Fredy Hirsch
We Fredym Hirschu kochały się chyba wszystkie dziewczyny z getta w Terezinie. Wysoki, z ciemnymi, kręconym włosami, był bardzo przystojny. Ale…była to miłość niespełniona. Fredy był homoseksualistą, o czym mówiło się, ale dyskretnie.
Fredy Hirsch był jednym pionierów getta. Przed wojną miał wziąć udział w olimpiadzie. Pochodził z Niemiec. W ostatniej chwili, z racji jego żydowskiego pochodzenia, Hitler zabronił mu startu. W getcie nie zrezygnował ze sportu. Prowadził zajęcia sportowe dla innych, a co wieczór, razem z komendantem getta Siegfriedem Seidlem, biegał. Prawdopodobnie, choć nie jest to potwierdzone, mieli romans. Na pewno łączyły ich serdeczne, przyjacielskie więzi. Każdą sprawę u Seidla dzięki Fredy’emu można było z łatwością załatwić. Także tak, wydawałoby się trudną, jak wyciągnięcie z transportów. W ciągu swojej bytności w Terezinie Hirsch uratował wiele osób, zwłaszcza dzieci.
Szczególnie lubił towarzystwo młodych chłopców. U niektórych wzbudzało to podejrzenia, u większości nie. Uważano, że Fredy ma po prostu zacięcie pedagogiczne i prawdziwy talent do wychowywania. Był jednym z niewielu nauczycieli, którzy wzbudzali nie tylko respekt, ale i uwielbienie. Dodatkowo, dzięki swoim układom z Niemcami, w tym zwłaszcza z Seidlem, potrafił dla dzieci wiele zdziałać. Organizował dla nich różne zajęcia, normalnie w warunkach getta zabronione. Na przykład makabiadę, czyli żydowskie igrzyska olimpijskie, podczas których poza mury getta wyszło ponad sześć tysięcy ludzi.
W 1943 roku do Terezina trafił transport żydowskich dzieci z Białegostoku. Kontakt z nimi był zabroniony. Dzieci zachowywały się dziwnie. Były niemal zagłodzone, przerażone, a na widok prysznica krzyczały „Gas, gas!”. Więźniowie z Terezina jeszcze wówczas nie wiedzieli, o co im chodzi. Wkrótce jednak mieli się dowiedzieć, za sprawą Fredy’ego Hirscha, który złamał zakaz i skontaktował się z dziećmi. Został złapany, ale przedtem zdążył się dowiedzieć, o co chodziło dzieciom. Tę wiedzę udało mu się przekazać kilku osobom, mimo że za karę trafił do komendantury SS, był internowany i został bezwzględnie włączony na listę przeznaczonych do transportu.
Już w obozie w Birkenau, Hirsch utworzył tak zwany blok dziecięcy. Była to swego rodzaju świetlica, czy wręcz namiastka szkoły. Chodziło o to, żeby na prawdopodobnie ostatnim etapie ich życia stworzyć dzieciom namiastkę normalności, pozwolić im choć na chwilę zapomnieć o potwornościach obozu.
W obozie Fredy Hirsch zachował dawny autorytet. Imponował nawet Niemcom i potrafił z nimi wiele kwestii załatwić. Był też jedną z ważniejszych postaci wśród więźniów. Kiedy zaczęto mówić o likwidacji terezińskich transportów obiecywał, że zorganizuje powstanie. Nie doszło jednak do tego.
Niemcy obiecali Hirschowi, że darują mu życie, jeśli zostawi „swoje” dzieci. Ten nie mógł się na to zgodzić. W noc poprzedzającą zbiorową egzekucję otruł się proszkami nasennymi.







