Laboratorium Re... > Terezin-Auschwitz > Kronika-Reportaż > Likwidacja transportów wrześniowych  

8-9 marca 1944-przypis pierwszy

Likwidacja transportów wrześniowych

Marek Miller, Małgorzata Preuss

Ciężarówki pod pawilony podjechały nocą. Esesmani kijami zaganiali do nich więźniów z obozu kwarantanny. To był już koniec sześciomiesięcznego oczekiwania. Nocą z 8 na 9 marca 1944 roku zagazowano 3791 terezińskich Żydów.

Johnd Freund
nr obozowy nieustalony
Archiwum Państwowego
Muzeum Auschwitz-Birkenau
Wspomnienia, t. 234, s. 193. W KL Auschwitz-Birkenau od grudnia 1943

Nadeszła wiosna 1944 roku. Pogoda nieco się poprawiła, ale błoto było większe.

Otto Deutsch
nr obozowy 170105
Archiwum Państwowego
Muzeum Auschwitz-Birkenau
Wspomnienia, t. 238, s. 62. W KL Auschwitz-Birkenau od grudnia 1943

Dwóm rodzinnym transportom, które wyjechały z Terezína we wrześniu, kończyła się sześciomiesięczna "gwarancja". Każdy na odcinku BIIb stawał się coraz bardziej nerwowy, gdy zbliżała się końcowa data.

Alfred Wetzler
Żyd Słowacki
nr obozowy 29162
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 17, s. 52-53. W KL Auschwitz-Birkenau
od 13 kwietnia 1942

Im bliżej końca kwarantanny, tym bardziej byliśmy przekonani, że życie tych Żydów zakończy się w komorze gazowej. Szukaliśmy sposobu, by skontaktować się z przywódcami tej grupy. Wyjaśniliśmy im, jak wygląda ich sytuacja i co ich czeka. Niektórzy - w szczególności Fredy Hirsch, który wyraźnie cieszył się zaufaniem współwięźniów - powiedzieli, że jeśli nasze obawy miałyby się spełnić, zorganizują powstanie. Ludzie z Sonderkommando obiecali, że jeśli czescy Żydzi będą się bronić, przyłączą się do nich. Niektórzy wierzyli, że mogą w ten sposób zorganizować powszechną rewoltę w obozie.

Ernestyna Bonarek
Polka nr obozowy 22182
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 89b, s. 45. W KL Auschwitz-Birkenau
od 7 października 1942

Zapewniali, że nie pozwolą się zagazować bez walki: jeśli zajdzie potrzeba, powyrywane z baraków deski zastąpią im broń.

Erich Kulka i Ota Kraus
cyt. za Ondřichová Lucie: Fredy Hirsch...., s. 80

Dowiedzieliśmy się o tym okropnym fakcie 6 marca 1943 r. Katerina Singerova 2 , która była sekretarką w obozowej komendanturze, przypadkowo podsłuchała rozmowę telefoniczną oficera SS z Berlinem. Komendantura obozowa otrzymała rozkaz, aby więźniów z wrześniowego transportu poddać "specjalnemu traktowaniu". To oznaczało, że wszyscy mają zostać skierowani do komór gazowych. Esesmani dyskutowali o sposobie wykonania zadania. Oficer Hössler 3 zaproponował, aby przeprowadzić selekcję zdolnych do pracy kobiet i mężczyzn, którzy byli potrzebni w obozie. Dostał za to karę dyscyplinarną i Schwarzhuberowi nakazano realizację pierwotnego rozkazu. Poinformowaliśmy kierowników w obozie BIIb. Nie chcieli wierzyć. Nie mogli tego pojąć po dotychczasowym łagodnym traktowaniu.

Filip Müller
Członek Sonderkommando
nr obozowy 29236
cyt. za Ondřichová Lucie: Fredy Hirsch...., s. 81. W KL Auschwitz-Birkenau
od 13 kwietnia 1942

Wiadomość dotarła do mnie w końcu lutego. W środku nocy przyszedł Oberscharführer Hustek 4 z oddziału politycznego i przekazał Oberscharführerowi Vossowi 5 listę... Poszedł skontrolować stan więźniów i zapomniał, że zostawił ją na biurku. Wykorzystałem sytuację, spojrzałem i zamarłem w bezruchu: Krematorium należy przygotować na "specjalne traktowanie" dla obozu czeskiego. Rano, gdy tylko zrobiło się jasno, poszedłem do kapo Kamińskiego, który należał do najważniejszych członków ruchu oporu w Sonderkommando, i podzieliłem się z nim tą informacją. Powiedział, że także w krematorium II czynione są przygotowania i piece są już rozgrzane. Polecił mi: "He, masz wielu przyjaciół wśród okolicznych mieszkańców. Pójdź do nich, z pewnością znajdzie się wśród nich jakiś ślusarz i zdołają się przedostać do podobozu BIIb. Muszą przekazać ludziom informację o tym, co ich czeka. Niech powiedzą, że jeśli się odważą, my zmienimy krematorium w ruinę".

Rudolf Vrba
Żyd Słowacki 6
nr obozowy 44070
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 179. W KL Auschwitz-Birkenau od 30 czerwca 1942

Po raz pierwszy SS spróbuje zagazować kilka tysięcy ludzi, którzy rozumieją dokładnie, co ich czeka. Jest to odpowiedni moment na wywołanie powstania i SS o tym wie. Nie mogę obecnie prosić kolegów, by poświęcili życie za straconą sprawę. Ale gdyby Czesi stanęli do walki, nie pozostaną osamotnieni. Setki z nas, a może i tysiące, staną u ich boku, a przy odrobinie szczęścia może uda nam się rozbić to haniebne urządzenie.

Erich Kulka
nr obozowy 73042
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Z.O. 55, s. 56. W KL Auschwitz-Birkenau
od 4 listopada 1942

Pół roku po przyjeździe, 7 marca 1943 r., w dzień urodzin Masaryka, była naznaczona likwidacja obozu. Kierownictwo niemieckie szukało sposobu, jak to najlepiej przeprowadzić. Schwarzhuber rozkazał zrobić wykaz wszystkich więźniów, że wyjadą do nowego obozu w Heydebreck, gdzie będą żyć z rodzinami.

Louisa Hermanová
nr obozowy 72708
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, ZMP, k. 227. W KL Auschwitz-Birkenau od 20 grudnia 1943

Nieustannie im obiecywali, że pojadą do tego Heydebrecku i naprawdę na to wyglądało. Myśleliśmy, że tam pojadą.

Jiří Steiner
nr obozowy 147743
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 71, s. 233-234. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Trwało to jeszcze kilka dni, 7 marca cały transport, który przybył pół roku temu, przeprowadzono do obozu kwarantanny. Tam był Fredy Hirsch.

Dov Barnea
(poprzednio Jan Brammer) cyt. za Ondřichová Lucie: Fredy Hirsch...., s. 85

Fredy powiedział mi 4 lub 5 marca, że Seppl Lichtenstern zostanie kierownikiem bloku dziecięcego, a ja jego zastępcą. Hirsch coś organizował. O niczym nie wiedziałem.

