Laboratorium Re... > Teatr faktu > Baza historii p... > Opowieść wigilijna  

Encepence rozlewa barszcz

Opowieść wigilijna

Karol Kościński

Dzień przed Wigilią. Popołudnie. Na lubelskim deptaku trwa oblężenie butików. Prezenty w kolorowych papierowych torbach. Obcasy długich skórzanych kozaków wybijają na bruku szybki rytm. Spod butów bryzga woda. Pod podeszwami skrzypią brudne grudy śniegu. Ani to jesień ani zima. Mgła nisko. Tak, że niewysoka wieża kościoła Świętego Ducha pływa w mleku. Gdzieś mignął niebieski Mikołaj i czerwone śnieżynki z reklamami komórek. Wokół stołu ze sznurówkami i wkładkami do butów pusto. Stołu z tabliczką "Perfumy eleganckie, tanie do 20 złotych" prawie nie widać.

Tylko mosiężny koziołek przy kranie z wodą stoi nieruchomy. Płyną przed nim wełniane czapki, filcowe kapelusze, płócienne zielone plecaki z naszywkami, skórzane czarne torby. Tam właśnie ustawiamy stoły.

- W kwadrat ustawiać czy w linię?

- W linię. Najlepiej w linię w poprzek drogi - ktoś radzi

Stoły szybko zakrywa obrus. Na obrusie ląduje garnek z czerwonym barszczem. Garnki z makaronem z makiem i ruskimi pierogami chłopaki dopiero niosą.

- Cholera. Rozciągnęliśmy się jak kondom.

Po chwili są też małe choinki na drewnianych podstawkach, papierowe tacki, plastikowe sztućce i kubeczki. No i oczywiście opłatek. Miski z całymi górami opłatka. Zapraszamy na Wigilię.

- Zapraszamy na Wigilię - zaczyna wołać Encepence.

Jeden z chłopaków bierze miskę z opłatkami i zaczyna krążyć w tłumie przechodniów.

- Chciałem z panią podzielić się opłatkiem.

- Chciałem z panem podzielić się opłatkiem.

Niektórzy przystają. Z opłatkiem w ręce idą dalej. Inni łamią się i składają życzenia. Są i tacy, którzy gwałtownie skręcają, żeby ominąć kolejną przeszkodę.

Wokół stołu powoli robi się coraz gęściej.

- Co? Smakują panu kluski?

- No można by do nich jeszcze miodu dodać.

Uliczny skrzypek otworzył tuż obok swoje pudło i gra kolędy, a sinawy mężczyzna, który już sobie podjadł, a jeszcze wcześniej podpił, zadudnił.

- W nagrodę to ja wam teraz zaśpiewam!

I śpiewa kolędę aż mu się trzęsie kurtka z zaciekami po soli, którą posypuje się chodniki. Rumunka w płaszczu tak obszernym, że wygląda jakby ubrała namiot siorbie barszcz. Jej synek układa na stole plastikowe widelce w równe rzędy. Po chwili ląduje na rękach matki, która dziękuje za jedzenie, dziękuje za zdjęcia. Strasznie w krew weszło jej to dziękowanie.

- Może byśmy coś zjadły? Dwie babcie mijają stół.

- E tam. Są chyba jeszcze jacyś biedniejsi - mówi ta opierającą się na kulach.

Niektórzy ludzie odnoszą talerzyki do śmietników i znikają w tłumie. Inni łamią się opłatkiem z chłopakami nakładającymi wigilijne potrawy.

- Ładne rzeczy chłopaki robicie. Ładne.

- Widzicie Państwo, a tak na młodzież wszyscy narzekają. Wesołych Świąt życzę.

Jakiś staruszek pyta jednego z sympatyków Encepence robiących zdjęcia:

- Pan to kogo reprezentuje?

- Ja reprezentuję ich. Dziadek odchodzi niezadowolony.

Kobieta w długim czarnym futerku przepycha się w stronę garnków. W jednej ręce trzyma torebkę, a w drugiej dłoń synka z włosami jak słomiane sprężyny:

- Chodź. Spróbujesz, jak smakują kluski z makiem.

- Mogę jeszcze kilka pierogów? - pyta staruszka oparta na mężu jak na lasce. Po chwili trzyma je już w ręku.

- Daj spokój. Zostaw. Nie słucha męża. Pierogi znikają w kieszeniach kurtki.

Powoli kończy się jedzenie, a w palcach czuć grudzień. Teraz trzeba pozbierać garnki i choinki. Zwinąć obrus. Odnieść stoły.

Kwadrans później wracałem tą samą drogą do domu. Tłum znowu płynął całą szerokością deptaka. Kosze pełne były talerzyków i połamanych widelców. Niektóre z nich wysypały się na brudny śnieg.

- Jak myślisz, czy coś zostało z tej wigilii? - zapytałem mosiężnego koziołka.

[wiecej o projektach Encepence w materiale "Lubelski potwór dwugłowy"] 

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl