili), że w takim stanie nie mogłam normalnie funkcjonować.
Jak funkcjonowałaś w szpitalu jako pacjentka?
Chyba byłam trudnym przypadkiem. Odmawiałam jedzenia, przecież ono nie było prasadam, po prostu nie było ofiarowane Krysznie. Dostałam kroplówkę. Pamiętam, że przyszedł jakiś lekarz, prawdopodobnie psychiatra, bardzo długo ze mną rozmawiał, niewiele z tego co mówił dotarło do mnie, ale powiedział, że (pamiętam to do dzisiaj), że jeżeli nie będę jadła to umrę i nie będę mogła wielbić Kryszny. Podziałało, nie byłam gotowa, żeby odejść w takiej chwili, byłam zanieczyszczona kroplówką, nie miałam siły zrobić tilaka, odejście w tym momencie nie było dobre. Poza tym gdzieś zginęły moje korale medytacyjne, byłam załamana. Nie wpuszczono do mnie braci i sióstr w Krysznie. Widziałam, a właściwie tylko słyszałam ich na korytarzu.
Dlaczego nie wpuszczono braci i sióstr w Krysznie powiedziałaś, przecież w szpitalu były normalne odwiedziny.
Nie wiem, do dzisiaj nie wiem, dlaczego.
Rozumiem, że w szpitalu pozostałaś jednak dalej?
Tak, bardzo długo dochodziłam do siebie. W ogóle działo się coś dziwnego. Przez długi czas uważałam, że oprócz członków Ruchu nie ma dobrych ludzi. Tymczasem ci zwykli lekarze byli bardzo przejęci moim losem. Któregoś dnia, przyszła do mnie nawet, ta okropna sąsiadka przez którą wyrzucono nas z mieszkania. Mówiła do mnie moje dziecko i miała łzy w oczach. Dużo wtedy myślałam. Ona nie wyglądała na osobę złą, grzeszną, ona była dobra.
Ona nagle zaczęła być dobra?
Nie, nie nagle, ona chyba zawsze była dobra, tylko, że ja nie dostrzegałam tego, nie dostrzegałam świata.
Pamiętam jak sięgnęłam po gazetę, leżało ich mnóstwo na korytarzu, nic nie zrozumiałam. To było jakby napisane w obcym, nie znanym mi języku. Zrozumiałam, że moje życie było całkowicie oderwane od rzeczywistości. To było jak zły sen, koszmar.
Czy był ktoś, kto Cię wspierał?
Tak poznałam chłopaka, który od niedawna pracował w szpitalu. Bardzo często do mnie przychodził, rozmawiał, był ciekawy mojego życia, nie krytykował mnie. Zadawał natomiast dużo pytań na temat grupy. Te pytania zaczęły budzić we mnie pewne wątpliwości, coraz częściej zaczęłam przyznawać mu rację. Rozmowy z nim uświadomiły mi, że zostałam po raz kolejny oszukana, a może byłam po prostu za wygodna, pokazano mi niby prostą ścieżkę do Boga, decydowano jak żyć, co mówić, nawet, co myśleć. Może było w tym dużo mojej winy, że przyjęłam wszystko tak bezkrytycznie.
Czy to poczucie winy przeszkadza Ci w życiu?
Nadal nie lubię o tym rozmawiać. To jest jak drążenie starych ran. Chciałabym o tym zapomnieć, udawać, że zdarzyło się to komuś innemu, ale z drugiej strony nie mogę też przekreślić. Takie było moje życie, tylko sytuacja przerosła mnie. Chciałam być zbyt doskonała, zbyt święta.
Trudno z tym żyć?
Staram się nie pamiętać o złych dniach.








Komentarze
Autor: sowizdrzal (Czwartek 08-09-2005 01:15)
nie wiem kto kryje sie za tworcami tej strony jakie srodowiska... ale jja przeczytawszy ten tekst to was bym bardziej oskarzal o jakies sekciarstwo i do was mial pretensje. kolezanka opowiadajac o kontakcie z hare hare nie moze im nic zarzucioc poza tym ze poddala sie perswazji grupy na kazdym kroku. dla mne hare to jelopy ktore gdakaja wszystkie tak samo twierdzac ze jakis baktawita y czinny cos powiedzial i tak musi byc i nalezy tak postepowac. hare ni jest sekta tylko normalna religia jak chcrzesciajanizm dajmy nato. i dajcie se juz looz z okreslaniem kto jest sekta a kto nie przytaczajac postcie biednych poszkodowanych ktorzy tak naprawde nie maja pojecia kim sami sa a gotowi sa przypiac kazdemu odpowiednia metke bedac kierowanym p[rzez takich jak wy katole....