Jehuda Bacon
nr obozowy 168194
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 23, s. 18, 30. W KL Auschwitz-Birkenau od 16 grudnia 1943

Bardzo dziwna atmosfera panowała ostatniego dnia w bloku dziecięcym. Rozmawialiśmy otwarcie. Były dzieci zarówno ze starego, jak i nowego - naszego - transportu. Wiedzieliśmy, że "starzy" odchodzą. Rozmawiałem np. z kolegą, który razem ze mną był palaczem w bloku; powiedział: "Ach, nie bój się, ja w niebie też zostanę palaczem, całkiem niezłe zajęcie; ciepło i ma się zawsze więcej do jedzenia".

 

Ostatni wieczór spędziłem z Fredym Hirschem. Wspólnie założyliśmy w domu dziecka syjonistyczny klub i świętowaliśmy tam 7 marca czyjeś urodziny. Nie pamiętam już czyje (myślę, że prezydenta T.G. Masaryka). Na imprezę zaprosiliśmy Fredy´ego Hirscha. Poszedłem go zaprosić. Pamiętam, wydawał się zdenerwowany i myślami gdzieś indziej; przeprosił, że nie jest pewny, czy będzie mógł przyjść. Także jego sekretarka, ciotka Hanka, wyglądała na zdenerwowaną. Była opiekunką społeczną, pracowała razem z nim. To był ostatni wieczór.

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, k. 443. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Jakiś tydzień wcześniej zawołano mnie do Krankenbloku na górę. Tam był dr Mengele i dr Helman, jeszcze jedna pielęgniarka i jedna pisarka. Doktor Helman uśmiechnął się i powiedział, że dr Mengele by chciał, abym tutaj została, żebym nie szła do transportu do pracy. A więc odparłam: "Bez mamy nie zostanę". Wszyscy spojrzeli, czy nie zwariowałam. Ale za chwilę Mengele zapytał, jaki ma mama numer. Nie znałam go, więc posłał pisarkę po mamę. Przyszła, pokazała numer. I również dał ją do tego spisu.

L. Klačer
nr obozowy nieustalony
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 173

Poruszenia, jakie nastąpiło w obozie, nie da się opisać. Część więźniów z nadzieją na lepsze życie - cieszyła się; część nie wierzyła w zapewnienia Niemców - i popadła w rozpacz, a byli i tacy, którzy nie zareagowali w żaden sposób, pozostali w stanie apatii.

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 102, s. 76. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Wiadomość o zamiarze zagazowania naszego transportu potwierdził Lagerältester Arno Böhm. Przyrzekł, że gdy zostanie zwolniony z obozu i będzie wychodził, umownym gestem pokaże, co nas czeka. Patrzyliśmy przez druty. Arno pokazał zwiniętą dłoń, z której duży palec był skierowany do góry. Oznaczało to, że zostaniemy zagazowani. Chciałam zdobyć truciznę, aby w razie konieczności umrzeć szybko, a nie męczyć się w komorze gazowej.

Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, k. 443

Willy kupił ją od jednego esesmana. Była w takich małych kopertach i jedną dał mamie, jedną mnie, a ostatnią zostawił sobie w kieszeni. Grupował nas. Biegał tam i z powrotem, a ja do niego podeszłam i powiedziałam: "Willy, nie wariuj. Chodźmy do twojego pokoju i weźmy to". Odpowiedział: "Tak, tak, pójdziemy, ale teraz muszę się zająć tymi ludźmi". Pomyślałam, że nie chce, poszłam do mamy i powiedziałam, żebyśmy poszły do pokoju Willy`ego. Otworzyłyśmy koperty, a w nich nic nie było. Przyszedł Willi, powiedziałam: "Spójrz tu, na ten papier". Jeszcze patrzyłam; myślałam, że to silna trucizna i potrzeba jej bardzo mało, ale nie było nic. Willy zajrzał do swojej koperty, w której też nic nie było. Udawał, że się gniewa, ale możliwe, że o tym wiedział.

Miroslav Kárný
bez nr obozowego
Obóz familijny...,
s. 172-173. W KL Auschwitz-Birkenau
od 1 października 1944

7 marca po rannym apelu wydano rozkaz nierozchodzenia się do komand roboczych i powrotu do bloków. Nikomu nie wolno było wychodzić. Około godziny jedenastej ogłoszono rozporządzenie, aby więźniowie z transportów wrześniowych udali się do paru opróżnionych baraków.

 

Więźniowie z transportów wrześniowych zostali przeniesieni do sąsiedniego obozu BIIa, tzn. obozu kwarantanny, który dzień wcześniej opróżniono.

Erich Kulka
nr obozowy 73042
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Z.O. 55, s. 56. W KL Auschwitz-Birkenau
od 4 listopada 1942

Przeprowadzono wszystkich z tego transportu do obozu. Tylko chorzy i słabi pozostali w BIIb. Było ich trzy tysiące ośmiuset sześćdziesięciu ludzi.

dr Otto Wolken
Austriak nr obozowy 128828
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia t. 14, s. 96. W KL Auschwitz-Birkenau od 9 lipca 1943

Rozdzielono kobiety i mężczyzn, rzekomo w celu dalszego transportu do innego obozu.

Alfréd Mílek
nr obozowy 146712
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 173
w KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Droga do komór gazowych była przedstawiona jako podróż transportem do pracy, a odprowadzenie chorych mogłoby przedwcześnie ujawnić plany hitlerowców, wywołać panikę i utrudnić przebieg likwidacji.

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, k. 443
W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Poszłyśmy do kwarantanny. Cały czas się trzęsłam. Siedziałam z mamą na górze na łóżku. Trzęsłam się i myślałam, że jesteśmy ostatni raz razem. Siedziała tam z nami więźniarka, która ślicznie śpiewała, i nagle zaczęła nucić: "Wenn der Herr Gott nicht will, da nützt gar nichts, seine..." (gdy Pan Bóg nie chce, to nic już nie pomoże). Nie uspokoiło mnie to za bardzo. Jeszcze była bardzo piękna młoda mama z Pragi. Jej dziecko urodziło się pierwsze w naszym transporcie. Siedziała z nim razem.

L. Klačer
nr obozowy nieustalony
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 173

O piątej po południu przeprowadzkę zakończono, a o szóstej rozpoczął się wieczorny apel, po którym wydano nowy rozkaz: wszyscy mieszkańcy do bloków, pod karą zastrzelenia nikomu nie wolno wychodzić.

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, k. 443.
W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Całą noc słyszałyśmy samochody ciężarowe jadące do gazu. Czekałyśmy, aż się zatrzymają pod naszym blokiem. Ale wtedy przyjechał węgierski transport i jechały po niego. Byłam jeszcze żywa, zeszłam na dół z pryczy, a tam siedziała ta młoda matka i karmiła dziecko. Uśmiechnęła się do mnie. Miała niebieska chustkę i wyglądała jak Madonna. To dziecko było śliczne i silne, miało już z dwa miesiące.

