Rozmowa z Andrzejem Dziukiem
Teatralne wędrowanie
Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach oraz reżyserii na Wydziale Reżyserii Dramatu w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Dyrektor i reżyser - twórca większości przedstawień w Teatrze im. St. I. Witkiewicza w Zakopanem. Wielokrotnie nagradzany, w 1987 otrzymał wraz z Teatrem Nagrodę Artystyczną Młodych im. St. Wyspiańskiego, rok później - Nagrodę Miesięcznika "Teatr" im. Konrada Swinarskiego oraz Nagrodę Związku Artystów Scen Polskich im. Leona Schillera. W 1998 roku został nagrodzony przez egipską krytykę - wybrano go najlepszym reżyserem X Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Eksperymentalnych w Kairze.
Telewizja Polska 23 stycznia o 20.15 w programie I pokaże sztukę "Na przełęczy" w Jego reżyserii. Na parę dni przed telewizyjną emisją rozmawiamy z twórcą spektaklu, Andrzejem Dziukiem - o przedstawieniu, o teatrze, o górach.
Anna Serdiukow: Grudniowy wieczór, 2002 rok. Mroźna zima, Zakopane w śniegu, halny wyje w okiennicach, a Teatr Witkacego pęka w szwach, gorąca atmosfera wypełnia korytarze - premiera spektaklu "Na przełęczy". Od tamtego wieczoru minęły ponad trzy lata a przedstawienie doczekało się swojej telewizyjnej adaptacji. Dlaczego, z pośród ponad 200 spektakli z Waszego repertuaru, Teatr Telewizji wybrał akurat to?
Andrzej Dziuk: "Na przełęczy" Stanisława Witkiewicza to jedna z pierwszych literackich relacji z wyprawy w Tatry, i bardzo zakopiański spektakl. To także fascynujący opis obyczajowości górali, architektury i kultury Podhala. Przedstawienie to, zrealizowane w naszym Teatrze w Zakopanem obejrzeli, niektórzy po kilka razy, przedstawiciele Redakcji Teatru Telewizji. Uznali, że po udanym przeniesieniu kilka lat temu "Sonaty b", warto pokazać teraz ten właśnie spektakl, publiczności Teatru Telewizji. A ponieważ nasze przedstawienie bardzo nas, i naszą publiczność cieszyło, przyjąłem tę propozycję z radością, ale i pewnym niepokojem.
AS.: Czym spowodowany był ten niepokój?
AD.: Spektakl "Na Przełęczy" jest tak wprost jak i bezpośrednio związany z miejscem, w którym istnieje Teatr Witkacego. Bałem się o możliwość adaptacji, bo trudno tu mówić o "zwykłym przeniesieniu" przedstawienia dla potrzeb Teatru TV. Poza tym przy realizacji istotnym problemem było to, jak pokazać wędrówkę - wspinaczkę po konkretnych, z nazwy wymienianych, szczytach Tatr i jak uniknąć banalnej ilustracyjności. Myśleliśmy, co zrobić, żeby to było atrakcyjne i wiarygodne dla widza.
AS.: Czym zatem różni się telewizyjna wersja przedstawienia od teatralnej?
AD.: Wersja TV różni się, i to znacznie, od wersji teatralnej: inna narracja, inny język, kondensacja - spektakl jest skrócony, dla wyrazistości akcji i fabuły. W wersji TV na przykład, został wyakcentowany wątek "Panny w pomarańczowym szalu". Ale, nie o wszystkim rzecz jasna mogę mówić. Wolę bowiem, by niektóre "zabiegi" telewizyjne pozostały tajemnicą - " słowem: Wieczór Czarodziejski czyli Złudzenie w salonie albo Walka człowieka z niewidzialną siłą".
AS.: Przedstawienia Teatru Witkacego są wysmakowane i dopracowane plastycznie. Ważną rolę odgrywa muzyka, choreografia, światło. Do współpracy przy "Na Przełęczy" zaprosił Pan kompozytora, Jerzego Chruścińskiego oraz jazzmana, Zbigniewa Namysłowskiego. Jakie zatem dźwięki usłyszymy na przełęczy?
AD.: Aranżacja przestrzeni (scenografia - Marek Mikulski) to był "klucz" do inscenizacji. Zresztą - sami to Państwo zobaczycie. Muzyka zaś jest tym, co łączy poszczególne sekwencje spektaklu. Muzyka instrumentacyjna skomponowana przez Zbigniewa Namysłowskiego, to motyw drogi - wędrowania, wspinania się. " Coś rwie z chałupy za ten wał skalisty, za ten gmach, zasłaniający pół widnokręgu. Ciekawość i jakaś gorączka czynu prze do wdzierania się ze skały na skałę, z grzbietu na grzbiet." Muzyka Jerzego Chruścińskiego, do tekstów poety Grzegorza Walczaka, to z kolei muzyka refleksyjno-kontemplacyjna, czasami modlitewna. Jedna i druga oddają nasz stosunek do Tatr. Jedną i drugą wykonuje na żywo w spektaklu zespół Max Klezmer Band.
AS.: Witold Adamek -operator, i reżyser filmowy, był autorem zdjęć oraz reżyserem telewizyjnym adaptacji "Na przełęczy". Pan jako reżyser spektaklu, miał oczywiście także swoją wizję. Jak w praktyce wyglądała Panów współpraca? Wszak dwóch reżyserów na planie - to może grozić wieczną kłótnią!