Autor: Ryszard (Sobota 03-12-2005 11:45)
A może tak warto chwile się zastanowić nad znaczeniem słow w tzw. sanskrycie? Co oznaczają słowa?...:
Hare =
Kryshna =
Rama =
otóż właśnie
Słowo Hare to ni mniej ni wiecej oznacza: Ten, który wszystko niszczy burzy zabiera można rzec Niszczyciel,
czyli Hare = Niszczyciel
Kryshna jedno ze znaczen to wszechatrakcyjny
Rama - źródło wszelkiej przyjemności
Zatem powtarzając:
Hare Kryshna Hare Kryshna
Kryshna Kryshna Hare Hare
mówimy:
NISZCZYCIEL WSZECHATRAKCYJNY
NISZCZYCIEL WSZECHATRAKCYJNY
WSZECHATRAKCYJNY WSZECHATRAKCYJY
NISZCZYCIEL NISZCZYCIEL
Warto zatem wcześniej poznać sens słow zanim zacznie się bezmyślnie powtarząć tzw mantrę
ps
pozdrawiam
Ryszard
czy aby warto gloryfikować tego który wszystko niszczy zabiera - niszczyciela chodzby był ze wszech miar atrakcyjny
Zatem tzw towarzystwo hare kryshna w jezyku polskim oznacza Towarzystwo Wszechatrakcyjnego Niszczyciela
Autor: oko (Wtorek 25-04-2006 12:51)
M.T.Ś.K jest legalnie zarejestrowaną organizacją zgodnie z wmogami obowiązującego prawa, natomist już tzw.:
Ruch popularnie określany \"Hare Kriszna\" nie jest organizacją zalegalizowaną zgodnie z obowiązującym prawem.
Fakt że Ruch Hare Kryszna nie jest tożsamy w świetle obowiązujacego prawa z organizacją M.T.Ś.K.jest dyskretnie przemilczany co wprowadza w bład nie tylko szeroką opinie publiczną oraz społeczeństwo ale także samych człoków HK, ponieważ ci ostatni często nie są tego faktu świadomi i nie są w stanie dowieść lub udokumetnować w sposób prawny że są członkami tej niezalegalizowanej organizacji nie mającej osobowości prawnej jaką jest \"Hare Kryszna\" różny od zarejstrowanejgo MTŚK o ściśle ograniczonej liczbie członków.
Autor: Daniel (Środa 07-06-2006 01:45)
hare krishna jest uosobieniem wiszu jednego z trójcy bogów hindiuzkich,jest to wiara raczej w indiach...podobno ten krishna
walczyl z demonami jak i Rama ktory tez jest uosobieniem wiszu...to nie jest sekta a wiara z Indii...
Autor: m (Wtorek 04-12-2007 20:35)
Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny jest związkiem wyznaniowym wpisanym, na podstawie artykułu 34 ustawy z dnia 17 maja 1989 r. "O gwarancjach wolnosci sumienia i wyznania) do rejestru Kościołów i innych zwiazków wyznaniowych prowadzonych przez MSWiA. Zgodnie z artykułem 33 ustępu 3-go tej ustawy, jeżeli wniosek o wpisanie do rejestru zawiera postanowienia pozostające w sprzeczności z przepisami chroniącymi bezpieczeństwo i porządek publiczny, ZDROWIE (co dla ciebie jako terapeuty pewnie będzie ważne), moralność publiczną, władzę rodzicielską albo podstawowe prawa i wolności innych osób, organ rejestrowy czyli MSWiA wydaje decyzję o odmowie wpisu do rejestru lub może taki wpis uchylić.
Stowarzyszenie Civitas Christiana także twierdziło, że HK zostało uznane przez Radę Europy za sektę i w 1998 roku zostało poproszone przez Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny o dowiedzenie tego w sądzie. Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 29.XII.1998 r. zobowiązał Civitas Christiana do zaniechania rozpowszechniania swoich kłamstw oraz do opublikowania w prasie tekstu stwierdzającego, że dane zawarte w publikowanych przez Civitas Christiana materiałach nie odpowiadają prawdzie i do przeproszenia MTŚK na łamach prasy ogólnopolskiej. Sąd apelacyjny w 2000 roku ten wyrok podtrzymał.
