TEATR FAKTU - ustalenia terminologiczne
Termin "teatr faktu" niesie ze sobą pewną trudność w stworzeniu jednej i pełnej definicji. Już samo ustalenie jakie warunki muszą zostać spełnione by przedstawienie można było umieścić pod szyldem ‘teatr faktu’, nie jest takie proste. Co JUŻ jest ‘teatrem faktu’, a co JESZCZE nim nie jest, bo nie takie, albo za mało warunków zostało spełnionych?
Intuicyjnie wyczuwamy, że ‘teatr faktu’ to teatr oparty na fakcie, ale co to tak naprawdę znaczy? Faktem, w tym wypadku, jest na pewno autentyczne wydarzenie, zajście, udokumentowana rozmowa, ale czy może nim być także zdjęcie, obraz, rozmowa – na przykład, nagrana ta taśmę? ‘Teatr faktu’ na pewno może opierać się na reportażu, bo przecież ten gatunek, w swoim założeniu, opiera się na prawdzie, nie na fikcji(1). Swoistą bazą dla ‘teatru faktu’ mogą być fakty historyczne, dokumenty, procesy sądowe, zeznania świadków. Ale czy ‘teatr faktu’ może być zrealizowany w oparciu o pamiętnik?
Te i szereg innych wątpliwości próbowało rozwiać już wielu. Każda z opracowanych jak dotąd definicji, w jakiś sposób próbuje „ujarzmić” trudny termin, próbuje zamknąć go w pewne ramy pojęciowe, tak by najpełniej i najkonkretniej oddawały istotę tego gatunku.(2)
Zacznijmy od bardzo prostej i właściwie, takiej szkolnej definicji, która na początek jedynie zasygnalizuje, w delikatny sposób, pewne „dane” dotyczące ‘teatru faktu’
„Popularny współcześnie nurt reportażowo – dokumentalny. Szczególnie dobrze sprawdza się w Teatrze TV. Dramat w teatrze faktu stanowi uporządkowaną relację na temat wydarzenia, zbudowaną z dokumentów (protokoły sądowe, listy, relacje gazetowe, czasem wstawki filmowe). Jako charakterystyczny dylemat pojawia się w inscenizacji sprawa granicy między zarejestrowaną prawdą a teatralną fikcją, sprawa skłonności widza do identyfikowania się z postacią sceniczną. Najpopularniejsze sztuki teatru faktu to Dochodzenie Petera Weissa, Przesłuchanie Heinera Kipphardta, a na naszym gruncie – Epilog Norymberski Jerzego Antczaka czy Rozmowy z katem wg Moczarskiego. W latach sześćdziesiątych bardzo popularny w teatrach amatorskich.” (3)
Jest to dobra definicja wyjściowa. Następne, które będą po niej przytaczane, najczęściej będą tę wersję poszerzać. Powyższa jest krótka i zwięzła, sygnalizuje zaledwie pewne pojęcia bez których ‘teatr faktu’ nie mógłby istnieć. Mówi przede wszystkim o Teatrze TV, który odegrał niesamowitą rolę w rozpowszechnianiu nurtu ‘teatru faktu’, szczególnie na przestrzeni czternastu lat: od 1966 roku do 1980 roku.
Definicja ta ustala także z jakich źródeł czerpał ‘teatr faktu’ (do momentu wydania tegoż Leksykonu, z ową definicją, czyli do 1996 roku, co dzisiaj wydaje się już trochę niepełną listą – będzie to wynikać z przytoczonych przeze mnie następnych definicji.).
Z powyższej, krótkiej notatki można wywnioskować, że ‘teatr faktu’, w pewnym okresie, czerpał głównie z tzw. faktów historycznych. Dzisiaj oczywiście również zdarzają się ‘dramaty faktu’ oparte na takich źródłach, jednak zdecydowanie częściej porusza się w tym nurcie problematykę społeczną, obyczajową.
W definicji tej pojawia się również wzmianka o największym dylemacie ‘teatru faktu’ z którym borykał się on początku swojego istnienia. Chodzi o granicę pomiędzy „zarejestrowaną prawdą a teatralną fikcją”. ‘Teatr faktu’ zawsze szukał odpowiedzi gdzie ta granica powinna przebiegać. I chyba tak naprawdę nigdy tego nie zdołał ustalić. Już samo sformułowanie terminu rodzi wątpliwości. Myślę, że wątpliwości te dodatkowo mnożyły się w praktyce, podczas samych już realizacji przedstawień.