Alfréd Mílek
nr obozowy 146712
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 80, s. 230. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Starsi stażem obozowym więźniowie mówili, że jeśli otrzymaliśmy chleb i dodatki, to nic nam nie grozi. Ten fakt niewątpliwie uspokoił wzburzone umysły. Wieczorem tego samego dnia wywołano mój numer obozowy, dołączono mnie do liczącej dwadzieścia jeden osób grupy lekarzy i personelu pomocniczego z izby chorych.

Miroslav Kárný
bez nr obozowego
Obóz familijny..., s. 173. W KL Auschwitz-Birkenau
od 1 października 1944

8 marca 1944 r. około południa po blokach chodził Buntrock z pisarzem, wywołując niektórych więźniów. Zgromadzono ich pod bramą, skąd zaprowadzono ich z powrotem do obozu familijnego. Jeden z esesmanów powiedział, że udało się ich wyreklamować oraz że zostaną wyreklamowani następni, a reszta pójdzie do transportu. Poszedł krzyknąć o tym przez drut kolczasty kolegom w obozie kwarantanny.

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 102, s. 77. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

W południe przyszedł esesman Buntrock z papierem i czytał nazwiska, głównie bliźniąt. Matka i ja byłyśmy ostatnie. Pamiętam, że jak wyczytał moje i mamy nazwisko, upadłam na łóżko. Nie zemdlałam, ale na chwilę straciłam świadomość. Potem szedł dalej, do kolejnego bloku, a nam powiedzieli, żebyśmy się ustawili w rzędzie. Była nas mała grupka: bliźnięta, doktor Helman, pielęgniarka i jej matka. Maszerowaliśmy w kierunku bramy. Nagle, zanim wyszliśmy, zjawił się jeden rumuński esesman, machając jakimś papierkiem. Dał go Buntrockowi, a ten wywołał nazwisko Erika Fischera. Erik był piplem Arno Böhma; taki mały bezczelny chłopak z Wiednia. Mówiło się o takich "Wiener" (Wiedeńczyk). To byli ulicznicy, nikt ich zbytnio nie lubił, bo mieli w obozie wszystko. Dostał od Arno Böhma wszystko, mundur, pasek, czapkę. Bardzo piękny chłopak. Myślę, że miał około dwunastu lat. Esesman mówi: "Chodź, ty pójdziesz z nami". Erik na to, że nie pójdzie bez mamy i bez taty. A esesman uklęknął przed nim, prosił, żeby szedł. Powiedział: "Ty przecież wiesz, dokąd ten transport jedzie". Erik zaczął płakać. Buntrockowi było dziwnie. Erik pokazał tylko palcem w górę, odwrócił się i poszedł z powrotem. Wróciłyśmy do BIIb i ktoś mi powiedział, że mi posiwiały włosy.

Eva Grossová
nr obozowy nieustalony
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, ZMP, k. 937

Nasza grupa była przygotowana, że kiedy będą coś robić, rozpoczniemy bunt. Myśleliśmy, że rozpocznie to Fredy. Pamiętam, dokądś poszłam, do jakiegoś pokoju, gdzie Fredy jeszcze ze mną rozmawiał, wchodziliśmy tam jeden po drugim.

Zuzana Růžičková
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, ZMP, k. 251. W KL Auschwitz-Birkenau od grudnia 1943

Wszyscy dorośli gromadzą się wokół Fredego Hirscha i o czymś dyskutują bardzo wzburzeni, bardzo zafrasowani.

Miroslav Kárný
bez nr obozowego
Obóz familijny..., s. 179. W KL Auschwitz-Birkenau
od 1 października 1944

8 marca w pomieszczeniu u Vrby w obozie kwarantanny zebrało się szesnastu więźniów, członków ruchu oporu z transportów wrześniowych. Następnie przyprowadzili Hirscha. Zaproponowali, żeby poprowadził powstanie. Poprosił o godzinę czasu na zastanowienie. Była jedenasta.

Alfred Wetzler
Żyd Słowacki
nr obozowy 29162
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 17, s. 52-53. W KL Auschwitz-Birkenau
od 13 kwietnia 1942

Pośpieszyłem do Fredego Hirscha i poprosiłem, by coś zrobili, bo nie mają nic do stracenia. Odpowiedział mi, że zna swoje obowiązki.

Miroslav Kárný
bez nr obozowego
Obóz familijny...,
s. 184. W KL Auschwitz-Birkenau
od 1 października 1944

Hirsch cieszył się wielkim autorytetem. Jego wystąpienie mogło porwać wielu, którzy w innym wypadku odmówiliby udziału albo wahali się przyłączyć.

Rudolf Vrba
Żyd Słowacki
nr obozowy 44070
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 179. W KL Auschwitz-Birkenau od 30 czerwca 1942

Kilkaset dzieci dzisiaj umrze, bo nikt nie jest w stanie ich uratować. Ale dziesiątki innych będą żyć. Hirsch obruszył się: "Jak mogę odejść, by walczyć o własną skórę, i opuścić je, żeby zostały zamordowane. Nie rozumiesz, że one mi ufają? Potrzebują mnie!".

Jehuda Bacon
nr obozowy 168194
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 23, s. 18. W KL Auschwitz-Birkenau od 16 grudnia 1943

Niemcy żądali, by porzucił dzieci. Pod tym warunkiem chcieli pozostawić go przy życiu Ale Freddi nie chciał opuścić "swoich" dzieci.

Miroslav Kárný
bez nr obozowego
Obóz familijny..., s. 179. W KL Auschwitz-Birkenau
od 1 października 1944

Kiedy w południe przyszedł do niego Vrba, Hirsch leżał nieprzytomny. Otruł się proszkami nasennymi.

Zuzana Růžičková
nr obozowy 73289
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, ZMP, k. 251. W KL Auschwitz-Birkenau od grudnia 1943

Pobiegłam na dwudziestkę jedynkę. Wszyscy byli bardzo poruszeni, ponieważ on chyba jeszcze w tym czasie żył. Mówiło się, że się otruł i być może można go jeszcze uratować, więc staraliśmy się zdobyć dla niego mleko.

 

Znalazł się nawet chyba ktoś, kto mógł mu to dać, ale wkrótce potem nadeszła wiadomość, że umarł.

Alice Mazalová
nr obozowy 71286
Archiwum Muzeum w Terezínie. Relacje, APT sygn 2314. W KL Auschwitz-Birkenau od grudnia 1943

Fredy Hirsch nagle popełnił samobójstwo. Wszyscy na podstawie tego wiedzieli, że sytuacja jest zła. Wszystkim dodawał odwagi, pobudzał, a kiedy zakończył życie, wiedziano, że godziny transportu są policzone.

Miroslav Kárný
bez nr obozowego
Obóz familijny..., s. 173. W KL Auschwitz-Birkenau
od 1 października 1944

Następnie odbył się apel. Potem starszy obozu zawołał blokowych i oświadczył, że od godziny ósmej obowiązuje zakaz opuszczania bloków, a kto wyjdzie, zostanie rozstrzelany.

Alfréd Mílek
nr obozowy 146712
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 80, s. 230. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Wieczorem 8 marca 1944 r. zarządzono w całym obozie Blocksperre. Nie można było opuszczać baraków, niemniej słyszeliśmy warkot przejeżdżających samochodów, krzyki ludzi.

dr Otto Wolken
Austriak nr obozowy 128828
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 14, s. 96. W KL Auschwitz-Birkenau od 9 lipca 1943

Pojawiło się SS-Komando wzmocnione przez kapo, dwanaście ciężarówek.

