Recenzja "Pianistki" Elfriede Jelinek
Pod spodem
Erika Kohut, niespełniona pianistka, nauczycielka wiedeńskiego konserwatorium, ma w życiu oprócz muzyki tylko dwie pasje. Jedną jest oglądanie telewizji razem z matką, której nienawidzi i od której jest psychicznie uzależniona. Drugą jest chodzenie do kin porno oraz podglądanie ludzi uprawiających seks w parkach. Z owej rutyny Erikę wyrywają zaloty ze strony młodego ucznia.
Proza Jelinek jest przesiąknięta tym samym jadem wobec austriackiego społeczeństwa, co pisarstwo Bernharda. W „Pianistce”, jak w „Wymazywaniu”, nie ma żadnych świętości, żadnych tematów tabu. Dom dwóch pań Kohut jest chory, stosunki rodzinne zostają poddane ocenie z pełną bezwzględnością. Matka bohaterki, w swoich usilnych staraniach zatrzymania przy sobie córki, jest nie tylko śmieszna, ale i obrzydliwa. Jedyne, co się matce udało, to uzyskanie kontroli nad Eriką. To ona mówi jej, jak ma się ubierać, z kim spotykać, co ma jeść. Matkę trawi zazdrość i obawa przed starością. Jej marzeniem pozostaje nowe mieszkanie w bloku, na które Erika ma zarobić. Ze starszą panią, wiecznie wyczekującą, wyglądającą zza firanki, obchodzi się Jelinek bez sentymentu. Na tym jednak nie poprzestaje.
Z równą złośliwością autorka kieruje lupę na ulice Wiednia, zaludnione – jej zdaniem – bandą małostkowych hipokrytów. Miejscem, które niczym soczewka skupia w sobie wszystkie wiedeńskie plugastwa jest Prater – w dzień miejsce pielgrzymek rodzin z dziećmi, w nocy dom publiczny na otwartym powietrzu. Nie wiadomo już, co bardziej odstręcza – widok wymiotujących piwem i wieprzową pieczenią wiedeńczyków, którzy nieopatrznie dali się namówić na przejażdżkę karuzelą, czy widok par kopulujących pośpiesznie w krzakach. Erika Kohut nie potrafi sobie odmówić patrzenia na jedno i na drugie. Szczególnie nocne podglądanie cudzego seksu sprawia jej przyjemność. Na swoje eskapady chodzi w tajemnicy przed matką, jednak wyposażona, jak na wycieczki harcerskie: w torebce ma bułki z suchą kiełbasą, lornetkę, kartonik czekoladowego mleka.
Osią wewnętrznego konfliktu Eriki, jeśli o takowym można mówić, jest przeciwstawienie kultury i cielesności. Erika wyrastała w przekonaniu, że jedynie sztuka, w książce uosabiana przez muzykę, ma jakąkolwiek wartość. To matka, owładnięta chorymi ambicjami, odciągała dziewczynkę od realnego życia, by ta wyrosła na pianistkę światowej sławy. Szczególnie obsesyjnie izolowała Erikę od mężczyzn. Świat Eriki to świat bez mężczyzn. Ojciec, który postradał zmysły, został umieszczony w przytułku. Z kolegami nie wolno było jej się spotykać. W efekcie niemal czterdziestoletnia Erika sypia w łóżku małżeńskim razem z matką. Jej kochankami są wyłącznie Beethoven, Schubert oraz Bach.
Cielesność kojarzy się zatem bohaterce z grzechem. Odgradza się od niej za pomocą wykrochmalonych bluzek i plisowanych spódnic. Bezpiecznie czuje się dopiero w matczynym więzieniu: usadzona na telewizyjnym fotelu, obstawiona miskami z gotowymi przekąskami. Pragnienia fizyczne, które czasem w niej wzrastają, wywołują natychmiastowe poczucie winy. Z drugiej strony Erika jest tak psychicznie odrętwiała, że potrafi pieścić swoje ciało tylko za pomocą żyletki. „Sam ból jest tylko konsekwencją woli rozkoszy (...) –w swojej najwyższej formie – rodzajem rozkoszy” – pisze Jelinek. Bohaterka „Pianistki”, jak my wszyscy, egzystuje w świecie opętanym przez seks. Ten, kto go nie uprawia, nie żyje naprawdę. Jego życie jest niepełnowartościowe. Erika bardzo chce wiedzieć, gdzie leży tajemnica ludzkiego seksu. Chce zajrzeć tak głęboko, jak się da.