Z kolei Bożena Frankowska postrzega ‘teatr faktu’ jako:
„odmianę teatru dramatycznego, mającą na celu wiarygodną relację o autentycznych wydarzeniach.” (4)
Co tak naprawdę oznaczają te autentyczne wydarzenia? Pod tym pojęciem może się mieścić bardzo wiele, z drugiej jednak strony na pewno nie wszystko. Największe wątpliwości budzą gatunki takie właśnie jak pamiętnik. Pamiętnik może się opierać na autentycznych wydarzeniach, a to, że jest opatrzony mniej lub bardziej subiektywnym spojrzeniem swojego autora, nie jest wystarczającym argumentem, do tego, żeby uznać go za źródło nieprzydatne przy realizacji ‘teatru faktu’. Zresztą, co tak naprawdę jest pozbawione takich „odautorskich”, osobistych uczuć?
Czy jest możliwe zachowanie pełnego obiektywizmu relacji? Ryszard Kapuściński uważa, że nawet w takim gatunku jak reportaż nie jest to do końca możliwe:
„Nie ma czegoś takiego jak obiektywizm. Obiektywizm to kwestia sumienia tego, który pisze. I sam powinien sobie udzielić odpowiedzi na pytanie, czy to, co pisze, jest bliskie prawdy, czy nie. Ale to są rzeczy bardzo indywidualne, ich nie da się uogólnić” (5)
Ryszard Kapuściński tłumaczy ową niemożność zachowania pełnego obiektywizmu na przykładzie doświadczeń korespondenta wojennego. Pewna nieuchronna jednostronność widzenia, nie wynika jednak z braku profesjonalizmu, tylko z czysto praktycznych powodów, niezależnych od reportera:
„ To nie jest możliwe z dwóch względów. Po pierwsze, jeśli chodzi o reportera, może on być zawsze tylko po jednej stronie. Gdy znalazłem się podczas wojny w Angoli, pytano mnie: „Czy był pan również po stronie UNITA?”. - Nie, bo nikt by mnie tam po prostu nie wpuścił! To problem czysto techniczny. Po drugie jednak, gdy jest się na wojnie, sama sytuacja powoduje, iż człowiek jest tak emocjonalnie pobudzony, że siłą rzeczy utożsamia się z tą stroną, po której się znalazł. Jednym słowem, relacja z wojny musi zakładać pewien subiektywizm, pewną stronniczość. Trzeba się tylko starać unikać zaślepienia, fanatyzmu. Jednak pełny obiektywizm relacji reportera jest w praktyce niemożliwy.” (6)
Oczywiście jest to przykład dość skrajny. Rzadko który przecież ‘teatr faktu’ opiera się na reportażu wojennym. Mimo to, spostrzeżenia Ryszarda Kapuścińskiego przekładają się także na inne gatunki czy rodzaje reportażowe. Oczywiście trudno spreparować pewne fakty, zdarzenia o randze „światowej”, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy dzięki mediom o rozgłos nie jest trudno. Jednak, same media, już na płaszczyźnie przekazywania informacji, nawet samego relacjonowania pozbawionego komentarza, nie do końca zachowują pełny obiektywizm. Serwowane w mediach „fakty” bardzo często charakteryzują się powierzchownością, tendencyjnością i subiektywizmem relacji. Możliwość manipulacji faktami leży jednak gdzie indziej. Z łatwością można zafałszować obraz powodów, motywów, bodźców które popychają ludzi do takich a nie innych zachowań, reakcji czy decyzji. Natomiast same zachowania, reakcje i decyzje trudniej już „spreparować”. Gdy jednak do takiej sytuacji dochodzi, wtedy taka „nie-obiektywna” relacja nie będzie do końca tym czym być powinna. Według Ryszarda Kapuścińskiego na pewne rzeczy jednak nie możemy mieć i po prostu nie mamy żadnego wpływu.
Słowa znanego reportażysty potwierdzają tezę, jak względne może okazać się to co jeszcze przed chwilą wydawało nam się pewne. Zastanawiamy się czy pamiętnik jest na tyle obiektywną formą, żeby można było się na nim oprzeć przy realizacji ‘teatru faktu’, a jak się okazuje, nawet reportaż nie jest (nie może być) do końca pozbawiony subiektywnego spojrzenia.
