PATENT JANINY JANKOWSKIEJ NA REPORTAŻ RADIOWY
Rozejrzyj się
Janina Jankowska: Mistrzyni reportażu radiowego. Przed laty związana z Radiem „Solidarność”. Założycielka Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia, członek Rady Programowej PR, inicjatorka wielu instytucjonalnych zdarzeń związanych z reportażem radiowym, m.in. powołała do życia Konkurs Stypendialny im. Jacka Stwory dla młodych twórców, adresowany także do studentów szkół dziennikarskich. Jedyna w Polsce reportażystka uhonorowana w trzech najbardziej prestiżowych międzynarodowych konkursach. Laureatka Prix Italia za „Polski Sierpień” (1981), Premios Ondas za „Powódź wszystkich Polaków ” (1998) oraz Prix Europa za koncepcję Konkursu Stypendialnego im. Jacka Stwory dla młodych twórców (1998). Od października 2005 roku prowadzi zajęcia ze studentami Laboratorium Reportażu.
Dlaczego zainteresowała się Pani dziennikarstwem, a zwłaszcza reportażem radiowym?
Dziennikarstwo było moim marzeniem od lat dziecinnych. Zawsze lubiłam słuchać radia i odgrywało ono w moim domu ważną rolę. Pamiętam słynne „bum, bum tu mówi Londyn” i zagłuszaną Wolną Europę. Radio we mnie drzemało. Natomiast reportaż jest według mnie najciekawszą formą poznawania świata. Jestem przekonana, że żaden kierunek dziennikarstwa radiowego nie daje takiej osobistej satysfakcji jak właśnie reportaż. Poza tym odpowiada on na moje psychiczne potrzeby. Zawsze byłam osobą niespokojną i interesowało mnie wszystko, co jest wokół. A reporterzy to ludzie ciekawi świata.
Jak trafiła Pani do Polskiego Radia?
Po skończeniu polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim sama zaczęłam dzwonić do redakcji, pytając o pracę. Oczywiście bezskutecznie. Wtedy zdarzył się przypadek. Koleżanka powiedziała mi, że była na wczasach i spotkała znajomego pracującego w Polskim Radiu. Twierdził on, że jest wolne miejsce w Redakcji Oświatowej i jeśli chcę, to mogę się z nim skontaktować. Tak zrobiłam. Czekałam parę miesięcy, po czym zaczęłam pracować jako redaktor działu oświatowego. Radio było wtedy jeszcze bardzo skostniałe i przeniesienie się z jednej redakcji do drugiej stanowiło trudność. Mnie to się udało. Pomógł mi ogólnopolski konkurs na reportaż...
...w którym dostała Pani pierwszą nagrodę za reportaż pt. „Mam dopiero 21 lat”. Dzięki niemu trafiła Pani do Redakcji Reportaży Literackich.
Wzięłam udział w tym konkursie wspólnie z koleżanką z prasy, która znalazła temat. Nagrywałyśmy proces o morderstwo młodych ludzi. Dojrzałość problemu podjętego przez nas zaskoczyła jury. Nie lubię wyścigów, jednak sama przekonałam się, że konkursy są dla młodych ludzi dużą szansą. Przewodniczącym jury był Aleksander Małachowski. Pamiętam, że powiedział mi: „Będę jeździł z tym reportażem na seminaria i pokazywał jak powinno się montować”. To był dla mnie ogromny komplement!
Kilka lat po tym debiucie w 1981 roku otrzymała Pani nagrodę Prix Italia za „Polski Sierpień”. Czy spodziewała się Pani, że ten reportaż odniesie tak duży sukces?
Niestety nie odebrałam tej nagrody osobiście, bo mnie nie puszczono. Zrobił to za mnie korespondent Polskiego Radia we Włoszech, czego bardzo żałuję. To wyróżnienie było ważne, bo potwierdzało moje poczucie własnej wartości. Pracowałam już wtedy w Redakcji Reportaży Literackich i był to również sukces całego radia. Nagrody, które dostałam, takie jak Prix Italia, Premios Ondas i Prix Europa funkcjonują do dzisiaj i dla dziennikarzy w dalszym ciągu są wydarzeniem. Niewątpliwie reportaż „Polski Sierpień” został doceniony. Świadczy o tym fakt, że choć powstał 25 lat temu, to wciąż jest słuchany i nadal się o nim mówi.
Czy to prawda, że aby pojechać do Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku wzięła Pani wolne dni dla matki z dzieckiem, ponieważ nie dostałaby Pani pozwolenia z redakcji na wyjazd?
