Rozmowa z Anitą Trzaskowską - głównym specjalistą do spraw kostiumów w Teatrze Narodowym.
Jej szaty zdobią aktora
Do teatru dostała się zaraz po szkole krawieckiej. Zaczynała pracę jako garderobiana. Dziś jest asystentem scenografa i kierownikiem całego zespołu pracowni kostiumów. Rezultaty jej wysiłków możemy podziwiać w takich sztukach jak: „Świętoszek”, „Duszyczka”, „Norymberga”, „Ryszard II” i wielu innych granych na deskach Teatru Narodowego. Od 10 lat niezmiennie rozpoczyna pracę każdego dnia, od spotkania ze swoim zespołem, wraz z którym decyduje o zadaniach i nowych celach. Jak sama mówi koordynowanie pracy w zespole to najistotniejszy i najtrudniejszy aspekt jej pracy. O szczegółach pasji, i trudach z nią związanych opowiedziała nam w krótkiej przerwie od obowiązków.
Łukasz Kosik: Dlaczego wybrała pani właśnie ten zawód?
Anita Trzaskowska: Może zabrzmi to trywialnie, ale ze szczerej miłości do teatru. Od zawsze interesowałam się sztuką teatralną, ale od „drugiej strony”, czyli od bardziej technicznej. Zaraz po zakończeniu krawieckiej szkoły zawodowej, później technikum, a w końcu kierunku ‘projektowanie mody’ trafiłam do teatru, gdzie od razu poczułam się dobrze. Myślę, że jestem osobą na właściwym miejscu i robię to, co potrafię najlepiej, a przy tym sprawia mi to wiele przyjemności.
Czy jest to ciężka praca? Jeśli tak, to co jest w niej najtrudniejsze?
Na wstępie muszę wyjaśnić, że nie każdy asystent scenografa jest także kierownikiem pracowni kostiumów. Ja mam zaszczyt pełnić również i tę funkcję. Generalnie moja praca polega na zsynchronizowaniu pracy wielu osób, to znaczy trzeba dopasować scenografa, aktora i pracownię. Te trzy elementy muszą ze sobą współgrać, co często nie jest prostym zadaniem do zrealizowania. Wynika to np. z tego, że aktor ma wiele innych zajęć pozateatralnych, i ciężko jest cokolwiek wspólnie zaplanować.
Z kogo więc składa się Pani zespół?
Podlegają mi wszystkie pracownie, które zajmują się kostiumami, czyli krawiectwo damskie, męskie, modystka – czyli osoba zajmująca się nakryciami głowy, szewc i magazyny.
Rzeczywiście sporo ma pani na głowie. Czy kierowanie tak dużą grupą ludzi jest trudne?
Pamiętajmy, że to jest przede wszystkim praca z ludźmi, to ja muszę się do nich dostosować. Każdy z nich jest inny, jedni mają wysokie wymagania, a drudzy są bardziej nerwowi. To cecha głównie zaobserwowana przeze mnie u aktorów, którzy są często osobami znerwicowanymi i zabieganymi. Poza tym…
…mają nieco wybujałe Ego?
Umówmy się, że to pan tak powiedział (śmiech). No, ale trzeba też starać się ich zrozumieć. Powierzają mi bowiem swój wizerunek. Czyli coś, co dla aktorów jest niezwykle cenne i na co pracują przez całe życie. Ponadto są to osoby, które mają normalne rodziny i codzienne obowiązki starają się pogodzić z tak absorbującą pracą jak aktorstwo. Dlatego staram się do każdego podchodzić indywidualnie. Często gonią nas terminy, wówczas muszę zapanować nad całością, ale żeby było to aż takie trudne… nie wydajne mi się. Może pojawia się mały stresik, ale przecież gdzieś musi on być ( śmiech). On nawet pomaga – mobilizuje.
Powiedzmy, że młoda osoba chciałaby zostać specjalistą do spraw kostiumów. Jaka jest najlepsza droga ku temu i jakimi cechami powinna się odznaczać?
Jeżeli ktoś miał by chęć zostać asystentem scenografa, musi się przygotować na ciężką harówkę. Trzeba również posiadać duże pokłady pokory i cierpliwości, ponieważ ta praca często polega na oczekiwaniu. Czekamy na aktora, czekamy na scenarzystę, na scenografa. Często musimy czekać na tkaniny. Ponadto trzeba być nadzwyczaj elastycznym, ponieważ pracuje się pomiędzy ludźmi, a z każdym trzeba się porozumieć, bez tego niczego nie osiągniemy.
Od czego kostiumograf zaczyna pracę przy przedstawieniu?
Najpierw zbieramy informacje na temat klimatu epoki przedstawienia, choć nie zawsze da się ją ustalić, co świadczy o braku szablonowości w wykonywaniu mojej pracy. Nie ma jasnych reguł, które służyły by mi za wytyczne.
Ile czasu zajmuje projektowanie strojów dla postaci ?
