Mszyca w królestwie mrówek
Religia katolicka, w moim odczuciu, oparta była na martwej formie pozbawionej konkretnego przekazu. Nikt w kościele katolickim mnie nie zauważał. Chodziłem do kościoła i byłem tam jedną z wielu osób, które tam były, które się fajnie ubierały, perfumowały.
(Piotr - muzyk punkowo-jazzowy, człowiek poszukujący, dobry człowiek, mój serdeczny kumpel)
W jakiej religii zostałeś wychowany?
Wychowywałem się w religii katolickiej.
Jak to się stało, że trafiłeś do sekty?
Ja cały czas poszukiwałem czegoś duchowo. Odczuwałem wewnętrzną pustkę, w związku z tym sprawdzałem wiele rzeczy. Brałem udział w jakiś medytacjach. Te wszystkie moje próby poszukiwania nie zaspokajały mnie duchowo. Wtedy to właśnie pojawił się mój znajomy, który miał taki sam problem, „poszukiwał ducha”. Został wciągnięty do sekty i on mnie zachęcił do tych duchowych praktyk. Stwierdził, że tam naprawdę dobrze się czuje, że się odnalazł.
A co to był za kościół?
To był Warszawski Kościół Chrystusowy, kościół protestancki, który rozpoczął swoją działalność w Bostonie(U.S.A.)
Religia katolicka była dla Ciebie zbyt martwa, oparta tylko i wyłącznie na tradycji,pozbawiona ducha?
Religia katolicka , w moim odczuciu, oparta była na martwej formie pozbawionej konkretnego przekazu. Nikt w kościele katolickim mnie nie zauważał. Chodziłem do kościoła i byłem tam jedną z wielu osób, które tam były, które się fajnie ubierały, perfumowały. Religia zaczęła być dla mnie elementem kultury, że akurat w niedzielę się idzie do kościoła, a w poniedziałek ogląda się Teatr telewizji. Dla mnie kościół katolicki nie był kościołem żywym, ja tam się źle czułem, czułem brak, pustkę, lukę.
Na czym polegała ta inność w zauważaniu Ciebie w Warszawskim Kościele Chrystusowym?
Człowiek, który mnie wprowadzał w tą sektę, był totalnie mną zainteresowany. Interesował się każdym elementem życia w którym ja uczestniczyłem. Np.; muzyką, sztuką itd., on po prostu tak na maxa w to wchodził. Pytał mnie o moje działanie, zachęcał mnie do jakiś ruchów. Ja amatorsko się zajmuję muzyką, on wprowadził mnie w takie klimaty w których mogłem grać tą swoją muzykę podczas spotkań religijnych. Całe moje życie zaczęło się powoli układać . Poznałem kobietę, która mi się spodobała i ludzie z kościoła ustalili, że ta właśnie kobieta będzie w przyszłości moją żoną. Nowo poznana przeze mnie religia zaczęła się zmieniać w moich oczach w pewien system. Dwie trzecie miesięcznej pensji musiałem oddawać na potrzeby kościoła. Kościół załatwił mi pracę.
Jaki był porządek dnia w WKCH?
Każdy dzień był ułożony. Jednego dnia odbywały się rozmowy poświęcone Pismu świętemu, drugiego dnia odbywały się spotkania związane ze sztuką, takie para teatralne, muzyczne działania. Każdego dnia coś się działo zachodziła totalna interakcja między ludźmi.
Ta interakcja między ludzka polegała na zabieraniu Tobie wolności!
To było tak jak w związku z kobietą, w momencie, kiedy przestaje ci to odpowiadać, nagle okazuje się , że ty nie możesz się z tego wyzwolić. Ponieważ zaczynają się telefony, ludzie cię zaczynają nachodzić. Masz do czynienia z totalną zazdrością o twoje życie, o twoje ja. Nie ma czegoś takiego, że możesz powiedzieć po dwóch latach bytności w tej sekcie: Słuchajcie panowie, ja rezygnuję, odchodzę etc. Oni nie pozwolą ci odejść, zaczynają o ciebie walczyć. Najpierw w sposób bardzo łagodny, próbują cię przekupywać, a jak to nie pomaga to zaczynają przekonywać cię za pomocą szantażu, jakiś gróźb. To jest tak jak z narkotykiem, jak z heroiną. Z pewnej odległości heroina wydaje ci się bardzo ponętna i fajna, pierwsze dwa , trzy doznania są super, a z biegiem czasu te doznania nie są już okay, zaczynają ci przeszkadzać, stają się złe. Jak chcesz heroinę odstawić jest jeszcze gorzej. Zacząłem dostrzegać w tym kościele taki potężny rodzaj negatywnej energii. Która była tłem, taką podstawą wszystkiego. Na zewnątrz było to wszystko takie lukrowane. Otwarte na ciebie, bardzo pozytywne, przyjemne, ciepłe, serdeczne. Kiedy zacząłem się temu wszystkiemu przyglądać, to ta cała podstawa była bardzo negatywna.








Komentarze
Autor: sylpha (Sobota 06-08-2005 22:59)
Przeczytałam - mało napisane o duchowości. Dwa lata to szmat czasu! Nam z mężem po roku udało się uciec z WKCH. NIe mogliśmy już wytrzymać tej ingerencji, nie mogliśmy zaakceptować faktu, że mielibyśmy się tak bardzo zmienić. Ale udało się odejść. Nie było lekko-telefony do do mu i pracy, nachodzenie w domu o różnych porach itd. To faktycznie walka była. Pozostał tylko mętlik w głowie, ulga ale i jakieś dziwne poczucie straty. Kwestia wiary: Bóg jest, Biblia to Jego słowo, ale jaką drogą podążać?
Autor: GUGU (Środa 07-06-2006 01:45)
TO CO JEST TAM NAPISANE POCZęśCI JEST PRAWDą ALE DUżO JEST WTYM ARTYKULE WYOLBRZYMIENIA .BYłO DUżO ZłA ALE I POżYTKU NAJWAżNIEJSZYM BYłO TO żE LUDZIE CHCIELI POZNAć BOGA TEGO KTóREGO WSKAZUJE BIBLIA .NO ALE NIESTETY PRZYWóDZCY TRGO RUCHU PRZEGINALI .WIEM BO BYłEM TAM 4-5 LAT
Autor: naiwny (Czwartek 21-12-2006 13:00)
Dzięki za takie komentarze naprawde są pomocne dają obraz a ja chyba otworzyłem oczy (bo chyba zaczynałem brnąć w to g......) Pozdrawiam i otwórzcie oczy kto ma zaslepione jaką kolwiek sektą