Jednak reportaż wojenny, nie staje się często, szczególnie ostatnio, inspiracją dla ‘teatru faktu’ (a w nim, być może, największe niebezpieczeństwo subiektywnej relacji). Na jakich zatem fundamentach najczęściej „budowany” jest ‘teatr faktu’
„W warstwie słownej posługuje się scenariuszami lub dramatami, które rezygnują z fikcji literackiej ( lub ograniczają ją do minimum) na rzecz autentycznej relacji, zawartej np. w źródłach historycznych, dokumentach prawnych, sprawozdaniach prasowych, reportażach, pamiętnikach oraz tzw. „dokumentach osobistych” i „literaturze dokumentów osobistych” (wspomnienia, autobiografie, biografie, listy). Wszelkie środki teatralnego wyrazu podporządkowuje możliwie najbardziej ascetycznej prezentacji tematu, redukując je do absolutnie niezbędnych, niezależnie od wersji inscenizacyjnej (recytacyjnej, dialogowej, rozbudowanej sytuacyjnie). Stara się apelować nie tyle do sfery uczuć widza, co do jego racjonalnych ocen, doświadczenia, wiedzy, logiki, uznawanych wartości, poczucia sprawiedliwości. Mimo to, nie jest to teatr całkowicie „obiektywny”, gdyż w jego intencjach mieści się agitowanie (za problemem, postawą bohatera) , a z natury teatru wynikają pewne elementy subiektywizmu lub manipulacji (selekcja materiałów, sztuczne zagęszczenia faktografii w słowie, scenografii, obrazie, autorytatywny wybór kontekstu).” (7)
Powyższa definicja poszerza listę źródeł o pozycje takie jak biografia, autobiografia, wspomnienia czy listy. Słusznie, chociaż niektórzy dramatopisarze nie zgadzają się z tym poglądem. Dla nich forma taka jak pamiętnik, czy autobiografia, jest zbyt subiektywnym przedstawieniem rzeczywistości.
Definicja ta jest wyczerpująca jeszcze z dwóch powodów. Po pierwsze wyjaśnia, że ‘teatr faktu’ to nie „teatr emocji”, „teatr uczuć”, ale „sztuka” szukająca zrozumienia w sferze wiedzy, rozumu, logiki czy ludzkiego poczucia sprawiedliwości. To bardzo ważne. ‘Teatr faktu’ nie powinien, nie może, grać na uczuciach u widza, nie może manipulować jego emocjami czy wrażliwością. Widz musi mieć świadomość, że to co ogląda to racjonalna, sprawiedliwa próba przedstawienia pewnych faktów.
Po drugie, mowa tutaj o tym, że trudno jest w ‘teatrze faktu’ zachować „obiektywizm”. Z jednej strony wynika to z samej tylko „natury” teatru. Taka opinia dotyczy teatru w ogóle, może w przypadku ‘teatru faktu’ po prostu bardziej ona razi niż w przypadku innej formy teatralnej:
„Stwierdzenie, że samo porządkowanie artystyczne materiału faktograficznego jest fałszowaniem rzeczywistości.”(8)
Jak czytamy w definicji, owa trudność w zachowaniu „obiektywizmu”, wynikać może również z intencji ‘teatru faktu’ do agitowania, ze skłonności do namawiania, przedstawiania pewnych racji. Niby nie powinno tu być miejsca na takie rzeczy jak „agitowanie”, jest to sprzeczne z samym założeniem czy chociażby sformułowaniem ‘teatr faktu’ (ma być przecież rzetelnie, sprawiedliwie, zgodnie z prawdą i faktami). Mieści się to jednak. Aby to dobrze wytłumaczyć, należy wymienić rodzaje ‘teatru faktu’
„Do teatru faktu zalicza się:
1) inscenizacje odtwarzające wydarzenia historyczne w
autentycznej scenerii, jak we Francji widowiska upamiętniające wydarzenia Wielkiej Rewolucji Francuskiej, w Rosji i ZSRR widowiska plenerowe odtwarzające przełomowe momenty Wielkiej Rewolucji Październikowej;
2) teatr agitacyjny, obejmujący „agitki” i tzw. „żywe gazety”, rozpowszechnione w porewolucyjnej Rosji; „plakaty polityczne”; estradowo-cyrkowe widowiska na aktualne tematy wykonywane przez aktorów zw. Błękitne Bluzy (od 1926 roku, rozwożone po kraju w specjalnych „pociągach agitacyjnych”; znane także w wielu krajach Europy (Niemcy, Czechosłowacja) i w stanach Zjednoczonych w czasach światowego kryzysu gospodarczego;
3) teatr polityczny, posługujący się faktomontażami, jak teatr E.Piscatora w Niemczech, W. Meyerholda w Rosji, L.Schillera, B.Jasińskiego, Wandurskiego w Polsce, zachodnie teatry alternatywne lat 60. i 70. XX w., polskie teatry studenckie;
4) realizacje dramatu faktu” (9)
Istotę ‘teatru faktu’ najpełniej oddaje oczywiście ‘dramat faktu”. Już na etapie samego pisania, tworzenia powstaje utwór spełniający wszystkie wymogi ‘teatru faktu’
Zostawmy na razie dwa pierwsze rodzaje ‘teatru faktu’. Nie sposób ich pominąć, jednak są one bardzo odległą przeszłością. Warto o nich pamiętać, jednak nie mają one dziś żadnego zastosowania, nie używa się już takich konwencji.