Erich Kulka
nr obozowy 73042
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Z.O. 55, s. 56. W KL Auschwitz-Birkenau
od 4 listopada 1942

Przy każdym bloku wszystkich siedmiu obozów w Birkenau postawiono esesmanów z karabinami. Schwarzhuber wybrał czterdziestu kapo niemieckich i odjechał samochodem ciężarowym do BIIa. Tam wszystkich załadowano na auta w obecności esesmanów z psami i odwieziono do krematorium I i II Birkenau. Do ostatniej chwili mówiono im, że jadą na transport, pozwolono zrobić paczki.

Otto Dov Kulka
Pierwszy Proces Oświęcimski we Frankfurcie nad Menem. 71. dzień rozprawy (30.07.1964), s. 13524 (por. AP099.006, s. 0) Fritz Bauer Institut Frankfurt am Main

Około ósmej wieczorem usłyszeliśmy ciężarówki, które wjechały do obozu kwarantanny. Miała miejsce tzw. blokada obozu i nikt nie mógł wyjść. Pomimo to więźniowie i personel rewiru wspięli się na dach, gdzie znajdowały się wąskie luki, i chcieli obserwować wszystko, co się dzieje. Była może godzina dziewiąta; wywołano mnie i jeszcze dwóch więźniów. Chociaż byliśmy chorzy, musieliśmy się ubrać i zaprowadzono nas do obozu BIIa. Przeszliśmy bramę, skręciliśmy w prawo i jeszcze raz w prawo do obozu kwarantanny, po czym poprowadzono nas obozową drogą aż do końca, gdzie znajdował się blok dziecięcy. To było w kierunku rampy. Było coś szczególnego w tej nocnej scenie. Pod pawilony podjeżdżały ciężarówki i ludzie mieli do nich wsiadać. Widziałem, jak niektórzy się bronili. Jeden przypadek pozostał mi wyraźnie w pamięci. Blockältester o nazwiskiem Bondy - wysoki, silny mężczyzna - w chwili, kiedy przechodziliśmy obok bloku, wołał do ludzi, by nie wsiadali. Po czesku do nich wołał i słychać było ogromny krzyk i bójkę, ponieważ stojący tam kapo bardzo go pobili. Znajdowali się tam także esesmani, ale nie z pałkami, tylko z pistoletami. Mimo to nie strzelali. Więzień, którego widziałem, został pobity przez dwóch czy trzech kapo, wśród których rozpoznałem później Blockältestena Bednarka 7. Bondego pobito mocno po głowie i położono prawdopodobnie przy ścianie bloku, ponieważ zobaczyłem go tam w drodze powrotnej. Jednym z esesmanów był Blockführer Baretzki. Oprócz tego Rapportführer Buntrock, Blockführer Schenk i jeszcze kilku innych. Ten blok miał w sobie coś upiornego, reflektory jednej ciężarówki oświetlały go, druga stała tyłem do budynku. Drugą bardzo dziwną rzeczą było to, że z różnych baraków dolatywał śpiew. Nie wiem czy ze zdenerwowania, czy z chęci stawienia oporu; to było zabronione i kapo krzyczeli, żeby przestać. Prawie wszyscy więźniowie śpiewali, hebrajskie i różne czeskie pieśni. Niektórzy nawet śpiewali wtedy w obozie hymn, czeski i hebrajski Hatikwa (Nadzieja). Szliśmy ulicą na koniec obozu i widzieliśmy podobne sceny w innych blokach, jednakże nie przed wszystkimi stały ciężarówki.

Michael Reisenhofer
Austriak nr obozowy 23201
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 43, s. 83. W KL Auschwitz-Birkenau od 21 listopada 1941

Musieliśmy się przypatrywać likwidacji czeskiego obozu rodzinnego, ponieważ nasz obóz z nim sąsiadował. W akcji uczestniczyli Perschel, Schultz, Barecki i jeszcze kilku innych esesmanów. Wielu więźniów próbowało się bronić przed transportem do komór gazowych i kładło się na ziemi. Wtedy rzucali się na nich esesmani i bili w potylicę. To samo robiono z dziećmi.

Nahman Blumenthal
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Z.O. 29a, s. 145

W akcji brali udział kapo, niektórzy z musu, kilku na ochotnika. Ci ze specjalnym okrucieństwem pastwili się nad więźniami. Zatłukli dwóch mężczyzn, którzy przewidując, dokąd ich prowadzą, usiłowali się opierać.

Bedřích Hersch
nr obozowy nieustalony
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 176

Do niewielkiej ciężarówki musieliśmy załadować chyba ze sto osób, i to w kilku warstwach, a następnie usiąść na samej górze i już samochód ruszał prosto do krematorium. Potem zatrzymał się, a my musieliśmy wyładować biedaków. Wszystko odbywało się w niesamowitym tempie.

Louisa Hermanová
nr obozowy 72708
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, ZMP, k. 227. W KL Auschwitz-Birkenau od 20 grudnia 1943

W nocy nie spałyśmy, nasłuchiwałyśmy. Później dziewczyny, które czatowały przy tylnej ścianie bloku, na tej trzydziestce, wydłubały w deskach jakiś sęk i patrzyły, co się tam dzieje. To było straszne. Tej nocy chyba do śmierci nie zapomnę. Płakałyśmy i wiedziałyśmy, że to koniec.

L. Klačer
nr obozowy nieustalony
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 175

Przez otwory, które wywierciliśmy w drewnianych ścianach, obserwujemy z niemym przerażeniem i grozą, co się dzieje w obozie obok, kiedy esesmani ze swoimi pomocnikami pędzili kijami więźniów do aut, mężczyzn i kobiety, staruszki i starców oraz dzieci. Biedne, nieszczęśliwe dzieci! Dzieci, które nie zdawały sobie sprawy z grozy sytuacji, z prymitywnymi zabawkami w rękach, dygocące z zimna i głodu, rozpaczliwie czepiające się matek. Wszystko odbywa się przy akompaniamencie ogłuszających krzyków, wrzasków, wyzwisk, szczekania psów, warkotu samochodów, płaczu i narzekań, w blasku ogromnych reflektorów. Ten przerażający teatr trwał od godziny dziesiątej wieczorem. A potem nad całym obozem zapanowała złowroga cisza.

Otto Dov Kulka
Pierwszy Proces Oświęcimski
we Frankfurcie nad Menem. 71. dzień rozprawy (30.07.1964), s. 13524 (por. AP099.006, s. 0)
Fritz Bauer Institut Frankfurt am Main

Ciężarówki z więźniami nie jechały w stronę krematorium, lecz w prawo, a za obozem w stronę rampy. I przez to myśleliśmy - my, którzyśmy to obserwowali - że nie jadą na śmierć. Dopiero później dowiedzieliśmy się od starszych więźniów, biorących w tym udział kapo i palacza w krematorium o nazwisku Filip Müller, że ci ludzie faktycznie zostali zagazowani i że zawieziono ich do krematorium.

