Izba chorych
W izbie chorych lekarze byli bezsilni. Pozbawieni lekarstw i żywności nie mogli pomóc obozowym pacjentom. Przynosili za to dla nich z kuchni odpadki ziemniaków, a podłogę skrapiali chlorem. Ale iluzja obozowej opieki medycznej została zachowana. To wszystko, o co chodziło oprawcom.
|
Alfréd Mílek |
W baraku nr 32 została urządzona izba chorych, popularnie zwana rewirem. Blockältesterem mianowano w nim osiemnastoletniego, młodego Żyda wiedeńczyka nazwiskiem Hans Glogau. Przejęty ważnością swojej funkcji, zażądał ode mnie, aby w rewirze "czuć było szpitalem" - a jeśli tego mu nie załatwię, zagroził pobiciem. Aby spełnić życzenie jego wysokości pana blokowego, wszystkie kąty baraku skropiłem roztworem chlorowanego wapna. Z efektu był zadowolony. |
|
Miroslav Kárný |
Lekarzem obozowym został więzień, dr Otto Heller, doskonały lekarz i odważny człowiek, który zrobił wiele nie tylko dzięki leczeniu, ale i umiejętności postępowania wobec lekarzy S. |
|
Alfréd Mílek |
Lekarze SS każdego dnia zaglądali do izby chorych, lecz chorymi zupełnie się nie interesowali. Wystarczało, jeśli podłoga w baraku szpitalnym była mokra (nie musiała być czysta). |
|
Tylko w baraku nr 32, gdzie urządzono izbę chorych, przebywali razem mężczyźni i kobiety. W baraku 32, przeznaczonym dla dwustu osób, mieszkało po pięćset. Spałem na jednym sienniku z lekarzem o nazwisku Hoffmann, więc okrywaliśmy się dwoma kocami. W baraku przebywali wyłącznie więźniowie, Żydzi z Czechosłowacji. |
|
|
Połowę baraku nr 30 przemianowano na izbę chorych dla kobiet (interna), natomiast w drugiej połowie urządzono oddział infekcyjny, gdzie przebywały zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Dzięki interwencji otrzymałem przydział w charakterze lekarza do wspomnianego oddziału infekcyjnego. Znajdowali się tam chorzy cierpiący na różne dolegliwości, np. tyfus brzuszny. Opiekując się chorymi, spałem w części wydzielonej dla nich. Do pomocy przydzielono mi początkowo dwie, później jedną pflegierkę. Medykamenty przechowywano w braku nr 32, lecz było ich bardzo mało. Nam lekarzom zaraz pierwszego dnia przy kąpieli w saunie odebrano wszystkie leki, które mieliśmy przy sobie podczas transportu. Nadzór nad środkami znajdującymi się w baraku 32 sprawował aptekarz, dr Ludwik Sand. Jako jego pomocnik zatrudniony był dr Józef Hoffman. |
|
|
Alfréd Mílek |
Funkcję Rewiraltestera (starszego rewiru) pełnił wiedeński Żyd o nazwisku Hellmann. Znał język czeski, ale nie był z wykształcenia lekarzem. Pomimo to właśnie on wydawał nam (lekarzom) polecenia, jak mamy mierzyć temperaturę i postępować z chorymi. |
|
Zarówno dr Ludwik Sand, jak i Hoffman mieli jakieś kontakty z sauną i stamtąd drogą nielegalną zdobywali lekarstwa. Czasami również ja dysponowałem zastrzykami, które dostarczano mi nielegalnie. |
|
|
Kurt Grunwald |
W ciągu pierwszych miesięcy 1944 r. byłem obecny przy porodach czternastu kobiet. Urodziło się trzynaścioro zdrowych dzieci. Lekarz SS zaopiekował się matkami i dziećmi. Karmiono je wyjątkowo dobrze, otrzymywały mleko, świeże masło, dynie. |
|
Alfréd Mílek |
Opiekując się chorymi, miałem kłopot z tymi, którzy przechodzili tyfus. Nie chcieli jeść wydawanej im polewki zaprawionej mąką. Zresztą zupa ta nie posiadała prawie żadnej wartości odżywczej ze względu na brak tłuszczu. Margarynę kradziono w kuchni. Moi chorzy tyfuśnicy cały czas prosili z łóżek o ziemniaki; wciąż rozlegały się błagania: "Pellkartofel, Pellkartofel!" (Ziemniaków, ziemniaków!). Chcąc zdobyć trochę ziemniaków, szedłem do kuchni i prosiłem o nie kucharza, więźnia Polaka, wołano na niego Jusuf. Przepędzał wszystkich usiłujących cokolwiek "zorganizować" z odpadków kuchennych, czasami bił. W stosunku do mnie miał zobowiązanie, bo leczyłem mu chorą nogę. Czasami udało się wybłagać trochę ziemniaków, które zanosiłem do izby chorych i tam pomagające mi pflegierki gotowały je w palenisku przewodu kominowego. Ponieważ był to oddział zakaźny, nie musiałem się obawiać niespodziewanych wizyt esesmanów, którzy skrzętnie omijali ten blok. |
|
Jednego razu izbę chorych wizytował lekarz SS, dr Klein. Gdy wszedł do baraku, nie zajmował się chorymi, lecz zadał mi kilka pytań. Jedno dotyczyło mierzenia temperatury. Oświadczyłem, że temperatury nie mierzę, bo nie dano nam termometrów. Równie negatywną odpowiedź musiałem dać, gdy zapytał się o mierzenie tętna. Kiedy powiedziałem, że nie posiadamy zegarków, polecił Lageraltesterowi wydać lekarzom zegarki z wygrawerowanymi naszymi numerami obozowymi. Na końcu Klein życzył sobie obejrzeć ustęp. Wyjaśniam, że jedynie barak nr 30, ze względu na obecność zakaźnie chorych, miał taki ustęp. Przed każdą spodziewaną wizytą lekarzy SS dbałem, aby lśnił czystością. Nie wiem, jak to się stało, lecz nim przeszliśmy z oddziału kobiecej interny do drugiej części baraku, gdzie leżeli zakaźnie chorzy, któryś z więźniów, chyba za czarta sprawą, zabrudził wygódkę. Będąc pewny, że panuje w niej idealna czystość, ochoczo otworzyłem drzwi. Trzeba było widzieć wyraz twarzy Kleina. Nie muszę dodawać, że to wszystko skupiło się na mojej osobie. |
|
|
Nasze leczenie było mało skuteczne, szczególnie w wypadku osób starszych. Wielu chorych umierało. Wiele osób zmarło na różę. Nigdy w poprzedniej praktyce nie widziałem takich przypadków stopniowego zakażania całego organizmu. Doraźne zabiegi nie pomagały. Organizmy chorych, pozbawione odporności, doznawały ogólnego zakażenia, co prowadziło do nieuchronnej śmierci. Najbardziej przerażająca w tym wszystkim była moja bezsilność jako lekarza. Nawet w najcięższych przypadkach nie było możliwości przenoszenia chorych gdzieś indziej. Zresztą starano się nas skutecznie izolować i przydzielając po jednym lekarzu do każdego z bloków mieszkalnych, władze SS stwarzały jedynie fikcję opieki lekarskiej. |