Co innego ‘teatr polityczny’. Tutaj należy zatrzymać się na dłużej.
TEATR POLITYCZNY
‘Teatr polityczny’ jest pojęciem, terminem dość dziwnym:
„ Z semantycznego czy historycznego punktu widzenia termin brzmi po prostu tautologicznie, jego kariera budzi uzasadnioną nieufność. Na półce obok cukru ukazał się nagle nowy gatunek cukru, słodki cukier.” (10)
Nie wszyscy jednak termin ten uznali za niewłaściwy. Mniej uczuleni na takie językowe czy też terminologiczne nieprawidłowości nie mieli nic przeciwko takiej nazwie.
Skąd się jednak wziął ‘teatr polityczny’? Jakie są jego korzenie? Na to pytanie łatwo odpowiedzieć:
„Teatr polityczny wziął się z potrzeby mówienia o polityce wprost, bez ornamentu czy szyfru literackiego. Powiedziano więc sobie (i dowiedziono tego w praktyce), że skuteczna manifestacja polityczna w teatrze nie musi być świadomie – i zgodnie z tradycyjnymi kanonami sztuki – komponowanym dziełem o walorach artystycznych.” (11)
I tak też czyniono. Albo lekceważono istniejące formy estetyczne, rozbijano je, albo, przedstawiano po prostu „fakty” w najbardziej czystej formie, jako, że jakakolwiek artystyczna ingerencja w faktograficzną chronologię, jakakolwiek próba uporządkowania materiału mogłaby wpłynąć źle na walor autentyzmu w przedstawieniu.
Pierwsze przedstawienia ‘teatru politycznego’ miały miejsce tam gdzie istniał ‘teatr rewolucyjny’. A więc w Rosji po roku 1917, w Niemczech po okresie republiki weimarskiej, w Polsce na scenkach robotniczych okresu międzywojennego oraz w teatralnych działaniach Leona Schillera.
‘Teatr polityczny’ lat dwudziestych sięgał po dokument, faktomontaż, autentyczne wydarzenia, jednak nie miał swojego „dramatopisarza”, swojej literatury. Cała inicjatywa zrealizowania przedstawienia należała wtedy do teatru. „Dramaturgia polityczna” nie istniała. Mimo to ‘teatr polityczny’ był wtedy naprawdę wielki. Może dlatego, że szukał (musiał szukać) tematów w literaturze innych epok. Rósł w siłę. Wielka Reforma z początku stulecia dała mu tę siłę, i wiarę w to, że nie jest powielarnią tekstów dramatycznych, ale „sztuką”
Największe i najważniejsze nazwisko tamtego okresu, tamtego teatru to Bertold Brecht. ‘Teatr polityczny’ Bertolda Brechta to niekoniecznie ‘teatr faktu’ ( w ogóle jakikolwiek ‘teatr polityczny’ to niekoniecznie ‘teatr faktu’). Teatr Brechta to teatr czerpiący z faktów, z rzeczywistości, z autentycznych wydarzeń, ale posługującymi się tym wszystkim w trochę inny sposób niż należałoby to czynić w przypadku ‘teatru faktu’
„Teatr polityczny Brechta nie miał dla odmiany charakteru widowiska dokumentalnego, przeciwnie, fakt wzięty z rzeczywistości przekształcał w parabolę, wzory z życia podchwycone przemodelowywał tak, że traciły one charakter kopii fotograficznej, chciał nie tyle „pokazywać”, co „unaoczniać”, nie tyle rekonstruować na scenie rzeczywistość, ile ją komentować. W końcu, jeden z podstawowych elementów Brechtowskiego dydaktycznego teatru politycznego, słynny "V-Effekt", był zaprzeczeniem dokumenta1nej wierności. Szło tu o coś znacznie ważniejszego niż rekonstruowanie „nagiego faktu” w teatrze: a rozbicie iluzji, nie tylko teatralnych, także – i przede wszystkim – społecznych. Nizanie pokorne faktów jest często takim właśnie budowaniem iluzorycznej prawdy. Nie fakt interesował Brechta, ale jego podszewka. Uczył swojego widza krytycznego patrzenia na fakty.” (12)
Tym można zamknąć próbę definicji i charakterystykę terminu ‘teatr polityczny’. Nie jest ona kompletna, ale praca ta nie jest poświęcona ‘teatrowi politycznemu’, a ‘teatrowi faktu’. Teatr polityczny był ważną częścią tego drugiego, dlatego nie wolno o nim zapomnieć czy w rozważaniach pomijać.