Bedřích Hersch
nr obozowy nieustalony
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 176

W ciemnościach nocy nie można było niczego rozpoznać, a tego, co słyszeliśmy, nie da się wyrazić słowami. Ponieważ w komorach gazowych nie wystarczyło miejsca, poszczególne grupy musiały czekać, aż przyjdzie na nie kolej. Płacz, narzekanie kobiet oraz dzieci docierały do nas! Rozdzierało to serce! Nie znajduję słów, aby tę całą grozę przekazać! Kilka grup przeznaczonych na śmierć śpiewało "Kde domov můj" (Gdzie moja ojczyzna) w ostatniej chwili przed śmiercią. Ostatnie pozdrowienie dla ojczyzny, której nie zobaczą już nigdy.

Ernestyna Bonarek
Polka nr obozowy 22182
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 89b, s. 45. W KL Auschwitz-Birkenau
od 7 października 1942

Z niewiadomych przyczyn nie doszło do walki. Skazańcy bez oporu wchodzili na samochody, którymi dowożono ich do komór gazowych. Dla nas było to niezrozumiałe, gdyż wiedzieliśmy, że zamierzano stawiać opór, a wśród Żydów znajdowało się sporo młodych mężczyzn i kobiet. Była to niewątpliwie jakaś psychoza tłumu, która obezwładniła nawet najodważniejszych.

Filip Müller
Członek Sonderkommando
nr obozowy 29236
cyt. za Miroslav Kárný, Obóz familijny..., s. 179. W KL Auschwitz-Birkenau
od 13 kwietnia 1942

Czekaliśmy, ale do tego nie doszło. Gdyby się przeciwstawili, pośpieszylibyśmy z pomocą.

Jehuda Bacon
nr obozowy 168194
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 23, s. 13. W KL Auschwitz-Birkenau od 16 grudnia 1943

Ludzie z Sonderkommando, którzy zdecydowali się im pomóc, czekali nadaremnie.

Zełman Gradowski
Członek Sonderkommando
Czeski Transport, s. 60-84. Archiwum
Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau

Nieszczęśliwe ofiary już przybyły. Samochody stanęły. Serca im zastygły. Dziko przerażone, bezradne, zrezygnowane i rozczarowane rozglądają się po placu, patrzą na budynek, w którym wkrótce zniknie na zawsze ich młode życie, ich dygocące ciała. (...)

 

Rzucają paczki - wszystko, co przygotowały na "podróż" - nie chcą już i nie wolno im mieć żadnych rzeczy. Pozwalają spokojnie, bez oporu, zdjąć się z samochodów i jak zemdlone, jak odcięte wpadają wprost w nasze ramiona. No, weź mnie, mój drogi bracie, za rękę i poprowadź mnie tym kawałkiem drogi, jaki pozostaje z życia do śmierci. Prowadzimy je, nasze kochane, delikatne siostry, trzymamy je pod rękę, idziemy niemo, krok za krokiem, nasze serca biją rytmicznie. Cierpimy i krwawimy razem z nimi i czujemy, że każdy krok, jaki robimy, jest krokiem oddalającym od życia i zbliżającym do śmierci. A przed zejściem do głębokiego bunkra, zanim postawią pierwszy krok na stopniu do grobu, patrzą po raz ostatni na niebo i księżyc - i jęk z głębi serca wyrywa się instynktownie z obu serc równocześnie. W odblasku światła błyszczą łzy prowadzonej siostry i zastyga łza brata, który jej towarzyszy. W wielkiej, głębokiej sali, w której środku stoi dwanaście słupów podtrzymujących ciężar budynku i która jest teraz jasno oświetlona światłem elektrycznym. Wokół ścian, wokół słupów stoją już od dawna przygotowane ławki z przybitymi wieszakami na rzeczy ofiar. Na pierwszym słupie jest przybita tablica w rozmaitych językach, która oznajmia, że weszli do "Łaźni", a rzeczy muszą zdjąć do dezynfekcji. Spotkaliśmy się z nimi, przyglądamy się zastygli. One wiedzą wszystko, rozumieją wszystko, że to nie jest łaźnia, lecz że sala jest korytarzem prowadzącym do grobu. (...)

 

Sala jest coraz pełniejsza ludzi. Nadjeżdżają samochody z nowymi ofiarami, a "sala" połyka je wszystkie. Stoimy wszyscy jak pomieszani, nie możemy im powiedzieć ani słowa. Chociaż to nie jest pierwszy raz. Jeszcze przed nimi mieliśmy wiele transportów, mieliśmy dosyć takich samych obrazów, jak dzisiaj, widzieliśmy je już nie pierwszy raz. A jednak czujemy się teraz słabo, jakbyśmy razem z nimi popadli w omdlenie. Nie mieliśmy odwagi, nie zdobyliśmy się na to, by powiedzieć tym drogim siostrom, że muszą się rozebrać do naga. Bo rzeczy, które noszą, są jeszcze pancerzem ochronnym, pod którym spoczywa ich życie. A z chwilą, gdy zdejmą rzeczy i staną nagie, stracą ostatni punkt oparcia, stracą ostatni uchwyt, do którego ich życie jest jeszcze przyczepione. I dlatego nie chcemy im powiedzieć, żeby się prędzej rozebrały. Niech jeszcze przez moment, jeszcze przez chwilę stoją w pancerzu, w płaszczu życia. Pierwsze pytanie, jakie jest na ustach wszystkich, dotyczy ich mężczyzn. Chcą wiedzieć, czy żyje jeszcze gdzieś ich mąż, ojciec, brat, ukochany. Czy też ich ciała poniewierają się już gdzieś martwe, zastygłe, czy płomienie już je palą i nie ma już żadnego. (...)

 

Nadjeżdża wiele nowych samochodów i do sali wchodzi znowu wielka liczba ofiar. Z rzędu nagich wyrywa się wiele kobiet i rzucają się dziko z płaczem i krzykiem, to nagie dzieci zobaczyły matki i całują się i cieszą się, że się znowu zeszły razem. I dziecko czuje się szczęśliwe, że matka, że serce matki odprowadzi je do grobu. Wszystkie rozbierają się do naga, wszystkie stoją równo w rzędzie, część płacze, część stoi cicho jak skamieniała. (...)

 

Rozwarły się drzwi. Piekło szeroko je otworzyło dla ofiar. W małym pokoju prowadzącym do grobu stoją ustawieni jak na paradę wojskową przedstawiciele wielkiej władzy. Cały oddział polityczny przyszedł tu dzisiaj na uroczystość. Oficerowie wysokiej rangi, których twarzy nie widzieliśmy w ciągu tych szesnastu miesięcy. Między nimi także kobieta, SS-manka, kierowniczka obozu kobiecego. Także przyszła na wielką uroczystość "narodową": zobaczyć, jak giną dzieci naszego narodu. Stoję z boku i obserwuję obie grupy. Bandytów, wielkich morderców - i moje siostry, nieszczęśliwe ofiary. Zaczął się marsz na śmierć. Idą dumnie, pewnym krokiem, pewnie i odważnie, jakby szły naprzeciw życia. Nie załamują się także wtedy, gdy widzą ostatnie miejsce, ostatni kąt, gdzie wkrótce rozegra się ostatni akt życia. Nie tracą gruntu pod pewnymi stopami - kiedy widzą, że są już schwytane w sercu piekła. One już dawno, jeszcze zanim tutaj przyszły, uregulowały tam na górze wszystkie obrachunki ze światem i z życiem. Jeszcze w więzieniu zerwały wszystkie więzy z życiem. I dlatego idą teraz takie spokojne i opanowane, nie załamują się, kiedy zbliżają się do końca. Bez ustanku maszerują nagie, krzepkie kobiety. Zdaje się, że marsz trwa wieczność. Zdaje się, że całe światy rozebrały się do naga i przyszły tutaj na diabelski spacer. (...)