Poszłam do mojego szefa z prośbą o delegację. Usłyszałam od niego: „Chcesz jechać na północ kraju? Mowy nie ma!” Tak się złożyło, że był to mój kolega ze studiów. Wiedziałam, że nie może mi dać pozwolenia, więc wystąpiłam o dni wolne dla matki z dzieckiem. On je podpisał, choć oczywiście podejrzewał, że jadę na wybrzeże. To był pewien układ. Jednak kiedy dramaturgia zdarzeń w stoczni zmieniła się i rozpoczęto rozmowy z rządem, wróciłam do radia po oficjalne papiery. W tym okresie napłynęła fala innych przedstawicieli mediów. Choć rzeczywiście był czas, kiedy byłam tam jedynym dziennikarzem radiowym.
„Polski Sierpień” to przykład reportażu, którego bohater jest zbiorowy. Czy trudne było dokumentowanie masowego doświadczenia i specyficznej atmosfery tamtych dni?
Kiedy znalazłam się w Stoczni Gdańskiej, starałam się wszystko ogarnąć i jak najwięcej rejestrować. Miałam poczucie radości, że rejestruję dźwięki dla ludzi, którzy będą ich słuchać też za 10, 15 lat. Wiedziałam, że w tym momencie jako dziennikarz radiowy mam pewną przewagę nad piszącymi kolegami i ich najpiękniejszymi tekstami. One zawsze będą świadectwem ich odczuć, ja rejestrowałam coś najbardziej autentycznego. Dawałam bowiem moim przyszłym odbiorcom szansę uczestniczenia w historycznym wydarzeniu i usłyszenia prawdziwych głosów ludzi. Zbiorowy bohater to duże wyzwanie dla dziennikarza. Pamiętam, że dwoiłam się i troiłam. To było zadanie dla ekipy dziennikarzy radiowych, a nie jednej osoby. Kiedy przebywałam na sali BHP, istotne rzeczy działy się również na wydziałach. Tam strajkujący organizowali sobie posiłki, noclegi. Nie byłam w stanie wszędzie dotrzeć i tego mi strasznie szkoda.
Za wykonywanie swojej pracy została Pani w 1981 roku internowana, a trzy lata później aresztowana za realizację i rozpowszechnianie reportaży radiowych na kasetach magnetofonowych w tzw. drugim obiegu. Czy to nie za duże poświęcenie dla zawodu?
Mówiąc wielkimi słowami moje dziennikarstwo w epoce PRL-u było częścią walki o niepodległą Polskę. Uczestniczenie w niej znaczyło, że pragnęłam doczekać czasów, kiedy dziennikarze staną się całkowicie wolni. To nie był wtedy zawód politycznie obojętny. Mogłam opowiedzieć się po jednej ze stron. Wybrałam działanie w opozycji. Owszem, groziło to zaburzeniami życiowymi. Jednak wolałam być w zgodzie ze sobą i z moimi poglądami, a nigdy nie chciałam kłamać. W tej profesji satysfakcję daje zbliżanie się do prawdy, a nie koniunkturalne jej zaprzeczanie. Stan wojenny był dla dziennikarzy próbą, ale i ciężkim doświadczeniem. Dzielił środowisko, bo nie każdy mając rodzinę, mógł pozwolić sobie na utratę pracy i w różnych formach podpisywał „akt lojalności”. Muszę przyznać, że kiedy byłam internowana na wschodzie kraju, nie miałam pojęcia, czy nie przekroczę dalej tej granicy... Nie żałuję tego, gdyż była to poniekąd życiowa przygoda owocująca doświadczeniem. Na pewno jednak mi żal gwałtownego przerwania pracy w najlepszym zawodowym okresie, utraconych ośmiu lat, kiedy nie wolno mi było przekraczać progu Polskiego Radia. Taka była ta epoka... Poświęcenie obserwujemy również dzisiaj. Niedawno przecież Waldemar Milewicz stracił życie. Nadal są dziennikarze, którzy mimo zagrożeń, robią wszystko, aby przekazać informacje.
Od czego, według Pani, powinni zacząć początkujący reportażyści radiowi?
Myślę, że trzeba zacząć od obserwowania świata wokół siebie. A przede wszystkim ludzi z najbliższego otoczenia. Rozejrzyjcie się. Czy znacie osoby, które wam imponują lub czymś was zaskakują? Spróbujcie z nimi porozmawiać. Nie wykluczam, że dobrym pomysłem może być także próba odtworzenia historii waszej rodziny. Nagrajcie babcię, dziadka, ciotkę. Zastanówcie się, skąd pochodzą wasi rodzice. Co w konsekwencji życiowych doświadczeń mogą wam przekazać? Kolejnym ciekawym krokiem jest zrobienie audycji dokumentalnej na temat dnia, w którym się urodziliście. Postarajcie się odtworzyć, co się wtedy wydarzyło, czym żył wasz kraj tego konkretnego dnia.
Jakich rad mogłaby Pani nam udzielić?