TEATR FAKTU
USTALENIA TERMINOLOGICZNE – CIĄG DALSZY
‘Teatr faktu’ dwukrotnie przeżywał okresy wzmożonej, szczególnej popularności. Raz w dwudziestoleciu międzywojennym i po raz drugi w latach sześćdziesiątych. Zainteresowanie w dwudziestoleciu międzywojennym przeżywał głównie jako ‘teatr agitacyjny’ i ‘teatr polityczny’. Popularność w latach sześćdziesiątych zawdzięczał działalności teatrów alternatywnych i studenckich oraz twórcom ‘dramatu faktu’. Byli to głównie pisarze zachodnioniemieccy np.: R.Hochhuth, H.Kipphardt, P.Weiss, T.Dorst, ale nie tylko. ‘Dramatem faktu’ zainteresowali się także pisarze amerykańscy (A.Miller) oraz czescy (V.Havel, P.Kohout, E. Landovski). ‘Dramaty faktu’ w owym czasie charakteryzowały się m.in.: odwołaniem do prawdziwych wydarzeń, korzystaniem z dokumentów, dbałością o autentyzm i brakiem fikcji (wyjątkiem były dwa przedstawienia Męczeństwo i śmierć Jeana Paula Marata P.Weissa oraz Morderstwo w katedrze Th.Eliota). Dramaty te, co warto podkreślić, nie miały agitacyjnego charakteru, jedynie czysto polityczny. Jest to o tyle ważne, że właśnie brak elementu agitacji, odróżniał, między innymi, ‘teatr faktu’ lat sześćdziesiątych od ‘teatru faktu’ okresu międzywojennego. Po za tym ‘dramaty faktu’ z lat sześćdziesiątych podszyte były ambicją ich twórców, ambicją o charakterze etycznym i moralizatorskim.
Sytuacja teatru w latach sześćdziesiątych różniła się od tej z lat dwudziestych nie tylko tym. W latach sześćdziesiątych to już nie teatr był inspiratorem i twórcą przedstawienia. Pojawia się postać dramatopisarza. Teatr już nie musi sam szukać tematów. Po prostu czeka na propozycje. Więc jeśli w ogóle mówić o zjawisku ‘teatru faktu’, nie można pomijać ‘dramatu faktu’. On dawał konkretne propozycje, konkretne tematy:
„Dramat faktu narodził się nie tyle z fascynacji faktem, dokumentem, protokolarnie wierną relacją, ile z bezradności pisarza wobec problemu. Jak pisać o zrzuceniu na Hiroszimę bomby atomowej? Jak pokazać dramat uczonego, którego odkrycie naukowe jest wykorzystane dla celów zbrodniczych, a jemu samemu władze bezpieczeństwa wytaczają proces? Postawę papieża w czasie II wojny światowej? Zbrodnie Eichmanna? Oświęcim? Majdanek? Dramat Róży Luksemburg, działacza społecznego, która chce być także kobietą? Proces dojrzewania żołnierzy I i II Armii WP? Pucz lewych eserów w lipcu 1918 roku?” (13)
Literatura na ogół nie radziła sobie z tymi tematami. A tu nie tylko chodziło o napisanie, ale jeszcze o wystawienie tego na scenie. Nie widziano sposobu na to, by za pomocą literatury dobrze, sprawiedliwie przedstawić trudne, nurtujące społeczeństwo zagadnienia, by za jej pomocą móc rozliczyć się z ”demonami przeszłości”. Tak więc sięgnięto po dokumenty.