 

W wielkim bunkrze stoją tysiące ofiar i czekają na śmierć. Nagle wydarł się stamtąd przenikliwy śpiew. Banda wszystkich oficerów znowu zastygła. Nie mogą zrozumieć, nie mogą pojąć, jak to możliwe, że tam w bunkrze, w sercu grobu, na progu zagłady, w ostatnich minutach życia ludzie zamiast skarżyć się, zamiast opłakiwać swoje młode życie, które teraz stracą, dają jeszcze słyszeć swój głos w śpiewie. Może Führer ma rację, że to są, diabły, bo jak może człowiek tak beztrosko, odważnie i spokojnie iść naprzeciw śmierci. Dźwięki, melodia, która się stamtąd wydobywa, są wszystkim dobrze znane. A zwłaszcza dla nich, dla tych bandytów, te dźwięki są jak noże; jak szpice wbijają się w ich serce. Masa umarłych śpiewa wszędzie popularną, internacjonalną Międzynarodówkę. (...)

 

Wszyscy oficerowie odetchnęli swobodniej, ponieważ ucichło echo ostatniego tonu. Lecz nie trwało to długo. Nowa pieśń z odwagą i wiarą wydziera się z serc. Masa śpiewa hymn narodowy - pieśń Hatikwa śpiewają teraz. (...)

 

Nadjeżdżają już ostatnie samochody. Transport kobiet wnet się skończy. (...)

 

Ostatnia kobieta zaledwie się wtłoczyła do bunkra. Zamek się zamknął hermetycznie, zaryglowany, aby powietrze nie mogło tam przeniknąć. Ofiary stoją jak ściśnięte w beczce, duszą się już od gorąca i z pragnienia. Czują, wiedzą, że niedługo, za minutę, za chwilę, koniec już nadejdzie.
A jednak śpiewają dalej. Chcą zapomnieć o wszystkim. Chcą się utrzymać na fali tonów i na nich, po wysokich, słodkich tonach chcą przepłynąć krótką drogę, z życia do śmierci.
W ciszy nocnej słychać kroki dwóch idących ludzi. W świetle księżyca ukazują się dwie sylwetki. Noszą maski, aby wsypać gaz śmierci. Niosą dwie puszki, które wnet zabiją tysiące ofiar. Idą w kierunku bunkra, do głębokiego piekła, cicho stawiają kroki. Idą spokojnie, jakby mieli wykonać jakąś świętą pracę. Ich serce jest zimne, zastygłe jak lód, ręce - nigdy nie drżą, podchodzą niewinnymi krokami do każdego "'oka" głębokiego bunkra, wsypują tam gaz i zamykają otwarte "oko" ciężką pokrywą, ażeby gaz nie mógł się więcej stamtąd wydobyć. Przez otwory oka wydobywa się do ich uszu głęboki, bolesny jęk masy, która zmaga się teraz ze śmiercią, ale ich serce się nie wzrusza. Głucho, niemo, zimno zastygli podchodzą do drugiego "oka" i znowu wsypują do środka gaz. Idą do ostatniego "oka" i potem zdejmują maski. Dumni, odważni i zadowoleni odchodzą. Wykonali wielką pracę dla narodu, dla kraju. Zrobili dalszy krok ku zwycięstwu. (...)

 

Wszystko przenosi się tam, do II krematorium. Oficerowie z posterunkami, a także my. Ponownie ustawia się front. Wszyscy są gotowi do walki, stoją w napięciu. Tutaj podejmuje się jeszcze więcej środków ostrożności, bo choć pierwsze spotkanie z oficerami przeszło spokojnie i bez walki, bez oporu; zwycięstwo odniesiono bez ofiar, ale tutaj, na drugim froncie, może się coś zdarzyć, ponieważ ofiary, które mają tu wnet przybyć, to przecież masa młodych, silnych mężczyzn. Nie trwa długo i słyszymy już turkot dobrze znanych kół samochodowych. "Przybywają!", słychać krzyk "komendanta", tzn. że wszystko ma być gotowe. W ciszy nocnej słychać manipulowanie po raz ostatni przed bitwą karabinami i karabinami maszynowymi, czy będą dobrze funkcjonować, czy będą dobrze funkcjonować, kiedy być może musiały pracować. Wielkie reflektory znowu oświetlają martwy plac. W ich blasku i świetle księżyca znowu błyszczą liczne lufy trzymane w rękach "wielkiej władzy", która stanęła do walki przeciw bezbronnemu narodowi Izraela. Spomiędzy drzew i drutów wyglądają dzikie głowy. Błyszczy groźnie trupia czaszka na hełmach ";bohaterów", którzy ją noszą z dumą. Jak demony, jak diabły, jak mordercy i zbrodniarze stoją rozstawieni w cichej nocy i czekają ze strachem i głodem na łup, który wnet nadejdzie. Wszyscy byli napięci - my i oni. Przedstawiciele władzy stali w przerażeniu i strachu, drżeli, a nużby zrozpaczona masa mężczyzn chciała na progu grobu polec jak bohaterowie. Wtedy mogłoby przecież dojść do nieszczęśliwego wypadku i któryś ze strażników może zginąć. Wtedy mogłoby przecież dojść do nieszczęśliwego wypadku z którymś z nich. A kto wie? Kto może być tym jednym, może on sam będzie ofiarą. (...)

 

Także my staliśmy w napięciu, z biciem serca zdejmowaliśmy ich z samochodów. Spodziewaliśmy się, wierzyliśmy, że dzisiaj się to stanie, dzisiaj nastąpi ostateczny dzień, na który my także czekamy z niecierpliwością; że nastąpi wypadek, kiedy zrozpaczona masa podniesie sztandar walki i my razem z nimi, ręka w rękę podejmiemy nierówną walkę. Nie będziemy patrzeć, czy jest ona bezcelowa, czy będziemy mogli uzyskać przez nią wolność lub życie. Największą szansą będzie dla nas, by móc raz nareszcie uczynić bohaterski koniec z tym ciemnym życiem. Straszne, tragiczne musi się skończyć. Ale staliśmy rozczarowani. Zamiast rzucić się jak dzikie zwierzęta na nich i na nas, większość zeszła spokojnie i obojętnie z samochodów i zaczęli nerwowo i w przerażeniu rozglądać się po wielkim placu. Ostatnie spojrzenie zatrzymywali długo na budynku - na wielkim piekle - i z opuszczonymi rękami, z pochyloną głową, w rezygnacji poszli po cichu do grobu. (...)