Zanim uczyni się kogoś głównym bohaterem reportażu radiowego, radzę sprawdzić, czy będzie on umiał opowiadać o sobie lub o tym co mu się przydarzyło. Może się zdarzyć, że znajdzie się postać o fantastycznej biografii. Co z tego, jeśli mówi ona równoważnikami zdań, niewyraźnie i w dodatku sepleni? Taki głos nie uniesie audycji. Wtedy trzeba o tej osobie opowiadać głosami ludzi z jej otoczenia, co może nawet podnieść dramaturgię. Kolejna istotna sprawa to zrobienie rzetelnej dokumentacji. Warto upewnić się, czy historia, o której opowiada wasz bohater, miała rzeczywiście miejsce. Są ludzie, którzy cudownie konfabulują. Wiedzą, co dziennikarz chce usłyszeć i co świetnie sprzedaje się w mediach. Możemy nie zdawać sobie sprawy, że wprowadzają nas w błąd. Słuchamy ich z zapartym tchem, do mikrofonu lecą piękne, gotowe sekwencje. Potem okazuje się jednak, że to raczej science fiction. Trzeba uważać więc na niebezpieczeństwo monologu. Radzę budować reportaż wielogłosowy, w którym inni uczestnicy zdarzeń uwiarygodniają daną historię.
Jakie są główne zadania reportera?
Nie chcę używać słowa, które ostatnio jest zdeprecjonowane, mianowicie, że to zawód – misja, ale tak uważam. Otwiera on każde drzwi. Zadaniem reportera jest udzielenie odpowiedzi na te pytania, które nurtują ludzi w danym momencie. W przypadku sytuacji konfliktowej, niezależnie od swoich sympatii i antypatii, powinien on być maksymalnie obiektywny. Czasami siłą rzeczy reportażysta przychyla się do czyjejś opinii, ale musi dać szansę wypowiedzenia się każdej stronie. Nie może niczego zakładać z góry. Dopiero w trakcie powstawania reportażu weryfikuje przyjęte na wstępie założenia. Nagrywając, szukając świadków zdarzeń i poznając okoliczności danej sprawy, odbywa on podwójną drogę: poznawania rzeczywistości i nadawania jej formy. W efekcie tej pracy dziennikarz dramaturgią reportażu zaprasza niejako słuchacza do wspólnej wędrówki w poszukiwaniu prawdy. Nie zawsze odkrywa ją do końca, ale stara się do niej zbliżyć. Te wszystkie zasady są ważne, ponieważ w reportażu radiowym wypowiada się nie tylko bohater. Mówimy również my, autorzy.
Redakcja radiowa w Laboratorium Reportażu
Redakcja radiowa powstała wraz z pojawieniem się pani Janiny Jankowskiej w Laboratorium Reportażu, tj. w październiku 2005 r. Praca w redakcji skupia się wokół wydawania dwóch magazynów. Pierwszy to magazyn reporterski – „Krakowskie Przedmieście”, do którego tworzymy własne reportaże. Drugi to magazyn „Pokój nauczycielski”, który poprowadzi redaktor Jankowska, a gośćmi będą wykładowcy z Laboratorium.
Założeniem programowym magazynu „Krakowskie Przedmieście” jest odszukanie ludzi, miejsc, instytucji, punktów wyznaczających charakter tej ulicy, a wszystko to widziane naszymi oczami, czyli oczami członków redakcji. Oczywiście będzie w nim również miejsce na reportaże, które nam „siedzą w brzuchu”, a nie są związane z Krakowskim Przedmieściem. Jeśli chodzi o magazyn „Pokój nauczycielski”, to studenci będą inspirować tematy do rozmów wykładowców na antenie. W pokoju nauczycielskim rozmawia się o studentach, jacy są, czy ma się z nimi kontakt, czy rozumie się ich, czy są z innej planety? Trochę się plotkuje, ale i troszczy jak im przekazać to, co wiedzieć powinni. Tym magazynem będziemy podglądać te rozmowy. Redakcja to miejsce, gdzie można się nauczyć robienia reportaży radiowych pod okiem mistrza. Nie teoretyzujemy, ale od razu rzucamy się na głęboką wodę. Szukamy tematów, a następnie je realizujemy, doprowadzając do emisji reportaży na antenie. Mamy już za sobą debiut na antenie PR I. Teraz przygotowujemy materiały do następnego magazynu reporterskiego.
Opiekunem redakcji radiowej jest pani Janina Jankowska, zaś sekretarzem Małgorzata Krzaczkowska. Nasz mistrz od sprzętu, programów i różności technicznych to Stefan Jeziorski.
Jeśli macie ochotę do nas dołączyć, piszcie pod adres: m_krzaczkowska@o2.pl
Więcej o nas możecie się dowiedzieć na stronie Laboratorium Reportażu w zakładce „dokument radiowy”.








