Laboratorium Re... > Teatr faktu > Wywiady > Juliusz Tyran  

Rozmowa z Janem Englertem

Juliusz Tyran

Anna Serdiukow

Urodzony w 1943 roku w Warszawie zadebiutował jako czternastolatek – zagrał łącznika Zefirka w filmie „Kanał” Andrzeja Wajdy. Mimo wymarzonego w dzieciństwie zawodu – sprawozdawcy sportowego, w 1964 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie.

Dziś jego dorobek filmowy liczy ponad sto ról. Zagrał w wielu produkcjach kinowych i telewizyjnych. Lata 1964-69 spędził pracując w Teatrze Polskim, w okresie 1969-81 był aktorem Teatru Współczesnego w Warszawie, potem znów Teatru Polskiego za dyrekcji Kazimierza Dejmka (1981-94). Od 1997 roku pełni funkcję dyrektora artystycznego Teatru Narodowego w Warszawie.

Od 1980 roku jest wykładowcą w PWST w Warszawie (obecnie Akademia Teatralna). W latach 1981-87 pełnił funkcję dziekana wydziału aktorskiego, trzy razy z rzędu był wybierany rektorem tej uczelni - 1987-90, 1990-93, 1996-2001. Za swoje największe osiągnięcie w tym czasie uważa odbudowanie Collegium Nobilium, teatru szkolnego w miejscu, gdzie w XVIII wieku istniała scena ojców pijarów.

Od końca lat siedemdziesiątych reżyseruje. Najchętniej pracuje nad dramatami polskich romantyków, bierze na warsztat sztuki Witkacego oraz dramaturgię Antoniego Czechowa. Dotychczas dla Teatru Telewizji zrealizował między innymi: IRYDIONA Zygmunta Krasińskiego (1982), KORDIANA Juliusza Słowackiego (1994) i DZIADY Adama Mickiewicza (1997).

W najbliższy poniedziałek (27.03) Telewizja Polska pokaże spektakl „Juliusz Cezar” w Jego reżyserii. O tytułowej roli, pracy nad dramatem Szekspira, pułapkach współczesności i władzy rozmawia z nami Jan Englert - aktor, reżyser, profesor, dyrektor.

Co takiego ma w sobie dramat „Juliusz Cezar”, akurat ten utwór Szekspira, że zdecydował się Pan na jego realizację?

To nie był mój pomysł, tylko dyrektora redakcji Teatru Telewizji, Pawła Konica, który zwrócił się do mnie z propozycją zrealizowania tego tekstu. I muszę przyznać, że w pierwszej chwili bardzo się żachnąłem.

Dlaczego?

Jak sobie wyobraziłem aktorów w togach, w Rzymie, i jakąś dekorację udającą ten Rzym, to pomyślałem sobie, że chyba nie ma sensu. Powiedziałem wtedy, że muszę się zastanowić nad możliwością interpretacji, która byłaby interesująca w tej chwili. Ku własnemu zdziwieniu, w miarę jak czytałem ten tekst, zaczęło mi coś w głowie kołatać. Pomyślałem, aby zająć się zagadnieniem przepychanki o władzę, znanej nam skądinąd. Właściwie to powinna być też, jednocześnie, wojna o media. I o to jest wojna – kto będzie przemawiał i ile czasu na to dostanie. Z kolei wojna militarna i nawiązania do Iraku, Bliskiego Wschodu, już mniej mnie interesowały. Chcę udowodnić, że większość funkcjonujących w polityce jest przeświadczona o szlachetności własnych intencji. A więc psychologia władzy, psychologia sprawowania władzy i wymachiwania etykietą, dla dobra narodu, demokracji czy republiki – w gruncie rzeczy wiadomo, że chodzi o jedno. Pomyślałem, jeśli uda się to przełożyć na język współczesności, to będzie dobrze. W oparciu o te rozważania i o pierwotny dramat napisałem scenariusz telewizyjny.

W jaki sposób chcieliście Państwo nawiązać do współczesności?