Na szczęście dla nurtu archiwa pękają w szwach od zarejestrowanych rozmów, pamiętników, wypowiedzi. Wszystko to co dotyczy ważnych z punktu widzenia świata, polityki, ludzi spraw zostało zarejestrowane. Więcej. Dziś, dzięki mediom, możemy wrócić do ważnych momentów z przed tygodni, a nawet lat. Mamy pod ręką gatunki takie jak reportaż czy dokument, co również może służyć inspirująco, a w przypadku pracy nad ‘dramatem faktu’ jest wręcz niezbędne.
Praca nad ‘dramatem faktu’ wymaga cierpliwości, wytrwałości i skrupulatności. Bo trzeba te niezbędne informacje wydobyć, sprawdzić, ułożyć dobrze w całość. Bo trzeba dokumenty (a ich ilość może przerażać) przejrzeć, pewne odrzucić, pewne umieć wykorzystać. Bo trzeba tę zarchiwizowaną prawdę zweryfikować.
‘Dramat faktu’/ ‘teatr faktu’ nie równa się ‘teatr polityczny’. Czasami idzie to w parze, ale coraz częściej podejmowane przez ‘dramat’ czy ‘teatr faktu’ tematy nie mają z polityką nic wspólnego. Są to między innymi tematy z kręgu wydarzeń społecznych, obyczajowych. Ale nie tylko.
Dzisiaj tematyka jest tak naprawdę obojętna, byleby wydarzenie, rozmowa, przedstawiona historia, czyli to wszystko co może złożyć się na przedstawienie, było autentyczne. Mówiąc „obojętna” nie mam oczywiście na myśli tego, że nie jest to ważne. Jest bardzo ważne. Tematy ‘teatru faktu’ nie były nigdy i nie są zaledwie pretekstami do zgłębienia jakiegoś ważniejszego problemu (no może po za Brechtem). To właśnie owy przedstawiany temat, wydarzenie, proces jest najważniejszym aspektem ‘teatru faktu’, zarówno z punktu widzenia „sztuki” jak i publiczności (przynajmniej takim dla publiczności być powinien).
Tematyka jest ważna, bo ma zainteresować, zaciekawić widzów. Jednak dziś nie ma już żadnych preferencji, żadnej mody, tendencji, nakazów i zakazów (zresztą tych ostatnich tak na prawdę nigdy nie było), które mówiły by o tym jaką tematykę można w ‘teatrze faktu’ poruszyć, a jakiej nie.
„W związku z niemożliwością ustalenia precyzyjnej granicy pomiędzy ‘teatrem faktu’, a dramatami i przedstawieniami, które się do niego zbliżają czy upodabniają, wciąż będzie powracać pytanie o granice pomiędzy „prawdą” a „fikcją” w teatrze faktu. Z czasem bowiem twórcy teatralni i krytyka do teatru faktu zaczęli zaliczać także przedstawienia pozbawione elementów społeczno-politycznych, a jedynie oparte na autentycznych materiałach (biografie uczonych i artystów, dokumenty obyczajowe, kryminalne kroniki sądowe), mające postać faktomontażu, dramaty historyczne, a nawet wszelkie ograniczenia teatralności i odwołania do autentyku (także w inscenizacji)" (14)
Powyższe definicje mówiąc o ‘teatrze faktu’ wymieniają pewne podstawowe pojęcia, zagadnienia, problemy dotyczące nurtu. Myślę, że dobrze tłumaczą omawiany rodzaj teatru, po za tym, w każdej z nich zawarta jest pewna wątpliwość co do trudności na jakie można się natknąć, próbując dobrze określić to, czym ten ‘teatr faktu’ jest. A nie jest to łatwe – odnalezienie granicy, do której z jednej strony przylega fikcja a z drugiej prawda.