Esencją książki, tym, czym jest podszyta cała autodestrukcyjna działalność Eriki, jest pragnienie. Pragnienie zobaczenia, co jest pod spodem. Erika, która siada z nogami rozkraczonymi przed lusterkiem do golenia, usiłuje zajrzeć w siebie. Doświadczyć siebie. Podobne motywy kierują Walterem Klemmerem, gdy zaczyna się zalecać do Eriki. Ten młodociany miłośnik muzyki, który uczęszcza na lekcje pianina do pani Kohut, szybko ulega fascynacji surową tajemniczą kobietą. Nie jest to jednak miłość, a ciekawość. Klemmera podnieca myśl, że rozbierze Erikę z nauczycielskiego pancerza, że rozgniecie na niej wszystkie dekoracje i dotrze do jej ciała. „Klemmer nie jest w stanie pożądać tej kobiety, lecz od dłuższego czasu pragnie się w nią wedrzeć” – czytamy w „Pianistce”.
Studium relacji Kohut – Klemmer to kolejny przykład na to, że wzorce kulturowe, którymi na co dzień operujemy, zniewalają nasze naturalne pragnienia, że teatralizują nasze życie. Walter pragnie zerwać dekoracje z Eriki, ale kiedy ta faktycznie odsłoni kurtynę, chłopak okazuje jej niechęć i obrzydzenie. Erika marzy, by Klemmer ją zniewolił, a zarazem cały czas boi się utracić kontrolę nad sytuacją. „ Erika i Klemmer bez reszty zajęci są sondowaniem, kto kogo bardziej kocha i kto jest słabszy w tej parze. Ze względu na wiek Erika udaje, że to ona mniej kocha, ponieważ kochała już zbyt często. Dlatego Klemmer musi być tym, który kocha bardziej” – pisze Jelinek. W istocie nikt nikogo tu nie kocha. Dla pani Kohut romans z uczniem to nadzieja na wyrwanie się ze stagnacji, na poczucie czegokolwiek, podobna nieco do łazienkowych zabaw z żyletką. Z kolei egzaltowany Klemmer, niepoprawny narcyz, dobrze się czuje w roli romantycznego donżuana. Kolekcjonuje doświadczenia, tak by w przyszłości grać Schuberta z jeszcze większą pasją. „ Potem nie będzie już taki sam, jak był przedtem, bo będzie kimś więcej i będzie miał więcej”.
Gra, którą Erika usiłuje podjąć z Klemmerem, jest tymczasem ryzykowna. Pani Kohut wręcza uczniowi list, w którym wydaje mu instrukcje, co powinien z nią robić, by sprawić jej przyjemność. Lista wymagań jest długa: wiązanie liną, bicie, kneblowanie starymi pończochami, noszenie lateksowego fartuszka z otworami w stosownych miejscach, siadanie Erice na głowie, ściskanie udami jej twarzy. To tylko łagodniejsze spośród seksualnych fantazji Eriki. „Czego ta kobieta ode mnie chce, zastanawia się z obawą [Klemmer]. Czy dobrze zrozumiał, że przez to, iż zostanie jej władcą, nigdy nie zdoła nią zawładnąć? Przez to, że ona określa, co on z nią będzie robił, zawsze ta ostatnia cząstka jej pozostanie niezgłębiona” – tak myśli Walter po lekturze listu.
Pani Kohut obnaża się zatem częściowo. Zdradza chłopakowi swoje sekretne pragnienia, ale cały czas się asekuruje. Walter, na fali dumy i lęku przed mrocznymi wizjami Eriki, dokonuje żałosnej próby odebrania jej przewagi. Scena gwałtu, w pewnych ramach kulminacyjna scena książki, daje się czytać na wiele sposobów. Znowu dotyka ona istoty „Pianistki”, tego „pod spodem”. Jest najdalej posuniętym aktem wniknięcia poprzez ciało gdzieś głębiej. Jest także
symbolem kary, której Erika cały czas domaga się za swoje pożądanie. Stanowi metaforę stosunków damsko-męskich, w której urażony Klemmer broni, jak sam twierdzi „normalności”. Czy to Klemmer jest tutaj jednak normalny? Gwałt na Erice posiada również swój uniwersalny wymiar. To triumf natury nad kulturą. Zwycięstwo „zdrowego” popędu Waltera nad „niezdrowym” relatywizmem moralnym Eriki. Penetrując cudze trzewia nie spenetrujemy jednak cudzego umysłu, zdaje się puentować Jelinek. I błyska lusterkiem w naszą stronę.