I tu pojawia się pewne niebezpieczeństwo. To uwspółcześnianie na siłę, jest niezwykle kuszące by ułatwić, uprościć pewne sprawy. By szukać pewnych bezpośrednich i bardzo dojmujących aluzji do otaczającego nas świata. Otóż, ja bym chciał tego uniknąć. Nie chciałbym, aby Metellus był konkretną postacią ze świata dzisiejszej polityki, a na przykład Marek Antoniusz konkretnym lewicowcem, a Brutus żeby był republikaninem. Nie lubię dosłowności w teatrze. Natomiast, to co jest w psychologii, w mechanizmie władzy i polityki, i co się właściwie nie zmieniło od czasów Cezara i Szekspira, to jest właśnie to co mnie interesuje.

Jak się ma przedstawienie, które powstało na potrzeby Teatru Telewizji, do pierwotnego dramatu?

Przede wszystkim są skróty. Narzucone nam 80 minut na Szekspira – to jest dość niezwykły kaganiec. Ale on w tym wypadku jest chyba korzystny dla tekstu. Rezygnuję z całego przebiegu bitewnego, wyrzucam 4 i 5 akt prawie w ogóle, tylko kawałki, właściwie strzępy z tego zostawiam.

Pokazuje Pan włącznie męski świat.

Jest to po prostu męska sztuka. Nie ma kobiet, bo kobiety nie miały nic do powiedzenia, nie miały wpływu na nic, kompletnie. Traktowane były bardzo instrumentalnie, również w domu. W domu Cezar też był Cezarem. I więcej do powiedzenia mają ochroniarze niż kobieta. Tam jest taki bardzo piękny fragment, kiedy już zabito Cezara, Kasjusz mówi do Brutusa: "W ilu nieznanych jeszcze językach, i w ilu teatrach ta scena zostanie jeszcze powtórzona".Niech ten ironiczny cudzysłów Szekspira będzie alibi dla mojej inscenizacji.

Nie po raz pierwszy pełnił Pan równocześnie dwie funkcje: aktora i reżysera. W praktyce utrudnia to czy ułatwia pracę artysty?

Na szczęście Juliusz Cezar ma tylko dwie sceny. Jest tylko tytułową postacią i osią wokół, której wszystko się toczy i dzieje. Kiedy zacząłem reżyserować Andrzej Łapicki powiedział: to teraz będziesz się musiał sam obsadzać. W teatrze gdzie jestem dyrektorem, nie wypada mi tego robić. Tak więc przynajmniej w teatrze telewizji się obsadzam, żeby nie zapomnieć, że również gram i jestem aktorem… proszę to czytać jako częściową autoironię. Początkowo próbowałem obsadzić kogoś innego w roli Cezara, ale obsada ma to do siebie, że jak ją się kompletuje, to muszą być odpowiednie wektory i rozłożenie sił jest dość istotne. Jeżeli Marek Antoniusz to Jan Frycz, a Brutus to Jerzy Radziwiłłowicz to mnie się po prostu mało skromnie wydawało, że nie będzie najgorzej jak ja zagram Cezara i wcisnę się między nich. W teatrze nie umiałbym jednocześnie grać i reżyserować. Tutaj, jest możliwość sprawdzenia materiału, obejrzenia samego siebie i autoreżyserii. W teatrze nie miałbym takiej odwagi.

A gdyby mógłby Pan wybrać inny dramat Szekspira, na te czasy, w których żyjemy...

Oczywiście nieśmiertelny jest Hamlet. Daje się naciągać na każdą skórę, to jest bardzo rozciągliwa koszula. I można to interpretować na 1100 sposobów. Także Makbet. Najlepszym dowodem niech będzie kariera Makbeta w ciągu ostatniego roku w Polsce. Juliusz Cezar jest słabszym utworem od Makbeta. Jest rozgadany, rozmemłany, wymaga niezwykłych zabiegów interpretacyjnych i adaptacyjnych.

Czy dziś umiałby Pan odpowiedzieć na pytanie, która z postaci, Juliusz Cezar czy Marek Antoniusz, jest większym wyzwaniem dla aktora?