Wymienione przeze mnie wyżej definicje terminu ‘teatr faktu’ różnią się między sobą. Niekiedy są to różnice drobne, wynikające z powodu różnic w czasie kiedy owe definicje powstawały, czasami są to różnice większe, polegające na sposobie ujęcia w ramy pojęciowe zjawiska ‘teatr faktu’. Niekiedy bowiem gatunek ten łączony jest ściśle z ‘dramatem faktu’ innym razem już nie. Ważne jest tu chyba także to, że czasami błędnie ‘teatr faktu’ identyfikowany jest, w sposób dosłowny, z ‘teatrem politycznym’, stąd w różnych definicjach pojawia się uogólnienie i zestawienie tych dwóch różnych nurtów oraz skłonność do wysnuwania wniosku, że ‘teatr faktu’ to teatr opierający się wyłącznie na faktach historycznych, procesach sądowych, zeznaniach świadków, ogólnie rzecz ujmując, ważnych wydarzeniach historycznych (z zakresu polityki, gospodarki, wojny czy sądownictwa). W początkowym okresie, rzeczywiście, ‘teatr faktu’ głównie tym się inspirował. Z czasem inspirację dla ‘teatru faktu’ zaczęto znajdować w wydarzeniach (faktach?) mających z polityką niewiele wspólnego. ‘Teatr faktu’ to niekoniecznie ‘teatr polityczny’, a i teatr o charakterze politycznym nie musi wcale opierać się na faktach czy autentycznych wydarzeniach. Jedynym wyznacznikiem ‘teatru faktu’ pozostaje autentyzm danego tematu, jego faktyczne „istnienie” w rzeczywistości. Dobrą cezurą w postrzeganiu ‘teatru faktu’ jako takiego bardziej politycznego i tego, o charakterze już nie politycznym, są lata. ‘Teatr faktu’ lat dwudziestych to przede wszystkim ‘teatr polityczny’ i ‘teatr agitacyjny’ z dzisiejszym ‘teatrem faktu’ mający często niewiele wspólnego. Był on jednak swoistą podwaliną pod to co wykształciło się potem, w późniejszy ‘teatr faktu’. Błędy w ówczesnych definicjach wynikają z tego, że nie było perspektywy czasowej i nikt nie wiedział jeszcze, że wykształci się z tego odrębny nurt teatralny.
Ujęcie w jedną zgrabną definicję terminu ‘teatr faktu’ jest trudne z jeszcze jednego powodu. Z powodu owej „granicy”, jakże trudnej do ustalenia linii, po stronach której ścierają się ze sobą fakt i natura teatru – jego „sztuczność”. Owa niemożność ustalenia jednej, pełnej definicji, jest nie do uniknięcia, nie do „przeskoczenia”. „Dwuznaczność” polega na zderzeniu faktu i sztuki. Po za tym „praca teatralna” przebiega na wielu płaszczyznach, począwszy od scenariusza, reżyserii, gry aktorskiej, a na rekwizytach czy ogólnie scenografii kończąc. Tak więc proces powstawania ‘teatru faktu’, tak jak każdego innego ‘teatru’, jest trudny i narażony na pewny subiektywizm na różnych polach. O ile w innych nurtach to nie przeszkadza, więcej, wręcz chodzi przecież o interpretację, tak w przypadku ‘teatru faktu’ z zasady trzeba, powinno się starać zachować zgodność z pewnymi dość ostrymi regułami. Czyli jak najmniej komentarza, interpretacji, subiektywnego spojrzenia. Na tak wielu etapach pracy, wymienionych wyżej, bardzo trudno jest zachować tego rodzaju konsekwencję.
„Nawet najbardziej ascetyczny „faktomontaż” rządzi się w znacznym stopniu przynależnymi sztuce scenicznej prawami, prezentowany materiał podlegać musi – z tego punktu widzenia – selekcji, a więc i interpretacji. Cóż dopiero mówić o spektaklach, które za dokument sensu stricto uznają zbeletryzowany reportaż, niezweryfikowany komentarz prasowy, korespondencję, pamiętniki, wspomnienia, a wreszcie – wykorzystujący wszystkie te gatunki – dramat faktu.” (15)
Dużo kłopotów przysparza także kategoria wiarygodności. Bardzo często zdarzało się, że właśnie za pomocą tak zwanych faktów, manipulowano widzem, publicznością. Robiono to w sposób tendencyjny, a to przez odpowiednią selekcję materiału, innym razem za sprawą stwarzania pewnych kontekstów, za pomocą których widz miał odczytać, odbierać pewne fakty tak a nie inaczej.
