Najważniejsze słowo w zdaniu jest zawsze na końcu
Rozmowa z Joanną Owsianko, absolwentką Laboratorium Reportażu (2005) o jej sztuce "Tiramisu".
JOANNA OWSIANKO
Po 16 godzinach rodzi się 6 grudnia 1974 rok w Warszawie jako wcześniak.
Wychowuje na Bródnie a każde wakacje spędza na wsi u rodziny.
W 1993 roku kończy Liceum Ogólnokształcące na Targówku koło Szmulek, klasę o profilu matematyczno - fizycznym.
W klasie maturalnej już widzi siebie jako psychiatrę na etacie w Szpitalu Psychiatrii i Neurologii przy ulicy Sobieskiego lub w prywatnym gabinecie.
Niestety nie jest w stanie pojąć chemii i fizyki, co uniemożliwia jej zdanie egzaminu na medycynę.
W 1998 roku zostaje magistrem ekonomii na SGH.
Na studiach dorabia w sklepie z meblami ogrodowymi.
W lipcu 1993 roku sprzedaje huśtawkę Jerzemu Kryszakowi.
Swoją pierwszą pracę podejmuje w firmie produkującej przystanki autobusowe i tramwajowe.
Po dziesięciu miesiącach zostaje jednak zwolniona.
Po dwóch miesiącach bezrobocia rozpoczyna pracę w Agencji Reklamowej.
Pracuje tam trzy lata, choć dwa ostatnie poświęca rozmyślaniom o zmianie pracy.
W końcu zatrudnia się w dziale promocji magazynu Twój Styl.
Historia lubi się powtarzać - po dziesięciu miesiącach zostaje znowu zwolniona.
Zaczyna poważnie myśleć o przebranżowieniu się.
Podejmuje Podyplomowe Studia Dziennikarskie w Laboratorium Reportażu na Uniwersytecie Warszawskim.
Tam poznaje Tadeusza Słobodzianka, kierownika Laboratorium Dramatu.
W 2004 roku pisze Tiramisu.
Jej ulubione ciastko to szarlotka na ciepło.
Matka 5-letniego Urbanka.
Od dziecka marzyła o tym by zostać choreografem.
Jak się okazało, nie słyszy różnicy pomiędzy perkusją a basem.
Zawsze tańczy nie w rytm...
Krystyna Stefankiewicz: Czym zajmujesz się zawodowo?
Joanna Owsianko: Współpracuję z "Twistem" i "Foyer", piszę także informacje prasowe dla "Warner`a".
"Tiramisu" to Twój pierwszy tekst?
W agencji reklamowej, w której wcześniej pracowałam, kręciliśmy amatorskie filmy. Oczywiście aktorami byliśmy my, pracownicy. Do ostatniego napisałam scenariusz. To była historia naszej pracy w oparciu o polskie komedie np. "Alternatywy 4", "Seksmisja" czy "Rejs". Pamiętam, że wtedy podchodziłam do tego bardzo lekko i myślałam "niech Bartek się zmusi i to powie". W teatrze zobaczyłam, że jest na odwrót, że to ja mam dostarczyć aktorowi taki tekst, który będzie zgodny z jego postacią.
Jak stałaś się autorką "Tiramisu"?
Wszystko zaczęło się na zajęciach ze Sztuki Dramatu, prowadzonych przez Tadeusza Słobodzianka w Laboratorium Reportażu. W ramach pracy domowej systematycznie wysyłałam mu monologi, scenki itd. Bardzo pomogła mi też trzytygodniowa praca asystentki reżysera Łukasza Kosa przy "Koronacji" w Laboratorium Dramatu.
Co konkretnie wtedy robiłaś?
Odbywało się to na zasadzie "kawa, herbata, klucz". Umawiałam aktorów na próby, powiadamiałam Koordynację Pracy Artystycznej Teatru Narodowego o próbach, dbałam, by sala była przygotowana i suflowałam.
Czyli de facto z tworzeniem sztuki, pomimo tego, że byłaś asystentką, miało to niewiele wspólnego?