AD.: Dla mnie, a myślę, że i dla całego mojego zespołu, spotkanie z Panem Witoldem Adamkiem było wyjątkowe. Mogę mówić o rzeczywistej współpracy - współtworzeniu. Zwykle dość ogólnikowo mówi się o atmosferze pracy, w wypadku Pana Witolda Adamka dotyczyło to organizacji, dyscypliny na planie, zaangażowania - właściwie: pasji pracy. I to pasji całej tak zwanej ekipy telewizyjnej. Cieszę się z tej pracy, z jej efektów. Cieszę się, że mogłem poznać tak znakomitego artystę - twórcę, jakim jest Pan Witold Adamek. Ta dbałość o każdy detal - cieniowanie - operowanie światłami... To była piękna praca, czasami trudna - wyczerpująca, jak samo wspinanie się po Górach, ale właśnie, dlatego piękna.
AS.: Spektakl został wzbogacony o fragmenty najstarszego, pochodzącego z 1870 roku "Przewodnika do Tatr i Penin" Walezego Eljasza Radzikowskiego. Co w tym tekście było dla Pana ważne?
AD.: Co w "Przewodniku" było ważne? To, co jest ważne do dziś. Na wycieczki, czy jak się onegdaj mówiło - wyprawy w góry - trzeba się po prostu właściwie przygotować. Tego wymaga i szacunek dla Gór i elementarne poczucie bezpieczeństwa. Gdyby dzisiejsi "turyści" korzystali z zapomnianego "Przewodnika" Radzikowskiego, zapewne uniknęliby wielu niemiłych czy wręcz tragicznych niespodzianek.
AS.: Czy to oznacza, że przyjeżdżający dzisiaj w Tatry turyści, różnią się od tych sportretowanych przez Witkiewicza?
AD.: Myślę, że w swojej istocie niewiele. Poza pewnymi dość banalnymi zmianami techniczno-cywilizacyjnymi, jak na przykład marka butów czy sprzętu górskiego. A postawa ludzi? Gości? Są, tak jak za czasów Witkiewicza postawy "nabożne" - mistyczne wobec Tatr - nazwijmy je umownie "młodopolskie". Są także i te drugie - "zdobywczo-wyczynowe" - ot takie głupie popisywanie się. Znaczące jest, i do tej pory obowiązujące, rozróżnienie pomiędzy Gośćmi z Warszawy, a tymi z Krakowa. Historyczne zaszłości? Wieczne dutków umiłowanie? Ważne, że do tej pory Tatry to wszystko wytrzymują. Zdumiewające.
AS.: Może, zatem "Na Przełęczy" należałoby traktować jak nostalgiczną wędrówkę w przeszłość? Po mimo humorystycznego wymiaru sztuki, jest w niej wiele z sentymentalnej podróży...
AD.: Nostalgia? Sentymentalna podróż? Czemu nie? Czasami warto taką podróż odbyć, choćby tylko po to, by móc iść dalej - wyżej. Czy mądrzej i odważniej? Dla mnie "Na przełęczy" wg Witkiewicza i Radzikowskiego to była przede wszystkim wspaniała przygoda - dla aktorów, muzyków myślę również. Pracując nad tym przedstawieniem miałem nieodparte wrażenie lekkości ( nieznośna lekkość bytu) - radości. Świetnie się przy tym sami bawiliśmy, wspinając sięna przełęcz. Co krok - co krok, odkrywaliśmy inne znaczenia, inny wymiar tekstu Witkiewicza. A później - po premierze? Jakaż radość, kiedy okazało się, że ta wycieczka cieszy także naszych przyjaciół - naszą publiczność. Tak, ta wyprawa, zwłaszcza tu w Zakopanem, gdzie z okien Teatru widać Tatry, ma szczególny wymiar - i ten humorystyczny, o którym Pani mówi, ale i ten metaforyczny. Słowem - nostalgia? Sentymentalna podróż? Czemu nie!
AS.: Powiedział Pan: "gdyby dzisiejsi turyści..." Ale przecież, nie tylko przyjeżdżający obecnie turyści różnią się od tych z witkiewiczowskiej przełęczy. Samo przedstawienie to taka pocztówka z Tatr, których dzisiaj tak naprawdę już nie ma. Czy tym samym, chciałby Pan uruchomić jakieś konkretne uczucia w widzu przed telewizorem?
AD.: Sam nie wiem. Może, poza odrobiną ludzkiego niewymuszonego uśmiechu, odrobinę refleksji i zadziwienia. Zrozumienia tego, że Tatry "wywierają" na nas - albo inaczej -"oczekują" od nas, Gości - przybyszów z miasta, trochę więcej ciszy i pokory. Cieszyłbym się, gdyby w trakcie oglądania w Teatrze TV spektaklu "Na przełęczy" był z Państwem Anioł Ochoty do Życia.
AS.: Ja nie wiem czy ten Anioł znajdzie czas... Ja myślę, że on nie opuszcza zakopiańskiej sceny - w zeszłym roku minęło dwadzieścia lat działalności Teatru Witkacego! Czy po takim czasie widok Tatr z okien Teatru jest wciąż inspirujący?
AD.: Góry to nieustanne wyzwanie i odkrywanie ciągle na nowo - ciągle inaczej. Dzięki Górom Teatr Witkacego jest taki, jaki jest. A Teatr Witkacego to przede wszystkim Zespół, któremu pięknie i serdecznie dziękuję za wspólne wędrowanie.








Komentarze
Autor: natalia z krakowa (Niedziela 29-01-2006 16:45)
bardzo lubię teatr andrzeja dziuka. Ilekroć jestem w zakopanem zaglądam na chramcówki. Teatr tv zaskoczył mnie - zastanawiałam się jak zostanie rozwiązay problem "wędrowania" po górach. wyszło inaczej niż pierwotnie, na scenie, ale równie fajnie. zdumiałam się i zaskoczyłam efektem...- szafami.