 

fot: Tadeusz Rolke

Dzisiejszy widok miejsca, w którym w 1944 roku więźniowie Sonderkommando wykonali fotografię.

 

***

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 102, s. 77. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

W tę noc 8 marca wszyscy pozostali z naszego transportu zostali zagazowani. Lagerältester Willy Brachmann mówił nam, że widział ich martwych, płakał przy tym jak dziecko.

Jiří Steiner
nr obozowy 147743
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 71, s. 233-234. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Dopiero następnego dnia, jak się obudziliśmy, powiedzieli, że transportu już nie ma. Wszyscy wiedzieli, co się stało, ale nam nikt nie powiedział. Nawet planowaliśmy, co będzie, jak się znowu zobaczymy z rodzicami. Zapytano nas, czego sobie życzymy, i powiedziano, że dr Mengele nas tutaj zatrzymuje. Po kilku dniach wezwał nas na swój oddział; o ile sobie przypominam, był w obozie dla Cyganów. Zbadał nas dokładnie, zmierzył centymetrem każdą część ciała i porównywał. On także zapytał, czy mamy jakieś życzenia. Odpowiedzieliśmy: "Tak, oczywiście, chcielibyśmy zobaczyć rodziców", na co odpowiedział cynicznie: "Zobaczycie ich za kilka dni".

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, k. 443.
W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Przyjechał po mnie na rowerze Unterscharführer Plagge 8 i zabrał do obozu cygańskiego. To było zaraz po likwidacji transportu.

 

Mengele dał mi wodne farby. A ja jeszcze nie malowałam akwarelą, w szkole mieliśmy tylko farby olejne i tempery. Dostałam dwa krzesła. To było w jego laboratorium, tam mierzył Cyganów. Miał tam jako pielęgniarkę jedną Polkę, wysoką blondynkę, i ona odbierała ich odciski palców. To była jakaś fizyczna antropologia, miał różne książki. Mierzył im głowy, patrzył w oczy i choć mieli niebieskie, mówił, że to nie są prawdziwe aryjskie niebieskie oczy. Czasem mi to pokazywał, przychodził z książką albo wołał, żebym popatrzyła. Wszystko notował, jakby studiował. Ja siedziałam na jednym krześle, a na drugim miałam deskę kreślarską, dał mi również blok do rysowania, farby wodne i pędzle. I zaczęłam malować.

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 102, s. 73. W KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Pracowałam w pokoiku w saunie, obok biura dr. Mengele. "Modeli" przyprowadzał Mengele. Były to przeważnie młode Cyganki reprezentujące pewną okolicę lub kraj. Pamiętam, że wykonałam dziesięć, dwanaście portretów. Sporządzenie jednego trwało około dwóch tygodni. Każdy portret dr Mengele dokładnie oglądał. Czasem zalecał wykonanie drobnych poprawek czy uzupełnień. Gdy portret był gotów, zabierał go do siebie. Pewnego razu miałam malować usta i gardło chorego chłopca. Pamiętam, dr Mengele siłą otworzył mu usta. Gardło i podniebienie chłopak miał zupełnie czarne. Tę chorobę nazywano chyba "gmaz" 9. Przypuszczam, że zmarł, bo Mengele odwołał malowanie.

Dinah Babitt
(poprzednio Gottliebová)
nr obozowy 61016
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, k. 443
w KL Auschwitz-Birkenau od 7 września 1943

Kiedy pracowałam w obozie cygańskim, nie musiałam stać na apelach, nic nie musiałam robić, tylko rysować. Kiedy Mengele szedł na obiad, mnie też przynosili coś do jedzenia; prosiłam o biały chleb. Znajdowała się tam jedna Cyganka, której umarło dwumiesięczne dziecko. Była chora i powiedziała, że ma straszną biegunkę i nie może jeść czarnego chleba. Więc zamówiłam dla niej biały i naprawdę na rozkaz Mengelego go dostałam. Potem jej go dawałam. Mengele odnosił się do nas bardzo grzecznie. Raz nawet zapytał, dlaczego noszę takie wysokie buty. Byłam siódmym niebie, kiedy znalazłam sznurowane wysokie buty, takie jak do jazdy motocyklem. Zapytał, czemu w nich chodzę cały czas. A ja byłam z nich tak dumna. To było pierwsze osobiste pytanie, jakie mi zadał. A później jeszcze przyszedł po Bożym Narodzeniu, dwa tygodnie go nie było. Wrócił cały rozpromieniony. Powiedział, że urodził mu się synek, i przyniósł mi paczuszkę z bożonarodzeniowymi ciasteczkami. To nie było w jego stylu. Chciał jeszcze, żebym narysowała jego portret. Zrobiłam czarno-biały szkic. Zapytał, czy nie zauważyłam czegoś niezwykłego. Odpowiedziałam: "Czy ma Pan na myśli to znamionko w prawym uchu?". Powiedział, że wie o nim tylko jego żona, nikt inny nie zwrócił na to uwagi.
Jak odjechał pierwszy transport kobiet do Hamburga 10, kazał rysować organy na rewirze męskim, a mamę zrobił blokową.

Otto Dov Kulka
Pierwszy Proces Oświęcimski we Frankfurcie nad Menem. 71. dzień rozprawy (30.07.1964), s. 13524 (por. AP099.006, s. 0)
Fritz Bauer Institut Frankfurt am Main

W bloku dziecięcym - to może zdumiewające - poza brakiem kilku setek dzieci wszystko pozostało po staremu, także cześć dzieci tam została. To znaczy, zostali częściowo wychowawcy, a także część dzieci. Z jedną tylko różnicą: od tej chwili wiedzieli, ile dni im pozostało.

Hana Fischel
cyt. za Ondřichová Lucie: Fredy Hirsch...., s. 86

Próbowaliśmy utrzymać iluzję, że transport faktycznie pojechał do Heidebreck, i z uporem to powtarzaliśmy, ale po nocy, kiedy słyszeliśmy strzały i krzyki z sąsiedniego obozu, gdzie chciano stawiać opór, widzieliśmy rano kominy buchające ogniem. Małe dzieci wołały: "Poparz, tak się jedzie do Heidebreck!". Od tego czasu kominy dymiły bez przerwy. Przyjeżdżały transporty z Węgier, które bez selekcji szły bezpośrednio do gazu. Dzieci zaczęły nazywać ten dym i ogień "drogą do Heidebreck". Staraliśmy się dalej pracować. Blok dziecięcy był pusty. Brakowało nam siły, a przede wszystkim wojskowej dyscypliny Fredy´ego Hirscha. Życie stało się swobodniejsze, bez reguł.

Dov Barnea
(poprzednio Jan Brammer)
cyt. za Ondřichová Lucie: Fredy Hirsch...., s. 86

Spell Lichtenstern i ja podzieliliśmy pracę między siebie. On zajmował się programem, ja sprawami organizacyjnymi: jedzeniem, ubraniem, szukaniem wychowawców.