Miało bardzo dużo. Obecność na próbach, podglądanie reżysera i aktorów w pracy było bardzo pouczające i wartościowe. Bo nigdzie nie nauczysz się tak naprawdę teatru, jak w teatrze. Zobaczyłam jakim materiałem dla aktora jest tekst i co on może z nim zrobić. Jest mnóstwo niuansów, które mają znaczenie np. najważniejsze słowo w zdaniu jest zawsze na końcu. Po premierze "Koronacji", która odbyła się 28 stycznia, Tadeusz zaczął mnie namawiać do napisania dramatu i potem w trakcie pracy nad "Tiramisu" bardzo mi pomagał - mówił, co działa, a co nie, który wątek wyciągnąć i rozwinąć. Bardzo długo trwało zanim doszłam do odpowiedniego języka w scenach, nie pięknych, okrągłych zdań, tylko skrótów. Pisanie "Tiramisu" zaczęłam od monologów, na które miałam dwa tygodnie.
To strasznie mało czasu.
Na siedem monologów napisałam pięć, dwa były jeszcze nie dokończone. Dostałam następne dwa tygodnie na dokończenie monologów i napisanie scen. W międzyczasie odbywał się casting, w którym brała udział reżyserka Aldona Figura, która wyreżyserowała "Monologi waginy" w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, Tadeusz Słobodzianek, asystentka reżysera i ja. Wspólnie podejmowaliśmy decyzję, którą aktorkę obsadzamy i w jakiej roli.
Piętnastego marca odbyło się pierwsze publiczne czytanie "Tiramisu" w pełnej obsadzie i z udziałem reżyserki. Dramat ten nie był najwyższych lotów. Został skrytykowany dość mocno przez publiczność, czyli ludzi związanych z teatrem: reżyserów, aktorów i dramaturgów. Sceny były powtórzeniem monologów i niczego nowego nie wnosiły do całości. Język był mało cyniczny. Uważano, że postacie są płaskie, z czym się nie zgadzałam. Dyskusja była burzliwa i krytyczna, ale konstruktywna. Zdałam sobie sprawę, że muszę dramat poprawić. Aktorki i reżyserka stwierdziły, że poczekają na nową wersję, którą pisałam przez następny miesiąc. I to była droga przez mękę! Mottem Laboratorium jest hasło "krew, pot i łzy" i tak faktycznie było. Przez kilka tygodni nie byłam w stanie dojść do odpowiedniego języka w scenach, byłam tak wykończona, że chciałam zrezygnować, tylko szkoda mi było monologów. Pamiętam, że w krytycznym momencie uruchomiła mnie fraza "wróżka wczoraj?" zamiast wcześniej postawionego pytania "czy to prawda, że byłaś wczoraj u wróżki, do której chodzisz regularnie?". Po miesiącu odbyło się kolejne czytanie z aktorkami, już bez publiczności i zaczęły się próby. Niektóre sceny nie były jeszcze do końca dopracowane i pisałam je na bieżąco podczas prób.
Czy tak było łatwiej?
I tak i nie. Aktor bardzo często ciągnie w swoją stronę. Baza musi być moja i nie chodzi o to, by pisać wyłącznie pod aktora, tylko dlatego, że on tak chce. Aktor później może mnie tylko inspirować. Z drugiej strony prawdą jest, że autor o swoich bohaterach wie najmniej i w momencie, gdy aktorki stawały się postaciami, to tak naprawdę one o tych postaciach wiedziały o wiele więcej niż ja. Niektóre zdania, słowa czy sytuacje zmienione podczas prób przez aktorki okazywały się lepsze dla całości. W taki sposób "Tiramisu" zostało doszlifowane.