Były też próby reżyserowania ‘teatru faktu’ z ukrycia, tak aby nie było widać nawet w najdrobniejszym szczególe że to „tylko” teatr. Nie eksponowano ani możliwości aktorów, ani reżyser nie miał wielkiego pola do popisu. Wszystko miało wyglądać na uchwycone w życiu, tak jakby było, trwało, działo się właśnie, naprawdę, w rzeczywistości. Jednak jak się okazało, nie miało to zazwyczaj żadnego znaczenia – ten sposób przedstawiania nie odegrał istotnej roli. Świadomość, poczucie fałszu może towarzyszyć zarówno przedstawieniom dość ograniczonym inscenizacyjnie jak i tym inscenizacyjnie rozbudowanym i bogatym. Po za tym, trochę uogólniając, konwencję „gry”, pewnej takiej nadmiernej „teatralności” źle znosi po prostu każdy typ przedstawienia (dzisiaj, bo kiedyś było inaczej). Takiemu teatrowi widz po prostu nie wierzy. Publiczność teatralna lubi i chyba właśnie wierzy przedstawieniom o tematyce, problematyce dość aktualnej, niejako jej dotyczącej. Może dlatego, że wtedy chodzi o problemy, po prostu jej bliskie (chociaż element utożsamiania się z bohaterami w przypadku ‘teatru faktu’ nie powinien mieć miejsca).Po za tym, warto to zaznaczyć, dziś większe wrażenie na teatralnym widzu robi temat, może to dziwnie zabrzmi, ale po prostu drastyczny, w pewien sposób brutalny. ‘Teatr faktu’ jest przygotowany na to by spełnić te życzenia.
Zabrzmi to banalnie, ale rozumując w pewnym uproszczeniu, ‘teatr faktu’ opiera się na samym życiu, na tym co wydarzyło się naprawdę, a nic, nikt przecież nie pisze lepszych scenariuszy niż życie właśnie.
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe wątpliwości, należy jednak ustalić pewne niezbędne warunki które tenże ‘teatr faktu’ powinien spełniać. Oto zasadnicze według Marty Fik:
„1) ograniczenie bądź redukcję fikcji na rzecz zdarzeń autentycznych; 2) podporządkowanie środków czysto artystycznych prezentowanemu tematowi, co nie musi oczywiście przesądzać o charakterze spektakli: mogą być kameralne, oparte niemal wyłącznie na dialogu , lub monumentalne, pełne działań i statystów; 3) odwołanie się do głównie pozaestetycznej wrażliwości widza w tym sensie, że treść ma stać się dla niego ważniejsza niż forma, co oczywiście nie powinno oznaczać lekceważenia tej ostatniej.” (16)
Jest to dobre zamknięcie rozważań o ‘teatrze faktu’. Powyższe refleksje nie rozwiewają wszystkich dylematów i wątpliwości, mówią jednak o tym co niezbędne i wręcz podstawowe dla tego teatralnego gatunku (nurtu). A komu nie ufać jak jednemu z największych autorytetów teatralnych w Polsce, Marcie Fik.
PRZYPISY (w tekście oznaczone nawiasem):
(1) reportaż (franc. reportage) – gatunek łączący publicystyczny cel z dbałością o walory lit., stanowiący relację z wydarzeń rzeczywistych, podaną w sposób mający budzić zaufanie czytelnika do obiektywizmu narratora, wierności wobec przedmiotu narracji, autentyzmu. Patrz Podręczny słownik terminów literackich pod redakcją Stanisława Jaworskiego. Universitas, Kraków 2001.
(2) Oczywiście, nie sposób wymienić wszystkich powstałych przez te lata definicji ‘teatru faktu’. Ja wybrałam te, które wydały mi się najpełniejsze oraz takie, które w moim odczuciu najbardziej różniły się między sobą w próbie określenia czym jest ‘teatr faktu’. Odrzuciłam natomiast te najmniej konkretne.
(3) Patrz Leksykon teatralny pod redakcją Barbary Osterloff, Magdaleny Raszewskiej, Krzysztofa Sielickiego. Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 1996, s.226
(4) Bożena Frankowska: Encyklopedia Teatru Polskiego. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2003, s.439
(5) Europa jest na szczęście mała, z Ryszardem Kapuścińskim rozm. Jacek Antczak, „Słowo Polskie” 1999, nr12
(6) Wojny nikt nie wygra, z Ryszardem Kapuścińskim rozm. Zbigniew Dominiak, „Tygiel Kultury” 1997, nr 10/12
(7) Bożena Frankowska, dzieło cyt., s.439
(8) J.Koenig: Polityka – dokument – teatr , „Miesięcznik Literacki” 1966, nr.1
(9) Bożena Frankowska, dzieło cyt., s.439.
(10) J.Koenig: Polityka – dokument – teatr , „Miesięcznik Literacki” 1966, nr.1
(11) Tamże.
(12) Tamże.
(13) Tamże.
(14) Bożena Frankowska, dzieło cyt., s.439
(15) Marta Fik, Teatr faktu /W:/ Encyklopedia kultury polskiej XX wieku, red. M. Fik, Warszawa 2000, s.188
(16) Marta Fik, dzieło cyt., s.189