Autor: Jacob (Poniedziałek 03-03-2008 12:32)
Ja ,sądząc po artykule nie wiedzę nic złego w ruchu Krisznowców.Nie jest to jakaś tzw."sekta", bo nie wyłudzają kasy od członków i nie są agresywni. Zwykli skromni ludzie kierujący sie jakimiś zasadajmi. A to że autor wywiadu jest z góry uprzedzony do innych światopoglądów to tylko jego problem...
A dziewczyna- "ofiara" Krisznów , widać miała poważne problemy już wcześniej z życiem , wiec nic dziwnego że nie dawała rady w całkiem nowym środowisku. Kto wie czy załamka przed spodkaniem ruchu nie poprowadziłaby jej do depresji czy jeszcze gorzej. Może te 4 lata choć skończone w szpitalu w gruncie rzeczy sprawiły że jeszcze żyje.Ale najłatwiej jest rzucić mięsem w innych i udawać poszkodowaną owieczkę.
Tak sobie myślę ja.
Autor: radhaaa (Poniedziałek 21-04-2008 22:12)
czy bohaterka reportażu doznała nagłego olśnienia , że była oderwana od rzeczywistości dopiero po 4 latach? Religia nigdy nie była gwarantem poczucia rzeczywistości wręcz przeciwnie, obiecuje ona rzeczy wyższe, człowiek świadomie wyrzekający się dóbr matreialnych i zycia tzn przyziemnego liczy na dobra innego gatunku, na dobra duchowe. Fakt iz bohaterka reportażu w Hare Kriszna szukała pocieszenia w zyciu a nie był to jej włsany życiowy wybór świadczy o niedojrzałej osobowości bohaterki reportazu i nie ma związku z praktykami religijnymi. Każda religia nie tylko Hare Kriszna wymaga od człowieka poświęceń, to że jedni dokonują ich więcej a inni mniej świadczyo człowieku nie o religii. Także chrześcijanie dokonują poświęceć a to , że w dzisiejszych czasach nie rzuca się to w oczy dowodzi jak mało jes takich ludzi. I końcu matoły , które ciągle mówią, że Hare Kriszna to sekta zamiast paplać i powtarzać bezpodstawne opinie, niech sięgna do żródłowych ksiąg hinduizmu w ramach dokształcenia się, być może mały wysiłek poznawczy zaowocuje lepszymi poglądami......... Bo czy sekta może mieć tradycję sięgającą tysięcy lat? czy nowoczesna sekta posiada w sowjej biblioteczce księgi, które na pewno starsze niż dziadkowie i rodzice osób naśmiewającyh się z ich pzresłania.
Autor: Kris (Środa 25-06-2008 15:59)
Najśmieszniejsze jest to ,że próbujecie cokolwiek wypowiedzieć się na temat ludzi żyjących w "Świadomości Kryszny" ale przypomina to poruszanie się po omacku w zaciemnionej piwnicy. Ludzie, żeby dyskutować na jakiś temat to trzeba mieć wiedzę z nim związaną !!! A wy nie potraficie nawet poprawnie napisać imion pół bogów, nazw świętych miejsc itp. Wróćcie lepiej do swojego życia w niewiedzy i wypowiadajcie się na tematy poruszane na waszym poziomie zwykłego człowieka żyjącego w nietolerancji np. na forum w "Pudelku".
Autor: LOOLEE (Środa 25-06-2008 16:22)
Zgadzam się z wypowiedzią powyżej. A ta historyjka to jest wyssana z palca !!! Byłem na takim spotkaniu i nikt mnie do niczego nie namawiał a na uczcie wszyscy jedli kto ile chciał i jeszcze do domu zabrałem sporo. To nie jest żadna sekta !!!
Autor: haribolka (Wtorek 19-08-2008 14:50)
Napisalam juz komentarz o ruchu Hare Kryszna pod innym tekstem na ten temat.
Jesli ktos potrafi wystrzegac sie fanatyzmu, to moim zdaniem nic nie powinno mu zaszkodzic. Pewnie, ze to przesada mowic tyle razy dziennie kilka slow, ale przeciez to slowo nie znaczy WSZECHATRAKCYJNY NISZCZYCIEL.
Bylam sympatyczka ruchu dosc dlugo. Nic mi sie nie stalo.
Poznalam piekna literature, sztuke hinduska.
Sama tez sporo pisalam i ten ruch mnie inspirowal.
Pranie mozgu??? No, moze jesli ktos bardzo chce, aby mu ten mozg wyprano... moze jesli jest bardzo mlody, nie potrafi samodzielnie myslec...
Trzeba umiec uzywac szarych komorek.