Międzynarodowy Czerwony Krzyż
Getto w Terezinie najbardziej kojarzone jest z wizytą Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i wielkim "przedstawieniem" przygotowanym przez nazistów na tę okazję. W tej cynicznej mistyfikacji do odegrania swych ról zmuszeni byli więźniowie. Świat miał usłyszeć o Terezinie - "mieście, które fuhrer podarował Żydom".
Wizyta Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w terezińskim getcie została przez Niemców ustalona na 23 czerwca 1944 roku. Główną przyczyną jej zorganizowania było deportowanie do Teresienstadt kilkuset Żydów z Danii w okresie od 5 do 14 października 1943 roku. Zaraz po tym wydarzeniu rząd duński i przedstawiciele Duńskiego Czerwonego Krzyża zaczęli domagać się wizytacji miejsca, gdzie umieszczono obywateli ich kraju. Już na początku listopada zezwolenie na taką wizytę zostało przyrzeczone, ale ewentualny termin był wielokrotnie przesuwany. Wkrótce, zaniepokojone informacjami na temat masowej zagłady Żydów, przedstawicielstwo Szwedzkiego Czerwonego Krzyża w Berlinie także zażądało możliwości obejrzenia Terezina przez ich wysłannika. W maju 1944 roku naziści oficjalnie wyznaczyli datę wizyty.
Przygotowania do przyjęcia delegacji ruszyły wiosną 1944 roku. Niemcy rozpoczęli, zakrojoną na szeroką skalę, akcję upiększania miasta. Teresienstadt miał stać się gettem idealnym, pokazowym. Zaczęto od głównego placu miasta. Cały plac był do tej pory ogrodzony drewnianym płotem a pośrodku stał wielki namiot Kistenproduktion, w którym więźniowie pracowali przy produkcji skrzyń, używanych do przenoszenia wyposażenia wojennego.
- To wszystko na ten cały cyrk trzeba było zlikwidować i musiała tam wyrosnąć trawa. Spryskiwało się to trzy razy dziennie, aby ta trawa wyrosła i aby tam można było dać ławeczki, gdzie ci biedni starzy ludzie mogliby siedzieć - wspomina Ilsa Steinsbergova, była więźniarka getta.
Główny plac wraz z nowymi rabatkami i klombami został udostępniony więźniom. Po jednej stronie rynku wybudowano pawilon muzyczny, w którym jeszcze przed wizytacją MCK zaczęły się koncerty. Zmieniono nazwy ulic i budynków, miejsca przestały być określane numerami - miały pełne nazwy. Ustawiono też specjalne drogowskazy z informacjami "do łaźni", "do parku" itd. Powstały sklepy z bogato przystrojonymi wystawami, w których więźniowie jednak nie mogli się zaopatrywać. Dla nich były te, które oferowały znoszoną odzież, obuwie i bezwartościowe artykuły spożywcze. W baraku, gdzie wcześniej mieściły się warsztaty utworzono nawet stołówkę, a obozową kuchnię dokładnie wyczyszczono i zaopatrzono w jadłospisy. W miejskim parku zbudowano plac zabaw dla dzieci. Sokolnia - umieszczona na obrzeżach miasta, używana do izolowania chorych - stała się miejscem gdzie organizowano imprezy kulturalne, zlokalizowano bibliotekę i synagogę na użytek więźniów. Elewacje XVIII wiecznych budynków zostały odnowione a ich wnętrza wysprzątane przez więźniów.
Do odegrania ról w "teatrze" intensywnie przygotowywano dzieci. Dostawały lepsze jedzenie i uczono je o tym mówić.
- Szczególnie tresowane były dzieci, które miały obejmować na ulicy komendanta Rahma i prosić go: Wujku, pobaw się z nami, na co on odpowiadał: Nie dzieci, dziś nie mam czasu, ale jutro na pewno i wyciągał z kieszeni puszkę sardynek, na co dzieci jęczały Znowu sardynki?!. Takie to i inne komedie odgrywano - wspomina Helga Gibianova, była więźniarka getta.
Ostatnim, najbardziej okrutnym etapem "upiększania miasta" było pozbycie się nadwyżki ludzi z przeludnionego getta. Zorganizowano trzy transporty do KL Auschwitz, w których byli przede wszystkim ludzie starzy, chorzy i sieroty. 15 maja 1944 wywieziono 2503 więźniów, 16 maja 2500 i tyle samo 18 maja.
23 czerwca długo przygotowywana wizyta odbyła się. Kierownictwo berlińskiej delegatury MCK wysłało swego przedstawiciela - szwajcarskiego lekarza Maurice Rossela, a szwedzkie przedstawicielstwo, które wcześniej domagało się wizytacji, nie wzięło w niej udziału ze względu na wypadające właśnie wtedy święto narodowe Szwecji.
Kontrola przebiegała według szczegółowo obmyślanego planu. Komisję przywitał dr Epstein - przewodniczący Rady Starszych w getcie, który potem towarzyszył jej w dalszym oglądaniu getta. Delegaci obejrzeli przygotowane do tego domy, punkty usługowe, kuchnię, biura. Zaprowadzono ich do przedszkola i szkoły, a także do budynku nowo otwartego ośrodka kulturalnego, gdzie trwało przedstawienie odgrywane przez dzieci. Przez cały czas wizyty na oczach komisji odgrywano też inne "przedstawienia" Więźniowie wychodzili do pracy ze śpiewem na ustach, a w obozowej stołówce kelnerki ubrane w białe fartuszki serwowały posiłki.
Przedstawiciele Czerwonego Krzyża wyjechali z getta usatysfakcjonowani. - Pragniemy podkreślić, iż ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu ujrzeliśmy w getcie zwykłe miasto, żyjące niemal normalnym życiem, oczekiwaliśmy czegoś gorszego - pisał w swym raporcie Maurice Rossel.