Józef Ciepły
nr obozowy 169400
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
Oświadczenia, t. 87, s. 104. W KL Auschwitz-Birkenau od 17 grudnia 1943

Po pierwszej akcji pisania listów przez Żydów z Theresienstadt do KL Birkenau nadchodziła duża liczba paczek żywnościowych. Adresaci nie mogli ich już odebrać. Dostarczano je do obozowej paczkarni, lecz nie wiem, co się działo z większością artykułów żywnościowych. Oficjalnie dwa razy w tygodniu przez pewien okres po dwa baraki więźniarskie otrzymywały w odcinku BIId dodatkowe przydziały chleba. Nie był to chleb obozowy, lecz jakościowo znacznie od niego lepszy. Można przyjąć, że poza chlebem z tych paczek wszystko inne poszło na esesmańskie stoły.

Jiří Fiala
(poprzednio Freidman)
Archiwum Muzeum Żydowskiego w Pradze. Zbiór relacji ofiar Holokaustu, k. 681

W funkcjach obozowych nastąpiło przesunięcie i Ada Fischer został Lagerkapo. Teraz miał wielką władzę. Sam widziałem, jak kilka razy uderzył kogoś i krzyczał na ludzi. Był bardzo nerwowy, humorzasty, cierpiał na epilepsję. Ale nie widziałem, żeby kogoś zabił. Pomimo to więźniowie go nie lubili. W maju 1944 r. zgromadził więźniów z grudniowego transportu i powiedział, że zaproponowali mu zostanie kapo w innej części obozu w Oświęcimiu. Mówił, że nie chce nas zostawić innemu kapo, podobno miał nim zostać niemiecki Cygan, sadysta. Prawdopodobnie oczekiwał, że wszyscy będą chcieli, by został. Ale dostał od nas jednoznaczną odpowiedź: "A więc sobie idź". Z Adą związane jest moje osobiste przeżycie. W końcu marca 1944 r. przy pomocy Franty Goldscheindera zostałem piplem u blokowego Honzy Eisnera. Jednym z zastępców był Franta Glück, a pisarzem blokowym Erich. Do moich obowiązków należało utrzymanie w porządku w pomieszczeniu blokowym, palenie w piecu, sprzątanie, załatwianie sprawunków. W tym czasie mieszkałem jeszcze na innym bloku i musiałem się zrywać przed pobudką, aby załatwić wszystkie konieczne sprawy, zanim wstanie blokowy. Pewnego razu byłem tak zajęty pracą, że nie zauważyłem, kiedy wołali na apel. Uświadomiłem to sobie, dopiero kiedy wszędzie zrobiło się cicho. Pobiegłem na plac, gdzie stali już koledzy z mojego bloku. Panował harmider, bo nie mogli się doliczyć, a nie wiedzieli, kogo brakuje. Jak mnie zobaczył Ada Fischer, nawymyślał mi, a potem chciał mnie uderzyć. Odskoczyłem, a Ada pośliznął się w błocie. Na nic nie czekałem, ustawiłem się obok kolegów. Późnej już nie miał odwagi mnie uderzyć. Nie został do końca w obozie familijnym, ale w końcu maja 1944 r. odszedł gdzie indziej. Podobno do obozu szpitalnego.

Przypisy:

1W nocy z 8 na 9 marca 1944 r. zabito w komorach gazowych krematoriów II i III 3791 więźniów Żydów z Theresienstadt - mężczyzn, kobiet i dzieci. Na żądanie dr. Mengele wycofano spośród przeniesionych do obozu kwarantanny (odcinek BIIa) Żydów przeznaczonych na zagładę około 70 osób - lekarzy i bliźnięta. Przeniesiono ich ponownie do szpitala w obozie BIIb a w lipcu 1944 r. do męskiego obozu szpitalnego (odcinek BIIf). D. Czech, Kalendarium ... s. 626-627.
Wycofano również Dinę Babitt i jej matkę, potrzebną dr. Mengele do malowania więźniów, ofiar jego eksperymentów.
2 Katja Singer - Velenska (przywieziona do KL Auschwitz 28 marca 1942 r. z Bratyslawy), w obozie kobiecym w Brzezince pełniła funkcje pisarki raportowej (Rapportschreberin).
3 Hauptsturmführer SS Franz Hössler był kierownikiem obozu kobiecego w Brzezince. W 1945 r. w procesie w Lüneburgu skazany na karę śmierci.
4 Oberscharführer Josef Houstek-Erber pełnił funkcję kierownika biura przyjęć (Aufnahmebüro) obozowego gestapo (Politische Abteilung). W procesie we Frankfurcie/M skazany na karę dożywotniego więzienia.
5 SS-Oberscharführer Voss, jeden z szefów krematoriów.
6 Walterem Rosenbergiem (po wojnie Rudolf Vrba) pełniącym funkcję pisarza w obozie kwarantanny męskiej (odcinek BIIa w Brzezince). W Żylinie, przed przedstawicielami słowackiej Rady Żydowskiej razem z Alfredem Wetzlerem złożyli sprawozdania ze swego pobytu w obozie i przestrzegli o niebezpieczeństwie zagrażającym Żydom z Węgier. Patrz: Sprawozdanie Alfreda Wetzlera i Rudolfa Vrby (w:) Raporty uciekinierów z KL Auschwitz. Zeszyty Oświęcimskie (numer specjalny nr IV). Oświęcim 1991, s. 131-208.
7 Emil Bednarek (nr obozowy 1325) w obozie męskim w Brzezince (odcinek BIb, od lipca 1943 odcinek BIId) pełnił funkcję blokowego bloku w którym przebywali więźniowie karnej kompanii i swym okrutnym postępowaniem zasłużył sobie na miano "krwawego". Pod koniec istnienia obozu zmienił swoje postępowanie przeistaczając się w opiekuna dzieci - chłopców żydowskich oraz polskich przywiezionych do obozu w Brzezince z powstańczej Warszawy. W procesie we Frankfurcie/M skazany został na karę dożywotniego więzienia.
8 Ludwig Plagge, SS-Oberscharführer pełnił m. in. funkcje Rapportführera. W 1947 r. skazany na karę śmierci przez Najwyższy Trybunał Narodowy w Krakowie.
9 chodzi o nomę (zgorzel policzka, rak wodny), chorobę, która nękała więźniów Cyganów przebywających w obozie familijnym na odcinku BIIe.
10 2 lipca 1944 r. dr Mengele wybrał w terezíńskim Familienlager 3080 młodych, zdrowych i zdolnych do pracy kobiet, mężczyzn i chłopców. Spośród wybranych około 2000 kobiet przeznaczono do KL Stutthof i obozu w Hamburgu, 1000 mężczyzn do KL Sachsanhausen i około 80 chłopców do nauki zawodu. Kobiety opuściły obóz w Brzezince 14 lipca 1944 r. D. Czech, Kalendarium ... s. 700, 709.

do góry




Projekt jest finansowany z funduszy Komisji Europejskiej w ramach programu "Działania związane z ochroną i zachowaniem ważnych miejsc i archiwów związanych z deportacjami". Kontrakt numer 2005-1725/001-003 CNA

Europa wg Auschwitz Laboratorium Reportażu Muzeum KL Auschwitz-Birkenau Muzeum w Terezinie