Marek Antoniusz na pewno. Jego monolog to fenomenalnie napisany tekst. Jest to wzorcowe przemówienie dla polityka. Najciekawsze jest to, że Szekspir jest niby po stronie Marka Antoniusza, a nie Brutusa. Ale tylko niby. Jak się w nim głębiej posiedzi, to widać, że Marek Antoniusz to jest taki sam bezwzględny polityk, jak wszyscy. I jak Cezar. Z tym, że Marek Antoniusz jest większą osobowością niż Cezar, przynajmniej u Szekspira. Cezar jest już bufonem. A Marek Antoniusz jest wschodzącą gwiazdą polityki.

W takim razie, jaki jest Juliusz Cezar?

Na pewno przez pryzmat historii łatwiej jest interpretować tę postać. W dramacie Szekspirowskim, bardzo charakterystyczną rzeczą jest aspekt, który niesie każda władza, jakakolwiek władza – gdzie jest ta granica, w której człowiek traci kontrolę nad przeświadczeniem o własnej nieomylności? Nad własnym geniuszem, własną siłą, własnym wizerunkiem. W każdej władzy jest taki moment, nawet dyrektora teatru. Jest konieczne, aby to kontrolować, a jednocześnie bardzo trudne do upilnowania. W tym dramacie bardzo wyraźnie widać, że Juliusz Cezar to jest człowiek, który dawno już przekroczył tę granicę. Wyszedł z republikańskiego, „demokratycznego” systemu myślenia, i jako ten najdzielniejszy został wybrany na wodza. Po pewnym czasie zaczął traktować ludzi instrumentalnie. Nie chce nawet ulec prośbom najbliższych. Niepostrzeżenie stał się tyranem.

Dobrze jest wybrać mniejsze zło, by zwalczać nim to większe?

Nie wiem, czy to dobrze. Siła Szekspira polega na tym, że on nie daje recept i jednoznacznych odpowiedzi. Niebezpieczeństwo władzy polega na tym, że człowiek jest przeświadczony o tym, że działa szlachetnie. Mało tego, ma alibi na własną niegodziwość. Dla dobra ojczyzny, dla dobra narodu, dla dobra idei... Wszyscy mają alibi, i Cezar, i Brutus, i Marek Antoniusz. Każdy z nich ma jednak inne argumenty i inną motywację.

Przedstawienie powstawało we współczesnych wnętrzach, w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, także na dachu budynku. Lubi Pan zimne, nowoczesne wnętrza?

Już dawno sobie pomyślałem, że jest to fantastyczny teren i obiekt do realizacji jakiegoś zamysłu teatralnego czy filmowego. A to miejsce, dlatego jest świetne, bo jest monumentalne, a jednocześnie ma pozór całkowitej prostoty i współczesności. Więc to jest współczesna monumentalność lub monumentalna współczesność – jak kto woli. I jest to chyba adekwatne do tego, co chciałbym zrobić. Zachowując elementy klasyki, poszukać odnośników do współczesności. Kostium jest współczesny, jednakowoż, płaszcze czy fragmenty czegoś, co aktorzy mają narzucone na siebie, jest w istocie fragmentem togi. I jest to chyba takim swoistym adresem do odniesienia historycznego. Ale tylko adresem. Nie chciałem żadnej dosłowności, ani klasycznej ani współczesnej.

Czy we współczesnym kostiumie i otoczeniu słowo Szekspira brzmi inaczej?

Brzmi inaczej. Staram się tego pilnować, aby mówić potocznie, ale wierszem. To jest pewna skala trudności, ale próbuję tego pilnować, żeby nie gubić frazy na rzecz potoczności. Nie gubić języka. Barańczak i tak to niezwykle uwspółcześnił, więc nie ma sensu jeszcze tego dodatkowo podbijać. Zresztą, nawet Anglicy nie grają już Szekspira w takiej formie, w jakiej to było napisane.

do góry



Wspierają nas:
    Media Regionalne    Agencja Fotograficzna Forum    Aster: jeden kabel - trzy korzyści   

statystyki www stat.pl