W czerwcu odbył się pierwszy publiczny pokaz. Nie było to arcydzieło i każdy zdawał sobie sprawę, że nie jest to premiera, coś skończonego, tylko pokaz. Wtedy była inna scenografia w porównaniu z obecną tzn. aktorki wystąpiły we własnych, kolorowych ubraniach, każda jeździła na innym krześle, niekiedy zepsutym. Pokaz uświadomił nam, że sztuka jest za długa. Trwała godzinę pięćdziesiąt minut i musiałam ją skrócić o minimum 20 minut. Okazało się także, że nie do końca "działa" scena ze staruszkami, w której bohaterki mówią o swych marzeniach i przyszłości. Okazało się, że staruszki muszą być szczęśliwe, a u mnie nie do końca wszystkie były.... W grudniu, przed Festiwalem Sztuk Laboratorium Dramatu skróciłam tekst, poprawiłam język i niektóre sceny, zmieniłam zakończenie. W pierwszej wersji tekst się kończył lękami bohaterek, które wyrzuciłam. Teraz ta scena jest ostrzejsza, nie jest melodramatyczna. Przy pokazie grudniowym zmieniła się obsada, co też miało znaczenie. Ze starego składu zostały tylko dwie aktorki - Magda Boczarska, która gra Kreatywną i Aśka Niemirska - Bajerka. I według mnie obsada zmieniła się na lepsze.
Kto wybrał tematykę dramatu?
Pracowałam trzy lata w agencji reklamowej i tematyka, życie w tym środowisku jest mi bardzo dobrze znane.
To były autentyczne zdarzenia?
Są one oparte na faktach, natomiast "Tiramisu" nie jest sztuką realistyczną. Jest tu dużo absurdu i mojej fantazji. Rozmowa o orgazmach w poniedziałek rano nie miała w rzeczywistości miejsca, natomiast tutaj służy pokazaniu hierarchii zawodowej i odarciu z intymności.
A ludzie? To były realne postaci?
Baza pochodzi z rzeczywistości, każda bohaterka jest skonstruowana z ok. dwóch, trzech dziewczyn, które znałam. Każdej też dodałam dużą cząstkę siebie.
Czy któraś z bohaterek jest dla ciebie kimś szczególnym? Czy z którąś się identyfikujesz?
Identyfikuję się ze wszystkimi. Nie jestem żadną z tych postaci, ale one wszystkie są mną.
Dlaczego zdecydowaliście się na tak skromną scenografię? Czy miała na to wpływ sytuacja finansowa Laboratorium Dramatu?
Z założenia w Laboratorium Dramatu na scenografię nie ma pieniędzy, mogliśmy jednak korzystać z zasobów Teatru Narodowego. Dziewczyny występowały w swoich ubraniach, niektóre elementy kupiliśmy z własnych pieniędzy... Teatr Narodowy zapewnił nam krzesła obrotowe, salę do prób i techników.
Co dalej z przedstawieniem?
4 marca odbyła się prapremiera w Studio Buffo. Wcześniej, 3 marca daliśmy pokaz przedpremierowy dla publiczności. W sumie, w marcu Tiramisu zagramy pięć razy, w kwietniu trzy.
Co chciałaś przekazać przez tą sztukę?
Dla mnie jest to przede wszystkim sztuka o współczesnych kobietach i o kłamstwie. Z jednej strony o presji udawania kogoś innego, lepszego przed otoczeniem, a z drugiej strony o nieświadomym życiu w zakłamaniu wobec samej siebie. Moje bohaterki, co widać w monologach, nie zdają sobie sprawy z motywacji swojego postępowania.
Dlaczego taki tytuł?
Początkowo dramat nazywał się "Udawanie", ale przecież nikt by nie przyszedł na sztukę o takim tytule. Potrzebny był tytuł kobiecy, a Tiramisu takie jest. To ciastko jest jak życie moich bohaterek: słodko-gorzkie.








Komentarze
Autor: Pracująca w PR (Wtorek 26-04-2005 11:46)
Fajny wywiad szkoda tylko, że tak mało o samym dochodzeniu do momentu w którym autorka zaczęła zdawać sobie sprawę, że chce pisać. Z chęcią poczytałabym o uczuciach jakie rodziły się w J. Owsianko, o czasie kiedy zaczynało docierać do niej, że nie chce pracować w reklamie, tylko pragnie robić coś innego. Ten moment wydaje mi się interesujący i być może dla wielu z nas mógłby być pouczający...
Bezbłędne bio!!!
Autor: Karol (Piątek 23-09-2005 12:30)
Z zainteresowaniem przeczytalam artykul. Ale gdzie moge zdobyc tekst "Tiramisu"?