Tym głównie zajmuje się scenograf, to on przychodzi z gotową koncepcją a ja mu pomagam w jej realizacji. Czasami są na tyle apodyktyczni, że wszystko wolą robić sami. Natomiast ci, z którymi miałam przyjemność pracować znają mnie na tyle, że pozostawiają mi wolne pole do popisu i pewne rzeczy dzieją się poza nimi. Odpowiadając na pytanie, zależy o jakim kostiumie mówimy. W moim zawodzie odróżniamy kilka ich rodzajów: taki, który trzeba uszyć, czyli stworzyć od podstaw, lub kostium „kupny” czyli taki, który kupujemy na mieście. Tak naprawdę czas jest zależny od tego, co wymyśli scenograf. Zdarza się że dwanaście kostiumów stworzymy w tydzień, a czasem zrobienie czterech zajmuje nam miesiąc. Pamiętajmy jeszcze, że oprócz stroju ważne są takie rzeczy jak peruka, odpowiedni makijaż, czy obuwie, którego przygotowanie jest czasochłonne.
Czy pamięta Pani jakąś sztukę, w której miała pani problem z doborem kostiumów dla aktorów?
Hm… niech się zastanowię. Myślę, że za przykład może posłużyć mi przedstawienie „Nora”, w którym generalnie wszystko było proste do wykonania. Poza jedną „perełką”. Chodzi mi o jeden rekwizyt, który rzeczywiście sprawił nam dużo problemów. Otóż zrobiliśmy okazały pióropusz na statyczną osobę, ale na próbach aktorka musiała jednak z nim tańczyć, co stanowiło problem, gdyż za każdym razem się rozpadał. I nagle trzeba coś wymyślić aby miało tę samą formę, ale inne zastosowanie.
Na czym polega talent w tym zawodzie?
Niewątpliwie ważne jest posiadanie wyobraźni plastycznej i wyczucia kolorów. Najpierw obraz przedstawienia widzimy w zamyśle, czyli w wyobraźni. O wiele łatwiej pracuje się z osobami, które są w stanie wyobrazić sobie przedstawienie jako całość, czyli zgrać scenografię z występującymi na jej tle aktorami. Ważna jest także technika wykonania kostiumów, ale to już są dylematy krawieckie. Myślę, że dobrze, gdy scenograf chociaż trochę zna się na kroju, na szyciu…
I tu warto powiedzieć o tym, że Pani właśnie ma tę wiedzę, to wyczucie.
No na pewno moje wykształcenie krawieckie pomaga mi w tej pracy, bo wiem czy moja koncepcja ma racje zastosowania.
Zawsze zastanawia mnie fakt szybkiej zmiany charakteryzacji aktorów w czasie przedstawienia. Jak oni to robią?
(Śmiech) Są to tak zwane szybkie przebiórki. Mało kto wie, że stroje są projektowane w taki sposób, aby ułatwić aktorom szybkie zdejmowanie ich i zakładanie następnych w trakcie nawet tego samego aktu. Zastosowane są więc techniczne szycia, które ułatwiają garderobianym szybkie zmiany w wyglądzie występujących. Ale o tym myśli się już na samym początku tworzenia strojów.
Nad czym ostatnio pani pracowała?
„Miłość na Krymie” reżyserii Jerzego Jarockiego, jest to przedstawienie na dużą scenę, ale nie zdradzę szczegółów, ponieważ sztuka jest warta obejrzenia. Serdecznie zachęcam Pana, ale niestety dopiero w kwietniu gdyż najbliższe terminy są wykupione.
Proszę mi powiedzieć co się dzieje z kostiumami gdy sztuka schodzi z afiszu?
Przechodzą do magazynu i w tym magazynie kończą swój żywot. Mogą być wykorzystane przez innych scenografów, ale tylko jako materiał do dalszych przeróbek. Nigdy nie można używać czegoś co było specyficzne i wykorzystane w innej sztuce.
Czy słysząc owacje po spektaklu czuje się Pani dumna, czy jest to raczej ukłucie zazdrości oto, że to aktorzy stoją na scenie a pani za nią?
Zdecydowanie to pierwsze. Jestem niezwykle zadowolona, z owacji, ponieważ jest to swojego rodzaju ukoronowanie mojego wysiłku. Cieszę się, że to wszystko współgra ze sobą. To ogromna satysfakcja.








Komentarze
Autor: diddie (Czwartek 07-02-2008 08:07)
zaesze chcialam zostac aktorka. wydaje mi sie to bardzo trudne. kocham Pawła Małaszyńskiego
Autor: Diabełek (Poniedziałek 11-02-2008 18:35)
Lubię chodzić do teatru na dobre sztuki. Aktorzy w Narodowym są super!
Autor: adisas (Poniedziałek 11-02-2008 21:37)
Piszecie o artystach a ja tu widzę, że na niezłą artystkę to jest lansowana jak widać niejaka Pani Anita?